Dodaj do ulubionych

to wylądowało na głównej stronie gazety...

27.05.09, 09:25
julkanabalkonie.blox.pl/2009/05/Na-sali-porodowej-wrazenia.html
Jeszcze długo nic się nie zmieni, skoro kobiety mają tak sformatowane mózgi.
Szkoda mi tej dziewczyny bardzo.
Obserwuj wątek
    • gustaw.jelen Re: to wylądowało na głównej stronie gazety... 27.05.09, 10:08
      Ale czemu Ci jej szkoda?

      Poświęciłam 3 minuty mojego cennego czasu wink)) i przejrzałam sobie
      jej blog.

      "Martwię się, że w czasie porodu coś się stanie mi lub małej lub nam
      obu. Że nie będę miała nic do gadania odnośnie czegokolwiek, a potem
      dołącze do grona moich "szczęśliwych" koleżanek, które mówią "nigdy
      wiecej porodów, możecie mi wyciać macicę albo zawiązać jajowody na
      supełek". Pani położna prowadząca szkołę rodzenia przy szpitalu na
      Polnej moje obawy jeszcze potwierdza. Pierwsza czerwona lampka,
      która sie zaświeciła przy jej haśle "rutynowe naciecie krocza dla
      waszego moje drogie panie dobra", jazy się teraz dosć jaskrawo,
      wsparta teoriami o leżeniu podczas porodu i innymi takimi."

      I dalej:
      "Kurde, z drugiej strony może ona ma jakieś niezbite dowody na to,
      ze fundacja miesza w głowach biednym, podatnym kobietom (nie chciała
      ich ostatnio wyjawić), może zna ważniejsze zalecenia niż wytyczne
      WHO (która już 20 lat temu pisała, ze nacinanie krocza podczas
      porodu ma uzasadnienie w max 20% przypadków). No nie wiem. "
      "Czuję sie zmuszana do bezradności i przyjęcia biernej postawy.
      Ratunku! Czy znajdę jakąś położną, której będę mogła zaufać? Tu nie
      chodzi o to, że mam jakieś super ekstremalne wymagania, chcę urodzić
      zdrowe dziecko, cesarka mnie nie przeraża, nie mam jakis super
      wymagań odnośnie znieczulenia, jeśli będzie trzeba, to trudno, będą
      mnie nacinac (ale niech to nie będzie widzimisię dla wygody lekarza
      i położnej), chcę sie nauczyć karmić malucha i przygotować do tego
      wszystkiego z sensem. Nawet płacę za szkołę, żeby wszystko ułatwić. "

      Jakoś nie widzę powodów, by się nad nią litować. Nie jest taka zła,
      są gorsze, nad którymu można się litować. Tylko po co? Czy to nasze
      litowanie się coś zmieni?
        • tamilnadu Re: to wylądowało na głównej stronie gazety... 31.05.09, 17:04
          Mnie załączony link ani nie rozbawił, ani nie rozżalił wink
          Żyjemy w czasach, w ktorych wiedza leży na ulicy. Interesują mnie
          badania nad zwiększonym ryzykiem DPM u noworodków po IVF? Voila,
          dwie minuty w google i mam przed sobą wyniki badań z Danii z pełnym
          opracowaniem metodycznym i wnioskami końcowymi. Trzeba tylko chcieć.
          Fundacja Rodzić po Ludzku też wykonuje sporą pracę edukacyjną,
          natomiast nie jest w stanie zmusić żadnej kobiety do przeczytania
          ulotki o np. medycznym znaczeniu nacinania krocza i przygotowania
          dokumentu o treści "nie zgadzam się na zabieg rutynowego nacinania
          krocza. Anna Kowalska".
          Poza tym ufności i wiary w siebie nie da się nauczyć nikogo przez
          Internet, łatwo za to można podkopać jego pewność siebie i wiarę we
          własne możliwości.

          Moim zdaniem, jeśli ktoś urodził "nieludzko" to- acz to
          kontrowersyjny pogląd, jak sądzę- powinien porzadnie przemyślec, na
          ile winić za to system opieki, szpitale itd. a na ile samego siebie.
          Moderuję forum "ciąza i poród" na jednym z for i postawa "jakoś to
          będzie, lepiej nie wiedziec za dużo" jest bardzo powszechna.
          Zbieranie informacji o porodzie, rozmowy na ten temat, analiza itd.
          są za to traktowane jako rozrywka przeintelektualizowanych niuniek,
          którym się wydaje, ze są najmądrzejsze we wsi i mają większą wiedzę
          niż Pambuk Doktór Medycyny.
          A przecież wiadomo, że jak Doktór coś postanowi to drżyjcie Ludy,
          Doktór z definicji ma rację.

          Niedawno zetknęłam się z historią, w ktorej dziewczyna (przy
          opłaconym lekarzu położniku, co zaznaczę) urodziła z obustronnym
          popękaniem szyjki macicy, obecnie ma wypadającą pochwę i macicę, a
          wszystko to dlatego, bo urodziła dzięki zakazanemu chwytowi
          Kristellera. Prawdopodobnie miała niewspółmiernośc, lekarz nie
          chciał wykonac cesarskiego cięcia, zaś ona nie dawała rady wyprzeć
          maleństwa.
          Na końcu zadała nieśmiale pytanie, czy uważamy, że lekarz zachowal
          się w porządku? Po obszernych odpowiedziach forumowiczek doszla do
          wniosku, ze jednak będzie głupio pozywać lekarza, bo "koleżanki
          bardzo go chwalą i ogólnie cieszy się on świetną opinią".

          Oszczędzę sobie komentarza. Ale rodzi się pytanie: wiedziala
          kolezanka, ze chwyt Kristellera jest zakazany? Wiedział mąż
          koleżanki, ze ma prawo zaprotestować? Wiedzieli oboje, że za takie
          sprawy skarży się lekarza? Skąd, koleżanka podzielila się tylko
          refleksją, że po pierwsze: lekarz mimo wszystko musial być świetny,
          skoro żyje i ona i dziecko (sic!), oraz- po drugie- nawiązała do
          sytuacji rodzenia w domu pisząc, iż na szczęście rodziła w szpitalu
          mając dostęp do "wszystkich dobrodziejstw medycyny".


