Umarłam dzisiaj prawie.
Moja córa (2,5 r.) często "zanosiła się" płaczem we wczesnym
dziecięctwie. Miałam na to metodę - dmuchałam mocno w usta, pomagało
od razu. Od jakiegoś czasu problem ustał, myślałam, że wyrosła.
Dzisiaj uderzyła się, pewnie mocno, bo znowu się zaniosła. Wzięłam
ją na ręce i dmucham po staremu. Nic. nie pomaga. Po chwili patrzę,
a ona cichutka, nie oddycha, nie płacze, nic. Po prostu patrzy
wytrzeszczonymi oczami. Potem zamknęła oczy i zaczęła przelewać mi
się przez ręce. Straciła przytomność. Nie wiem, co robiłam, nie
paiętam, na pewno ją waliłam po plecach i pupie, a potem zrobiłam
sztuczne oddychanie. Wróciła do siebie po dłuższej chwili... ale to
co przeżyłam, jest moje. Bałam się położyc ją spać (to było tuż
przez spaniem). I teraz nie wiem - bo to było jednak dosyć długa
chwila niedotlenienia - czy to może mieć jakiś negatywny skutek?
Spłakałam się po wszystkim strasznie.