enip 21.12.11, 16:40 Treść postu jest niedostępna. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
dosia_1974 Re: Mity o adopcji (zakończenie) 21.12.11, 19:45 Dzięki za ten post! Daje do myślenia... Odpowiedz Link Zgłoś
hortencja Re: Mity o adopcji (zakończenie) 25.06.12, 18:02 Dziękuję Ci Enip za ten wpis. Wraz z mężem przeżywamy podobne sytuacje i żeby utrzeć nosa tym, którzy uważają Cię za nieudolnego wobec adopcji powiem tylko, że to bzdura ! Adoptowaliśmy chłopca i dziewczynkę. Gdyby nie dziewczynka, może moglibyśmy pomyśleć, że to nasza wina, że zawiniliśmy w którymś momencie... Też biegaliśmy do psychologów, na różne terapie i... nic ! Chłopiec nie chce się poprawić, choć wymagania jak u Was - podstawowe do wspólnej egzystencji. Nasza miłość - wyłącznie wykorzystana do jego własnych korzyści (prezenty i wszystko czego mu było w tej chwili trzeba).Przeczytaliśmy także wspomnianą książkę Kecka o RAD i... nic. To bardzo trudne dla nas, ale raczej skończy się rozwiązaniem adopcji syna. Nie czujemy się już z nim bezpieczni. Jest coraz starszy, silniejszy a my widzimy, że z tej mąki chleba nie będzie. Adoptowana córka jest dowodem, że to nie nasza wina. Kochaliśmy dzieci jednakowo, ale widać są pewne granice. Serdecznie Cię pozdrawiam i dziękuję szczególnie za zakończenie Twojego postu z podsumowaniem. Odpowiedz Link Zgłoś
gwarka-65 Re: Mity o adopcji (zakończenie) 25.06.12, 19:27 Drogie panie,które tak łatwo osądzają ENIDA.Jestem babcią takiego dziecka jakie miał ENID. Cała nasza rodzina namawia rodziców do cofnięcia adopcji.Tak samo adoptowali córeczkę i synka.Z córką się udało.Wychowali ją na wspaniałą nastolatkę. Kochali ich tak samo. A syn nadaje się do audycji W-11.Co to z szczęście rodzinne, skoro wychodząc z domu muszą pozamykać przed synem na klucz pokoje. Skoro muszą zabierać portfel nawet do ubikacji.Co to za szczęście rodzinne skoro on nigdy nie mówi prawdy.Wagaruje nie chce się uczyć(51jedynek)Ma 15 lat .I co teraz? Mają utrzymywać darmozjada.Nie myślcie, że o niego nie walczyli.Był i jest pod opieką psychologów.Dobry przykład w rodzinie nie pomógł, więc co jeszcze pozostało?W szkole wraz z innymi kolegami zaciągnął dziewczynkę do szatni. Jedni ją trzymali inni macali a nasz wnuk brutalnie wykręcał jej sutki.Dziewczynka krzyczała a nasz wnuk stwierdził z ironią..jej się to podobało..Następny będzie gwałt z penetracją,jak myślicie? Pozdrowienia Pozdrowienia Odpowiedz Link Zgłoś
sandra55-online Re: Mity o adopcji (zakończenie) 25.06.12, 22:14 zdaje sobie sprawę że tak może być i wierzę Pani że tak jest. Znam wiele przypadków dzieci adoptowanych które raczej nie są przykładem doskonałości. Mają zatargi z prawem, źle się uczą albo nie uczą się wcale i generalnie nic ciekawego sobą nie rezprezentują.Nie potrafią zachować się wśród ludzi i rówiesników. Ale znam też takie które wyrosły na fajnych młodych ludzi. Znam też przypadki dzieci nie adoptowanych, własnych urodzonych przez swoje matki, które nie mogą zostawić otwartego pokoju bo zaraz mają splondrowane szafki, ukradzione pieniądze i inne tego typu rzeczy, nie uczą się, robią same głupoty, kradną , siedzą w więzieniu a przecież mają geny swojej matki, która go urodziła i wychowałą. Nie wiem co dodać więcej - pozostawiam to każdemu do przemysleń osobistych. Odpowiedz Link Zgłoś
mln79 Re: Mity o adopcji (zakończenie) 23.08.13, 17:20 @gwarka-65 No jeśli cała rodzina namawia rodziców adopcyjnych do cofnięcia adopcji, to się nie dziwię, że chłopak ma problemy ze sobą i traktuje rodzinę w sposób wrogi. Przyłączyła się Pani do chóru głosów, że "dziecko adoptowane = samo zło" (pomimo udanej adopcji wnuczki). A czy pozostali chłopcy uczestniczący w gwałcie też byli adoptowani? I co to w ogóle za szkoła, w której takie rzeczy w szatni były możliwe? Gdzie byli nauczyciele, woźni, monitoring? No cóż, w tej sytuacji wnuk chyba przestanie już być problemem dla rodziny, bo po takim czynie niechybnie znajdzie się w zakładzie poprawczym. Moim zdaniem to bardzo nie fair, że adopcję można cofnąć. W ten sposób dziecko adoptowane nigdy nie będzie czuło się w rodzinie adopcyjnej bezpiecznie. Skoro rodzice adopcyjni chcą być jak rodzice biologiczni (większość z nich decyduje się na adopcję z powodu bezpłodności, dziecko adoptowane ma im zastąpić biologiczne), to niech biorą odpowiedzialność za dziecko do końca życia bez możliwości wycofania się, tak jak to jest w przypadku rodziców biologicznych. Rodzice biologiczni też często są rozczarowani swoimi dziećmi (miał być lekarz albo prawnik, a tymczasem prawnika to on sam potrzebuje), ale nikt ich z rodzicielstwa nie zwolni, nie oddadzą dziecka do "sklepu", jak wybrakowanego towaru. I tu nie chodzi tylko o brak prawnej możliwości, ale o to, że rodzice biologiczni najczęściej kochają swoje dzieci na dobre i na złe. Myślałem do tej pory, że rodzice adopcyjni tak samo, ale po lekturze tego forum zaczynam odnosić wrażenie, że sporo rodziców adopcyjnych choć deklaruje bezgraniczną miłość, to jednak traktuje dzieci przedmiotowo - nie spełniają oczekiwań, to z powrotem do bidula. Odpowiedz Link Zgłoś
1kikusia Re: Mity o adopcji (zakończenie) 20.08.15, 23:46 Proszę, powiedzcie, co było u Was dalej? Jak się sprawa rozwinęła? zakończyła? nam nikt nie potrafi pomóc... Oszaleję... Odpowiedz Link Zgłoś
siechniczanka Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 21.12.11, 20:45 mam adoptowanego syna ma 7 lat , adoptowałam go jak miała pół roku , na całe szczęście nie był w domu dziecka, był w pogotowiu i bardzo go tam kochała cała rodzina , jak na razie synek jest super , wie że jest adoptowany i mówi że nie wyobraża sobie życia bez nas . Enio bardzo dzięki za tego posta ,chcę adoptować drugie dziecko i namawiano mnie na dziecko 5,6 lat ale po twój post dał mi dużo do myślenia i przekonał mnie ,że jednak będzie to niemowlak. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 21.12.11, 21:32 Cóż, mam dzieci. Biologiczne. Moje dzieci nie kradly na potegę, fakt. Ale parokrotnie, podobnie jak innym dzieciom zdarzyło im się cos zwinąć - i to takze najblizszej rodzinie. Tak bywa, wcale nie wśród adoptowanych dzieci, tylko dzieci takie są. Jesli chodzi o odrabianie lekcji, to 2/3 moich dzieci ich nie odrabiała. Cóż, tak tez bywa. Łazienke sprzata tylko najmlodszy, choleraw wie dlaczego... Wiekszość znanych mi nastolatków mówi znajomym, jak bardzo nienawidzi rodziców. Taki wiek. Moje dzieci mimo to nie byly ani patologiczne, ani niesympatyczne, ani nie wyrośli z nich bezrobotni zlodzieje. Tak, zdaję sobie sprawę, ze z dziecmi adoptowanymi sa problemy - moje przyjaciółka też je ma, moja znajoma - matkl juz całkiem dorosłych dzieci także, moi dziadkowie też je mieli. Ale nie były to az tak dramatyczne probklemy, jakie dotknęły i autora postu i wszystkie znane mu rodziny zastępcze. czy nie jest to trochę próba usprawiedliwienia siebie w przypadku nieudanej adopcji? Może nie - ale takie uogólnianie jest co najmniej zastanawiające. Odpowiedz Link Zgłoś
limonka_x Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 21.12.11, 23:35 Ja również adoptowałam synka, gdy miał 4,5 roku! Potrafi dać nam w kość. Zaczyna kłamać (ma teraz 7 lat), choć dobrze wie, że nie tolerujemy kłamstwa (ostatnio powiedział, że ma "najgorszych rodziców na swiecie, bo go ciagle bijemy". Choć nie ma takich podstaw. Dzisiaj nie poszliśmy z nim na plac zabaw, tylko na spacer, bo ciemno i zimno już było, to powiedział "po co mnie adoptowaliście? Jesteście najgorsi"). Od września mamy same kłopoty w szkole (złe zachowanie). Wiem, że mam ogromne szanse na "wyprostowanie" jego zachowania. Zauważamy nawet przebłyski poczucia winy (jak już dzisiaj wykrzyczał swoje złości, że żałuje adopcji, to sam podszedł i nas przeprosił). Jesteśmy w kontakcie z pedagog szkolnym (bardzo chce pomóc i jej metody zaczynają działać). Ogólnie jest cieżko. Ale nie wyobrażam sobie, żeby nie było synka z nami. Jest naszym sensem życia. Ale, po przeczytaniu postu oraz wielu innych artykułów, zgadzam się z autorem tego postu. Dlaczego dzieci w DD, które mają szanse na adopcje, nie "uczy się" życia w rodznie? Mój syn nigdy rodziny właściwie nie miał. A jeśli miał, to te wspomnienia są okrutne... (czasami opowiada, bo pamięta). Wiem, że przeszedł bardzo wiele i na chwilę obecną zrobię wszystko, by wiedział, że rodzina to coś wspaniałego (po prawie trzech latach widzę, że wspaniałą wieź nawiązał z tatą, moim mężem. Uwielbiają się nawzajem, mój syn właściwie nie spuszcza taty z oczu ). Tak dla pociągnięcia tematu, przeczytajcie blog (od początku do końca), coś na temat nieudanej adopcji. prawiejakmama.bloog.pl/kat,0,index.html?ticaid=6d998 Odpowiedz Link Zgłoś
enip Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 22.12.11, 13:54 Wiesz, to jest oczywiste że dzieci kradną, kłamią, biją się, próbują testować stawiane im bariery i sprawdzać, na ile mogą sobie pozwolić. To jest normalne. Natomiast ja piszę o czymś zupełnie innym. Twoje dzieci "parokrotnie" coś zwinęły. Moje dzieci kradły codziennie, po kilka razy dziennie. Okradały nas, rodzinę, inne dzieci, sklepy, obcych napotkanych ludzi. Kradły w domu, w szkole, u znajomych, u babci, wszędzie gdzie się znalazły. To nie jest to samo i to nie jest normalne. Podobnie z kłamstwem - Twoje dzieci na pewno okłamały Cię w paru różnych sprawach. Moje dzieci kłamały zawsze i wszędzie - że nie dajemy im jeść, że pozwoliliśmy im na coś na co nie pozwoliliśmy, że ukradzioną zabawkę dostały od nauczyciela, że... To też nie jest to samo. Od nastolatków usłyszałaś, że Cię nienawidzą. Ja też jako nastolatek, nienawidziłem swoich rodziców A czy opowiadały Ci to ośmiolatki? Że Cię nienawidzą, że chcą Cię zabić, że żałują że jesteś ich mamą? Widzisz, ja nie "usprawiedliwiam" nieudanej adopcji. Przede wszystkim dlatego, że nie uważam jej za porażkę ani klęskę. Byłaby to klęska, gdybym wziął dzieci a potem je zaniedbywał, zaniechał czynienia czegoś co mogłoby im pomóc. Ja nie zaniechałem niczego - zrobiłem wszystko, co byłem w stanie, aby je kochać, otaczać opieką, znaleźć im odpowiednią pomoc. To one, świadomie i dobrowolnie, podjęły decyzje że nie chcą mieć rodziny ani normalnego życia, i odeszły od nas. Było to bardzo bolesne i przykre doświadczenie (dla nas - bo gdy odjeżdżały, nam pękały serca, a one się uśmiechały i cieszyły), ale nie mam potrzeby usprawiedliwiania niczego, ponieważ nie zrobiłem nic złego. Po prostu wyciągnąłem wnioski i żyję dalej (choć boli nadal). Piszesz, że uogólniam. Nie, ja nie uogólniam, po prostu na podstawie obserwacji sześciu różnych przypadków formułuję pewne tezy statystyczne. Ze statystyką zaś bywa tak, że pewne tezy ogólnie się sprawdzają, ale w szczególnych przypadkach może być inaczej. Zauważ więc, że nie piszę nigdzie "wszyscy...", "wszystkie..." tylko "zwykle...", "większość...". I faktycznie, przypomniałem sobie że zapomniałem o siódmej rodzinie którą znam. Była to adopcja ze wskazaniem niemowlaka, którego oddała nastoletnia matka. Ta adopcja się udała - chłopak dzisiaj ma normalną rodzinę, studiuje, pracuje. Natomiast ludzie zrobili tej rodzinie takie piekło z życia, że musiała się przeprowadzić na drugi koniec Polski, gdyż zawsze mieli swoje opinie o tym "adoptowanym bękarcie"... Odpowiedz Link Zgłoś
enip Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 22.12.11, 13:38 Dziękuję za odpowiedź. Dziś uważam, że w zasadzie tylko adopcja malutkich dzieci ma duże szanse na powodzenie. Im starsze dziecko, tym więcej w nim wdrukowanych złych nawyków, postaw i wzorców, których nie da się już usunąć. To samo obserwuję wśród wszystkich rodzin zastępczych i adopcyjnych, z którymi się stykam - im młodsze dziecko, tym większe prawdopodobieństwo że się uda. Natomiast w przypadku niemowlaków trzeba pamiętać, że wiele chorób i wad generycznych (np. FAS) ujawni się dopiero za kilka lat, i nie da się ich zdiagnozować wcześniej. To też jest pewne ryzyko. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 22.12.11, 14:38 Mam wujka, adoptowanego w wieku 8 lat. I jest jak najbardziej OK. Odpowiedz Link Zgłoś
