Dodaj do ulubionych

smierc dziecka

14.10.03, 17:42
Czy sa gdzies rodzice, ktorzy przezyli smierc kilkumiesiecznego dziecka? Co z tymi ktorzy przegrali walke o zdrowie i zycie? Moze zle szukam, ale nie moge znalezc takiego watku. Tak jakby takie rzeczy sie nie zdarzaly... Jesli jest tu ktos taki ja jest niech sie odezwie prosze. Jelsi ktos z Was zna jakies forum poswiecone temu prosze o podpowiedz.
Mama Krasnala, ktorego juz nie ma
Obserwuj wątek
    • kasi6 Re: smierc dziecka 14.10.03, 18:04
      www.sakurateam.com/rodzice/forum/
      szczerze współczuję, mama kasia
      • dosiamamafilipa Re: smierc dziecka 14.10.03, 18:51
        wejdz sobie na www.imagina.pl rodzice i tam jest forum o utraconych skarbach.
        Wspolczuje Ci jak tylko moge, ale nikt naprawde nikt kto takiej tragedi nie
        przezyl nawet nie jest sobie wstanie wyobrazic jak to boli.
        Trzymaj sie cieplo.
        Caluski.
    • dodo1974 Re: smierc dziecka 15.10.03, 10:22
      Tak bardzo mnie poruszył Twój post...
      Na tym forum są rodzice, którzy stracili dzieci przegrywając walkę o zdrowie i
      życie; kilkakrotnie sie wypowiadali. Pamiętam mamę, która pisała o stracie
      córeczki chorej na białaczkę. Może sie odezwą.
      Tu pisze się dużo o problemach codziennych. Nie porusza się zbyt często
      problemów związanych z niepełnosprawnością dzieci (fizyczną i psychiczną).
      Rzadko porusza się sprawę śmierci.
      A niestety jest to część naszego życia i sa osoby, które mają potrzebę mówienia
      o tym.
      Pomodlę się za Twojego Krasnala... smile
      Dorota
    • marmysia Re: smierc dziecka 15.10.03, 11:49
      Kochana...Sama straciłam córeczkę...Wiem poprostu jak to boli... Pisz o swoim
      bólu...
    • agnes000 Re: smierc dziecka 15.10.03, 12:13
      Bardzo, bardzo współczuję... Chyba nic nie można dodać, to takie smutne
    • rispetto Re: smierc dziecka 15.10.03, 13:52
      Witaj Melko
      Twojego bólu nic nie jest w stanie ukoić i łączę się w nim z Tobą. Nasza
      ukochana Haneczka pomimo, że przeżyła dopiero 5 miesięcy też walczy o życie
      zmagając się z nieuleczalną chorobą, choć lekarze nie dają jej szans na
      wyleczenie.
      Życie choć krótkie tak kruche jest ...
    • sakura Re: smierc dziecka - adres strony "aniolkowej" 15.10.03, 20:07
      hej,

      dzis o 21-szej, jak co srode zreszta, bedzie czat dla rodzicow "aniolkowych"
      czyli po stracie ciazy lub/i dziecka

      www.sakurateam.com/rodzice/chat.php
      a na co dzien, 24h/dobe wsparcia mozna szukac na forum "aniolki"
      www.sakurateam.com/rodzice/forum/viewforum.php?forum=41
      wiem, ze trudno to wszystko zapamietac wiec calosc zebralismy tutaj:
      www.sakurateam.com/rodzice/aniolki.php
      mam nadzieje, ze odnajdziesz zyczliwe dusze, ktore zrozumieja i wespra...

      sakura
      • mamaadama4 Re: smierc dziecka - adres strony "aniolkowej" 15.10.03, 21:49
        Z tym czatem w środę po 21.00 to chyba przesada. Weszłam tam dzisiaj i chciałam
        chwile powisieć żeby cos zrobić. Jak wróciłam po 15 minutach to nie dość, że
        kazano mi sie odzywać, bo inaczej "do widzenia" to jeszcze stwierdziłam, że na
        pewno nie jest to w żaden sposób czat na ten temat. Ot, luźna rozmowa o
        pier.... Tak jak gdzie indziej. Melka, jeżeli masz dołek i chcesz pogadać, to
        może i zaglądnij ale nie licz na wiele.
        danka
    • smoczkab Re: smierc dziecka 17.10.03, 10:28
      My też przegraliśmy tę walkę o zdrowie i życie naszej córeczki. Martusia żyła
      tylko, a może aż 55 dni. Bardzo nam jej brakuje. Niestety takie rzeczy się
      zdażają. Jeśli masz ochote chcętnie z Tobą porozmawiam. Mój adres e-mail to
      smoczkab@wp.pl
      Pozdrawiam i czekam
      Aga
    • melka_x smierc dziecka 20.10.03, 12:59
      Najukochańsza Córeczko!

