rafal_zapadka
07.09.07, 14:11
(Komentarz wygłoszony 4.09.2007 r. w Radio Zachód)
Kwiat polskiej socjologii będzie się zastanawiał w Zielonej Górze nad tym co
nas łączy, a co dzieli. Ogólnie rzecz biorąc dzieli nas różny dostęp do
ograniczonych dóbr materialnych i niematerialnych, np. takich jak zdolności,
władza bądź uznanie, że o pieniądzach nie wspomnę. Natomiast ludzi łączy w
całości społeczne, takie jak wspólnota lokalna, narodowa, wspólnota polityczna
czyli państwo, więź społeczna, która jest ufundowana na wartościach i
pojęciach wytworzonych przez kulturę. Socjologia stara się badać m.in. czy
skala różnic i charakter podziałów dezintegrują społeczeństwo, osłabiając jego
zdolności do tworzenia i rozwoju wspólnot.
Nie sposób w krótkim komentarzu wymienić wszystkie płaszczyzny podziału i
kategorie różnic występujących pomiędzy jednostkami i grupami społecznymi.
Dlatego skoncentruję się tylko na tym co łączy nas Polaków w jeden naród. Na
wstępie konieczne jest dokonanie rozróżnienia narodu od społeczeństwa. Otóż
pojęcie naród polski obejmuje naszych przodków, nas samych i naszych wnuków
oraz prawnuków. Natomiast społeczeństwo to tylko aktualnie żyjący. Z tego
ustalenia wynika, że można być obywatelem państwa polskiego i pełnoprawnym
członkiem polskiego społeczeństwa, ale już niekoniecznie w pełni przynależeć
do narodu polskiego. O przynależności narodowej decyduje bowiem szacunek do
tradycji przodków i patriotyzm rozumiany zwyczajnie jako miłość do miejsca
urodzenia.
Przywołane wyżej rozróżnienie respektuje pisarz Rafał Ziemkiewicz, który bez
pardonu podzielił nas, w jednej z ostatnich swoich książek, na Polaków i
„polactwo”. Do tej drugiej kategorii zaliczył rodaków, którzy dość
powierzchownie uczestniczą w kulturze narodowej, którzy wyzbyli się
patriotyzmu, którzy nie posiadają rozwiniętych potrzeb intelektualnych i
duchowych. Ziemkiewicz sądzi, że we współczesny polskim społeczeństwie
polactwo rośnie w siłę i wypiera Polaków. Uważa on, że ten proces zagraża
zachowaniu suwerenności narodowej i państwowej.
Na gruncie socjologii podobne rozróżnienie uczynił prawie 100 lat temu Dawid
Riesman. W pracy „Samotny tłum” podzielił on członków społeczeństwa na ludzi
wewnątrz i zewnątrz sterownych. Człowiek wewnątrzsterowny, to człowiek
dokonujący świadomych wyborów w oparciu o dobrze przyswojone normy moralne i
społeczne. Upraszczając wewnątrzsterownym jest się wtedy, gdy się odebrało
staranne wychowanie i solidną wiedzę. W opozycji do tego typu występuje
człowiek zewnątrzsterowny czyli podatny na wpływy zewnętrzne, na wpływy
miałkiej kutury masowej. Ten typ jest dlatego podatny na wpływy zewnętrzne, na
manipulacje np. mediów gdyż został kiepsko wyedukowany i nie posiada
ugruntowanych norm postępowania.
Zewnątrzsterowni zasilają szeregi polactwa. Są bezbronni wobec politycznych
manipulacji. Chętnie przyjmują serwowane im przez inżynierów społecznych
opinie i poglądy sprzeczne z kulturą w której wyrośli. Nie wiedzą skąd
przyszli i dokąd idą. Nie mają zdolności do syntezy i uogólnień. O im
podobnych Julian Tuwim napisał I „oto idą, zapięci szczelnie,/Patrzą na prawo,
patrzą na lewo./A patrząc - widzą wszystko oddzielnie/Że dom... że Stasiek...
że koń... że drzewo...
Tak więc nie tylko dociekania socjologa są przydatne w badaniu powodów
dzielenia się i łączenia ludzi. Inspirująca może być także refleksja literata
lub szerzej artysty.
Rafał Zapadka