ichi51e2 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 25.02.13, 15:05 A czy byl on adoptowany z dd? Z patologicznej rodziny? Kazdy chyba zna przypadek udanej adopcji po 2 wojnie swiatowej bylo ich bardo duzo. ale to wszystko dotyczy sierot - a dzis malo ktore dziecko w dd jest sierota. Moj dziadek tez zostal adoptowany - przez swoja ciotke, matka umarla a jej maz odeslal dziecko do rodziny biologicznego ojca (ktory nigdy dziecka nie chcial i nie widzial). dodam ze matka i jej maz byli Niemcami, dziadek gdy trafil do Polski majac 5 lat nie znal slowa po polsku. Byl wspanialym madrym czlowiekiem kochajacym ogromnie ciotke i wuja i potem swoja rodzine, cenionym lekarzem pediatra. Tylko ze to cos innego jak sie adoptuje dziecko ktore miala kochajaca rodzine i wie o co w rodzinie chodzi a co innego jak adoptuje sie dziecko ktore konceptu rodziny nie zna i nie pojmuje. Wlasnie dlatego tak wazne jest aby dd nie byl kombinatem czy przechowalnia czy rajem dla wladcow much ale przygotowywal tez do zwyklego zycia. Odpowiedz Link Zgłoś
milka1951 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 22.12.11, 16:42 Zgadzam się ze stwierdzeniem, że dzieci nie sa przygotowane do adopcji. lecz nie zgadzam się z tym, że jej nie chcą. Podkreślasz Enip kilka razy ich wolną wole. To są dzieci pozostające w znacznie niższym emocjonalnie wieku niz wskazuje ich metryka,. Żadne dziecko nie chce być w DD, chyba że ma kontakt z rodziną biologiczną. Z mojego doświadczenia i lektur wynika, że słowa "chcę do DD" oznacza, czy mnie jeszcze kochacie, czy jest dla mnie miejsce w tym domu. Wymaganie odrabiania lekcji wcale nie jest prostym zadaniem dla dziecka po przejściach. Przeczytajcie chociaż Wychowanie zranionego dziecka keck, Kupecky. Piszę o tym w innym wątku. Ta lektura pomoże wam zrozumieć dzieci i do nich dotrzeć. Żadne doświadczenie rodzica biologicznego nie jest ważne w pracy z dzieckiem po przejściach. Niestety psychologowie niewiele potrafią pomóc. Wychowanie dwójki zranionych dzieci to poważne i trudne zadanie. W warunkach polskich trzeba się do niego przygotować samodzielnie. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 22.12.11, 16:57 I przede wszystkim nie oczekiwać, ze da się "trzy zasady panujące w domu", a dzieci będą ich przestrzegać. na pewno nie od razu i na pewno nie po paru miesiacach, niestety. Nie nalezy też brać za dobra monetę wszystkiego, co dzieci mówią . "Nienawidzę cię" mówią 8-9 latki stosunkowo często, a emocjonalnie opóźnione - tym bardziej, raczej w znaczeniu "jestem na ciebie wściekly". Mam wrażenie jednak, ze tu największym problemem jest nie przygotowanie rodziców do adopcji starszego dziecka. I jednak oczekiwanie, ze dzieci bedą rodzicom wdzieczne - podstawowy, o ile wiem błąd, cholernie utrudniajacy kontakty. Odpowiedz Link Zgłoś
phoebe10 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 23.12.11, 09:20 To prawda - dzieci starsze w Polsce nie są przygotowywane do życia w rodzinie Twierdzenie, że mój wujek, adoptowany w wieku 8 lat, wyszedł na ludzi, jest równie mądre, jak to, że ja lubię ogórki, więc Ty też powinnaś. Nie każda adopcja się udaje, zwłaszcza gdy dotyczy dzieci starszych. Nie jest prawdą, że każde dziecko chce rodziny. Znam takie, które do adopcji iść nie chciały, wolały zostać w DD (dzieci w wieku szklonym - podstawówka). I generalnie porównywanie dzieci biologicznych, do tych , co to przeszły już swoje w życiu, zanim do rodziny trafiły jest trochę nie fair. Porównywanie adopcji niemowlaka do adopcji 8-latka... Co do nieprzygotowywania rodzin do adopcji dziecka starszego... powiedzmy sobie szczerze - robi się wszystko, by wkręcić nieprawdziwy obraz dziecka. Łącznie z proszeniem nauczycieli w szkole, by kłamali, lub podnosili oceny na koniec roku, bo dziecko do adopcji idzie i będzie łatwiej rodzinę znaleźć. Odpowiedz Link Zgłoś
enip Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 24.12.11, 13:35 Nigdy nie oczekiwałem od tych dzieci, że będą mi za coś wdzięczne - czy gdzieś napisałem cokolwiek takiego? Nie. Oczekiwałem tylko, że skoro mówią że chcą mieć rodzinę, to naprawdę tego chcą - i to była moja głupota i naiwność. Tak się akurat składa, że dzieci doskonale potrafiły nie kraść i nie kłamać - gdy tylko chciały. A na początku chciały, i nie robiły żadnej z tych rzeczy. Gdy już adopcja się zakończyła, i w dobrej wierze pokazaliśmy im postanowienie sądu mówiąc "widzicie, już sąd postanowił, napisano: przysposobienie nierozwiązywalne, nie musicie się bać że was oddamy albo coś się stanie, już zostaniecie z nami na zawsze" - nagle coś w nich przeskoczyło: jak to, to już naprawdę na zawsze z nimi zostaniemy? I nie będziemy mogły kraść? O nie!! No i właśnie od tego dnia się zaczęło... To, że dziecko może mówić rodzicom adopcyjnym takie rzeczy, i myśleć przy tym co innego "sprawdźmy, czy nadal mnie kochacie, mimo że jestem takie złe", to ja doskonale wiem. Ale kiedy mówią to między sobą, albo swoim kolegom w szkole, to jest coś innego. One w ten sposób nic nie sprawdzają, bo mówią to tym, którzy (jak im się wydaje) nigdy rodzicom adopcyjnym tego nie powtórzą. Wtedy można zobaczyć, co myślą i czują naprawdę. Właśnie w tym rzecz, że dzieci doskonale wiedziały, co komu mogą powiedzieć, a komu nie, kto powtórzy nam, a przed kim nie trzeba udawać. I były przy tym niezwykle inteligentne - gdy tylko zechciały, cała praca domowa była zrobiona w pół godziny, a test w szkole napisany na 95%. A gdy nie chciały, to do drugiej w nocy był wrzask i awantura, bo trzeba jedno zdanie uzupełnić czasownikiem. Tak, naprawdę potrafiły wrzeszczeć bez przerwy przez 6 godzin - ja bym nie dał rady, a one umiały O lekcjach jeszcze napiszę - ale póki co, pora szykować Wigilię Odpowiedz Link Zgłoś
skorpionka06.11 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 18.01.12, 19:46 czemu nie wzięliście małych dzieci ? Moglibyście uczyć Ich dobra i zła od podstaw? Odpowiedz Link Zgłoś
mln79 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 26.08.13, 17:35 @enip No i kto tu był większym kłamcą? Powiedziałeś dzieciom, że zostaną z Wami na zawsze, podparłeś to nawet autorytetem sądu ("przysposobienie nierozwiązywalne") a potem oddałeś je z powrotem do bidula! One kłamały często, ale w sprawach trywialnych ("czy wypiłeś sok?"), Ty skłamałeś raz, ale w sprawie zasadniczej. Wracając do domu dziecka te dzieci nie wróciły do punktu wyjścia. Teraz nie zaufają już żadnym innym rodzicom adopcyjnym, stracą też zaufanie do wymiaru sprawiedliwości. Piszesz, że one nie nadawały się do adopcji. Wątpię. Obawiam się jednak, że przez to co zrobiłeś, one w tej chwili rzeczywiście nie nadają się już do adopcji. Bo już nigdy nie uwierzą, że adopcja jest na zawsze. Odpowiedz Link Zgłoś
mln79 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 23.08.13, 16:13 @verdana > "Nienawidzę cię" mówią 8-9 latki stosunkowo często Święte słowa, z ust mi to wyjęłaś. Już moja 3-letnia biologiczna córka, gdy jest na mnie zła (najczęściej, gdy po prostu czegoś od niej wymagam) potrafi powiedzieć, że mnie nie lubi (bo słowa nienawidzić jeszcze nie zna), ale to oznacza tylko, że w danej chwili jest na mnie wściekła, a nie, że naprawdę mnie nie akceptuje. Na tej samej zasadzie mówi, że nie lubi np. marchewki, jeśli w danym momencie nie ma na nią ochoty, choć jeszcze wczoraj zajadała się nią ze smakiem. Trzeba umieć prawidłowo odczytywać to, co dzieci mówią. Zupełnie jak z kobietami Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 23.12.11, 13:06 Żadne dziecko nie chce być w DD, chyba że ma kontakt z rodziną b > iologiczną. Z mojego doświadczenia i lektur wynika, że słowa "chcę do DD" oznac > za, czy mnie jeszcze kochacie, czy jest dla mnie miejsce w tym domu. > Z moich niestety wynika co innego - są dzieci, które mówiąc 'chcę do dd' dokładnie to mają na myśli - że chcą do dd i nie chcą być w rodzinie adopcyjnej. Odpowiedz Link Zgłoś
limonka_x Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 23.12.11, 15:27 Mnie zawsze irytowały uwagi osób pracujących w ośrodkach adopcyjnych, rodziców mającym dzieci biologiczne oraz szczęśliwych rodziców adopcyjnych, którym się udało. Chodzi mi o opinie, gdzie ci ludzie ZAWSZE obwiniają rodziców adopcyjnych, gdy okazuje się, że adopcja była nieudana. A wiecie co ja usłyszałam w ośrodku adopcyjnym, kiedy zaniepokojona zachowaniem syna (mam ponoć dożywotnią opiekę psychologiczną i pedagogiczną w ośrodku adopcyjnym), poprosiłam o pomoc, bo wiele objawów RAD zauważyłam u mojego syna? Usłyszałam "teraz RAD to taka trochę moda. Kiedyś tyle mówiono o ADHD". I, że mam kochać ile sił, bo miłość to potęga... Super pomoc. Szkolna pedagogo mówi podobnie, choć jakieś inne rady daje... I to nie tak, że nie byliśmy zupełnie przygotowani do adopcji dziecka starszego. Ja byłam, ale teraz kiedy proszę o pomoc, to odnoszę wrażenie, że mam radzić sobie sama. Tzn, nie do końca. Pedagog szkolny chce pomóc. Zobaczymy czy jej rady pomogą. Ale nie piszcie, że my rodzice adopcyjni jesteśmy nieudolni. Bo my chcemy dla dzieci zrobić wszystko, NAPRAWDĘ! I wierzcie, ze kochamy je najbardziej na świecie. Przeczytajcie proszę blog (link podałam we wcześniejszym poście). To właśnie wszyscy psychologowie (a było ich wielu), podagodzy, nauczyciele dawali co rusz mądre rady. Przeczytajcie od deski do deski, co po drodze się wydarzyło. Odpowiedz Link Zgłoś
mln79 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 23.08.13, 17:00 @limonka_x Nikt nie kwestionuje tego, że kochacie dzieci i że chcecie zrobić dla nich wszystko. Czasem jednak miłość i dobre chęci nie wystarczą. Trzeba umieć wychowywać dzieci, a tego można się nauczyć albo na własnych błędach, albo naśladując dobre wzorce. Nie lekceważyłbym więc na Twoim miejscu opinii rodziców biologicznych i tych rodziców adopcyjnych, którym się udało. Wiem z własnego doświadczenia, że ciężko jest zaakceptować krytykę innych osób (krewnych, znajomych) w tak wrażliwej sprawie jak wychowanie własnych dzieci (sam się z taką krytyką wielokrotnie spotkałem). Każdy uważa się bowiem za idealnego rodzica. Ale czasem warto posłuchać rad innych, przetestować je w praktyce. Narzekałaś na brak wsparcia ze strony otoczenia, ale nie wiem już jakiego wsparcia właściwie oczekujesz? Chyba chodzi Ci o akceptację własnych metod wychowawczych, o potwierdzenie tego, co sobie wmawiasz: "Jestem idealną matką, wszystko robię najlepiej na świecie, a kłopoty to wina jakiejś choroby albo wina przeszłości dziecka i nic na to nie poradzę." Czytając wyłącznie blogi o porażkach adopcyjnych, a jednocześnie odrzucając "wkurzającą" krytykę "szczęśliwych rodziców", utwierdzasz się w tym przekonaniu. Tymczasem ta krytyka to jest właśnie to wsparcie. Mówiąc "a może popełniasz błąd, robiąc tak i tak" ludzie próbują Ci pomóc, a nie dokopać. Może Twój syn rzeczywiście ma RAD - trzeba to zbadać. Ale problem w tym, że choć oficjalnej diagnozy nikt jeszcze nie postawił, Ty już w to uwierzyłaś. Pisałaś, że syn trafił do Was już jakiś czas temu i był względnie mały (4,5 roku to nie to samo co 8 lat). Chyba więc czas przestać zrzucać odpowiedzialność za kłopoty z nim na rodzinę biologiczną i dom dziecka i wziąc pełną odpowiedzialność za jego wychowanie. Owszem, iść do lekarza, jeśli macie podejrzenie jakichś zaburzeń, ale jednocześnie poddawać nieustannej krytycznej analizie własne metody wychowawcze, bo może ich zmiana przyniesie upragnione rozwiązanie problemów. Jeśli sama uwierzysz w to, że Twoje dziecko jest jakie jest, bo jest chore albo bo jest adoptowane, to zaszczepisz tą wiarę także dziecku i ono samo uzna, że nie ma szans się poprawić. Tymczasem trzeba robić na odwrót. Dziecko, nawet jeśli jest chore, trzeba traktować jak zdrowe. Tak to działa przy dzieciach niepełnosprawnych - jeśli traktuje się je jak niepełnosprawne, godzą się ze swoim losem i przez resztę życia wegetują rencie. Jeśli traktuje się je jak pełnosprawne - zdobywają bieguny, uczestniczą w triathlonie nie mają nóg itp. Odpowiedz Link Zgłoś