      Nasza wymarzona, wyczekana córeczko: urodziłaś się jako 27 tygodniowy wcześniak z wagą 970 g. Przedwczesny poród wywołało zakażanie bakteryjne. Dzień Twoich urodzin był najpiękniejszym dniem w moim życiu. Kiedy usłyszałam Twój płacz, sama rozpłakałam się w głos, to wzruszenie nie do opisania, znane tylko mamom... Mimo złowieszczych statystyk (ogromna większość zgonów noworodków to wcześniaki) wierzyliśmy, że wszystko dobrze się skończy. Dostałaś 10 punktów, nie było potrzeby intubowania (respirator), bo oddychałaś samodzielnie. Lekarze dziwili się, że tak sobie świetnie radzisz Krasnalku, obok leżał 31 tygodniowy wcześniak (a więc starszy prawie o miesiąc!) pod respiratorem... 9. dnia nastąpiło pogorszenie. Spuchł Ci brzuszek, pojawiły się problemy z trawieniem, ale nie wyglądało to jeszcze tragicznie, wydawało się, że dostałaś za duża porcję pokarmu jak na swoje możliwości. Mimo zmniejszenia ilości jedzenia, 10 doba nie przyniosła zmian na lepsze. 11 doba to był cios. Przyjechaliśmy do szpitala i zobaczyliśmy Cię pod respiratorem. Dowiedzieliśmy się, że reanimowano Cię rano, że nastąpiło zatrzymanie akcji serca! Lekarka uratowała Ci wtedy życie, ale Twój stan określono jako bardzo ciężki. Do tej pory czuję potworny żal, że nikt do nas nie zadzwonił. Telefon był w papierach na izbie przyjęć... mogliśmy zastać pusty inkubator! Następnego dnia przewieziono Cię do IMiDz jak prawdziwego VIP-a... na sygnale przez całe miasto...Tu przez kilka tygodni walczono o Twoje życie. Okazało się, że nie dokonał się zwrot jelita, co spowodowało niedotlenienie tkanek i rozległą zamartwicę. Miałaś 3 operacje, które jak nam powiedziano przeżyłaś cudem. Mimo niezwykle ciężkiego stanu i bólu nasz dzielny skrzaciku prawie dwa miesiące walczyłaś z ogromną determinacją... lekarze dziwili się Twojej sile i żywotności... To był niezwykły, cudowny czas, mimo złych rokowań byliśmy pełni nadziei. W instytucie spędzałam całe dnie, obserwowałam jak zmieniasz się, jak z dnia na dzień robisz się coraz słodszą pyzunią, jak reagujesz na mój głos, jak ślicznie uśmiechasz się i jeśli to w ogóle możliwe każdego następnego dnia kochałam Cię jeszcze bardziej i bardziej... Czytałam Ci książeczki i mówiłam, mówiłam, mówiłam... Opowiadałam jak bardzo Cię kochamy, obiecywałam, że nie zawsze będzie bolało, że jeszcze musisz trochę wytrzymać, ale w końcu przestaną Ci zakładać kolejne wenflony, wyjmą respirator, ból ustąpi i zobaczysz jakie życie może być piękne. Zobaczysz w jakim ładnym miejscu mieszkamy, że szpital to nie cały świat, jaki śliczny pokoik przygotowujemy dla Ciebie. Wierzę, że choć nie rozumiałaś słów, rozumiałaś sens tego co mówiłam, że dzięki temu miałaś siłę, by walczyć.

