Dodaj do ulubionych

Sigvaris i inni eksperci - gdzie szukać opracowań?

29.04.11, 15:07
Witam i mam ogromną prośbę. Potrzebuję linków do opracowań nt.pasożytów w języku angielskim. Wbrew pozorom nie tak łatwo wyguglować to o co tam chodzi - od dłuższego czasu próbuję i docieram tylko do standardowych opisów lamblizy jako choroby przywleczonej z egzotycznych krajów. A o lamblie mi chodzi najbardziej (owsiki i glista też). Mieszkam w Anglii, od pół roku staram się pomóc mojej 18 miesięcznej córeczce, która drapie się krwi, słabo przybiera na wadze i ma sińce pod oczami. Przez Wasze forum trafiłam na trop pasożytów, kupiłam bilety do Polski i porobiłam badania. Wyszły lamblie i candida, jesteśmy w trakcie terapii zaleconej przez dra Ozimka. Ale nie da się ciągle leczyć wirtualnie, potrzebuję mieć dostęp do badań także tutaj. A to już droga przez mękę - lekarze pierwszego kontaktu nas ignorują - zmienialiśmy już dwie przychodnie. Mało tego: na początku traktowali nas z przymrużeniem oka mówiąc "don't worry - parasites don't exist in England!! (pasożyty nie występują w Anglii - prosze sie nie przejmować). Później jednak było tylko gorzej - na przedstawione tłumaczenia z języka polskiego o wynikach laboratoryjnych reagowali gniewem sugerując, że mogę się zatem leczyć w Polsce. Nikt nie chciał mnie także skierować na zwykłe badania morfologii krwi dziecka mówiąc, że wszystkie dzieci mają cos nie tak ze skórą i to normalne, tak samo jak sińce pod oczami, budzenie z płaczem w nocy i słaby przyrost wagi. Po burzliwej dyskusji i grośbie skargi do NHS Trust, dostaliśmy skierowanie do pediatry. Uwaga - najbliższa wizyta za 5 (pięć!) miesięcy. To było w styczniu - czyli w maju zobaczymy pediatrę. Mam przetłumaczone kolejne badania z Polski, porobione zdjęcia najgorszych zmian na skórze dziecka, zrobiłam sobie szkic rozmowy... Czuję sie jednak ciągle niepewnie bo przecież i pediatra może mi powiedzieć to samo. Chciałabym podłożyć mu przed nos opracowania po angielsku z jakichś medycznych źrodeł. Czy ktoś z Was dotarł do takowych na temat częstotliwości zarażania się lamblią i jej skutków? Będę ogromnie wdzięczna za pomoc. Ps. Kto by pomyślał, że można tęsknić do polskiej służby zdrowia? wink
Obserwuj wątek
    • b.bujak Re: Sigvaris i inni eksperci - gdzie szukać oprac 30.04.11, 13:35
      nasz problem dotyczył innych problemów, ale szukając informacji trafiłam na tę stronę:
      www.dpd.cdc.gov/dpdx/Default.htm
      dość szeroka część informacji dostępna na www a część dla specjalistów, gdy skontaktują się z ekspertami - wydaje mi się, że to dobre źródło dla lekarza, który zechciałby współpracować smile