enip Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 24.12.11, 13:18 Dziękuję za polecenie książki - postaram się ją zdobyć i przeczytać, aby zweryfikować moje doświadczenia. Tak, podkreślam ich wolną wolę, ponieważ one ją posiadają. To nie są głupiutkie, malutkie istotki, jak się nam często wmawia. To są ludzie - skrzywdzeni, poranieni, ale to nie znaczy że nie czujący i nie myślący. One wiedzą czego chcą, i do tego dążą. Nie są plasteliną w naszych rękach, którą my sobie kształtujemy - potrafią samodzielnie myśleć, podejmować decyzje i to właśnie robią. Spotkałem ostatnio człowieka, wychowanego w skrajnej patologii - pijaństwo na potęgę, ojciec powiesił się, gdy on miał trzy lata, matka z wyrokiem za morderstwo, później w pijackiej burdzie została zamordowana. Na porządku dziennym bicie, wyzwiska, awantury. Na podwórku kilkadziesiąt dzieci w takiej samej sytuacji - bo to taka dzielnica. Gdy zmarła mu babcia, został zupełnie sam - trafił do rodziny zastępczej. Dzisiaj ma rodzinę, żyje normalnie. Opowiedział mi, co dokładnie czują i myślą dzieci z takiego środowiska. Czy marzą o tym, aby ich życie się zmieniło? Tak, oczywiście że wszystkie o tym marzą. Czy tego chcą? Nie, większość z nich wcale tego nie chce! Bo one, mimo iż widzą że takie życie jest złe, lubią to. Lubią popijać z tego, co pozostało w kieliszkach ich rodziców gdy już pijaństwo się skoczyło - bo po gorzałce ma się fajny odlot. Lubią kraść - bo ma się wtedy fajne rzeczy. Lubią kłamać, bo wtedy można coś wykręcić, załatwić dla siebie, czego nie mają inni. Dlatego większość dzieci z patologicznych rodzin powiela dalej te same wzorce życiowe - nie dlatego, że nie wiedzą że to coś złego. I wcale, bynajmniej nie dlatego, że inaczej nie potrafią. One po prostu lubią te przyjemności, które wiążą się z tym życiem. Bardzo pouczającą rozmowę z nim odbyłem, która otworzyła mi oczy na wiele rzeczy. Gdyby mówił mi to jakiś psycholog, pracownik socjalny, itp. pomyślałbym sobie - ale co ty możesz wiedzieć, co myślą te dzieci, tak sobie teoretyzujesz tylko. Ale opowiedziało mi to jedno z tych dzieci właśnie. Najbardziej w pamięć wryło mi się to: Zawsze opowiada się o tym, jak te dzieci są skrzywdzone, a gdy już dorosną, one same też w taki sposób się tłumaczą ze wszystkiego - bo ja miałem takie trudne życie, nikt mnie nie kochał, tylko mnie bili, odrzucali. Wiesz co? - powiedział mi on - ja miałem takie samo życie. I nigdy się nie upiłem, nigdy nic nie ukradłem, nigdy w niczym się nie usprawiedliwiałem, nigdy nie zawalałem szkoły, chociaż musiałem odrabiać lekcje przy świeczce o trzeciej w nocy, gdy już pijaństwo się skończyło i inni poszli spać (a prąd był odcięty, bo pieniądze zamiast na rachunki szły na wódkę). Dlatego - to jego słowa, nie moje (ja nigdy bym się takiej opinii nie odważył wydać) - całe to skrzywdzenie to jest po prostu bujda na resorach. Oczywiście, że dzieci doświadczają traumy i odrzucenia, ale to nie tłumaczy ich w niczym. Po prostu albo naprawdę chcą zmienić swoje życie, albo nie chcą. Jeśli chcą, to do tego dążą, nawet jeśli im nie zawsze się udaje - i to widać. Jeśli nie chcą, to wszyscy wokoło mogą stanąć na głowie, a nie zmieni to nic. I ja mu wierzę, bo to jest człowiek który wszystkiego tego doświadczył, a jednak zmienił się. Odpowiedz Link Zgłoś
dosia_1974 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 25.12.11, 08:38 To ważne, aby mówić o tym głośno i za to dziękuję (może warto to gdzieś opublikować? Poważnie). Jeśli chodzi o polecanie książek - to polecam "Serce Dziecka" (Poli Osvaldo, wydawnictwo WAM) - autor krytukuje właśnie modne podjeście psychologów/ pedagogów do zrzucania winy za zachowania dziecka na rodzica. Nie za wszystkimi złymi zachowaniami dziecka stoi tzw. "strata", albo odrzucenie i trauma. Dzieci mają rozum, uczucia, wolną wolę i osobowość, rodzicom z kolei często brakuje zdrowego rozsądku. Naprawdę nie wszystkie złe zachowania dzieci są wynikiem zaniedbań rodziców, albo brakiem chęci z ich strony. Wolna wola ... Odpowiedz Link Zgłoś
mln79 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 26.08.13, 17:28 @enip Ten post jest obrzydliwy. Na tą chwilę jesteś po prostu przesycony pogardą i nienawiścią nie tylko do środowiska, z jakiego wyszły, ale i do samych dzieci (nie tylko tych, które przez krótki czas były Twoimi, ale do wszystkich wywodzących się z patologii). Jeśli już przed adopcją gardziłeś tym środowiskiem, to nic dziwnego, że Ci się nie udało. Dzieci to wyczuły, a one identyfikują się ze swoim środowiskiem nawet wtedy, gdy nie jest im w nim dobrze. Matka biologiczna może pić, wyzywać i bić, ale dla małego dziecka zawsze będzie mamą i dziecko zawsze będzie jej bronić. Drodzy rodzice adopcyjni na tym forum - nigdy nie opowiadajcie nikomu, z jakiej to patologii pochodzą Wasze dzieci. Bo a nuż one podsłuchują. A nuż ktoś im powtórzy. I z dnia na dzień wyrośnie między Wami a Waszymi dziećmi mur. Bo one identyfikują się ze środowiskiem, z którego wyszły. Jeśli dacie wyraz swojej pogardzie dla tego środowiska, one odniosą to do siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
gwarka2 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 29.09.13, 15:17 Podejrzewam, że nie jestes rodzicem adopcyjnym i nie masz takich problemów jak Enip. Ja go całkowicie rozumiem, bo jestem babcią takiego dziecka.Widzę, co robią jego rodzice i widzę jak to nic nie daje.Nie osądzaj tak łatwo Enipa, bo nie zaznałaś bezradności,mimo ciężkiej pracy z takim dzieckiem.Są sytuacje, gdzie niiiiiic sie już nie da.Pozostaje poczucie klęski i strach, że nocą ukochane dziecko może przyjść do ciebie z nożem, który ukryty był w dziecka pokoju, a tym tym razem znaleziony przez mamę podczas sprzatania. Dodam jeszcze, że drugie ich adopcyjne dziecko jest normalną nastolatką z zaletami i wadami, normalnymi dla nastu lat życia Odpowiedz Link Zgłoś
leli1 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 23.12.11, 21:41 eniap, przykre to co piszesz. Tym bardziej, że piszesz o tym bardzo chłodno, rzeczowo..... W pierwszym odruchu było mi was żal, wyobrażałam sobie jakie to okropne dzieciaki wam sie trafiły i jak to dawaliście z siebie wszystko, a one to odrzucały, bo chciały do DD. Ile dzieci były z wami? A potem juz mi żal nie było......... Czasem ludzie nie powinni zostawac rodzicami, nie kazdy sie nadaje, a przymusu nie ma. Rozumiem, że mozna nie lubic dzieci-nie pojmuje stwierdzenia niektórych "uwielbiam dzieci" - u mnie nie ma czegos takiego. dzieci lubie tak samo jak innych....jednych tak, innych nie, ale swoje, choc daje w kosc - kocham!. Czasem nie lubie, bo jestem zła/bo akurat cos namieszał/bo jest tak bardzo od nas różny/bo ciezko mu przychodza niektore rzeczy/bo wiele innych spraw....ale go kocham, bo inaczej naszego zycia sobie nie wyobrazam. Nam, rodzicom adopcyjnym ciezko czasem jest zaakceptowac innosc naszych dzieci. Jesli ta innosc idzie w kierunku patologii, dochodzi wstyd, ostracyzm i szereg negatywnych uczuc, ktore siłą rzeczy kierujemy na "sprawców". Bardzo dobrze, że opisałes swoją historię, dzięki niej myślę, wiele niezdecydowanych/niepewnych/liczących na to, że milosc wszystko pokona/ze przeciez nam pomogą, zweryfikuje swoje nastawienie. Nic na siłę. Odpowiedz Link Zgłoś
siechniczanka Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 26.12.11, 10:41 Właśnie o to chodzi ,żeby nie oceniać ! Ale dobrze że opisałeś swoją dopcję ,bo okazuje się że wiele z naz myśli że " zawsze będzie tylko dobrze" a tu niestey tak nie jest . Niestety znam wiele rodzin ,które adoptowały starsze dzieci ,które przebywały długo w domu dziecka i klapa -rodziny adopcyje zupełnie nie potrafią sobie radzić z tymi dziećmi , są zupełnie przez ośrodki nieprzygotowane ale wierz mi próbują wszystkiego ....wszystkiego i nie jest tak że siedzą z założonymi rękoma i czekają na cud ale czasami się nie da . Odpowiedz Link Zgłoś
asia525 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 26.12.11, 11:19 Enip, dzięki za podzielenie się Twoimi doświadczeniami. To bardzo wartościowe. I wcale nie tak łatwo takie przeżycia opisać. Verdana, zazwyczaj piszesz rozsądnie, ale tu się nie popisałaś. Wyjątek nie potwierdza reguły. To, co napisałeś Enip daje do myślenia. Mocno. To, że te dzieci nie chcą mieć rodziny, nie chcą nie kraść, nie chcą nie kłamać. Bo to sprawia im przyjemność. Tego rzeczywiście już żaden psycholog nie jest w stanie zmienić. Najbardziej kochający rodzic też. Tutaj miłość nie wystarczy. A panujące przekonanie mówi, że wystarczy ... I zgadzam się z Tobą, że nie dziecko za wszelką cenę, ale miłość między dwojgiem ludzi i stworzenie przez nich prawdziwego domu jest wartością, którą warto w życiu osiągnąć. Odpowiedz Link Zgłoś
luciola9 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 26.12.11, 20:58 Poruszyła mnie twoja opowieść do tego stopnia,że nie mogę przestać myśleć o tych dzieciach. Ich mi najbardziej szkoda i zastanawiam się co musiały przejść, jakie mieć doświadczenia, przeżycia, że nie chciały zaakceptować nowej sytuacji. Czy dzieci mogą być aż tak wyrachowane i egoistyczne? Czy mogą czerpać satysfkację z cierpienia innych osób? Trudno jest mi uwierzyć,że one świadomie podejmowały takie decyzje. Czy naprawdę nic nie można było zrobić? Piszesz,że pomóc mozna tylko temu, kto chce... ja mam trochę inne zdanie. Sama kiedyś cierpiałam z powodu niepłodności, mimo,że byłam niedostępna i zamknięta w swojej skorupce jak ślimak, to w głębi duszy chciałam żeby ktoś zdjął ze mnie ten ciężar. To co pisałeś o adopcji to niestety prawda, tylko nikt(zwłaszcza w OA) nie mówi o tym otwarcie lub ukrywa pewne fakty. Wręcz przeciwnie, przekonują nas,że dobro dzieci jest dla nich najważniejsze..... Naturalnie nie można to odniesć do każdego, ale twój przykład pokazuje coś innego. Pamiętam jedną z rozmów z psychologiem w którym pouszaliśmy temat pochodzenia dzieci, naszych obaw, oczekiwań, problemów i przyszłości. W rozmowie wszystko inaczej wygląda, nawet jak mówimy,że jeteśmy świadomi różnych zachowań dzieci. Psycholożka zapytała mnie wtedy czego najbardziej się obawiam? Odpowiedziałam,że tego,że dzieci mnie nie pokochają.... Pamiętam jak zapewniała mnie,że moje obawy są bezpodstawne i one pierwsze mnie pokochają. Nasze dzieci są dla nas całym światem i ja w przeciwieńswie do ciebie nie wyobrażam sobie życia bez nich. Tzn. nie umiałabym się pogodzić z faktem,że nie mam dzieci. Zwierzęta, mąż, podróże, hobby są cudowne ale to dzieci sprawiają,że czuję,że naprawdę życie ma sens. Nie wiem w jakim wieku adoptowaliście wasze dzieci, ile z wami były....ale czy one mogły być aż tak zdemoralizowane?...... -to takie smutne a zarazem przerażające. Czy one komukolwiek zaufają? Jaki los ich czeka? Dlaczego nie chiały z wami zostać? Tak trudno jest mi to zrozumieć i tak mocno im współczuję, -wam również, bo to bardzo boli. Odpowiedz Link Zgłoś