      Po 3 operacji wiedziałam już, że przegraliśmy. Otwierałaś oczy i patrzyłaś z wyrzutem, że pozwalamy na taki ból, choć wszyscy robili wszystko byś nie cierpiała... Miałaś już taki zmęczony, zrezygnowany, smutny wzrok. Wiedziałam, że nie masz siły walczyć dalej, że poddałaś się. 57. dnia, 6 dni po ostatniej operacji lekarze oświadczyli, że nie podejmą się kolejnej operacji, że nie widzą już żadnych, nawet najmniejszych szans, że każde działanie tylko przedłuży Twoje cierpienie. Powiedziano nam, że będziemy mogli być przy Twojej śmierci, że nie będziesz cierpieć, nie będziesz czuć duszności, że będziesz po prostu powoli zasypiać. Staliśmy nad Tobą i patrzyliśmy jak mimo ogromnych ilości leków przeciwbólowych płaczesz. Już wiedzieliśmy, że nie wygramy z losem. Chcieliśmy tylko, żebyś przestała cierpieć. W końcu po kolejnej porcji leku ból ustąpił, zasnęłaś. Tego dnia też po raz pierwszy pozwolono mi wyjąć Cię z inkubatora i przytulić. Byłaś taka śliczna, spokojna i bezbronna. Wieczorem pojechaliśmy do domu, przekonani ze to potrwa jeszcze kilka dni, jednak już następnego dnia rano gdy zbieraliśmy się do szpitala, zadzwoniła dyżurna lekarka, ze umierasz, żebyśmy przyjechali natychmiast jeśli chcemy Cię pożegnać. Po wariackiej jeździe dotarliśmy do Instytutu. Pozwolono nam wyjąć Cię z inkubatora, umarłaś w naszych ramionach nasz Superskrzaciku. Przez 20 minut patrzyliśmy jak gaśniesz, jak spada tętno, saturacja... jak linia na monitorze robi się coraz bardziej płaska. Po 20 minutach weszła lekarka, zbadała Cię i powiedziała ?Nie ma już tętna?. Wyłączono respirator, wyjęto sondy, odłączono Cię od wszystkiego, ubrano i dano nam kilka godzin na pożegnanie. Ja wciąż nie wierzyłam, że nie żyjesz. Kiedy Twój tata chciał Ci przemyć oczy i buzię, upierałam się żeby zrobić to solą fizjologiczną, nie wodą. Zrobił to wodą, ale jeszcze długo nosił Cię na rękach, przytulał i szeptał Ci coś do uszka.

      To tak boli Córeczko. Inni rodzice kupują wózki, rowerki, zabawki, łóżeczka, a my malutką trumienkę. Ubranka, które Ci kupiliśmy, po raz pierwszy założono Ci właśnie do tej trumienki. Inni wychodzą na spacer z dziećmi, albo nawet jadą do szpitala je odwiedzić, a my jeździmy na cmentarz, choć nic jeszcze nie przeżyłaś. Nigdy nie dowiemy się jakbyś wyglądała za kilka lat, Twój ryjek nigdy nie powie ?mamo? lub ?tato?. Twój dziadek nigdy nie kupi Ci malutkich pionierek i nigdy nie weźmie Cię w Tatry jak marzył, Twój Tata nigdy nie nauczy Cię pływać na desce, nie będzie wybierał dla Ciebie pianki i żagli. Nie będziemy obserwować jak rośniesz, jak zmieniasz się w kobietę. Tak niewiele chcieliśmy. Wiedzieliśmy od pewnego momentu, że prawdopodobnie nigdy nie będziesz zdrowym dzieckiem, że może nie będziesz widzieć, że może nigdy nie będziesz w stanie skończyć żadnej szkoły. Godziliśmy się z tym, kochalibyśmy Cię bez względu na to jaka byś nie była. Kiedyś spotkałam mamę z dzieckiem z zespołem Downa i poczułam taką straszną zazdrość, że jej dziecko żyje. Chcieliśmy tylko, żebyś była. A może Ty nie chciałaś takiego życia?

      Nikt nigdy Cię nie zastąpi, zawsze będziemy o Tobie pamiętać i zawsze będziemy Cię kochać. Dziękujemy Ci Pyzatko, że byłaś z nami przez te 58 dni, to były najcudowniejsze dni w naszym życiu, Twoje istnienie było naszym prawdziwym Cudem.
      Żegnaj Superskrzaciku, Natalijko ? Nowalijko, Natalko ? Krasnalko, Pyzuniu
      Śpij spokojnie Córeczko
      Twoja mama
      • chalsia Re: smierc dziecka 20.10.03, 23:34
        Ja naprawdę bardzo wyjątkowo ronię łzy. Teraz płaczę jak bóbr. Jeśli tylko jest
        coś, co mogę zrobić, by ulżyć Ci i mężowi w cierpieniu .....
        Daliście jej swoją miłośc i ONA to czuła.