      a może poszukasz polskiego lekarza na wyspach? ostatecznie leczenie zdalne plus wizyty raz na jakis czas w PL...
      • kafebiba Re: Sigvaris i inni eksperci - gdzie szukać oprac 02.05.11, 15:45
        Bardzo dziekuje za info. Strona jest bardzo pomocna, chociaz ciagle probuje doszukac sie artykulow o powiazaniach pasozytow i astmy oraz wysypek skornych i lamblii. A w angielskiej literaturze lamblia to jednak ciagle tylko biegunki i picie skazonej wody.
        W mojej okolicy polski lekarz jest tylko jeden i delikatnie mowiac z lekka ograniczony. Zostaje mi leczenie "zdalne" i ciagle szukanie kogos kto dostrzeze problem. Pozdrawiam.
        • aga_sama Re: Sigvaris i inni eksperci - gdzie szukać oprac 04.05.11, 01:00
          poproś dra Ozimka o anglojęzyczne wiarygodne źródła
    • sigvaris Re: Sigvaris i inni eksperci - gdzie szukać oprac 04.05.11, 01:57
      ekspertem to ja nie jestem. A już u anglosasów zdecydowanie. Dr Ozimek studiował m.in. w Wlk. B. TO DOBRY TROP.
      Ale też jak masz czas zerknij do ichniejszej Historii Medycyny. Powołuję się na przykład, mój własny, z Polski. Jak mnie w 2005 roku odesłali na Berdyczów... z dzieckiem. Zainstalowali w szpitalu - jakiś jednak palec Pana B. chciał by była to Akademia Medyczna w tzw. stolicy. A tam książki leżały w każdej dyżurce na oddziałach. Dla studentów pewnie ?
      Otóż trafiłam na ówcześnie obowiązujący podręcznik studenta medycyny pt. "Historia Medycyny". A tam kopalnia wiedzy, wtedy dla mnie kluczowa. Miałam materiał, by się okopać i przyjąć stanowisko wobec nawet, uwaga, lekarza.
      Niestety przedmiot ów na medycynie jest traktowany przez 4 msc jako zaliczenie, chyba smile
      Jednak nie wiem, czy anglosasi będą tacy wylewni z historii. Z tego co wiem, to np. w Indiach poza "five o'clock" stosowali większość przypraw po cichu wiedząc, że tylko dzięki tamtejszej diecie nie chorują.. Co prawda wdrożyli Hindusom m.in. swoje puddingi, ale Ci sprytnie i tak dosypywali do nich goździki, cynamon, a nawet kurkumę jako barwnik i inne "owadobójcze" specyfiki smile
      Jeśli trafisz na jakieś rozsądne zapiski z Indii w języku language- pewnie poznasz swoją "historię medycyny" - większość przypraw tam stosowanych ma świetne zastosowanie do wielu problemów, z którymi się borykasz. A w ilościach rozsądnych, ale częstych może Wam pomóc przynajmniej na ulżenie w objawach. Lamblia występuje w klimacie umiarkowanym, nie jestem pewna, ale powinna być też w Indiach. A jeśli była w kolonii brytyjskiej jest i w UK.
      Tyle, że to wstydliwy temat wink Ale pewnie się dokopiesz idąc tropem kolonialnym smile
      Choć W. Ozimek byłby tu pewnie skuteczniejszy, by Wam pomóc.
      • kafebiba Re: Sigvaris i inni eksperci - gdzie szukać oprac 04.05.11, 23:11
        Dziękuję za odpowiedzi.
        Dr Ozimek był pierwszą "instancją" do której zwróciłam się w tej sprawie. Niestety podsunął mi tylko polskie artykuły, a angielskie polecił wyszukać w internecie. No i przyznaję, że to dosyć trudne zadanie, bo jak wspominałam: albo ogólniki, albo "nawiedzeni guru", którzy owszem wierzą w candidę i pasożyty, ale przy okazji także w ufo. (Ogólnie myslę, że wierzą we wszystko, a najbardziej w "zioła" smile)
        Lamblia jest w UK bardzo rozpowszechniona - to wiem od dr Ozimka, a jednocześnie bardzo ignorowana. O innych pasożytach nawet nie myślę, ale obserwując Anglików włos staje na głowie. Pracując w szkole napatrzyłam się jak podczas zajęć dzieciaki robią sałatki z warzyw przyniesionych prosto z bazarku lub sklepu, owoce nie są myte nawet kiedy brud mozna z nich zeskrobywać i do tego to wszechobecne picie kranówy. Na początku reagowałam szukając poparcia u reszty kadry, ale wychodziłam na dziwoląga. Bo przecież "zawsze tak było, nikt nie umarł i od tego buduje się odporność". No i ich miłośc do zwierząt - całowania nawet obcych psów, bo one są takie "sweet"...
        Sigvaris - dzięki za sugestie ws przypraw indyjskich - tego tu mamy do wyboru więc na pewno uzupełnię swoją półeczkę. Jesteś nieoceniona w swojej wiedzy i doświadczeniu - szkoda, że nie mogę Cię zabrać na piątkową wizytę u pediatry smile Czekaliśmy 5 miesięcy i oto ten dzień nadchodzi! Nawet do nas dzwonili z przypomnieniem smile A ja ciągle siedzę i kompletuję historię przypadku i muszę sobie przypominać, że przecież być może nawet nie pozwolą mi dokonczyc.. Ktoś spojrzy na biedną skórę mojego dziecka i zapyta czy to czyms smaruję, bo nawilżanie jest najwazniejsze przy problemach z "egzemą". No nic - jak się miło rozczaruję to napiszę... Tymczasem jestesmy między dawkami Tinidazolu i Sumamedu. Pozdrawiam wszystkich piszących nocami smile
        • sigvaris Re: Sigvaris i inni eksperci - gdzie szukać oprac 05.05.11, 00:03
          Obawiam się, że Twoja wizyta ze mną u Twojego pediatry skończyłaby się bardzo marnie. Dla nas.
          Wytykanie komukolwiek indolencji zazwyczaj kończy się marnie, dla tego kto jest zależny, bo sam sobie jednak recepty nie wypisze smile))
          Sumamed ma działanie anty lambliowe. Ale nie wybijesz raczej lamblii dopóki nie usuniesz obłych. Masz po tych antybiotykach krótki czas jednak na wybicie obłych. Zawalcz jak umiesz o odrobaczenie Was wszystkich. A dziecka zwłaszcza.
          • kafebiba Re: Sigvaris i inni eksperci - gdzie szukać oprac 05.05.11, 01:03
            Dzięki serdecznie za odzew smile Działamy zgodnie z precedurami: obłe dostały najpierw Zentelem w dwóch seriach. Wzięliśmy wszyscy troje, Tinidazol i Sumamed też. Lamblie wykryte były u mnie i u córki, mąż nie mógł być z nami w Polsce. (Ogólnie całe zamieszanie jest przez niego - przyjechaliśmy tu na jego stypendium, potem pojawiło się dziecko i czas przyśpieszył gwałtownie... i na razie sytuacja wygląda tak, że rozdarta sosna Żeromskiego to mały pikuś).