          Moim zdaniem niewiele kobiet jest tak naprawdę zainteresowanych
          wiedzą na temat swojego udziału i roli w porodzie. Faktami i mitami.
          Odrobieniem domowej pracy pod tytułem "ja i mój brzuch- co czuję,
          jakie sa moje lęki, co mogę zrobić dla siebie i dziecka przed
          porodem, aby urodzić lepiej i naturalniej".
          Tak, chcą wiedziec, czy na oddziale są worki sako i czy ściany są
          aby pastelowe, czy trzeba nacinać krocze (choć w chwili próby
          większośc i tak zachowa się potulnie i uwierzy w "nakaz medyczny") i
          czy będą mogły chodzić w pierwszej fazie.
          Potem jednak zracjonalizują to sobie jak setki tysięcy innych: byłam
          podpięta caly czas pod KTG, ale to bylo naprawdę konieczne,
          rodziłam na leżąco, bo tak trzeba, wprawdzie wypada mi macica
          i pochwa, ale lekarz uratowal życie mojemu dziecku.
          Stara i dobrze znana nam wszystkim historia.
          Czy współczuję? Nie do konca. Wybór ma każdy- nie zawsze co do tego
          jak rodzić, ale zawsze co do tego, czy chce wiedzieć czy nie i czy
          pragnie się przygotować.

          • kropkaa Re: to wylądowało na głównej stronie gazety... 31.05.09, 17:29
            Niestety, ale czasem mam myśli, że każdy ma taki poród, na jaki
            zasługuje... Szczególnie tyczy się to znanych mi przypadków, gdy ja
            wychodziłam z siebie, by pomóc, edukowałam, wysyłałam książki,
            wskazówki, wyszukiwałam wywiady, podsyłałam linki, dzwoniłam,
            mówiłam. I co? Figa z makiem. A potem słyszę: "tak, nacięła mnie,
            ale naprawdę musiała... To było dla mojego dobra." Pytam
            tylko, czy mogła wybrać pozycję. Mogła, pod warunkiem, że była to
            pozycja na plecach. Ksiązki, gazety, fora eksperckie, szkoła
            rodzenia, akcja "Rodzić po ludzku", internet - chyba nigdy nie było
            tak dobrze i tak łatwo z dostępem do informacji. Nawet w najbardziej
            zapadłej mieścinie, jak tylko masz internet, możesz mieć prawie
            wszystko. I co z tego? Nic. NIC.
            • 987ania Re: to wylądowało na głównej stronie gazety... 31.05.09, 18:06
              ja też już nie współczuje i nie jest mi przykro. Chciała rodzić po ludzku, mogła
              przeczytać cokolwiek na ten temat, poszukać lekarza, położnej itd. Jak pacjent
              słyszy złą dla niego diagnozę, to przekopie net, poradzi się innych, poszuka
              innego lekarza, poczyta a poród? Jakoś to będzie. Jakoś urodzą, to nich potem
              się nie dziwią, że poród był jakiś a nie ten właściwy.
            • abiela Re: to wylądowało na głównej stronie gazety... 31.05.09, 18:07
              Dokładnie rak czuję jak kropkaa i tamilnadu. Setki informacji, linków, postów na
              nic - dlaczego ludzie tak bronią się przed wiedzą? Do tego to nieustanne:
              zrobili, zabrali, dali, kazali. Jacyś tajemniczy ONI rządzą porodem, zachowaniem
              wobec dziecka i wszystkim innym. Nie rozumiem tej bierności.
              • sugarxxx Re: to wylądowało na głównej stronie gazety... 31.05.09, 21:56
                Dziewczyny, w zasadzie chciałabym powiedzieć, że zgadzam się z kropką, abielą i
                tamildu. Bo..z zgadzam się w 95%, ale...
                w temacie bierności itp. Pamiętacie wątki o tym, jak wyjść ze szpitala po
                porodzie w sytuacji gdy chcą zatrzymać? To forum skupia przecież same
                wyedukowane i świadome swoich praw dziewczyny. I co? Większość z nas i tak ulega
                Pambukowi lekarzowi i zastanawiała się jak wyjść zamiast po prostu przyjąć do
                wiadomości, że się jest wolnym człowiekiem, po prostu oświadczyć że się wychodzi
                i wyjść.

                Wiele zatem zależy od wyjściowego stanu sformatowania mózgu. Poza tym często
                środowisko w jakim człowiek żyje oddziaływuje tak, że nie sposób pomyśleć że
                można inaczej.

                Dlatego trochę szkoda mi tej dziewczyny.

                Z drugiej strony mam ostatnio sytucję wypisz wymaluj z maila kropki. Dziewczyna
                2 fakultety, doktorat, laureatka wielu nagród, do tego autorka bestsellerów. I
                nastawienie ma: najlepiej nic nie wiedzieć, przejść przez to wszystko jak
                najszybciej, a za pierwszym razem to jej uratowali dziecko... Co z tego że było
                oxy i leżenie. Ona się tym nie interesuje. I w tym przypadku będzie mi również
                szkoda, jeżeli coś pójdzie nie tak. Ale to już subiektywne odczucie, bo to jedna
                z moich najlepszych przyjaciółek.
                • kropkaa Re: to wylądowało na głównej stronie gazety... 31.05.09, 22:40
                  Przypadek, który ostatnio nami wstrząsnął wink

