W związku z terapią jaką stosuję od pół roku u mojego synka -z dobrym
skutkiem stosuję

(link do wątku, który opisuje szczegóły
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=578&w=93080028
nasunęło mi się jeszcze parę myśli, którymi chcę się z Wami podzielić.
Tak jak napisałam źrodło ogromnych kłoptów zdrowotnych WOjtanka leży w
totalnym wychłodzeniu organizmu - zastanawiałam się skąd wziął się tak ogromny
deficyt energetyczny.
Człowiek (i inne żywe organizmy) czerpią energię z:
1.słońca - tak ważne jest wystawianie się na słoneczko zwłaszcza to wiosenne -
mój akupunkturzysta wręcz zabronił nam stosowania kremów z filtrami (wiem, że
to kontrowersyjne) - oczywiście trzeba unikać smażenia się w ostrym letnim
słońcu jednak chemiczna bariera przed słońcem zwłaszcza u alergika jest
nieporozumieniem.
Często wielu alergików ma lepszą skórę latem - to zasługa słońca właśnie,
które ładuje nasze akumulatory i zmniejsza deficyty. Z drugiej strony zimą
jest pogorszenie - brak słonka z jednej strony i duże wydatkowanie energii na
ogrzanie organizmu z drugiej
2.z magmy tj. z wnętrza ziemi - chodzenie na bosaka po rozgrzanym piasku lub
ciepłej trawie również daje nam duży zastrzyk energii
3.z powietrza - spacery po świeżym powietrzu wskazane
4.z jedzenia
To ostatnie źródło jest niezwykle ważne - to co jemy (oczywiście nie odkrywam
tutaj Ameryki) może dac nam zdrowie lub doprowadzić do choroby. W medycynie
chińskiej odpowiednia dieta jest ważniejsza niż leczenie - odpowiednia czyli w
przypadku alergii rozgrzewająca i ładująca akumulatory. Jak napisałam wyżej
nurtowało mnie pytanie jakim sposobem tak strasznie wychłodzilam Wojtusia -
kiedy przeanalizowalismy z akupunkturzystą dietę najpierw moją (kiedy karmiłam
piersią),a później synka okazało się, że nieświadomie zrobiłam wszystko, żeby
nie dostarczać mu energii.
Oto dwa główne błędy żywieniowe:
1.wieprzowina - najpierw w postaci smalcu, który po odstawieniu masła jadłam
przez 9 miesięcy karmienia piersią, później jadł go WOjtuś - plus mięso
wieprzowe, które podawałam na okrągło - wszystko inne uczulało -
akupunkturzysta powiedział,że wieprzowiną załatwiłam WOjtkowi żołądek, a słaby
żołądek to krótka droga do alergii
2.głodowa dieta eliminacyjna z odstawieniem wszystkich rozrzewających
produktów - tutaj kłania sie dieta pani Ciesielskiej - chociaż trudno jest
przełamać nasze obawy i strach przed reakcją na te cielęciny, miody, imbiry i
kardamony to właśnie jednak te produkty dają energie naszym dzieciom - ja
krążę wokół tej diety już prawie od dwóch lat (i parę razy oberwało mi się na
tym forum od ortodoksów)- jednak dopiero teraz (myślę,że to też w dużej mierze
dzięki wzmocnieniu Wojtusia akupunkturą)udaje mi się krok po kroczku
wprowadzać do diety te zakazane produkty - podaję, jak jest źle to wycofuję i
za jakiś czas znów podaję- staram się jednak,żeby w każdej potrawie dla
Wojtusia znalazły sie wszystkie pięć smaków i to w kolejności określonej przez
teorię pięciu przemian.
Z perspektywy tych pięciu lat widzę ile złego wyrządziła Wojtusiowi głodowa
dieta - dziecko nie może dobrze się rozwijać jeśli je dwa produkty na krzyż -
organizm dzieci potrzebuje niesamowite ilości energii - gdy jej podstawowe
źródło (jedzenie) jest tak marnej jakości nie może być dobrze. I jeszcze jedno
- im mniejsze dziecko zacznie byc żywione jedzeniem dajacym energię tym
łatwiej wyprowadzić je z alergii - przykładem jest 2 letni synek mojej
znajomej - parę miesiecy powolnego rozgrzewania z ograniczeniem rzeczy
wychładzających (czyli przede wszystkim wieprzowiny, kurczaków, surowizny
wszelkiej)- efekt - piękna skóra bez śladów wysypek i ustąpienie świądów. U
nas 5 lat "zaniedbań" energetycznych zrobiło swoje i wychłodzenie spowodowało
oprócz chorej skóry szereg innych dolegliwości - proces zdrowienia będzie na
pewno dłuższy.
To tyle wymądrzania się