ariella Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 28.12.11, 09:37 Wogole nie przemawiaja do mnie historie enipa. Pomijam oszukiwania "wciskaczy" - to akurat nie trezba byc nawet srednio inteligentnym, zeby rozumiec proceder. Choc caly poczatek postu to wymowka i usprawiedliwienie. Czyli najpierw pokazemy wam, jacy jestesmy dobrzy i jak nas wykorzystano i jak dzieki zlym ludziom zaprzepaszczono nasze wspaniale intencje. Wogole ww posty zatrwazaja mnie swoja naiwnoscia. Ze z dziecmi byly problemy - oczywiscie, ale wprowadzenie kilkukatkom (rozumiem, ze mialy 6-9 lat) ze beda odrabialy lekcje, sprzataly po sobie i jeszcze nie klamaly to jakas pomylka. Dzieci w tym wieku, poza jakimis aniolkami NIE sprzataja po sobie, NIE odrabiaja z wlasnej woli lekcji i KŁAMIĄ (przyklad z postu, ze klamia, ze wy[ily sok swiadczy najdobitniej o tym, ze nie macie pojecia o dzieciach!!!). Normalne dzieci (w sensie bez przeszlosci) robia to samo, takze kradna!!! I krzycza ze nienawidza swoich rodzicow. Wiem co mowie, bo mam. Dzieci z przeszloscia - przyjaciolka ma dwojke, w tym samym wieku co moje, czyli strasze kilkulatki robia dokladnie to somo, tylko w wiekszym natezeniu. Wiecej uwagi sie domagaja i bardziej testuja wytrzymalosc i milosc rodzicow. Poza tym, bycie rodzicem to milosc i poswiecenie. I codzienne sleczenie nad lekcjami! I sprzatanie po SWOICH dzieciach. Niestety, dla mnie, z ww postow wynika, ze calkowicie nie sprawdziliscie sie jako rodzice. I moze nie probujcie juz z nowymi dziecmi. Nie wierze w to, ze dzieci wrocily do DD na wlasna prosbe. Chyba ze mialy powody. Byc moze powody, ktorych wogole sobie nie jestescie w stanie uzmyslowic. Jak chocby taki - w DD robily to co chcialy i choc bylo im zle, mialy wzgledna wolnosc (w klamaniu i nie odrabianiu lekcji), a potem trafily do domu, gdzie mialo byc fajnie, mial byc mama i tata, tylko juz fajnie nie bylo. Bo byly zasady, ktorych te dzieci nie rozumialy, ich celu, bo nie byly nauczone. Wiec nie bylo fajnie. Ile czasu trwala wasza adopcja? To jest kluczowe pytanie. Jesli pracowaliscie z dziecmi dwa, trzy lata, ok, moze faktycznie trafily wam sie jakies mega wymagajace egzemplarze. Ja stawiam jednak na pol roku gora. A moze nawet mniej. Napisz, enip, ile, zeby przekonac mnie, ze probowaliscie. Drugie pytanie - kiedy (miesiac) odwiezliscie dzieci do DD? pozdr Odpowiedz Link Zgłoś
limonka_x Re: Ariella 28.12.11, 09:59 zanim będziesz kogoś oceniała w taki niemiły sposób, poszukaj więcej informacji o dzieciach z zaburzeniem więzi. Tak na szybko, co znalazłam w necie: "Symptomy RAD u dzieci (za opracowaniem Zachodniopomorskiej Fundacji Pomocy Rodzinie): 1. nadzwyczaj czarujące i ujmujące, szczególnie w stosunku do obcych lub tych, którymi mogą manipulować. 2. bezkrytycznie czułe, często w stosunku do obcych, ale brak czułości w stosunku do rodziców (nawet celowe ranienie ich uczuć) 3. problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego, z wyjątkiem sytuacji kiedy są zezłoszczone lub kłamią 4. posiadające ogromną potrzebę kontrolowania wszystkiego i wszystkich, nasilająca się wraz z wiekiem 5. nadzwyczaj czujne 6. nadaktywne, ale leniwe w wykonywaniu zadań 7. kłótliwe, często o nie mające znaczenia rzeczy (sprawy) 8. często wybuchające wściekłością, dostające napadu szału, nawet w trywialnych sprawach 9. wymagające lub czepliwe, często w nieodpowiednim czasie 10. trudno rozumiejące (lub wcale) związek między przyczyną i skutkiem 11. słabo kontrolujące impulsy (odruchy) 12. brak morale (zasad moralnych), wartości i wiary duchowej 13. słaba lub brak empatii, często nawet brak rozwiniętego sumienia 14. okrucieństwo wobec zwierząt 15. kłamanie bez powodu 16. fałszywe zarzuty o nadużycie 17. niszczenie własności lub siebie samego 18. kradzież 19. bezustanne gadanie, bezsensowne pytania 20. nienormalny (dziwny) sposób mówienia, brak zainteresowania w rozwijaniu umiejętności komunikowania się 21. opóźnienia (braki) w przyswajaniu wiedzy, przy normalnym rozwoju umysłowym 22. fascynacja ogniem, krwią, bronią, złem, dokonywanie zwykle złych wyborów 23. problemy z jedzeniem: albo objadanie się, albo odmawianie przyjmowania jedzenia 24. koncentrowanie się na detalach, ale ignorowanie spraw ważnych 25. posiadanie niewielu lub nie na długi okres przyjaciół, tendencja do bycia samotnym 26. postawa roszczeniowa, egoizm 27. podbieranie rzeczy bez pozwolenia, nawet jeśli można je otrzymać po poproszeniu o nie 28. manipulowanie dorosłymi, nastawianie ludzi przeciwko sobie 29. ciemność za oczami (w oczach), kiedy jest wściekłe Dla dzieci z zaburzeniem RAD powyższe symptomy występują w ponad połowie lub większości oraz są w znacznym stopniu nasilone. Dziecko z RAD wykorzystuje miłość opiekuna przeciwko niemu, żeby zranić, a okazywanie uczuć interpretowane jest przez nie jako oznaka słabości. Objawy zaburzenia RAD mogą być całkowicie zniesione, a najlepsze wyniki terapeutyczne uzyskuje się w momencie podjęcia odpowiedniej terapii przed 12 rokiem życia dziecka. Leczenie RAD opiera się na teorii więzi i koncentruje się na zwiększeniu odzewu i wrażliwości opiekuna lub umieszczeniu dziecka u innego opiekuna. Tradycyjne terapie oparte na budowaniu więzi przynoszą gorsze wyniki, ze względu na istotę zaburzenia" Odpowiedz Link Zgłoś
limonka_x Re: Ariella 28.12.11, 10:07 A może poczytaj wątek www.nasz-bocian.pl/phpbbforum/viewtopic.php?t=60371 Jest dużo informacji na temat RAD i zanim kogoś ocenisz, zapoznaj się. Nie on jeden ma takie problemy. Odpowiedz Link Zgłoś
mln79 Re: Ariella 23.08.13, 17:46 @ limonka_x O mój Boże! A więc na tym polega RAD? Toż moja 3-letnia biologiczna córka ma połowę, jeśli nie większość tych "objawów"!!! Jak idziemy w gości to jest aniołkiem (bo jest nieśmiała i nie wie na co może sobie pozwolić), a tylko w domu lub u dziadków pokazuje różki (punkt 1). Potrafi godzinami skakać jak dziki osioł, ale jak ma posprzątać, to nagle jest zmęczona (punkt 6). Potrafi wpaść w histerię o byle co (punkt 7 i 8). Nie rozumie związku między przyczyną (w domu nie ma słonych paluszków) a skutkiem (nie możemy ich jej dać - tłumaczymy, ale ona dalej jak mantrę powtarza "Ale mi daj") czyli punkt 10. Potrafi z premedytacją rozdeptać Bogu ducha winnego robaczka (punkt 14), choć mówimy jej, że to złe (ale ona nie rozumie jeszcze pojęcia śmierci!) i sami nawet muchy nie skrzywdzilibyśmy. Potrafi nic nie zjeść przez cały dzień, a potem już w łóżku każe sobie przynosić kanapkę za kanapką (punkt 23). Mimo to uważam, że moja córka jest kompletnie zdrowa i normalna, a to jak się zachowuje jest albo typowe dla jej wieku, albo jest efektem naszej niekonsekwencji we wprowadzaniu dyscypliny. Ten RAD to chyba jednak jakaś wydumana choroba. Odpowiedz Link Zgłoś
gwarka2 mln79 29.09.13, 15:41 Przeczytałam twój mail w którym opisujesz zchowanie twojego dziecka i razem z moją rodziną pośmiałam się serdecznie.Masz normalne dziecko.Każe dziecko próbuje swoich możliwości na rodzicach i to jest normalne.To,że potrafi skakać,wpadać w histerię, czy się czegoś natrętnie domagać?Włącz sobie "SUPERNIANIĘ" a znajdziesz skuteczne porady.Podczas histerii wystarczy opuścić pokój dziecka i już nie ma dla kogo histeryzować.To dziecko ma trzy latka i jej zachowanie jest normą.A co powiesz jak szesnastolatek domagając się np.paluszków szturchnie mamę?A jak przychodzą goście,każdy musi mieć przy sobie portfel,bo inaczej "zrobi się" pusty?A jak rano przez tydzień nie chce i nie wstaje do gimnazjum?A jak ma 51 jedynek i mówi że..... ma to w d.... i co mi zrobicie???I co mu zrobicie????? A jak rano przez tydzień Odpowiedz Link Zgłoś
1kikusia Re: Ariella 19.08.15, 10:06 Proszę przeżyć 17 lat z dzieckiem z RAD, to porozmawiamy o "wydumaniu"... Odpowiedz Link Zgłoś
phoebe10 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 28.12.11, 11:38 Porównywanie dzieci biologicznych, niezaburzonych, do dzieci z RAD świadczy zwyczajnie o braku znajomości tematu. I już. Jeśli się nie ma doświadczenia w tym zakresie, wypadałoby przynajmniej zapoznać się z literaturą, a później wypowiadać się w sposób tak kategorzyczny. Pozdrawiam i pomyślności życzę. Odpowiedz Link Zgłoś
ariella phoebe i limonko 28.12.11, 16:21 nei przeczytalas uwaznie - moja przyjaciolka ma dwojke adoptusiow w wieku doslownie moich dzieci, uczestniczylam w ich procesie "adaptacji" na biezaco. Ze straszym bylo naprawde slabo i sama nie wiem, czy nie podcielabym sobie zyl. Ona (oni) dali rade, choc naprawde ich to kosztowalo bardzo duzo. Z mlodszym dzieckiem, tez zaadoptowanym jako kilkulatek bylo juz latwiej, bo wiedzieli co ich czeka i jaka to praca. Z pierwszym walka trwala rok - dlatego pytalam enipa, jak dlugo oni walczyli. Limonko, nie bardzo wiem, po co linkujesz mi te opisy. Zeby pokazac, jak bardzo dzieci byly zaburzone? Nawet gdyby oprocz rad mialy aspergera, fas, turnera i cokolwiek, to oddanie dzieci do dd dla mnie zawsze bedzie porazka. Nie dziecka, co probuje nam wmowic enip, ale rodzicow. Czy gdyby to bylo biol dziecko enipa i uznalby, ze nie daje sobie z nim rady, to tez by je oddal? Glowe daje, ze nie. A adoptowane - no wiadomo, to co innego, obce geny etc... Teraz nasza rodzina moze spokojnie usiasc do wigilii. (Ten wtret enipa o wigilii podzialal na mnie jak plachta na byka). Rozumiem tez, ze obie macie doswiadczenie z dziecmi adopcyjnymi z problemami? Moze je opiszcie. Czy sobie poradzilyscie i jak, czy tez adopcje zostaly rozwiazane bo dzieci byly zbyt chore, zebyscie sobie daly z nimi rade? I nie bedzie o czym mowic, dopoki nie dowiemy sie, ile czasu ww dzieci byly u enipa i jego malzonki i kiedy dzieci wrocily do dd. pozdr Nie staralam sie oceniac enipa, ze jest zlym ojcem, etc. Ocenilam sytuacje, jako skrajnie zla, w ktorej zawinili dorosli, a dla wytlumaczenia zwala sie wine na dzieci. Jednak odebralam to tak, ze enip chial dobrze, przezyl traume, wreszcie udalo mu sie od tego dramatu uwolnic. I zamiast przyznac sie do porazki, szuka na forum wsparcia. pozdr Odpowiedz Link Zgłoś
ariella limonko 28.12.11, 16:34 przeczytalam twojego posta o synu i... gratuluje udanej adopcji i dzieciaka. Zaczne od konca - piszesz, ze ma wspanialy kontakt z ojcem. Czego chciec wiecej? Ze sie nie uczy? Jak 3/4 chlopcow w jego wieku. Ze pyta, po co go adoptowaliscie? Bo chce wyrazic swoja zlosc. Pewnei mowi tez, ze was nienawidzi etc. I dalej nie widze w tym NIC czego nie robilyby dzieci biol. Przynajmniej moje. Kiedys moja przyjaciolka, ta mama adoptusia w rozmowie uslyszala ode mnie, ze jej syn tez jej predzej czy pozniej powie, ze jej nienawidzi. A ona, ze nie, niemozliwe, ona go bedzie tak kochala i odpowiednio wychowywala... No i kiedys zadzwonila z placzem, ze ona nie wie co ma robic, ze cala ta adopcja to o kant dupy potluc i ze oni z mezem nie wiedz co robic i musza jechac do psychologa etc, bo wlasnie tez uslyszeli cos takiego, kolejny afer, etc. No i powiedzialam jej, ze ma normalne zdrowe dziecko, ktore sie wscieka, nie tlumi emocji i rani najlepiej, jak potrafi Limonko, naprawde opisane przez ciebie problemy z synkiem (chyba ze zatailas najgorsze nie sa zadnymi problemami, ktore nie wystapuja w rodzinach biol. Posiadanie dzieci i ich wychowywanie to jest męka i mordęga. I tylko czasem nagroda To nie jest rozowy obrazek z kina familijnego, ze ja przeczytam ksiazke, wychowam mądrze i bedziemy zyli dlugo i szczesliwie. Ale z twojego postu wynika, ze wam sie calkiem niezle udalo pozdr Odpowiedz Link Zgłoś