                  Na imprezie żona kolegi, w 7 mcu ciąży, oświadczyła, że idzie rodzić
                  na żywioł. NIC nie czyta, nie chodzi do szkoły rodzenia,
                  niczym się nie interesuje, bo przecież lekarze na pewno jej nie
                  skrzywdzą, bo będą chcieli dla niej dobrze, a ona przecież i tak nie
                  oceni, że nie mają racji podając jej oxy czy nacinając krocze, no bo
                  jak, na jakiej podstawie? I czemu ma im nie ufać? No po prostu SZOK.
                  Gdyby to była 16-latka z jakiejś patologii, to by mnie to nie
                  zdziwiło, ale wykształcona, 30-letnia kobieta??? W ogóle dużo
                  dziewczyn (co dla mnie było miłą niespodzianką) potwierdziło, że
                  dość często lekarze nie liczą się z dobrem pacjenta, a ze swoją
                  wygodą (niepisana zasada, że nie przekazuje się rodzącej na następny
                  dyżur kolegi), że cc przypadające na dzień wolny robi się tydzień
                  przed świętami, by mieć spokojne wolne itd.
                  Podałam też inne spektakularne przykłady świadczące, że "zawsze
                  najważniejsze jest dobro" (tylko czyje???) - dolargan u koleżanki,
                  brak jakiejkolwiek pomocy przy karmieniu piersią, pomoc nieznanych
                  mi osobiście Forumek. I co? Nadal jak grochem o ścianę. Nie chce,
                  nie potrzeba, po co dociekać, po co czytać, no po co?
                  Była też dziewczyna, którą wcześniej trochę edukowałam, ale poród
                  skończył się mało dla niej satysfakcjonującym cc (pomimo, że miała
                  wybrany szpital w innym mieście i zaprzyjaźnionego lekarza) i,
                  zamiast mnie słuchać, posłuchała Pambuka doktórkę i szybciutko
                  wylądowała na Nutramigenie (na który w dodatku nie dostała recepty i
                  bulili 100% za puszkę!!! - kto ich poinformował o ryczałcie? - no
                  oczywiście, że jawink). Jej wnioski były jednoznaczne - gdybym mogła
                  jeszcze raz pierwszy raz urodzić... Ona po prostu za bardzo zaufała
                  lekarzom, zamiast sobie.
                  Czy to wszystko rzeczoną ciężarną przekonało? Nie. I czy ja mam
                  potem jej żałować, że miała ciężki poród, że jest pocięta do szyjki,
                  że rodziła słynne 40 godzin?
            • oldzinka Re: Tamilnadu! PAMBUK jest genialny!!! 01.06.09, 08:46
              Jest jeszcze jedna kategoria kobiet, do której ja się zaliczam (i
              nieśmiało mogę chyba Monicus zaliczyć). To kobiety, które wiedzą
              wszystko o tym jak może wyglądać dobry poród, a w szpitalu i tak nic
              nie wskórają, bo nie mają predyspozycji psychicznych do użerania się
              o swoje podczas porodu. I muszę się wam przyznać, że po porodzie
              byłam bardzo rozgoryczona. Cała wiedza o dobrym rodzeniu przydała mi
              się po to, żeby wiedziać co ze mną nie tak zrobili, co mnie ominęło.
              Cała ta wiedza dołożyła się do mojego poczucia totalnej klęski i
              krzywdy. I tak sobie myślę, że gdybym nie wiedziała, to bym tak nie
              cierpiała. W końcu to był normalny szpitalny poród, zakończony cc.
              Dla laika nic strasznego a dla mnie koniec świata. Czy to moja wina,
              że nie potrafiłam sobie zapewnić dobrego porodu?
              • kropkaa Re: Tamilnadu! PAMBUK jest genialny!!! 01.06.09, 08:55
                Oczywiście, że nie.
                Ale chyba nie wrzucisz do jednego worka i dziewczyny z mojego
                poprzedniego posta. Poza tym nigdy nie ma gwarancji, że będzie
                idalnie, ale IMO i tak warto wiedzieć, choćby po to, by następnym
                razem mogło być lepiej (w Pl akurat z tym ciężko, ale po pierwszym
                cc generalnie jest możliwość następnego porodu sn, czego przykłady
                są).
                  • abiela Re: Tamilnadu! PAMBUK jest genialny!!! 01.06.09, 09:56
                    Oldzinko na taką ewentualną sytuację wyedukowałam męża - ja na szczęście nie
                    musiałam o nic walczyć (vide mój post) ale zarówno M. jak i na początku ja
                    wartykułował naszcze życzenia dotyczące porodu. Kolezanka na ewentualność
                    odebrania mowy i otępienia M. miała przygotowaną słodką karteczkę z miłą prośbą
                    do położnej itd.
                    Ale to też nie w Polsce. Zdaję sobie sprawę, że z Panbukiem trudniej.
                    • oldzinka Re: Tamilnadu! PAMBUK jest genialny!!! 01.06.09, 10:11
                      No właśnie w tym sęk. W naszych polskich realiach. Wiedza jest
                      dostępna dla każdego, ale skorzystanie z tej wiedzy graniczy z
                      cudem. Położnych domowych jest kilkanaście. Położne szpitalne
                      najczęściej nie mają nic do gadania jak przyjdzie pambuk doktór. I
                      wtedy ta wiedza obraca się przeciwko wiedzącej smile
                      • hatchalit Re: Tamilnadu! PAMBUK jest genialny!!! 01.06.09, 10:25
                        Ja ostatnio słuchałam opowieści porodowej dziewczyny, która rodziła w jednym z
                        warszawskich szpitali o nienajlepszej opinii. Miała jednak napisany bardzo
                        szczegółowy "plan porodu" i oświadczenie o tym, że nie wyraża zgody na rutynowe
                        nacięcie krocza i wręczyła je lekarzom, położnej itd. Personel, przyzwyczajony
                        do "odbębniania" roboty wg tego samego schematu od x lat, był w takim szoku, że
                        pomruczeli trochę o strasznym braku zaufania do służby zdrowia a potem schodzili
                        rodzącej parze z drogi, prosili o zgodę na każdą interwencję i badanie...
                        Obeszło się bez większości rutynowych zabiegów i nie było konieczności
                        wykłócania się o swoje na bieżąco... Więc może to jest dobry pomysł?
                        Bo przy obecnym zatrzęsieniu na porodówkach nawet w najlepszych, "pro-natura"
                        szpitalach zdarzają się coraz częściej przyśpieszanie porodu, bezsensowne
                        interwencje i inne atrakcje...
                        • bratka8 Re: Tamilnadu! PAMBUK jest genialny!!! 01.06.09, 11:28
                          Tylko że zawsze zależy na kogo się trafi w szpitalu. Bo co z tego że nie ma zgody na rutynowe nacięcie, skoro zawsze można powiedzieć że były wskazania, a nawet zapytać rodzącą, czy zgadza sie na nacięcie, bo "coś tam"- kto po przeczytaniu nawet setki książek zaryzukuje?
                          Podobnie z każdą rutynową interwencją- lekarz może przedstawić sprawę tak, że rodzice odbiorą to tak - albo sie zgodzicie albo będziecie płakać.
                          Skąd laik ma wiedzieć że dana interwencja jest zbędna. Bo w 99% jest taka? A może u mnie faktycznie trzeba coś tam zrobić?