            Ad rem: zakładamy, ze lamblie są u wszystkich, candida też (potwierdzona u mnie i córki na ++). Dziecko od stycznia na antyrobalowej diecie. O tę dietę właśnie i grzybicę kłócił się ze mną lekarz pierwszego kontaktu, który wymachiwał przetłumaczonym zaświadczeniem od dra Ozimka, że on w takie rzeczy nie wierzy. Wtedy nie było jeszcze nic o pasożytach (tyko podejrzenie), za to candida i gronkowiec ktorzy wprost rzucił się na moje dziecko na drudzi dzień po szczepionce MMR, a którego nikt tu nie rozpoznał - dopiero dr Ozimek ze zdjęć. Lekarz ten nie chciał nas skierowac nawet na badania morfologii mimo, że dziecko słabo przybierało na wadze plus miało objawy typowe dla anemii. Dostaliśmy skierowanie do pediatry z wielką łaską i tekstami, żeby się nie spodziewać ze uwierzy w takie bajki jak grzybica albo koniecznosć diety, bo co zlego jest w cukrze i bialej mące? Zrozumiałam wtedy, że lepiej zagrać w rosyjską ruletkę niż idąc to takiego buca powołac się na innego lekarza.
            Nie mam już jak zmienić przychodni - w rejonie przepisywałam się już ze wszystkich. W pierwszej pewien cyrulik dał mojemu dziecku antybiotyk 3 razy w ciągu 5 miesięcy na wirusa twierdząc uparcie że to zapalenie dróg moczowych (bez potwierdzenia w lab), a ja byłam zbyt wystraszona żeby z nim polemizować. Myślę, że grzybica mogła zacząć się właśnie wtedy... o ile lamblie nie zapoczątkowały jej wcześniej. W kolejnym miejscu lekarka na sugestię pasozytów zrobiła wielkie oczy i zapytała: Have you been to INDIA? Bo przecież pasozyty "don't exist in England"! To zdanie zreszta slyszalam od innych "lekarzy". Mam poczucie bezsensu walki - bo to nie tylko ich chory system opieki, gdzie pediatra i ginekolog są dobrem luksusowym, nie tylko brak wykształcenia u lekarzy pierwszego kontaktu... Ale świadomość społeczeństwa, brak higieny w żłobkach i przedszkolach, dieta... Jest gorzej niż w Polsce, mam tego coraz większą świadomość. Do tego ciągłe bicie sie z myślami: co z tego, że kupiłam parownicę do czyszczenia podłóg, jak nie mogę zdezynfekowac laptopa, telefonu... Jak syf ten wszędzie wokół mnie, a dziecko osłabione. Odganiam myśli, stosuję leki zalecone przez dr Ozimka, potem planuję wprowadzić zioła i preparaty (nawet jeszcze nie wiem jakie) na wzmocnienie, a w międzyczasie rozpoczęta rodzinnie dieta - bez cukru, mleka i białej mąki. Tak się pocieszam, że jeśli nie da się wyeliminowac zagrożenia złapania ponownego pasożytów, to może nie będą chciały zamieszkać w takich nieatrakcyjnych dla nich miejscach? Trzymam się tej nadziei z całej siły! I tej, że po kuracji moje dziecko przestanie się w końcu drapać do krwi i zacznie bardziej rosnąć.
            Oj, rozpisałam się... Widać jak wszyscy śpią to łatwiej to wychodzi. Pozdrawiam!
            • sigvaris Re: Sigvaris i inni eksperci - gdzie szukać oprac 10.05.11, 22:48
              Trzymaj się. Z tego co piszesz - dasz radę.
              Biedni Ci lekarze, bo pasożytów w Indiach jest od czorta, fakt. Ale przy ichniejszej diecie z ziołami, cynamonem, kurkumą, goździkami, ... itd, itp. - to , widać, że Brytyjczycy dużo przywieźli, ale jedynie w opisach z biologii i własnych trzewiach. Szkoda, że nie wyciągnęli wniosków z diety Hindusów. I z obserwacji ich zdrowia, nawet wśród kast najniższych. Przecież przy tak niskim poziomie życia (patrz też niehigienicznym) tam nie powinno być ponad połowy populacji smile
              • kafebiba Po wizycie u pediatry :))) 11.05.11, 23:53
                Droga Sigvaris i wszyscy zagądający do tego wątku... Nie szukam już angielskich opracowań, a przynajmniej nie pilnie i tylko dla własnego doszkolenia i z ciekawości. Zakończyłam parę dni temu przygodę z angielską publiczną służbą zdrowia (NHS) i przyznałam uroczyście, że się poddaję. Na marginesie - nie twierdzę, że nie mają tu dobrych specjalistów - na pewno mają, tyle, że zwykli śmiertelnicy zwykle nie mogą do nich trafić. Ja od momentu wypisania ze szpitala po urodzeniu dziecka (półtora roku temu) skończyłam widywać medyków z prawdziwego zdarzenia.
                Zeby tak podsumować: parę dni temu mieliśmy wizytę u pediatry, na którą czekaliśmy 5 miesięcy (podobno i tak krótko). Pojechaliśmy do szpitala i z niecierpliwością przeglądaliśmy w poczekalni całą dokumentację zdrowotną naszej córeczki.
                Okazało się, że wizyta u sympatycznego pana doktora rozwiała resztki mojej nadziei na np.skierowanie na zrobienie morfologii, nie mówiąc już o przyjrzenie się sprawie pasożytów.
                Może w punktach, żeby było zwięźlej:
                1. Problemy ze skórą ( w tej chwili Klara wygląda dużo lepiej - po kuracji antyrobalowej, ale miałam ze sobą zdjęcia z paskudną wysypką z gronkowcem po MMR) - "nawilżac, dzieci mają problemy ze skórą. W razie pogorszenia - hydrocortisone do ustąpienia objawów".
                2. Candida - (tu niespodzianka bo uznał wyniki z Felixa, nawet sobie zapisał w dokumentacji). do tego problemy z brzuszkiem, ciągłe pieluszkowe zapalenie skóry i wypróżnienia z białą otoczką na wierzchu.
                Odpowiedź: " Takie wypróżnienia są normalne u dzieci, na candide Nystatyna przez tydzien".
                4. Dieta przy grzybicy.
                Odpowiedź: "Nie ma potrzeby, bo Nystatyna załatwi sprawę. Nie powinno się rezygnować z cukru, bo dzieci go potrzebują bo rosną smile)"
                5. Lamblie - (kolejne zaskoczenie, bo uznał że istnieją!):
                "Lamblii się nie leczy bo one przychodzą i odchodzą. Jak sie pojawiły to i same znikną".
                6. Osłabiona odporność, bardzo częste infekcje z gorączką 40stopni:
                " To jedyny sposób, żeby dziecko zdobyło odporność. Normalny proces i pożyteczny".
                7. Niespokojny sen, zgrzytanie zębami, podkrążone oczy, wzdęty brzuszek, płacze nocne, świąd skory.... itp:
                odpowiedz: " Ale które dziecko wygląda jak z reklamy TV? Nie przejmować się bo dzieci maja po prostu gorsze dni".

                W czerwcu jadę do Polski - porobię badania po terapii antylambliowej, kupię zapas probiotyków, suplementów i ziół na kolejny etap walki o zdrowe dziecko. Pozdrawiam i dziękuję za wsparcie!
                • sigvaris Re: Po wizycie u pediatry :))) 12.05.11, 00:38
                  Nie wiem który punkt mnie najbardziej wzruszył.. Hmmm chyba ten o lambliach, co same przychodzą i odchodzą. Ten Pan ma widać problemy z naukami biologii. Nie bacząc na nauki medyczne, co są wynikiem fazy wstępnej - właśnie nauk o biologii stworzeń, w tym pierwotniaków. Biedaczek pomylił chyba stada wędrujące np. wilków za pożywieniem, ze stadami pasożytów, które nie wędrują (poza dalszymi zarażeniami), a ciągną z dawcy ile się da w miejscu.

                  Następny punkt, co mnie wzruszył też.. To cukier potrzebny do wzrostu. Zgodnie z historią medycyny - to cukier rozpaskudził zdrowie dzieci. Kilka wieków temu to "bogacze" wpadli na to, by dawać dzieciom rożek z cukrem (bardzo drogi rarytas wtedy) do ssania - przestawały płakać. Smoczków nie było. Za to chorowały. Chłopskie dzieci w tym czasie ssały skórkę świńską zamiast smoczka i nie chorowały. Rożek cukrowy i świńska skórka to też była metoda na ząbkowanie. Świńska skórka od dawna. Rożek się potem podczepił, dla wybranych, bo był "luksusem" i miał odróżniać dzieci od chłopskich dzieci... Niestety potem rożek z cukrem trafił pod "strzechy"... Cukier bowiem staniał. Obawiam się, że zależności między cukrem a wzrostem dziecka nie odkryła dotąd żadna placówka naukowa. Pan się powinien opatentować ! I wystąpić o dotacje na wieloletnie badania związku cukru ze wzrostem dzieci. W dziedzinie otyłości nie ma szans. Już dawno udowodniono tezę cukier = gruby = w konsekwencji chory. Ale pod kątem wzrostu może być prekursorem smile Jeśli oczywiście swoją tezę udowodni smile

                  Pan wykazał, co doceniam, wysoką odporność na świat współczesny. I tym też mnie wzruszył. Dzieci przecież ładnie wyglądają tylko w reklamach - jak modelki po photoshopie. W realu nie mają prawa dobrze wyglądać. Świat realny ma być zaprzeczeniem photoshoshopa. Mają mieć paskudną skórę, wypryski, podkrążone oczy i zwite w bólu (broń Panie B. w uśmiechu) buzie. Generalnie więc, jak dziecko nie wygląda zdrowo - znaczy jest zdrowe - bo nie użyto na nim manipulacji komputerowej. Matko dziecka z realu - jesteś wspaniała, że nie "podrasowałaś" dziecka na wizytę lekarską! Bo ma być zaprzeczeniem dziecka z reklam, tak?

                  O leczeniu grzybicy w tydzień nystatyną - nie wypowiem się. Jakoś dowcip mi się skończył i chęć parodii tej okrutnej sytuacji.
                  Bardzo żal mi dzieci. Bo nie tylko Twoje dziecko tam trafiło, co pewnie dużo więcej. Tylko te dzieci nie mają pewnie takich szans, by ze szpon takich "antyfanów photoshopa" się wydobyć.
                  Okrutne praktyki. Okrutne zalecenia. Indolencja obezwładniająca.
                  • czarna_magnolia Do Sigvaris 25.07.11, 22:24
                    Droga Sigvaris,

                    piszę tu, bo to najświeższy wątek, na jakim znalazłam Twoje wpisy i liczę na to, że mój wpis przeczytasz smile Szukałam informacji na temat "onanizmu niemowlęcego", z którym borykamy się od paru miesięcy i natrafiłam na Twoje posty z lat 2005 i 2007. Chciałabym bardzo Cię prosić o namiary na panią psycholog, o której wspominasz w wątku (tę, która powołała międzynarodowe konsylium). Powiedz też proszę, czy jest jakaś możliwość skontaktowania się z Tobą osobiście (mail/telefon)?

                    Z góry bardzo dziękuję!
                    • maman3 Re: Do Sigvaris 16.11.11, 23:46
                      Sigvaris, pozdrawiam serdecznie!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka