Dziewczyny, zaczynam się obawiać, że z moją córcią jest coraz gorzej.
W skrócie: 16 miesięcy, silny AZS (erytrodermiczny, czyli nie dośc,
że skóra sucha, to jeszcze czerwona), ścisła dieta i ogólnie
przestrzeganie wszystkich zaleceń. Alergolog z tych polecanych na
forum, kuracje przeciwpasożytnicze zaliczone itp.
Jakieś 10 dni temu zaliczyliśmy pierwszą pokrzywkę - chyba to to, bo
najpierw zaczerwienienie, potem dużo takich jasnych bąbli, świąd,
drapanie, płacz, rozgrzanie. Potem zasnęła i przeszło. To było rano,
przy chlebku ryżowym, który jemy już długo i tej samej firmy, więc
to chyba nie to.
Ale: od 3 dni próbowałam jeść śliwki (cały czas karmię) - najpierw 1
szt, potem 2 szt, a wczoraj 4 szt. Karmię już teraz tylko w nocy i
rano i dziś parę minut po porannym karmieniu znów ta pokrzywka - i
mam wrażenie, że jeszcze gorsza.
Teraz skojarzyłam, że te 10 dni temu, to byliśmy tydzień na działce
u moich rodziców i próbowałam jeść jabłka (bo własne, niepryskane,
też stopniowo zwiększając ilość), tylko tam najpierw wzbudziła nasze
obawy trochę czerwieńsza skóra, więc przestałam na 3 dni, potem
znowu zjadłam kawałek i tamta pokrzywka, to może właśnie był efekt
tych jabłek?
W tej sytuacji zaczynam się bać cokolwiek rozszerzać dietę (w tym
własną!!! bo jem te produkty, co mała), bo obawiam się, że za każdym
razem już teraz będzie taki efekt i to coraz silniejszy

No bo w sumie jabłka, śliwki nie są typowymi silnymi alergenami.
Co robić??? Poradźcie proszę...