limonka_x Re: limonko 28.12.11, 22:06 Ariella, ja rozumiem co chcesz przekazac. My adoptowaliśmy synka prawie trzy lata temu. Problemy mamy, nie zataiłam niczego gorszego. Ale mam porównanie z dziecmi mojego rodzeństwa, mojego kuzynostwa, z dziecmi z jego klasy. I niestety widzimy różnicę. Nie znaczy, że nasz syn jest gorszy. Ale jego zachowanie różni się czasami tak diametralnie, że do głowy nie przyszłoby nam np. usłyszec tyle przykrych słów od niego (i wyobraź sobie, że żadne dziecko w mojej rodzinie oraz wśród moich znajomych nigdy nie powiedziało rodzicom, że ich nienawidzi, żadne dziecko nie kłamało obcym, że rodzice biją go paskiem itp). I ja rozumiem co chciał przekazac autor wątku. Bo te zachowania się naprawdę różnią. Jednym z objawówRAD jest brak "brak kontaktu wzrokowego za wyjątkiem kłamstw". Mój syn, kiedy kłamie potrafi tak patrzec w oczy, że ciarki przechodzą. I to nie jest tak, że ja to sobie wymyśliłam. Skłamał kilka razy mojej siostrze, ona pierwsza powiedziała "ale jak on na mnie patrzył". Ja jej wcześniej o niczym nie wspominałam. Innym objawem jest "Nie reaguje na ból (wysoka tolerancja na ból)". Gdybyś choc raz zobaczyła jego upadki, z przerażenia byś krzyczała. Mój syn uderzył kiedyś z taką siłą w beton (ja tego nie widziałam, tylko mój brat), ale szybko podniósł się i pobiegł dalej. Kiedy uczył się jeździc na rolkach, leżał ciągle na ziemi (najgorzej ucierpiała kośc ogonowa), NIGDY nie zapłakał. Dlaczego opisałam, wkleiłam te objawy? Własnie dlatego, żeby pokazac o co chodzi. Ja jestem trochę "mądrzejsza", bo dzisiaj więcej się o tym pisze. Kiedyś posyłano od psychologa do psychologa, a terapie te typowe nie skutkowały. Bardzo ciekawie opisałam to matka adopcyjna, w blogu, którego link podałam wcześniej. To ją uznawano za nieudolną. A ona szukała ciagle pomocy. I każdy obwiniał ją. Że sobie nie radzi, że postępuje źle. Mój syn z pewnością nie ma RAD, ale ileś tam objawów znalazłam i "działamy" po części sami. Dlaczego? Bo psycholog mówi "kochajcie", a ja wiem, że sama miłośc nie wystarczy. Trzeba działac czasami inaczej. Ja wiem, że wychowanie dziecka czy to bio czy adopcyjnego to prawdziwe wyzwanie. Ale odnoszę czasami wrażenie, że kiedy już dziecko trafi do RA, to potem ośrodki mówią "teraz radźcie sobie sami". A my nie chcemy popełniac błędów. Chcemy pomocy kiedy o nią prosimy. Ariella, mam naprawdę porównanie z innymi dziecmi. W szkole tylko moje dziecko ma tyle uwag. Co rusz zostaje wezwana do szkoły bo zrobił to czy tamto. I zawsze prośba "proszę z dzieckiem o tym porozmawiac". Tylko, że mój syn jak tylko poruszam temat, ucieka wzrokiem, na nic działają słowa z "komunikatem ja" (tak wałkowanym przez psychologów), że zraniłeś moje uczucia, bo postąpiłeś tak czy inaczej. Mój syn po prostu odpowie "no i co z tego?" albo "co mnie to obchodzi". I za 10 sekund biegnie do swojego pokoju podśpiewuje, za pół minuty przychodzi jak gdyby nigdy nic i spyta milusim głosem "mamuniu czy dasz mi coś słodkiego?". Żadnych wyrzutów sumienia. Dopiero jakiś czas temu, pierwszy raz podszedł do taty i przeprosił. Tak sam od siebie. Nie wiem na ile było to prawdziwe. Ale nic w zamian nie chciał. My szalejemy z radości z mężem, bo to wielki sukces, mam tylko nadzieję, że takich przeprosin będzie więcej. Ja uwielbiam mojego syna, choc daje nam w kośc czasami bardzo (mnie bardziej, udowodniono, że dzieci z zaburzeniem więzi winią częsciej matkę o całe zło). Będę robiła wszystko, by kiedyś w przyszłości nie powiedziec "nie udało się" (Boże chroń!). Zapisałam się do szkolnej pedagog, kobiety, której się chce. Podjęła się pomocy, by wyelimowac niektóre zachowania mojego dziecka, zapisaliśmy się na dodatkowe zajęcia z "trudnymi" dziecmi. Wspiera mnie naprawdę duchowo. Ale temat RAD jest naprawdę rzadkością. Choc coraz więcej osób/psychologów zaczyna działac. I oby jak najszybciej. Odpowiedz Link Zgłoś
leli1 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 28.12.11, 21:15 szkoda, że skoro enip zaczął juz temat, to nie ciągnie go dalej. Tez juz wczesniej pytalam ile dzieci byly z nimi - bez odpowiedzi. To bardzo wazne, bo skoro mamy czerpac z jego doswiadczen, to takie szczegóły warto znac. Nie neguje, że dzieci z RAD czy FAS są szczególnie trudnymi do wychowania dziećmi, ale z tego co pisał enip, ich dzieciaki nie zostaly zdiagnozowane-a wiec to tak naprawde tylko podejrzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
milka1951 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 31.12.11, 02:18 Nie zaglądałam tu kilka dni, a tu taka wymiana zdań. Moim zdaniem wychowanie dziecka po traumie wczesnodziecięcej jest zadaniem niełatwym, bowiem w mózgu dziecka ukształtowały sie już ścieżki inne niz u dziecka, którym sie opiekowano właściwie. Zranione dziecko nie otrzymuje bodźców niezbędnych dla rozwoju emocjonalnego. Wystarczy pomysleć, ile razy jest przytulane dziecko kochającej matki ile bodźców otrzymuje ono z kontaktu wzrokowego, uczy sie regulacji i odczuwania emocji. Czy to da sie porównać z dzeckiem, którego matka nie przychodzi, gdy ono płacze. Albo z dzeckiem w DD leżącym w łóżeczku i patrzącym w sufit, nie mogącym nawiązać kontaktu emocjonalnego z opiekunem, bo co kilka godzin przychodzi ktoś inny. Jeśli to się dzieje w okresie 0 - 3 lata, to mogą wystąpic objawy RAD. Jeśli mózg ustawił sie w pozycji "przetrwanie" w złych warunkach, nie rozwój, to jeszcze przez długi czas, juz w korzystnych warunkach będzie tak działał. Dlatego nie zgadzam się takie dziecko posiada wolną wolę , ani z tym, że chce ono kraść i chce byc niedobre. To dziecko nie wie, co sie z nim dzieje. Jeśli dziecko wyzwie matkę, za jakis czas przyjdzie i przeprosi, to nie znaczy, że jest fałszywe, to znaczy, że ono sie pięknie uregulowało w samotności. Po drugie niektóre poradniki amerykańskie odradzają adopcję więcej niż jednego dziecka dotknietego zaburzenia przywiązania. Bo każde ztych dzieci wymaga ogromnej ilości pracy i żąda wyłączności. Jako punkt wyjściowy do dyskusji trzeba przeczytać Wychowanie zranionego dziecka , mimo, że wielu psychologów mających do czynienia z adopcją nie przeczytało tej lektury. Odpowiedz Link Zgłoś
zonaniezona1 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 06.01.12, 15:09 Mam syna bilogicznego. Nie kradł, spprząta(czasami), odrabia lekcje (przeważnie) itd. Ale jak czytam posty - to mnie przeraża... Nie patrzą w oczy ...może wcale nie sydrom opisany , ale nieśmiałość ? (polecam Zimbardo) - mój syn był nieśmiały... CZest mu mówiłam , nie lubię Cię (za Twoje zachowanie), ale Cię kocham.A że mówił, że mnie nienawidzi ...to co ? A ja to raz miałam ochotę powiedzieć ...to samo jak mnie wkurzył ? Nie można oczekiwać od dziecka, że będzie ideałem (czy my nimi jesteśmy ?).Oddać dzieci do DD ...- to po co się je brało? Mój pies sika non stop w kuchni - cholera wie, czy ze złośliwości, czy podziębienia (sprzątam po nim i ciągle mówię - wywalę z domu - ale pies jest...na dożywocie). Dzieci to tak naprawdę całe życie kłopoty .. Rozumiem Verdanę - jej dzieci są normalne (tak jak moje) , a nie idealne. Lazienkę też sprzątam za syna ( gratuluje jej dziecka , które sprząta łazienkę . I akurat uważam,ze podany przez nią przykład wujka jest ok. Zaraz się okaże , że wszystkie dzieci adoptowane są do bani. Moi znajomi mają adoptowane dziecko w wieku 18 lat.(miał 3 latka w wielu adopcji) Chłopiec uczy się normalnie, normalnie zachowuje (upił się wieku 16 lat parę razy , z czego rodzice wielkiego halo nie zrobili) itd. Ale są do niego ciepli i dobrzy ...i to widać .(a on jakoś nie słyszałam,zeby specjalnie narzekał na rodziców tzn nie więcej niz inni nastolatkowie) A wymaganie od dziecka(w wieku 9 lat ) , zeby o drugiej w nocy odrabiał pracę domową to dla mnie jakaś paranoja. Najwyżej dostanie jedynkę i może następnym razem się nauczy ...Tak bywa. Odpowiedz Link Zgłoś
siechniczanka Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 02.01.12, 12:28 co do kradzieży przez dzieci , moje dwie kuzynki teraz już dorosłe kobiety 34 i 37 lat , też jak były małe ( do 10 lat ) kradły wszystko gdzieby się nie znalazły , wszystko się przyklejało do ręki. Miały normalną rodzinę , biedne nie były ot tak sobie kradły bo lubiały ,teraz się z tego śmiejemy i są to teraz super fajne babeczki *- czemu tak robiły nie wiem , one też nie także nie ma reguły że akurat adoptowane to kradnie Odpowiedz Link Zgłoś
slonko81marta Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 12.01.12, 19:40 No to teraz mnie załatwiliście Już mam umówiony termin pierwszej rozmowy w OA. Teraz się przestraszyłam i nie wiem czy iść. Wiedziałam, że adopcja to nie same cuda ale jak się czyta takie rzeczy to człowiek może się przestraszyć nie na żarty. Odpowiedz Link Zgłoś
leli1 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 12.01.12, 22:12 zauważ ze autor po zadaniu mu paru konkretnych pytan, wiecej w wątku sie nie pojawił. Odpowiedz Link Zgłoś
milka1951 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 13.01.12, 11:19 Ryzyko niepowodzenia istnieje zawsze. Po to jest kurs, żeby wyjaśnić wątpliwości. Zanim pojawiły się trudności przeżyliśmy wiele wspaniały chwil. I te chwile wróciły. Problemem jest brak odpowiedniego wsparcia dla rodziny. Bez sensu jest rezygnowanie z wizyty. Nie można również osądzac autora, bo opisuje swoje przeżycia. Odpowiedz Link Zgłoś
1kikusia Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 19.08.15, 10:36 Wpis z 2012, jestem ciekawa, czy strach miał wielkie oczy... Czy adoptowaliście dziecko? Odpowiedz Link Zgłoś
sonia-3 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 15.01.12, 17:28 forum.gazeta.pl/forum/w,16,124846397,124928870,Re_moj_mezczyzna_nie_lubi_dzieci.html Odpowiedz Link Zgłoś
akinom29 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 16.01.12, 10:56 No niezle. Ludziom sie normalnie nudzi, ze siedza i wypisuja takie glupoty. Masakra jakas. Odpowiedz Link Zgłoś
siechniczanka Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 16.01.12, 12:20 no nie ! Jestem w szoku , co za typ - szkoda dzieciaków. Odpowiedz Link Zgłoś
leli1 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 16.01.12, 12:55 widzialam juz wczesniej ten wpis, dlatego napisałam wyżej, ze nie ma obowiazku lubic dzieci. Tylko trzeba sobie zdawac z tego sprawe i nie zglaszac sie do osrodka....bo wypada dzieci miec. Ale takie, którymi sie mozna pochwalic, ktore pasuja do rodziny, nie wychylaja sie i w ogóle...najlepiej szablon. Tu zdecydowanie zabrakło wyobraźni. Autor sie chyba zorientował o co chodzi i zamilkł. Zrobił tylko zamieszanie.....ale i tak uwazam, że bardzo dobrze, bo może uświadomił ludziom pwne fakty. Odpowiedz Link Zgłoś
luciola9 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 16.01.12, 13:11 Nie rozumiem intencji tego człowieka, a to co napisał w przytoczonym linku zmroziło moje serce. Przerażają mnie jego słowa... nie rozumiem jak można nie lubić swoich dzieci, nie cieszyć się z ich obecności oraz mówić,że to są obce istoty??? Z drugiej strony myślę sobie,że nie każdy musi odczuwać potrzebę posiadania dzieci, przecież są osoby, które świadamie rezygnują z rodzicielstwa. Tylko po co w takim razie decydowali się na adopcję? Ktoś mi wytłumaczy o co tu chodzi? Złości mnie bardzo takie zachowanie, dlaczego lekkomyślnie ktoś decyduje się wychowywać zranione dzieci, skoro z złożenia ich nie lubi? Przykre to bardzo. A jeśli cala historia jest zmyślona, bo pan się zbyt nudził to proponuje zapisać się na warsztaty literackie, bo potrafi pan wzbudzać emocje. Odpowiedz Link Zgłoś
leli1 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 16.01.12, 14:16 niestety mysle ze historyjka nie jest zmyslona . Panu "dostały sie" dzieci, pradopodobnie wykraczające poza schematy i adopcja okazała sie porazka. Pewnie wiele udziału miało tu nastawienie - jesli z każdym wystepkiem dzieci rosła nienawiść do nich, to nie mogło się to skonczyc inaczej.... Najwieksza porazką (jesli takie anstawienie Pana bylo od zawsze) była w ogóle wizyta w OA, kolejna to "dzieci po przejsciach" i to od razu dwoje. Totalny brak wyobraźni i beztroska . Odpowiedz Link Zgłoś
akinom29 mam wrażenie, że gosc sie sie swietnie bawi 17.01.12, 15:13 i nigdy nie byl rodzicem adopcyjnym. Naczytal sie jakichs bzdetnych gazet z jakas amerykanska sensacja, dodal cos tam od siebie i wyszlo. I cieszy sie, ze tyle osob mu wspolczulo, ze nas najzwyczajniej oszukal, ze zagral na emocjach. Jest niezrownowazonym psychicznie oblesnym klamca i prowokatorem. Tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
milka1951 Re: mam wrażenie, że gosc sie sie swietnie bawi 18.01.12, 18:39 Wygląda na prowokację, tylko w jakim celu? Odpowiedz Link Zgłoś
felicja222 Re: mam wrażenie, że gosc sie sie swietnie bawi 09.07.12, 07:44 Jakoś nie odnoszę wrażenia, że autor się świetnie bawi wymyślając (zresztą bardzo realistycznie). A że już nie odpowiada? Jakoś też mnie to nie dziwi. Już zdążył doświadczyć, jakie jest nastawienie ludzi, którzy nie znają rzeczywistości z dzieckiem po przejściach (adoptowanym lub w rodzinie zastępczej), jak brakuje zrozumienia i wsparcia... A rozpadające się rodziny zastępcze, to przecież oczywistość w naszej rzeczywistości (adopcyjne mają trudniej z tym rozpadem, więc jest ich mniej, co nie oznacza, że ludzie sobie spokojnie radzą). Demaskowanie mitów po prostu daje dużo do myślenia. Warte uwagi są te posty, które mówią o zaburzeniach więzi i zaburzeniach wynikających z traumy u dzieci. To jest coś, co po prostu istnieje. Niestety na razie tylko w umysłach rodziców, którzy dotarli do tych informacji i na razie w nielicznych(!) umysłach specjalistów, którzy mają pomagać. Rozpowszechnienia tej wiedzy bym sobie (jako matka adopcyjna) i innym życzyła. Cieszę się, że ktoś tak otwarcie napisał. Jak ktoś chce adoptować dziecko po negatywnych doświadczeniach powinien wiedzieć, że będzie musiał zmagać się nie tylko z dzieckiem, ale całym nierozumiejącym i niewspierającym otoczeniem. Odpowiedz Link Zgłoś