                          Najgorsze jest to, że poród fizjologiczny wymaga poczucia bezpieczeństwa, a nie pilnowania personelu i ciągłego analizowania swojej sytuacji.
                      • bratka8 Re: Tamilnadu! PAMBUK jest genialny!!! 01.06.09, 12:05
                        Ale wiedza pozwala mieć nadzieję, że następnym razem będzie inaczej, że może, że powinno być lepiej, że może uda się coś wywalczyć.
                        Chyba w gorszej sytuacji są kobiety, które nie mają wiedzy o naturze porodu i to co je spotkało traktują jako elementy nieodłączne: przeżyć-zapomnieć, a jako sposób na ich uniknięcie wybierają brak kolejnego dziecka.
                      • abiela Re: Tamilnadu! PAMBUK jest genialny!!! 01.06.09, 20:44
                        oldzinka napisała:

                        > No właśnie w tym sęk. W naszych polskich realiach. Wiedza jest
                        > dostępna dla każdego, ale skorzystanie z tej wiedzy graniczy z
                        > cudem. Położnych domowych jest kilkanaście. Położne szpitalne
                        > najczęściej nie mają nic do gadania jak przyjdzie pambuk doktór. I
                        > wtedy ta wiedza obraca się przeciwko wiedzącej smile

                        Oldzinko masz rację choć ja naprawdę mam wraźenie, że w wielu sytuacjach coś
                        zrobić można - zacznijmy może od sytuacji, gdy dziecko jest odbierane matce na
                        badania, kąpiele i inne cuda. Mam na myśli pobyt w szpitalu po porodzie - no
                        chyba nikt tego dziecka na siłę nie wyrywa? Podobnie z kładzeniem się na
                        ostatnią fazę - nikt chyba na siłę nie przywiązuje? Pewnie że nie jest łatwo ale
                        ja akurat w gros wypowiedzi spotkałam się z sytuacją, gdzie była połóżnica
                        przekonywała, że inaczej się nie da, bo jak? Myślę, że jeśli więcej kobiet
                        będzie miało świadomość swojego ciała i porodu i będzie artykułowało swoje
                        potrzeby, tym bardziej będzie malał opór położnych i panbuka. No ale może jestem
                        naiwna. Jeśli jednak tak, to jaka jest inna droga zmiany tej sytuacji?
                        • goblin.girl Re: Tamilnadu! PAMBUK jest genialny!!! 02.06.09, 12:57
                          Jeśli jednak tak, to jaka jest inna droga zmiany tej sytuacji?

                          Oczywiscie, ze innej nie ma.
                          Świadoma swoich praw grupa społeczna, która staje okoniem, to jest siła, której
                          żaden beton się nie przeciwstawi, zwłaszcza jesli jest to grupa, od której,
                          jakby nie było, zależy przyrost naturalny narodu wink
                          tyle, ze trzeba być w danej sytuacji tą pierwszą, która się wychyli, wziąć na
                          siebie odpowiedzialnosć, przewalczyć w sobie też tą obawę "co będzie, jeśli ONI
                          jednak mieli rację". To wymaga w wielu przypadkach sporej zmiany sposobu myślenia.
                          Ostatnio miałam przykład - znajoma, po 19 godzinach porodu "sn", zakonczonego
                          cesarką, bo dziecko sie nie wstawiło. Spytałam mimochodem, czy leżała przez cała
                          I fazę. Tak, a jakże. Po chwili zapytała, czy to mogło byc przyczyną. Widać, ze
                          coś dało do myślenia. Cóż, odpowiedzialam, ze położna nie jestem i nie było mnie
                          przy tym, ale to możliwe... następny poród dziewczyna planuje z własną położną,
                          oby jej się udało trafić na kompetentną.
    • iluzyt ech... 02.06.09, 22:38
      Ja - mimo że nie mam jeszcze dzieci ani tez w ciązy nie jestem,,,,
      interesuje się żywo DOBRYMI porodami smile rowniez obserwuje kolejne
      ciąze moich kolezanek,, i czasami proboje cos podpowiedziec, albo
      nakierowac je na strony Rodzić po Ludzku albo na to nasze forum (na
      ktorym mozna wiele sie dowiedziec, nawet jak ma sie w planach
      szpital).. Oto co mi odpisala moja kolezanka doktorantka,,

      "my się dobrze trzymamy. Muszę Cię zasmucić, ale w Polsce nie
      przewiduje prawo rodzenia dziecka w domu. A poza tym to ja wolę
      oddać się w ręce specjalistów, którzy mi pomogą urodzić i w razie
      czego mają sprzęt by pomóc czy to mi czy mojemu dziecku niż z góry
      skazywać nas na dobry los. Ja mam szpital wybrany już i nie sądzę,
      żeby w którymkolwiek szpitalu robili coś na przekór kobiecie. Oni
      próbują pomóc, a nie szkodzą smile"

      i jeszcze to:
      "Ok. Wiesz po rozmowach z koleżankami to póki co wiem, że jest się w
      takim amoku, że nie wiele dociera do kobiety i aż tak dużo się z
      tego nie pamięta smile Ale jak już będę po to dam Ci znać smile"

      ja juz przestane chyba sobie język i klawiature strzępic..
      dziewczyny mają szanse na zmiany na lepsze.. przede wszystkim mają
      szansę chociaz minimalnie sie doksztalcic przed tym super waznym
      wydarzeniem zyciowym - a jak do tej pory to spotykam sie z takim
      wlasnie betonem odpornym na wiedze..

      • goblin.girl Re: ech... 03.06.09, 08:39
        Wiesz po rozmowach z koleżankami to póki co wiem, że jest się w
        > takim amoku, że nie wiele dociera do kobiety i aż tak dużo się z
        > tego nie pamięta

        ja tam pamiętam bardzo duzo i jestem z tego zadowolona, co wiecej, aż ciepło mi
        na serduchu, jak sobie przypominam smile
        no, ale jeśli sie idzie rodzic z nastawieniem, żeby aby za dużo nie wiedziec,
        nie jarzyć i nie zapamietac, to pewnie tak jest
        • madeleine.passerelle Refleksje o tym, jak wiedza nie pomoże... 08.06.09, 17:31
          Witajcie!
          Czytam to forum od początku jego istnienia.
          Sama planowałam swoje porody jako domowe. Zycie napisało inne scenariusze, niestety.
          Prawie 3 lata temu, gdy planowałam pierwszą ciąże miałam już dużą wiedzę na temat tego, jak ma NIE wyglądać mój poród. Żadnych zbędnych czynności, golenia, itp, żadnych rutynowych przecięć, żadnych wenflonów, dolarganów, leżenia, pełna wiedza o tym co się dzieje, itp

          Dlatego miał być domowy. Zabierając sie za poszukiwania położnej do domu odkryłam Dom narodzin. Jakże wielkie było moje szczęście! Uznałam, że to jest to.
          I byłoby świetnie, przeszłam kwalifikacje od lekarzy współpracujących, wszystkie badania idealne, gdyby nie to, ze po upływie 10 dni od wyznaczonego terminu nie mogłam rodzic w DN. Ale nadal miało się mieć do dyspozycji położna z DN, która poprowadzi poród w szpitalu, z którym ma umowe, który ochroni przed szpitalnymi rutynami.
          Jakoś zniosłam perspektywę szpitala, żyłam przekonaniu, ze położna z DN, w dodatku współpracująca z Fundacja RpL to gwarancja przestrzegania naturalności porodu. Nie miałam wiec zadnych oświadczeń, planów, bo przecież jest ona, położna „po ludzku”.

          I co? I porażka! Już przed izba przyjęć usłyszałam „tylko zgadzaj się na wszystko i nic się nie dopytuj, bo ja tu kiedyś pracowałam i nie chce się wstydzić” – a na zajęciach szkoły rodzenia w DN teksty „nie zgadzajcie się na wszystko, bo nie wolno się zgadzac na rutynowe działania”

          Pomoc przy znoszeniu bólu była żadna (a poród na nasza prosbe wywoływany oxytocyną, bo już 12 dni po terminie i bardzo stare łożysko; dziecko urodzilo się z cechami przenoszenia).
          Żadnych informacji o postępach porodu, propozycja … dolarganu (!), na końcówkę porodu panika i szybko szybko od innej sali i … na fotel.
          I niby wszystko dobrze się skończyło, ale dopiero z wypisu szpitalnego dowiedziałam się, ze była dystocja barkowa, czyli utkniecie dziecka.
          Wypisu w tym szpitalu, żeby było super nie daja od razu o nie, urodziłam w srode, w piątek poszliśmy do domu, a po wypis kazano przyjechac we wtorek!
          I ani jednego słowa wyjasnienia od połoznej, której do jasnego gwinta zapłaciłam 1 tys. zł!

          Przydługi się zrobil ten mój tekst, chyba się troche potrzebowałam poskarzyć, ale przede wszystkim pokazac, ze najlepsze przygotowanie do porodu może nie wystaczyc.
          Zaufałam położnej, nie będę umiała zaufać po raz drugi, mój mąż też nie. I jak kolejny poród zaplanowac…?....
          Nazwisko położnej litościwie pominę…

          Pozdrawiam serdecznie i powodzenia!
              • abiela sugarxxx 09.06.09, 09:05
                Nie ukrywam, że ciekawa jestem twoich przeżyć w DN. Moja kolezanka tam rodziła w
                zeszlym roku i była zadowolona.
                • madeleine.passerelle Re: sugarxxx 10.06.09, 11:07
                  abiela napisała:

                  > Nie ukrywam, że ciekawa jestem twoich przeżyć w DN. Moja kolezanka tam rodziła
                  > w
                  > zeszlym roku i była zadowolona.

                  Moja kolezanka tez byla zadowolona i to bardzo. Ale jej porod byl prawie idealnie w terminie, trwal łacznie kilka godzin i tylko koncówka w DN, bo tak szybko poszlo.
                  Na takie porody DN byl idealny.
                  Tyle, ze oni nie byli w ogole przygotowani na to co w sytuacji, gdy juz jest sie po terminie te 10 dni. Polozna sie do tego przyznala, wprost nam o tym powiedziala, ze nie sa przygotowani, ale dopiero w szpitalu...
                  Nie spoób pominac faktu, ze DN na swojej stronie wyraznie informowal, ze otaczaja opiekę w czasie ciąży, a ja zostałam pozostawiona sama sobie. To ja musialam wydzwaniac z pytaniem co dalej, sama w necie znalazlam info, ze powinnam sprawdzic w USG stan lozyska, itp.
                  Musielismy jezdzic na ktg do szpitala i godzinami siedziec na izbie przyjec, mimo, ze aparat do ktg jest w DN (o czym tez dowiedzielismy sie po fakcie)
                  Szkoda gadac, naprawde...
              • madeleine.passerelle Re: Refleksje o tym, jak wiedza nie pomoże... 10.06.09, 11:13
                > A nazwisko położnej należy ujawnić. W końcu ta atmosfera konspiracji wokół
                > porodów domowych już mnie trochę nuży
                To nie jest jakas specjalna konspiracja z mojej strony...
                Rodzilismy z sama szefową DN...
                I mam refleksje takie, ze ta kobieta nadaje sie swietnie na PRowca, speca od
                marketingu, ale nie na połozną...
                  • madeleine.passerelle Re: Refleksje o tym, jak wiedza nie pomoże... 12.06.09, 10:33
                    Sugar, my slowa wyjasnienie nie dostalismy... K. obiecala nas odwiedzic nastepnego dnia, ale tylko zbywala nasze telefony gladkimi slowkami.
                    Zaluje, ze nie bylam bardziej napastliwa, ale czlowiek kilka godzin po porodzie potrzebuje przede wszystkim spokoju i ciszy i nie pali mu sie do wojen...
                    Wiesz, my dodatkowo trafilismy w szpitalu na naonatolog pozbawiona elementarnej wiedzy o karmieniu piersią. Narobila nam wody w mozgu, przedstawila czarną wizje glodnego dziecka i braku pokarmu na 5 min. przed opuszczeniem szpitala. Byl pozny wieczor. Kiedy w domu poczulismy, ze sobie nie radzimy zadzwonilismy do K. Nie odebrala. Byla co prawda polnoc, ale inna polozna z DN odebrala i to z 2 godz.pozniej nawet. Ta inna polozna poradzila, pocieszyla i jeszcze rano zadzwonila z troską zapytac jak jest.
                    Kasia nie zadzwonila do dzis...

                    Sugar, kiedy rodzilas z K.? dawno?
                    • sugarxxx Re: Refleksje o tym, jak wiedza nie pomoże... 13.06.09, 09:18
                      Ja rodziłam w listopadzie 2007. Nie z K, ale z Anią Soszyńską. Wielokrotnie
                      pisałam, że położnej nie mam nic do zarzucenia, była bardzo w porządku, podobnie
                      jak moja doula. Z kolei w sprawie karmienia dostałam wiele telefonicznej pomocy
                      od Marty Kaczyńskiej. Wspaniała osoba, prawdziwa położna z powołaniem. Jak dla
                      mnie kandydatka na drugą Irenę Chołuj. Czy ta położna wywołana przez Was o 2 w
                      nocy to Marta? smile
                      Chodzi bardziej o to, co się działo w DN podczas mojego tam pobytu (zakończonego
                      szpitalem). Zupełne zaprzeczenie tego, co nam sprzedała Kasia. Jestem pewna, że
                      właśnie to spowodowało zupełnie zatrzymanie się akcji porodowej. Napiszę innym
                      razem... jak zwykle wink
          • iluzyt Re: Refleksje o tym, jak wiedza nie pomoże... 09.06.09, 10:06
            hmm.. z gory pisze smile ze ja dzieci nie mam jeszcze, dopiero są w
            planach a i tak urodzą się nie-w-polsce. Ale tak tylko sie zastanawiam
            - co jesli powie sie w takim szpitalu - że nie idzie sie na zaden
            fotel że dobrze jest na kolanach męża / w kocki, etc. i juz. co wtedy
            zrobią? siłą zaciagną? A po porodzie - co zrobią, jesli spakuje sie
            plecaczek, wezmie malego pod pache i wyjdzie? (oczywiscie jesli ma sie
            siły i chęci na to)...
              • abiela Re: Refleksje o tym, jak wiedza nie pomoże... 09.06.09, 10:59
                987ania napisała:

                > tak Cie zmanipulują, że sama się położysz albo siłą Cie położą.

                Niewyobrażalne. Te siłowe kładzenie mmnie przeraża.
                BTW pamiętam gdy byłam w szpitalu w Polsce na gineokologii, pielęgniarki
                rządziły całym oddziałem - chore babcie biegały i spełniały ich życzenia,
                sprzątały, ścieliły, mimo że pół nocy z bólu nie spały. Ja byłam jedyną osobą,
                która się zbuntowała i ostentacyjnie nie wypełniała zaleceń pielęgniarek.
                • iluzyt Re: Refleksje o tym, jak wiedza nie pomoże... 09.06.09, 11:49
                  ja pewnie na 100% urodzę w hiszpanii,, przerażało mnie to troche -
                  tam podobno nie jest zbyt różowo w szpitalach jesli chodzi o
                  respektowanie oczywistych praw kobiety i dziecka do godnego porodu i
                  przyjscia na swiat. w prywatnych klinikach rowniez stosuje sie te
                  samo podejscie do rodzącej kobiety. Moze teraz posluguję się jakimis
                  stereotypami, nie wiem - jeszcze nie sprawdzilam jak to wygląda w
                  rzeczywistosci. Oczywiscie porody domowe to bardzo bardzo znikomy
                  odsetek porodow w hiszpanii..Najblizsza mi polozna ktora moglaby
                  odebrac taki porod mieszka jakies 350 km od mojej miejscowosci. Cale
                  szczescie istnieją takie oto miejsca: www.acuario.org/en/galeria_m.php Troche mnie to pocieszylo
                  smile i jak przyjdzie co do czego, to uderzamy tam smile)
            • madeleine.passerelle Re: Refleksje o tym, jak wiedza nie pomoże... 10.06.09, 11:24
              Trzeba wziac pod uwage, ze w czasie porodu pod wplywem hormonów jest sie troche jak w transie. Ja bylam skupiona wewnetrznie na sobie, odbieralam to co na zewnatrz, ale nie bylam w stanie sie komunikowac w druga stronę.
              U nas wygladało to tak, zenagle w sali z malutka lampeczkja tylko wlączono górne swiatlo, zrobiolo sie zamieszanie, wpadla dodatkowa polozna i jakaś panika sie zrobila. I szybko, szybko pozbierano mnie z worka sako.
              Potem sie dowiedzialam, ze to wszystko bylo z tego powodu, ze Mlody utknął barkami...
              Wlos mi sie zjezyl na glowie, jak przeczytalam pozniej w necie, jakie sa skutki tego utkniecia dla dziecka... Odradzam taką lekture przed porodem.
              I nie znalam przyczynydlaczego u mnie to wystąpiło. Dopiero lekarka- cudowny czlowiek, do ktorej poszlam na wizyte wywnioskowala z dokumentacji, ze wine za to ponosi zaburzenie plynnosci porodu. Rodzilam na oksytocynie i na koncowke sie skonczyla i nie dostalam nowej, a powinnam, (lekarz przy nas zrugal za to "naszą" polożną) bo wlasnie to zaburzylo poród i sie mi Mlody zaklinował.

              > A po porodzie - co zrobią, jesli spakuje sie
              > plecaczek, wezmie malego pod pache i wyjdzie? (oczywiscie jesli ma sie
              > siły i chęci na to)...
              W zaleznosci od szpitala podobno straszą konsekwencjami zdrowotnymi, nawet smiercią dziecka...
              Na szczescie nie wszędzie.
              • 987ania Re: Refleksje o tym, jak wiedza nie pomoże... 10.06.09, 13:27
                Na forum od spraw położniczych, to kaakaa jest ekspertem ale mnie zastanawia ta
                oxy. Gdyby jej nie było, to może i dziecko miałoby czas na wstawienie się i
                obrót. Poza tym zdziwiło mnie pojęcie zaburzenie płynności porodu. Dla mnie to
                oznacza, że postęp cały czas był i nagle się skończył a z Twojego posta ta
                sprawa trochę inaczej wygląda.
                • madeleine.passerelle Re: Refleksje o tym, jak wiedza nie pomoże... 10.06.09, 14:08
                  hej 987ania
                  oxy byc musiala i to na nasza prosbe...
                  Mielismy 12 dni po terminie, lozysko w III stopniu dojrzalosci, i inne cechy niepokojace wynikajace z przenoszenia, wyniki z ktg tez nie byly najlepsze.
                  Dziecko juz 3 tyg. przed terminem sie obnizylo i juz wtedy wiele wksazywalo na to, ze urodze za 2-3 dni. A urodzilam prawie 2 tygodnie po terminie i to z cechami wyraznymi przenoszenia...
                  Bylismy juz tak zdesperowani i zaniepokojeni i w zasadzie pozostawieni samym sobie, ze zaczelismy obdzwaniac prywatne szpitale warszawskie z pytaniem o ... cc (i to ja, zdeklarowana przeciwniczka, wiec mozesz sobie wyobrazic w jakim bylam stanie).
                  Powiedzielismy wprost: chcemy miec wywolany porod. I dostalismy oxytocyne.
                  Po pierwszej dawce nic, zero reakcji, po drugiej porod sie zaczal niesmialo, w koncu odeszly wody i ruszylo.
                  Jak nie dostawalam oxytocyny to sie skurcze wyciszaly.
                  No i oxytocyna skonczyla sie gdzies w koncowce I etapu porodu i wiecej nie dostalam. I to zdaniem mojej lekarki zaburzylo plynnosc (nie wiem, czy to tak sie dokladnie nazywa, tak ja zapamietalam).
                  Postep byl, ale zaburzony i wtedy mlody utknal w samej koncowce.
                  Lekarka mowi, ze tym bardziej nie powinnna dystocja wystapic bo koniec I etapu i czesc II bylam na czworaka (w pozycji kolanowo-lokciowej - jakos nie lubie tego okreslenia)
      • kaeira Re: ech... 12.06.09, 11:27
        iluzyt napisała:
        > szpital).. Oto co mi odpisala moja kolezanka doktorantka,,
        > "my się dobrze trzymamy. Muszę Cię zasmucić, ale w Polsce nie
        > przewiduje prawo rodzenia dziecka w domu."

        OMG.
        Jak ja widzę takie sformułowanie, to sie mię rewolwer w kieszeni odbezpiecza. Uch, co za peerelowskie myślenie.
        Polecam koleżance przesłać ten link:
        www.rodzicpoludzku.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=454


        > "Ja mam szpital wybrany już i nie sądzę,żeby w którymkolwiek szpitalu robili coś na przekór kobiecie.
        > Oni próbują pomóc, a nie szkodzą"

        Taaa. O Święta Naiwności, módl się za nami.
        • bratka8 Re: ech... 13.06.09, 10:54
          iluzyt napisała:

          > "(...) A poza tym to ja wolę
          > oddać się w ręce specjalistów, którzy mi pomogą urodzić i w razie
          > czego mają sprzęt by pomóc czy to mi czy mojemu dziecku niż z góry
          > skazywać nas na dobry los. Ja mam szpital wybrany już i nie sądzę,
          > żeby w którymkolwiek szpitalu robili coś na przekór kobiecie. Oni
          > próbują pomóc, a nie szkodzą smile"

          A co jeśli to ojciec dziecka ma takie podejście? Wszelkie fora i czyjeś ogólne wypowiedzi jako źródła informacji odpadają, a przecież nie ma (chyba) oficjalnych danych dotyczących zbędnych interwencji w szpitalu, kłopotów kobiet po zmedykalizowanym porodzie. Można tylko gdybać, ale i tak, jak dowieść, że kobietę w szpitalu skrzywdzono a nie uratowano?

          Jak macie jakieś rady na pokonanie takiego domowego betonu to poproszę, na razie próbuję go przekonać do zgłębienia fizjologii porodu, ale on i tak z góry zakłada, że i tak lekarze mają rację i chcą dobra kobiety i "skoro trzeba np. leżeć to widocznie trzeba" (może nie zawsze, ale może w moim przypadku będzie trzeba) i tak ze wszystkim. Najchętniej to by mnie na cesarkę wysłał, bo i tak efekt ten sam.
          • tamilnadu Re: ech... 13.06.09, 12:18
            To Wasze pierwsze dziecko?
            Jesli tak- może być nieco trudno. W tych kwestiach raczej nie da się
            przeforsować czegoś na silę, trzeba probować różnymi kanałami i
            metodami.
            U mojego męża zbawiennym okazał się być nawyk namiętnego czytania
            moich wypowiedzi w necie (jest to jego druga ulubiona lektura po
            dziennikach) i pokładanie ufności we mnie jako człowieku, w tym w
            moich ocenach, wiedzy i wyczuciu.
            Tak więc kiedy zebrałam się już, aby delikatnie i ostroznie zacząć
            temat rodzenia w domu, usłyszałam klarowne i przemyslane stanowisko,
            monolog w zasadzie, dodatkowo niegłupi monolog, gdzie mój mąż
            (całkowita świezynka w tym temacie) szczegółowo mi objasnił swoje
            nastawienie do porodu od indukcji począwszy, poprzez nacinanie
            krocza aż po kwestie trzeciej fazy porodu.
            To od niego zreszta uslyszałam słowa, na które tak naprawdę czekałam
            przy swoim pierwszym porodzie i mężu, mianowicie "obiecuję ci, że
            nie stanie się nic wbrew twojej woli i najważniejsze będzie to, co
            wspólnie ustalimy".

            Tak czy inaczej rozpoczynanie od fizjologii porodu wydaje mi się
            malo nośnym marketingowo pomysłem.
            Lepiej chyba zacząć od badań (owszem, są oficjalne dane dostępne w
            necie. Na pewno są dane dotyczace cięć krocza, bo sama z nich
            korzystałam, są dane dotyczące NPO, są dane dotyczace pozycji
            wertykalnej. Pomocna jest znajomość jęz. angielskiego) i szeregów
            cyferek, to dobrze robi umysłom ścisłym.
            Drugi kanał to opowiedzenie o swoich odczuciach i skupienie się na
            zaufaniu do swojej intuicji.
            Trzeci kanał to kanal historyczny: polożenie nacisku na to jak wiele
            rutynowych procedur jest w zasadzie przypadkiem, tak jak ma to
            miejsce przy zasadzie NPO czy nacinaniu krocza własnie. No a już
            pozycja wertykalna to w zasadzie przykład epokowy.
            Czwarty kanał: fakty i współczesne położnictwo innych krajow
            zachodnich. Z naciskiem na Holandię i Niemcy.

            te wszystkie poziomy komunikacyjne nalezy nastepnie umieszczac w
            rozmaitych wypowiedziach od "masz ochotę na kawę?" począwszy aż
            do "wyprowadz na spacer burka, proszę".
            I cierpliwie czekac na efekty.
            Bardzo pomocna może być położna- jako niezalezne źródło informacji-,
            o ile sama ma stosunek sensowny i nie zacznie wciskać kitu w
            rodzaju "Fundacji RpL to się już w tylkach poprzewracalo i MAM
            DOWODY, że oni szkodzą kobietom" (autentyk).

            Z doświadczenia powiem jedno: jeśli kurs na "lekarze wiedzą co robią
            i z pewnością nie kazaliby kobietom rodzić na leżąco, gdyby nie było
            ku temu medycznych powodów" się utrzyma, to ja bym rozważyła jeszcze
            raz wspólny poród.
            Moj pierwszy mąż prezentował takie stanowisko i bardziej mi tym
            zaszkodzil niz pomógł. Wiele lat później przeczytałam artykul
            dowodzacy, iż wspólne porody są często paradoksalnie działaniem na
            niekorzyść rodzącej, bo mężowie wolą wspólpracowac z racjonalnymi
            lekarzami niż nieracjonalnymi żonami.
            U mnie się to sprawdziło. Może byl to przypadek może nie, ale tak
            się w każdym razie moze zdarzyć i są IMHO pewne symptomy wskazujące
            na ryzyko zaistnienia tej niekomfortowej sytuacji.
            Za jeden z nich uznalabym odruchowe przedkładanie stanowiska lekarzy
            nad stanowisko własnej żony i jej potrzeb.

            a.
            • bratka8 Re: ech... 15.06.09, 11:55
              Tamilnadu, dzięki za długą odpowiedź smile

              Problem w tym, że raz rodziłam z mężem- w szpitalu i było wspaniale i on uważa że to jest "standard" zawsze i wszędzie. Żadnej rutynowej procedury, położna cudująca nad moim kroczem, ja po porodzie pełna energii z ogromnym poczuciem siły, że mogę zaraz znowu- słowem bajka. Dlatego on uznaje, że skoro jakaś kobieta dostała oxy to widocznie była taka potrzeba. I skoro będzie potrzeba to on nie będzie dyskutował, bo się nie zna a w szpitalu nic bez potrzeby nie robią.

              I chciałabym móc udowodnić, że jednak robią bez potrzeby! Na stronie FRpL szpitale jakoś nie podają jaki odsetek kobiet dostał kroplówkę z oxy. W ogóle właśnie o takie dane trudno- ile których interwencji w szpitalach było. Pięknie by to pokazało jak się poród traktuje w szpitalu i czego kobieta może się spodziewać. Jak wiecie coś o takich danych statystycznych to ja baardzo proszę! Mówi się tylko o nacięciu krocza jako nagminnej i zbędnej interwencji w porodzie, podaje dane zachodnie do ukazania że można inaczej. A mnie to tak nie przeraża jak własnie zbędne przyspieszanie, również III okresu. Ale póki nie mam dowodów, że przyspieszają masowo, to nie mogę wymusić na mężu postawy sprzeciwu.

              Z tym leżeniem to nie chodziło mi o pozycje do porodu, ale o opowieści kobiet, że miały KTG i że z tego powodu musiały leżeć i że to było straszne. I na to, że jedne mogły się ruszać pomimo KTG a inne musiały leżeć mąż stwierdził, że widocznie taka była potrzeba. Może tak, może nie. I tu zrozumienie fizjologii porodu przez męża może być ważne, bo będzie wiedział czym jest poród z punktu widzenia organizmu kobiety i jego potrzeb, i może nie tak łatwo zgodzi się na to, co nie jest korzystne. W ogóle z tą fizjlogią dlatego mi zależy, żeby zobaczył, że to jest proces, który ma swoją dynamikę i jak łatwo go w sumie zaburzyć a potem to już lekarz jest niezbędny. Czyli żeby też uwierzył, że "ciało wie jak rodzić".

              Jeśli chodzi o NPO to nawet nie wiedziałam, że istnieje coś takiego, ale pewnie gdyby mi zabroniono pić w czasie porodu (głodna nie byłam) argumentując to typowo, to bym nie rozważała sensowności tej zasady i bym potulnie wysychała. I to mi pokazuje, że jak trafię do szpitala to będe taka malutka, bo jak z czymś sie nie spotkam wcześniej i nie doczytam to potem grzecznie sie zgodzę. I nawet mąż mi nie pomoże, chyba że będzie miał laptopa i będzie przed zgodą na coś wertował szybko net wink

              Kaakaa, problem w tym, że on nie daje ani sobie ani mi prawa do wiedzy co będzie lepsze, tylko lekarzom, bo oni się znają, bo mają ku temu wykształcenie. I do tego wierzy, że właściwie tę wiedzę wykorzystują, a więc nic niepotrzebnie nie zrobią i skoro chcą coś zrobić to nie nam oceniać czy słusznie czy nie. Tak ja ufam położnej z którą chcę rodzić w domu i jej decyzji nie zamierzam podważać, tak on ufa wszystkim anonimowym lekarzom, na których trafimy ewentualnie na porodówce.

              Ostatnio mój gin zapewniał mnie, że bez mojej zgody nic nie zrobią, bo nikt siłą mnie do niczego zmuszać nie będzie ani gonić ze strzykawką. Ale już w drugim zdaniu dodał, że jak będzie zagrożenie, to chyba nie bedę się upierała... Dolargan? Skoro woli pani niepotrzebnie cierpieć.. Jeszcze nie zaczęłam rodzić a już usłyszałam wypowiedzi sprzyjające "właściwym" decyzjom.

              To się rozpisałam, ale nie mam z kim na żywo pogadać o swoich lękach, bo jakoś otaczają mnie ludzie bezkrytyczni w temacie porodu w szpitalu.
          • kaakaa Re: ech... 13.06.09, 12:49
            Tamilnadu pisze bardzo mądrze.
            A ja mogę tylko dodać cynicznie - Jak mąż wie lepiej od Ciebie, co będzie dobre
            w czasie porodu, to niech może za Ciebie urodzi... A jak nie jest w stanie, to
            niech się nie mądrzy i zrozumie, że w sytuacji porodu to TWÓJ komfort
            jest najważniejszy, a nie jego.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka