Moja córeczka (2 latka i 2 miesiące) od jakiegoś tygodnia ponownie jest na
tzw. więziennej diecie (czarny chleb i woda

) Od zawsze ma alergię
pokarmową kiedyś (nie smiejcie się) wyleczyłam ją rezonansem magnetycznym -
wszędzie słyszę ze to nieakceptowana przez alergologów metoda, ale jeszcze
nigdy nie słyszałam dlaczego. Nikt mi oczywiście nie obiecywał że to na
zawsze, pan doktor uprzedzał, że alergia (białko, mleko) może wrócić. Ale
kilka miesięcy jadłyśmy jajeczka i jogurty i serki (mniam) do momentu gdy
dziecko zachorowało na zapalenie płuc i dostała serię zastrzyków. Po tych
lekach uczuliła się na wiele innych dotąd bezpiecznych potraw (pomidory itp).
Niestety nie mieszkam obecnie w Warszawie i nie mam jak pojechać z nią
ponownie na odczulanie. Lekarze oczywiście Zyrtec. Bierze dwa tygodnie, je
kluchowate buły i tym podobne rarytasy i nic nie pomaga.
Do rzeczy: moje pytanie brzmi, czy z Waszego doświadczenia wynika że krosty w
zgięciach kolan i łokci to tylko atopowe zapalenie skóry, czy tez takie
swędzące (do krwi(((( zaognienia mogą być wynikiem innych alergii np. na
sierść psa. Dotąd nie miała, a mieszkałyśmy kilka miesięcy z pieskiem. Teraz
przeprowadziłyśmy sie do nowego mieszkania gdzie latami mieszkał przed nami
rotwajler i ja już cała głupia jestem czy to może nie od niego. Ale do tej
pory żyłam ze świadomością, że zgięcia to białko. Ratujcie, bo nie mogę
patrzeć jak sie drapie, aż mi w mózgu piszczy.