bogusiabj
22.10.03, 22:12
Jestem tutaj nowa, i najpierw chciałabym się pochwalić mam dwójkę ślicznych
dzieci Marta - 5 lat i Maciek 15 m-cy i powinnam czuć się szczęśliwa no i
jestem. Ale od pewnego czasu czuję się jakby mnie ktoś wsadził na karuzelę i
nie pozwolił mi z niej zejść. I sama już nie wiem gdzie jest tego początek.
Chyba zaczęło się gdy Martusia miała 3 latka, bardzo chciała iść do
przedszkola, zapisałam ją trzy razy w tygodniu. Po trzech dniach zachorowała
na anginę ropną, później były powikłania. Zatrzymałam ją w domu i poszła
dopiero pół roku później. Po trzech dniach przyniosła - zapalenie płuc.
Dopiero czwary lekarz po tygodniu je rozpoznał. Cały czas miała wysoką
temperaturę, której nie mogłam zbić. Lekarze sugerowali usunięcie z domu
kwiatów i różne inne ciekawostki. Trzeci lekarz powiedział - jak już się pani
tak upiera to zapiszę dziecku antybiotyk. A godzinę później czwarty lekarz
rozpoznał zapalenie płuc, potwierdzone następnego dnia zdjęciem. Leczenie
trwało bardzo długo. To było w zeszłym roku na wiosnę. W lipcu urodził się
Maciek, wszystko było extra. I znów wrzesień Martusia poszła do przedszkola i
po trzech dniach przyniosła przeziębienie, które rozłożyło całą rodzinę, a
najbardziej Maćka i znów decyzja zostaje w domu. Zima jakoś minęła. A w marcu
obydwoje przeszli grypę i to dość ostro. Na wiosnę zauważyłam, że Maciek jak
dostaje coś pić to jak gdyby "wciągał gluta" (przepraszam za określenie, ale
tak to wyglądało) zwróciłam uwagę lekarzowi. Usłyszłam, że jestem estetką, a
dzieci z tego wyrastają. Dzieci są pod stałą kontrolą laryngologa-alergologa
i nasz były pediatra mieszka na naszym osiedlu. Oglądali je często. W maju
wyjechaliśmy nad morze - po czterech dniach musiałam szukać lekarza. Maciek
zapalenie oskrzeli, Martusia zapalenie gardła no i antybiotyki. Po powrocie
do domu Maciek znów katar. Poszłam do laryngologa - dotałam skierowanie na
badanie drożności nosa fiberoskopie. Powiedziono mi, że takie badanie mogę
wykonać w szpitalu na Litewskiej, w narkozie. Nie bardzo podobała mi się ta
narkoza więc poszłam do pediatry i znów usłyszłam, że jestem nadwrażliwą
matką, i za dużą estetką. Z katarów i otwartej buzi dzieci wyrastają do 6
roku życia. No i darowałam sobie dalsze leczenie. Wyjechałam z dziećmi na 5
tygodni do Rabki, po tygodniu obydwoje już byli chorzy. Martusia miała
niewinny katar, a Maciek 39 stopni i katar. Obydwojgu lekarz przepisał wapno.