        Nie mam słów, każde wydaje się być niestosowne w obliczu takiej tragedii i
        takiego cierpienia.
        Chalsia
      • steffa Re: smierc dziecka 21.10.03, 23:32
        Bardzo pięknie piszesz o swojej córeczce. Tylko tyle mogę powiedzieć z
        sensem...
    • melka_x Re: smierc dziecka 20.10.03, 13:06
      P.S. Mam ogromny żal, do pielęgniarek z pierwszego szpitala, w którym Natalia urodziła się i była pierwsze dni. Tam z tego krótkiego czasu jaki nam dano zabrano nam jeszcze te 8 dni po urodzeniu, gdy nic jej jeszcze nie bolało, gdy można było ją kangurować (kładzenie dziecka pod kołderką na nagich piersiach matki, by mogło słyszeć bicie jej serca, które pamięta z życia płodowego). Nie wiedzieliśmy, że to możliwe, i nie tylko, że nikt nam tego nie zaproponował, ale większość pielęgniarek dawała nam wszelkimi sposobami do zrozumienia, że przeszkadzamy. Wiecznie zawadzałam przy inkubatorze, przy każdej czynności pielęgniarki wypraszały mnie za drzwi i to niemal warcząc. (a lekarki ? zresztą bardzo miłe, życzliwe i ludzkie stwierdzały to jako fakt, z którym trzeba się pogodzić ?No wie pani, pielęgniarki nie lubią jak im się siedzi na głowie? (!!!) ? usłyszeliśmy od jednej lekarki). Dopiero w Instytucie Matki i Dziecka przekonałam się, że rodzice nie muszą być dla pielęgniarek zawalidrogą, że nie trzeba walczyć o to by być przy własnym dziecku, że mogłam być przy Niej od rana do wieczora, że mogłam Ją smarować oliwką, mierzyć temperaturę, przewijać, że nie przeszkadzamy ani przy żadnym badaniu, ani przy obchodzie, ani przy podawaniu leków. Tylko że w instytucie Natalijkę już bolał każdy dotyk, już nie mogliśmy jej z tego powodu wyjąc ani na chwilę z inkubatora. I już nikt nam tych pierwszych dni po Jej urodzeniu nie zwróci.
      • agaoswiecim Re: smierc dziecka 20.10.03, 17:32
        Naprawdę współczuję, nie wiem co mogę Ci powiedzieć. Twój list tak mnie
        wzruszył że narazie nie mogę przestać płakać.
      • gagarin3 Re: smierc dziecka 22.10.03, 11:38
        Melka jesteście cudowni. Nie potrafię nic innego powiedzieć, ani zrozumieć
        dlaczego zdarzają się takie tragedie, dlaczego można tak kochać i tak
        cierpieć...
    • kajoa Re: smierc dziecka 20.10.03, 15:04
      Odwagi.... W Fundacji Rodzić po ludzku która prowadzi poradnię Początek są
      spotkania dla rodziców którzy stracili dzieci, więcej informacji na
      www.rodzicpludzku.pl
    • acperzyna Re: smierc dziecka 20.10.03, 17:13
      Jestem mamą 7 miesięcznego Kacperka.Nie moge sobie wyobrazić tego co
      przeżyłaś.Po przeczytaniu twojej wypowiedzi płakałam pół godziny.Niewiem skąd
      bierzesz siłe by żyć.Nie ma nic gorszego niż śmierć dziecka.Serduszkiem jestem
      z tobą.Pozdrawiam
    • miski5 Re: smierc dziecka 20.10.03, 18:07
      bardzo wspolczulczuje, trzymajcie sie

      miski
      • ma_juli Re: smierc dziecka 22.10.03, 23:04
        Droga Melko...
        Uslyszalam kiedys, ze dzieci umieraja, bo przeciez trudno wyobrazic sobie raj
        bez dzieci... Ten wasz Aniolek czuwa nad Wami, jest mu bezpiecznie i dobrze. To
        tu, na Ziemi zostaje rozpacz...

        przytulam Cie do serca
        adelka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka