gnomek
30.01.02, 19:33
„15 minut” z Robertem de Niro. Wariacja na temat Urodzonych Morderców i tego
filmu z Pacino a później podobnego obrazu z Travoltą - bandytów, co ich
filmowała TV. Słowem zbrodnia i sraczka mózgowa wielkich sieci telewizyjnych.
Dobro (takie nie do końca, z pewnymi delikatnymi rysami) walczy ze złem
(całkowite, wynaturzone, bez krzty ludzkich uczuć).
W „15 minut” złe trochę dobrego podmordowało. Wtedy widz jest łapany za buzię
przez reżysera. Ale zakończenie to Hollywood. Dobro pokonało kompleksy i nie
dało się złu podmordować do końca.