Maciek dodatkowo baktrim. Następnego dnia Marta zaczęła kaszleć poszłam do
lekarza, zajrzał do gardła i powiedział, że nic nie widzi. Za dwa dni kaszel
był nie do zniesienia, znalazłam innego lekarza, stwierdził poważne -
zapalenie oskrzeli. Natomiast podjął się leczenia Maćka, stwierdzając, że to
napewno trzeci migdał. Po czterech tygodniach leczenia Maćka - powiedział, że
wymięka i jedyna co mi może zaproponować to wzięcie skierowania do Instytut
Gruźlicy i Chorób Płuc i tam go zbada dokładnie. Wróciłam do domu i
postanowiłam ja się tym wszystkim zająć. Przypadkowo dowiedziałam się o
Kajetanach i tam znalazła się przesympatyczna Pani doktor, która powiedziała,
że ona takie badania jak fiberoskopia robie tylko z miejscowym znieczuleniem,
i robiła już młodszym. I podjęła się spróbować zrobić to badanie. To jest
rewelacja - Maciek płakał, ale nie więcej niż przy pobraniu krwi. Wszystko
odbyło się sprawnie i dowiedziałam się, że jego trzeci migdał jest do
usunięcia, bo źle wyrósł, nie jest zmieniony chorobowo, ale urósł tak
niefortunie, ża zatyka wejście do nosa. I jedynym rozwiązaniem jest usunięcie
go, aby odetkać nos. I mam żal do lekarzy dlaczego mi ktoś nie powiedział,
gdzie można zrobić takie badanie - dać mi jakąś alternatywę. A dowiedziałam
się tylko że takie badanie JEST wykonywane pod narkozą. I tu się zaczyna mój
problem, aby Maciek mógł być operowany, musi być conajmniej dwa tygodnie
zdrowy. A ja nie mogę złapać tygodnia, a co mówić o dwóch. Po powrocie z
Rabki u Martusi znów pojawił się nic nie znaczący katar, katar który zmienił
się w ropny i który właśnie zaczął czwarty tydzień. Tydzień temu laryngolog
załamał ręce i przepisał antybiotyk, który można powiedzieć pomógł ale nie
tak jak się spodziewano. W między czasie pojawił się straszny kaszel, który
nareszcie od nas od chodzi, ale nie mogę powiedzieć, aby moje dziecko było
zdrowe. Zmieniłam pediatrę, mimo tego że "były" mieszka dwa domu dalej, ale
miałam dość słuchania o mojej nadwrażliwości. Dzisiaj badała dzieci nowa Pani
doktor, Maciek wygląda całkiem dobrze, mimo kataru. Natomiast co do Martusi
to ma wątpilwości, dlatego kazała obserwować i jeśli nie będzie poprawy z
kaszlem (bo coś słyszy) to znów antybiotyk. Ja już nie pamiętam, które kiedy
zachorowało, ale miałam coś zrobić, aby Maciek przez dwa tygodnie był zdrowy.
A co mi się jeszcze ciekawego przydarzyło. Rozstałam się z moim pediatrą, no
i po badaniu zachorował Maciek, nie bardzo wiedziałam co mam zrobić, bo miał
wysoką temperaturę, wezwałam lekarza z rejonu. Moja pani doktor, do której
czasem chodzimy, bilanse itd była chora i przyjechała BABA, którą widziałam
pierwszy raz w życiu na oczy. I się dowiedziała, że Maciek jest zaniedbanym
dzieckiem, a ja wyrodną matką, która znalazła najprostsze wyjście wyciąć
dziecku migdałek. A tak na pewno to dziecko jest alergikiem, i ten trzeci
migdał to ma przez złe leczenie (fberoskopia i Kajetany to dla niej obce
pojęcia), mam złego pediatrę i złego alergologa. I jestem beszczelna, że nie
korzystam, z państwowej służby zdrowia. Na moje stwierdzenie, że na wizytę u
laryngologa czeka się conajmniej 3 m-cy, odpowiedziała - takie są realia.
I ja tak jeżdżę na tej karuzeli i nikt nie chcę jej zatrzymać. Mam ochotę
wymienić wszystkich tych lekarzy z imienia i nazwiska. I tak się zastanawiam
od czego zależy rozpoznanie choroby, popularność lekarzy, bo co lekarz to
opinia, a mój "były pediatra" ma naprawdę dużo pacjentów. Czy tylko ja mam
takie szczęście do lekarzy. Mogłabym pisać długo o tych wszystkich zleconych
badanich do których lekarz zagląda rok później i jest zdziwiony wynikami.
Ale tak swoją drogą to nikt mnie nie uprzedzał, że aby mieć dzieci trzeba
najpierw skończyć medycynę.
Teraz i Martusia i Maciuś są chorzy. A siedzę już w domu od dwóch tygodni,
zaczynam wariować, zczynam się bać wyjść na dwór, bo któreś zachoruje.
Jak mam zatrzymać Karuzelę. Pozdrawiam, dzięki, że mogłam się wygadać a
raczej wypisać (a miałam oglądać film). Bogusia