gwarka-65 Re: mam wrażenie, że gosc sie sie swietnie bawi 09.07.12, 17:50 felicja222. Twoja odpowiedz podniosła mnie na duchu.Z "autopsji" wiem, że trudno znależć zrozumienie otoczenia,będąc po takich strasznych doświadczeniach jak enip,hortensja a także u mnie w rodzinie.Oni widzą tylko biedną sierotkę.A co byście zrobili z dzieckiem które nie chce chodzić do szkoły,ma już 15 lat ,pali, podkrada alkohol,wagaruje.Kradnie gdy tylko jest okazja.Będzie siedział w domu i nabierał sił.A co z nim zrobisz jak będzie miał 18lat?Bez zawodu i przyszłości?Nie będzie nic robił a mu się należy?Nie pozbędziesz się nieroba,bo otoczenie cię potępi.Ludzie, miejcie trochę wyobrażni a szczególnie empatii. Odpowiedz Link Zgłoś
e.stefan2010 Re: mam wrażenie, że gosc sie sie swietnie bawi 06.09.12, 19:12 Enip , dziękuję za wpis..byłam jedną z tych , które wierzą że miłość wszystko pokona, okazuje się że nie zawsze..rozumiem Wasz ból i rozczarowanie..rozbroiły mnie Twoje słowa o miłości wzajemnej dwojga dorosłych ludzi. pozdrawiam , życzę szczęścia. Odpowiedz Link Zgłoś
gwarka2 do asi525 14.10.12, 15:13 Pani asiu, sama jest pani przykładem,że takich osób rzucających rady mimochodem jest bardzo dużo ale nie zna pani realiów.Nie jesteśmy na "zachodzie", gdzie pomoc rodzinom w naszych sytuacjach istnieje.U nas jesteśmy zostawieni sami sobie. Zawsze wierzyłam że przykładem i gorącą miłością można wychować adoptowane dziecko. Teraz wierzę tylko w geny i nic tego nie zmieni.Wszystkie nasze dobre chęci zawiodły.Także liczne "porady" życzliwych.Jesteśmy sami z problemem, który przybiera coraz większy kształt. Nie życzę nikomu tego co przechodzimy. gwarka2 Odpowiedz Link Zgłoś
1kikusia Re: mam wrażenie, że gosc sie sie swietnie bawi 19.08.15, 10:45 Oj, tak... Mamy 17 lat doświadczeń, a mąż jeszcze nie wierzy... Odpowiedz Link Zgłoś
lipsmacker Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 24.09.12, 13:42 Smutny post i smutne pod nim wypowiedzi, dla mnie calosc potwierdzajaca prawde do ktorej doszlam dluga droga. Opisze Wam moja historie w jak najwiekszym skrocie bo matka adopcyjna nie jestem, choc przez kilka lat bardzo chcialam nia zostac. Mieszkam w Australii, gdzie adopcji wlasciwie nie ma. Urodzilam dwoch wspanialych synow po czym stwierdzilam ze dalsze powiekszanie rodziny tylko przez adopcje bo przeciez tyle dzieci potrzebujacych na swiecie, itd, itp. Oburzeniem zareagowalam na informacje ze u nas dzieci do adopcji wlasciwie nie ma, w calym stanie jest okolo 20 noworodkow rocznie do adopcji a dzieci ktore skonczyly rok nie wyadoptowuje sie. Rodziny wspomagane sa na wszystkie mozliwe sposoby aby dziecko moglo zostac w rodzinie biologicznej, jak sie nie da to rodzina zastepcza lub 'opieka stala' (dlugoterminowa rodzina zastepcza). Wydalo mi sie to jakies pokrecone - bo jak to, nie lepiej dac dziecku rodzine na wlasnosc, nowa mame i tate, przeciez kazde dziecko tego chce i potrzebuje? Zglosilismy sie z mezem do adopcji miedzynarodowej - juz przy pierwszym spotkaniu zostalismy uprzedzeni ze jest to trudna i dluga procedura. Bylismy niecierpliwi bo jak to, dzieci czekaja a tu nam kaza czekac 5 lat? Poniewaz mamy dwa obywatelstwa, wyjechalismy cala rodzina do Polski z zamierzeniem adoptowania tam dwojki starszych (do 8miu lat) dzieci, dopuszczalismy mozliwosc ze beda to dzieci chore. Bylo to glowna motywacja do spakowania 4ro osobowej rodziny + psa i przeniesienie sie na inna polkule, w klimat ktorego nie cierpie, w nieznany nam w duzej mierze swiat gdzie mialo nam sie zyc ciezej niz dotychczas. Zglosilismy sie do OA, zaczelismy uczeszczac na spotkania z psychologiem. Na wlasna reke zaczelismy szukac dzieci po pogotowiach opiekunczych, poznalismy system od podszewki i zobaczylismy jak zapadaja decyzje o adopcji. Enip pisze prawde ze w wielu przypadkach pieniadze nie sa bez znaczenia - o tym sie nie mowi ale prawda jest taka ze niejedna zawodowa rodzina zastepcza tworzona jest 'zarobkowo' i po znajomosci mozna dostac 'latwe' dzieci. Sa dyrektorki OA u ktorych mozna za oplata zamowic sobie dziecko. Stawki nie sa oblednie wysokie, w 2009r 15tys zl w zasadzie gwarantowalo zdrowego noworodka , trzeba tylko bylo wiedziec do kogo uderzyc. Ale nie o tym chcialam pisac. Po pol roku przygotowan zrezygnowalismy z adopcji. Czytalismy ogromne ilosci fachowej literatury, rozmawialismy z kim sie tylko dalo, wypytywalismy psychologow i znane nam rodziny adopcyjne. Doszlismy do wniosku ze ani my nie podolamy wyzwaniu jakim jest adopcja starszego dziecka, ale wazniejszym bylo oswiecenie ze adopcja wcale nie jest lekarstwem za jakie je mielismy. Wracajac do fachowej literatury australijskiej odkrylismy naprzyklad badania przeprowadzone na doroslych ludziach adoptowanych w dziecinstwie. Ludzie Ci, majacy przewaznie za soba dziecinstwo (lub jego czesc) w szczesliwych rodzinach adopcyjnych) orzekali ze woleliby jednak wzrastac w rodzinie zastepczej z 'ciocia' i 'wujkiem' niz z nowa mama i tata bo wmawianie swiadomemu juz dziecku ze oto nagle sa nowi rodzice zaburza jego wizje swiata bez wzgledu na to jak pozytywna zmiane niesie dla bytu tegoz dziecka. Dzis bardziej niz kulejacy system adopcji w Polsce oburza mnie gotowosc z jaka odbiera sie prawa rodzicielskie ludziom, nierzadko z powodow ekonomicznych. Latke patologi zyskuja czesto rodziny po prostu biedne ktorym powinno sie przede wszystkim pomoc zatrzymac dzieci we wlasnej rodzinie. Biologiczna rodzina prawie zawsze jest lepsza od adopcji. Wiele mowi sie w Polsce o przestrzeganiu wytycznych konwencji haskiej, a pierwszym punktem wymienianym przez tenze konwencje w sprawie adopcji jest fakt ze najlepsze miejsce dla dziecka jest w rodzinie biologicznej. Nie bede zreszta uogolniac bo to niewiele wniesie do dyskusji. Enip napisal szczerze i poruszyl kilka waznych kwestii. Z adopcja jest jak z porodem. Przedstawia sie ja w superlatywach, rzadko wspominajac o tym ze boli. Na filmach amerykanskich tez nie wspominaja o tym ze blisko 50proc adopcji w USA jest nieudanych. Udane sa przewazajace te gdzie adoptowanym byl noworodek. Bo adopcja NIE jest dla dziecka najlepsza. Co nie zmienia faktu ze pary bezdzietne, dotkniete nieplodnoscia, bardzo jej pozadaja. Bo maja potrzebe kochania, po prostu. I ciezko uwierzyc w fakt ze moga tej milosci wcale nie doswiadczyc poprzez adopcje. A moja historia ma ten bolesny ciern ze dazac do adopcji zmarnowalam lacznie 5 lat swojego przypuszczalnie plodnego zycia. Teraz bezskutecznie staram sie o 3cie biologiczne dziecko, z coraz mniejsza nadzieja. Odpowiedz Link Zgłoś
agagutka Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 06.10.12, 23:13 Mam ochotę również opisać moje zdarzenia z ostatniego roku . Adoptowaliśmy 8-letnią dziewczynkę z dużymi zaniedbaniami , które doprowadziły na pogranicze upośledzenia , ale z dużym sprytem szczególnie manipulacji ludżmi dorosłymi . Moja córka sprawia wrażenie jakby miała na sobie ogromny pancerz przez który ja muszę się przebić . To jest jak bicie ogromnej skały od wewnątrz w celu wydostania się z niej . Dziecko gdy do nas przyszło pomimo ukończenia kl. 1 nie umiało czytać , liczyć , miało bardzo mały zasób słów itp.itd. I tak wydaje nam się że bierzemy dziecko spragnione miłości , więc próbujemy ją dać . Niestety ta miłość jest odrzucana a wręcz wykorzystywana przeciwko nam . Moja córka ma mechanizm obronny w postaci śmiechu i tak co by się nie wydarzyło to się wiecznie śmieje , a wszyscy mówią jaka fajna dziewczynka zawsze uśmiechnięta . Dziecko brane z Domu Dziecka nie jest nauczone podstawowych zasad codziennego życia , a my musimy to wszystko zmieścić w małej pigułce i podać dziecku w krótkim czasie , bo niestety niedługo okres dojrzewania i buntu . Do tego dochodzi niemożliwość poznania dziecka i porozumiewania się bo dziecko kłamie , oszukuje na każdym kroku , a wręcz czerpie satysfakcję gdy ja się denerwuję . Gdy do nas trafiła to zdarzało się że uderzyła mnie czy kopnęła . Potrafiła do 3 w nocy kopać po szafkach bo np. nie miałam siły po całym dniu przeczytać bajki . Każde zadanie domowe trzeba było dopilnować aby było zrobione bo jeśli odeszłam to książka została zamknięta . Również każde moje polecenie musiałam dopilnować aby było wykonane. Niestety tym dzieciom jest wygodniej w Domu Dziecka bo tam nikt za dużo nie wymaga , wszystko mają podane i są luzy nie trzeba wykonywać poleceń bo Pani powie , wyjdzie i zapomni więc po co ? Dzieci przychodzą do rodziny zastępczej adopcyjnej i wszystko im się należy . Zgadzam się również z opinią że z tymi dziećmi nikt nie pracuje , co chwilę inny opiekun , który przyjdzie pójdzie i aby do przodu . W tym przypadku miłość nie bardzo pomaga tylko rozsądek . Niestety nawet w związku małżeńskim gdy ludzie nie wiedza co to jest szacunek do siebie to miłość bywa zbędna. Informacje z Domu Dziecka są bardzo minimalne a dodatkowo każda opinia jest zupełnie inna . Ja miałam w opinii córki że dziecko rozumiało swoją sytuację , więc nasuwa się pytanie : czy dziecko w wieku 6 lat jest w stanie rozumieć swoją sytuację . Żyjąc w warunkach tych co miało było do nich przyzwyczajone bo nie znało lepszego innego świata . Dzieci z rodzin nie radzących sobie powinny jak najszybciej trafiać do adopcji , a jeśli jest za pózno to może powinien czuwać psycholog nad taką rodziną nie wiem ? Procedury adopcyjne nie są najgorsze i można je przeżyć , tylko ośrodków adopcyjnych jest mało i dojazdy utrudniają sprawę . Problem jest również w tym że dzieci jest dużo ale ... niestety nie do adopcji , ponieważ są nie uregulowane sprawy prawne , lub niestety jest dzieci więcej a rodzeństwa nie można rozdzielić . Nie dziwię się że rodziny adopcyjne , zastępcze rozwiązują się bo są bombardowani z każdej strony a pomocy od nikogo nie ma . Gdy biorą rodzeństwo , to dodatkowo ma ono wsparcie między sobą . Ja mam pojedynczy egzemplarz i to co czasami potrafi zrobić to przechodzi granice mojego rozumu . Dodatkowo dochodzi brak zrozumienia ze strony społeczeństwa , które daje wiecznie dobre rady nie znając się na niczym Nie rozumiem tekstów typu " własne dziecko też sprawia kłopoty " więc może taki rodzic zastanowiłby się , bo może to On popełnił błędy a idzie dawać rady innym . Społeczeństwo doszukuje się błędów popełnianych przez rodzica który bierze w adopcję dziecko , a nie myśli o tym że w tych dzieciach jest zupełne spustoszenie w umyśle i mają uruchomiony inny mechanizm obronny na zasadzie : nie chcesz to nie i tak sobie poradzę , ale niestety nie radzą sobie . Jakim prawem winą próbuje obarczać się ludzi , którzy nie mają wpływu na to jak ukształtował się charakter dziecka w ciągu minionych np. 8 lat . To nie rodzic adopcyjny jest winny tylko przeszłość dziecka , na którą my nie mieliśmy wpływu . Bierzemy dzieci w adopcję z chęci pomocy , a dostajemy za to po uszach . Każdy popełnia błędy nie ma ludzi doskonałych , więc dlaczego o tym zapominamy . Jedna z Pan poruszyła problem sprzątania ,że nie można wymagać od dziecka aby sprzątało , więc kiedy mamy je uczyć obowiązków w wieku 20 lat . Nie wyobrażam sobie aby 9-latka nie mogła umyć np. po sobie kubków czy posprzątać swój pokój , a nawet sprzątała ze mną łazienkę i nic jej się nie stało . Również wmawiamy dzieciom że są biedne bo mają dużo nauki . Nauki jest sporo ale czy przez to są biedne? Niestety szkoła jest normalnym procesem rozwojowym , a dzieci muszą mieć jakieś obowiązki bo jest to przygotowanie do dorosłości . Adopcja " tak " ale dziecka do 3 lat i tak też doradzała nam Pani Psycholog .Niestety nie posłuchaliśmy i płacimy dość wysoką cenę ,bo zamiast kochanej iskierki mam dziewczynę złośliwą , nic od siebie nie wnosząca z ogromnymi wymaganiami . Przy okazji dziękuję za poruszenie choroby RAD zerwane więzi . Nie przypominam sobie abym wcześniej o niej słyszała , a prawie wszystkie punkty pasuja do mojej córki . Odpowiedz Link Zgłoś
asia525 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 07.10.12, 22:52 @agagutka poszukajcie w okolicy psychologa znającego problem RAD, jest szansa, że pomoże. Trzymajcie się. Odpowiedz Link Zgłoś
gwarka2 Re: Do Asi525 08.10.12, 17:58 Pani Asiu525 jest Pani optymistką.Boli mnie ręka i ucho z powodu poszukiwań psychologów znających problem RAD.Słyszałam odpowiedzi...nie mam pojęcia co to? lub .... to jest nowość, to jeszcze u nas nie znane.Cha,cha. Zgadzam się, że rodzice adopcyjni zostają sami ze swoimi problemami a wierzcie są one wieeeelkieeee. Może pani poda jakieś namiary na takiego psychologa? Odpowiedz Link Zgłoś
asia525 Re: Do Asi525 13.10.12, 19:58 Niestety nie znam nikogo, kogo mogłabym polecić. Odpowiedz Link Zgłoś
1kikusia Re: Do Asi525 19.08.15, 10:59 I ja też poproszę. Miasto duuuże, psychiatrzy, psycholodzy, ośrodki, instytuty, wszystko "przerobione" przez 17 lat... Dziecko w chwili adopcji nie miało nawet 3 miesięcy, a objawy RAD wszystkie, plus ADHD i Asperger . Ja osobiście z tej diagnozy jestem pewna tylko RAD, które sama widzę. ŻADEN specjalista nigdy o tym zespole nawet nie napomknął... Odpowiedz Link Zgłoś
milka1951 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 10.10.12, 18:59 adopcja.phorum.pl/index.php To jest forum o trudniejszych adopcjach, dla rodziców poszukujących wiedzy. Odpowiedz Link Zgłoś
agagutka Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 14.10.12, 09:02 Oczywiście dziewczynka chodzi do specjalistów ok. czterech godzin w tygodniu . W pierwszej kolejności musiała trafić do logopedy , gdyż mówiła szybko niedbale i końcówki wyrazów znikały . Napisałam swoje doświadczenia z ostatniego roku ponieważ drażnią mnie niektóre opinie osób które nie mają dzieci ze starszej adopcji i zachowują się jakby pozjadali wszystkie rozumy . Dziecko z Domu Dziecka nie wystarczy wziąźć i wychowywać tak jak własne bo tam są zupełnie inne potrzeby . Patrzę na adopcję zupełnie z innej strony ponieważ sama z niej jestem . Niestety prawdą jest że trudno jest znaleźć dobrego psychologa , a jeśli jest to oczywiście prywatnie . Dziękuję za podanie stronki - na pewno ją przejrzę w wolnym czasie . Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
ania_aaa0 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 19.10.12, 19:08 Moja koleżanka adoptowała chłopca gdy miała 2,5 roku. Teraz ma prawie 5 lat i jak dla mnie to psychol, złośliwym, cwany i bezwzględny. Jestem pewna, że nie raz będzie płakać z jego powodu, W przedszkolu nie dają sobie z nim rady, został cofnięty niedawno do maluchów z grupy czterolatków, bo nauczycielka nie dawała sobie z nim rady, rzucał w nią nawet krzesełkiem. Dyrektorkę przedszkola pogryzł. Nie sądziłam, że aż tak są skrzywione te dzieci. Matka adopcyjna ma łzy w oczach ze wzruszenia jak wymawia jego imię więc nie jest w stanie dostrzec jaki to zbój zrośnie, szuka winy we wszystkich tylko nie tam gdzie trzeba. Odpowiedz Link Zgłoś
ania_aaa0 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 19.10.12, 19:26 Dla ścisłości może dopiszę, że to rodzice innych dzieci wymusili na dyrekcji przedszkola usuniecie tego dziecka z ich grupy. Niestety teraz stanowi zagrożenie dla maluszków. Odpowiedz Link Zgłoś
mamaexpresika Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 19.10.12, 19:26 A według Ciebie gdzie trzeba? Odpowiedz Link Zgłoś
julka1967a Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 20.10.12, 13:57 mamaexpresika napisała: > A według Ciebie gdzie trzeba? Nie wiem, ale jeżeli dziecko wykazuje cechy psychopaty to wszystkie dzieci są w niebezpieczeństwie. Żaden rodzic w imię jakichś mądrości psychologów nie będę narażała zdrowia i życia własnego dziecka. Nie wiem czy ktokolwiek z rodziców spał by spokojnie gdyby zaprowadzał dziecko do przedszkola wiedząc, że wróci pogryzione do krwi, przez to podłe dziecko albo kopnięte w twarz. Odpowiedz Link Zgłoś
mamaexpresika Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 20.10.12, 15:20 Moje pytanie dotyczyło tego fragmentu: "szuka winy we wszystkich tylko nie tam gdzie trzeba". Dlatego pytam, gdzie wg autorki trzeba .... Odpowiedz Link Zgłoś
asia525 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 23.10.12, 04:16 5-latek "psychol, złośliwym, cwany i bezwzględny" ? Spotykam dużo dzieci, ale taka ocena 5-latka? Jeśli to dziecko nie jest chore, nie ma zaburzeń ze strony układu nerwowego to ocena chyba zbyt surowa. Odpowiedz Link Zgłoś
agagutka Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 25.10.12, 13:41 Nie ma co szukać winy bo się jej nie znajdzie . Po prostu jest problem szukać rozwiązania . Napewno 5- latek ma jeszcze spore szanse , ale najpierw rodzice muszą sobie zdawać sprawę z tego że dzieje się coś złego i trzeba coś z tym zrobić . Moja rada taka sama jak była dla mnie, czyli "dobrzy specjaliści " . Życzę powodzenia w rozmowie z rodzicami . Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
felicja222 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 25.10.12, 21:31 Polecam konferencję, o której tu jest mowa. I dla rodziców, i dla specjalistów: odpowiedzialnaadopcja.blogspot.com/2012/10/konferencja-w-centrum-zdrowia-dziecka-w.html Może się okazać, że dziecko ma całkiem spore szanse na dobre funkcjonowanie, jak się uwzględni jego potrzeby. Odpowiedz Link Zgłoś
sa-ma Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 03.04.13, 11:18 Witam. U mojego synka w przedszkolu jest również chłopiec sprawiający duże problemy wychowawcze (wychowujący się aktualnie w rodzinie zastępczej wraz z młodszym bratem), agresywny w stosunku do innych dzieci. Jednak w trosce o rówieśników i dzieci młodsze, uczęszcza do grupy ze starszymi dziećmi i tak np. kolejny rok jest w zerówce (teraz już ze swoimi rówieśnikami), jednak i tym starszym dzieciom zdążył zrobić krzywdę, niejednokrotnie uderzając ich jakimś przedmiotem i narażając na poważniejszy uszczerbek na zdrowiu! Od września chłopczyk ten pójdzie do I klasy - nowe środowisko, nowe wymagania i pewnie nowe problemy... Jednak uważam, że umieszczenie takiego dziecka w grupie z młodszymi dziećmi jest bardzo złym pomysłem, mając na uwadze bezpieczeństwo pozostałej grupy, choć może pod względem rozwoju intelektualnego takie "dziecko z problemami" bardziej pasuje do grupy młodszej i tam ma właśnie szansę, by nadrobić zaległości, by móc osiągnąć pierwsze sukcesy w nauce i mieć z tego satysfakcję i chęci do dalszego kształcenia. Często dziecko "cierpi" na brak tych chęci, gdy ciągle słyszy, że "nic nie potrafi", że "jest złe", "niegrzeczne" i że "nic nie umie", wtedy myśli że nie warto się starać, jeśli dorośli tylko tak "mnie" postrzegają. Wówczas mamy do czynienia ze zjawiskiem "samospełniających się przepowiedni", czyli dostosowywaniem się zachowań i reakcji dziecka do obrazu, jaki my wykształciliśmy sobie o nim i obrazu, w jakim go utwierdzamy! Odpowiedz Link Zgłoś
inkga Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 07.08.13, 04:11 forum.gazeta.pl/forum/w,16,124846397,124928870,Re_moj_mezczyzna_nie_lubi_dzieci.html Odpowiedz Link Zgłoś
mln79 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 23.08.13, 13:03 W przypadku opisywanym przez Enipa błąd popełniono już na samym początku - zamiast stawiać dzieciom minimalne wymagania (nie kłam, nie bij, nie kradnij, sprzątaj po sobie łazienkę i odrabiaj lekcje) należało postawić im bardzo dużo wymagań i surowo je egzekwować. Te dzieci potrzebowały bowiem nie ciepła i miłości, a dyscypliny. Gdyby miały dzień wypełniony obowiązkami, miałyby mniej czasu na kradzieże i wymyślanie kłamstw. Poza tym tak stawiając sprawę ("wymagamy tylko 3 rzeczy") rodzice odsłonili na starcie przed dziećmi swoje słabe punkty. Dali sygnał: jeśli chcecie nas zranić, najprościej osiągniecie to kradnąc, bijąc i kłamiąc. Przede wszystkim jednak należało je karać. Enip nic na ten temat nie napisał. Zamiast prowadzać dzieci po psychiatrach, psychologach i terapeutach należało wprowadzić im system kar i nagród i być konsekwentnym. Tymczasem z tego co Enip pisze dzieci były zasypywane prezentami pomimo tego, że kradły, na zasadzie "przecież nie musisz kraść, kupimy ci 10x lepsze, jeśli tylko poprosisz". To antywychowawcze. Po pierwsze utwierdza dzieci w przekonaniu (które pewnie wpojono im już w rodzinie biologicznej), że bieda usprawiedliwia kradzież i że bogaci nie kradną tylko dlatego, że nie muszą, a nie dlatego, że to złe. Po drugie daje sygnał "nie musisz się starać, tylko poproś, a ci kupimy". Tymczasem te dzieci powinny ciężko pracować na każdą nową zabawkę, a za każdą kradzież powinny być karane konfiskatą jakiejś własnej zabawki. Myślę, że one kradły z 2 powodów. Po pierwsze, żeby dopiec rodzicom adopcyjnym. Po drugie po to, żeby podbudować własne ego. Te dzieci przyszły z biedy i patologii, a trafiły do rodziców świetnie sytuowanych. To było dla nich nie do zniesienia, czuły się w porównaniu z rodzicami kimś gorszym, z gorszego świata. Ponieważ same nie mogły sobie nic kupić (mogły tylko prosić o to rodziców, co było dla nich poniżające), kradły. Kradnąc dawały sygnał: "Widzisz, nie jestem od ciebie w pełni zależny, nie musisz mi nic kupować, sam sobie wezmę, jak będę chciał". Enip źle zinterpretował słowa lekarza "te dzieci kradną, bo chcą, to ich świadomy wybór" jako diagnozę ich niereformowalności i usprawiedliwienie dla tego, żeby je oddać z powrotem do domu dziecka. Ten lekarz z pewnością miał na myśli to, że te dzieci są zdrowe na umyśle, nie są kleptomanami i tyle. Tu kończy się rola lekarza, a zaczyna rola wychowawcy. Dzieci kradną, bo to ich świadomy wybór, więc należy zacząć je wychowywać, a nie leczyć. Wydaje mi się, że Enip traktował te dzieci jak dorosłych, a nie jak dzieci. Szanował ich świadomy wybór bycia złodziejami jakby chodziło o dorosłego wolnego człowieka, a nie o dziecko, które Enip zobowiązał się wychować. Podobnie było w przypadku oddania ich z powrotem do domu dziecka - Enip uszanował "ich decyzję", jakby chodziło o dorosłych ludzi, którzy postanowili się rozwieść. A to były przecież dzieci! Skąd wiadomo, że wtedy, gdy mówiły, że już nie chcą tu być, mówiły prawdę, a nie chciały po prostu dopiec rodzicom adopcyjnym? A jeśli nawet mówiły prawdę, to skąd wiadomo, że nie pożałowały tej decyzji zaraz następnego dnia w bidulu? Jestem oburzony tym, że Enip konkluduje, że te dzieci były złe do szpiku kości i nie nadają się do adopcji a może i w ogóle do funkcjonowania w społeczeństwie. Nadają się, ale nie dla każdego. Powinny trafić do rodziców surowych i powściągliwych w wyrażaniu emocji (bo w patologicznym świecie, z którego te dzieci przyszły, okazywanie uczuć traktowano pewnie jako oznakę słabości i zachętę do gryzienia), a także mających mniej wygórowane oczekiwania wobec adopcji (nie spodziewających się tego, że dzieci adoptowane pokochają ich jak rodzone). Najlepiej, żeby trafiły do rodziców nieco gorzej sytuowanych, np. na wieś, do jakiegoś gospodarstwa rolnego, albo do leśniczówki, gdzie życie jest twarde, obowiązków sporo, a zabawek i ubrań nie ma na żądanie. A i ukraść nie ma za bardzo czego. Może ich ojcem adopcyjnym powinien być jakiś emerytowany strażnik więzienny, policjant albo żołnierz. Ktoś o twardym charakterze i mający wcześniej do czynienia ze złodziejami. Taki ktoś byłby w stanie je naprostować. Nie twierdzę jednak, że Enip był złym rodzicem. Z pewnością byłby świetnym rodzicem adopcyjnym dla dziecka, które potrzebuje przede wszystkim ciepła i miłości (np. jakiegoś niepełnosprawnego) i jest w stanie odpowiedzieć tym samym. Nie nadawał się jednak na rodzica dla małych kryminalistów. Teraz Enip pisze, że woli mieć psa niż dziecko. Ale z psami jest dokładnie tak samo - nie każdy pies nadaje się dla każdego właściciela. Używając alegorii: Enip chciał adoptować pudelka, a trafiły mu się pitbulle (i to od razu kilka). Powinien istnieć jakiś system dopasowywania odpowiednich dzieci do odpowiednich rodziców. Zdaje sobie jednak sprawę, że takich kandydatów na rodziców adopcyjnych, o jakich pisałem, musi być niewiele, albo może nawet wcale. System preferuje bogatych. Większość kandydatów do adopcji to pary, które decydują się na nią, bo nie mogą mieć potomstwa biologicznego. Takie pary oczekują zwykle, że dziecko adoptowane zastąpi im w pełni dziecko biologiczne. Oczekują od dziecka takiej samej miłości, jaką chcą dziecku dać, a jeśli jej nie dostają, to oddają wybrakowany "towar" do "sklepu", jak Enip. Tymczasem adopcja powinna być postrzegana bardziej jako służba dzieciom, dawanie bez liczenia na zwrot i dożywotnie zobowiązanie (trwające również po tym, jak dziecko skończy 18 lat i jak już wyprowadzi się z domu). Z jedyną nagrodą w postaci satysfakcji z wyprowadzenia dziecka na ludzi, a nie w postaci bezwarunkowej miłości ze strony tego dziecka. Szkoda mi tych dzieci. Enip uwolnił się od problemu (chociaż nie do końca, bo choć zapewnia, że nie czuje się winny, to jednak chodzi do psychiatrów, więc chyba nie był z nami szczery), ale dzieci wróciły do bidula, gdzie też nikt się nimi odpowiednio nie zajmie, skoro i przed adopcją nikt nie próbował ich prostować. Można się tylko modlić, żeby dyrektor wypchnął je następnym razem do takiej rodziny, o jakiej pisałem. Odpowiedz Link Zgłoś
milka1951 Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 25.09.13, 19:30 W przypadku opisywanym przez Enipa błąd popełniono już na samym początku - zamiast stawiać dzieciom minimalne wymagania (nie kłam, nie bij, nie kradnij, sprzątaj po sobie łazienkę i odrabiaj lekcje) należało postawić im bardzo dużo wymagań i surowo je egzekwować. Te dzieci potrzebowały bowiem nie ciepła i miłości, a dyscypliny. Gdyby miały dzień wypełniony obowiązkami, miałyby mniej czasu na kradzieże i wymyślanie kłamstw. Poza tym tak stawiając sprawę ("wymagamy tylko 3 rzeczy") rodzice odsłonili na starcie przed dziećmi swoje słabe punkty. Dali sygnał: jeśli chcecie nas zranić, najprościej osiągniecie to kradnąc, bijąc i kłamiąc. Przeczytałam, tylko ten fragment, dalej nie miałam siły. Przerazająca rada i nie dająca żadnej nadziei ani dziecku ani rodzicom. Owszem można zranione dziecko zmusić do dyscypliny, nie dbając o to co dzieje się w jego wnętrzu. Gdy zacznie dojrzewać i stanie się silniejsze, ucieknie, pociacha się nożem albo weźmie narkotyki lub zrobi krzywdę komuś innemu. Jest juz kilka książek, bardzo dobrych dotyczących wychowania zranionego dziecka i z nich należy czerpać rady. Odpowiedz Link Zgłoś
tomiopowiesc Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 31.10.13, 12:35 Nie udało mi się przebrnąć przez całe opowiadanie mln79. Po tekście " Najlepiej, żeby trafiły do rodziców nieco gorzej sytuowanych, np. na wieś, do jakiegoś gospodarstwa rolnego, albo do leśniczówki, gdzie życie jest twarde, obowiązków sporo, a zabawek i ubrań nie ma na żądanie. A i ukraść nie ma za bardzo czego. Może ich ojcem adopcyjnym powinien być jakiś emerytowany strażnik więzienny, po licjant albo żołnierz." Oplułam ze śmiechu monitor. Człowiek mający zerowe pojęcie o życiu i adopcji. Odpowiedz Link Zgłoś
1kikusia Re: Mity o adopcji - moje doświadczenie 19.08.15, 11:06 Przepraszam, ale to stek bzdur. Odpowiedz Link Zgłoś
mln79 Wsparcie otoczenia 23.08.13, 13:33 Trochę dziwi mnie to, że rodzice adopcyjni na tym forum narzekają na brak wsparcia ze strony otoczenia. Nie neguję tego, że tego wsparcia nie ma. Ale dziwi mnie to, że w ogóle go oczekiwali. Czy nie wiedzieli, w jakim społeczeństwie żyjemy? Urodzili się wczoraj? Dopiero co wrócili z emigracji? Przyjmijcie więc do wiadomości: niezależnie od tego, czy macie dziecko biologiczne czy adoptowane, w Polsce nikt z tego powodu nie będzie przed wami klękać. Jesteśmy społeczeństwem indywidualistów - każdy musi radzić sobie sam. Jeśli sami nie dajecie sobie rady bez wsparcia, to jak zamierzacie dać wsparcie swoim dzieciom i nauczyć je samodzielnego radzenia sobie w życiu? Odpowiedz Link Zgłoś
kasiapfk Re: Wsparcie otoczenia 24.08.13, 16:21 Mocne, ale ośmielam się zgodzić. Jestem mama adopcyjna z dłuższym stażem (10 lat), z dziecmi biologicznymi. I nie mam złych doświadczeń. Tj w moim rozumieniu złych. Bo z dziećmi zawsze są problemy. Z moimi też. Tyle, że coraz częściej przyznaję, że nie każdy musi mieć dzieci. Nawet jesli bardzo tego chce. Bo być może dla tych dzieci, które mu się trafią -nie będzie umiał być odpowiednim rodzicem - w sensie najlepiej dopasowanym rodzicem. Odpowiedz Link Zgłoś
agagutka Re: kasiapfk 24.08.13, 17:55 Piszesz że masz 10 lat doświadczenia , A czy możesz napisać w jakim wieku były dzieci gdy brałaś w adopcję i ile dzieci masz w adopcji ? Ja powracam wciąż do tego tematu ponieważ mnie nurtuje bo sama jestem z adopcji , a obecnie mam dziecko w adopcji i ........ Powiem szczerze że obserwując swoje doświadczenia stwierdzam że rodzice biorący dzieci z Domu Dziecka bardzo często jednak potrzebują jakichkolwiek uczuć tym bardziej że są to rodzice którzy nie mogą mieć własnych dzieci lub biorą bo im się wydaje że uszczęśliwią tą biedną istotkę i jest cholernie ciężko pogodzić się z tym że nagle pod naszym dachem mieszka dziecko np. w wieku 8 lat mające wciąż o coś pretensje , wielkie wymagania , kłamiące itp. itd. Niby bierzemy dziecko ale to dziecko ma większy spryt niż my dorośli i zaczyna nami manipulować i wykorzystywać naszą naiwność . Niestety też jest kłopot ze społeczeństwem które widząc że rodzic adopcyjny robi zakazy takiemu dziecku zaczyna postrzegać to jako wręcz znęcanie się nie rozumiejąc sytuacji . Wciąż czytam lub słyszę porównania typu swoje dziecko też sprawia kłopoty uważam że nie można w ten sposób porównywać . Sądzę że sam fakt i świadomość że rodzic nie jest biologicznym ojcem czy matką powoduje że przy najdrobniejszej okazji dziecko to wykrzyczy a to jest czuły punkt dla rodzica i powstaje błędne koło . Owszem mln79 rzeczywiście napisał sporo rzeczy zgadzających się z rzeczywistością ale nie wszystko da się wprowadzić w życie np. konsekwencja przy dziecku które ma wszystko w p... jest trudna do zrealizowania i wymaga wielogodzinnego skupiania się tylko na dziecku bo gdy tylko odwracasz się to dziecko pomimo próśb , zakazów , nakazów i kar robi wciąż uparcie na złość to samo co robiło . Ja po dwóch latach osiągnęłam sporo ale to jest wciąż za mało i wciąż przekomarzamy się . Oczywiście nie sądzę aby wszystkie dzieci z DD były takie same i myślę że są jakieś iskierki być może nie sprawiające kłopotu .Nie można oceniać negatywnie ludzi którzy nie poradzili sobie psychiczne z trudnym dzieckiem i oddali bo każdy z nas jest inny i każde dziecko jest inne. Odpowiedz Link Zgłoś
kasiapfk Re: kasiapfk 24.08.13, 18:06 Adoptowałam malucha, mając rodzone dziecko kilkuletnie. > najdrobniejszej okazji dziecko to wykrzyczy a to jest czuły punkt dla rodzica i > powstaje błędne koło i tu się różnimy. To nie jest mój czuły punkt, bo ja wiem,ze jestem mamą. Mam to na papierze . Innymi słowy moje adopcyjne dziecko może sobie gadać co che i jak chce. A tekst pod tytułem: "nie jesteś moją mamą", to ja zabijam śmiechem. No tak mam. Z tym,ze ja w ogóle jestem osobą o silnej osobowości. I (wiem, dziwne to) mam przekonanie że jestem najlepszą mamą na świecie dla moich dzieci. Moje adopcyjne dziecię wymaga zdecydowanie więcej pracy niż biologiczne, ale ja adoptując wiedziałam,ze dzieci są wymagające - nie miałam wyidealizowanego obrazu rodzicielstwa bo już byłam mamą. Może stąd mój dystans do rodzicielstwa. No i ja nie jestem matką polką poświętliwą w stereotypowym rozumieniu. Co więcej, jestem postrzegana jako matka niezbyt zamartwiajaca się, na pewno nie nadopiekuńcza. Tym bardziej nie mogę oceniać jednoznacznie - w mojej opinii na nieudaną czy udaną adopcję składa się szereg czynników. Na które niekoniecznie mamy wpływ. Ja bym dzieciaków nie skreślała, a jednocześnie rozumiem rodziców, którzy nie wytrzymują. I jednych i drugich szkoda. K. Odpowiedz Link Zgłoś
mln79 Re: kasiapfk 26.08.13, 17:11 @ agagutka Jasne, że dziecko adopcyjne trudniej wychować niż biologiczne, o ile nie mówimy o adopcji niemowlęcia. Przecież rodzic adopcyjny jest na początku dla takiego dziecka zupełnie obcą osobą, a i samo dziecko jest już do pewnego stopnia ukształtowane, nie jest "tabula rasa". Poza tym rodzic biologiczny w momencie gdy pojawiają się problemy wieku wczesnoszkolnego jest już zahartowany, ma za sobą 7-letni staż rodzicielski, w trakcie którego nauczył się radzić sobie z różnymi problemami i poznał dziecko. A rodzic adopcyjny to najczęściej świeżak, w dodatku często bierze sobie na głowę od razu dwójkę, albo nawet i trójkę dzieci (jak kuzynka mojego taty, będąca akurat przykładem bardzo udanej adopcji). Rodzice adopcyjni popełniają jednak błąd z góry odrzucając rady rodziców biologicznych na zasadzie "a co oni mogą wiedzieć". Przecież my, biologiczni, mamy z reguły większy staż rodzicielski od Was (ja mam np. wliczając ciążę już przeszło 4-letni). Nie sądzę, by dzieci adopcyjne stanowiły jakiś inny gatunek niż nasze dzieci. A to właśnie próbował wmówić nam Enip. Jeszcze jego pierwsze trzy wpisy były w miarę wyważone, ale już w kolejnych (stanowiących odpowiedzi na komentarze forumowiczów) jechał po tych dzieciach po całości, aż przykro było czytać. Zastanawiałem się już tylko, czy znienawidził te dzieci przed ich oddaniem (a więc ich oddanie byłoby konsekwencją nienawiści), czy dopiero po (rozwinięcie w sobie nienawiści do ofiary jako sposób radzenia sobie z poczuciem winy), ale co do tego, że ich aktualnie nienawidzi, nie miałem już wątpliwości. Wracając do tego, co napisałaś: nie tylko rodzice adopcyjni muszą radzić sobie z zarzutem "przecież nie jesteś moją prawdziwą mamą / prawdziwym tatą". To samo dotyczy rodzin patchworkowych (nowy partner po rozwodzie). A takich rodzin znam więcej niż rodzin stricte adopcyjnych (choć w patchworkowych też formalnie dochodzi do adopcji - nowy partner daje nazwisko dzieciom partnerki z poprzedniego związku) i wszystkie, które znam, radzą sobie świetnie. Jako rodzic biologiczny jestem zdziwiony tym, że rodzice adopcyjni są zdziwieni takimi normalnymi sprawami jak np. to, że dzieci manipulują dorosłymi. Przecież to nie jest domena dzieci adopcyjnych. Już niemowlęta manipulują rodzicami za pomocą płaczu. Przedszkolaki (jak moja córka) też jeszcze najczęściej używają w tym celu płaczu (lub raczej wycia), ale starsze dzieci mają bardziej wyrafinowane sposoby. To nie znaczy, że są psychopatami (niektórzy są, ale psychopaci to tylko ok. 4% populacji). Dzieci robią to instynktownie, jeszcze nie czują, że to może nie być fair (zresztą i wielu dorosłych manipulowanie innymi uważa za pożądaną umiejętność, zwłaszcza w biznesie). Nie można traktować dziecka jak dorosłego, a to właśnie robił Enip. Uważał, że dziecko 8-letnie nie jest plasteliną, że jest już w pełni ukształtowane i ma "wolną wolę", co w języku Enipa oznaczało, że ma pełną świadomość konsekwencji swoich wyborów i musi brać za nie pełną odpowiedzialność, jak dorosły. Dlatego podważył w ogóle sens adopcji starszych dzieci (wszystkich, a nie tylko tych swoich). To totalne nieporozumienie. Zasadniczo odnoszę wrażenie, że rodzice adopcyjni za bardzo się przejmują i wyolbrzymiają pewne problemy. Już ktoś na tym forum zauważył np., że Limonka (wnioskując z opisu) ma w sumie bardzo fajną rodzinę adopcyjną i za bardzo nie wiadomo nad czym właściwie tak załamuje ręce (ciekawe jak jest teraz, po 2 latach od rozpoczęcia tego wątku). Ty tak samo: po 2 latach jesteś niepocieszona, że wciąż się przekomarzacie. No proszę Cię - wielu biologicznych jest w stanie permanentej wojny ze swoimi dziećmi (zwłaszcza w okresie dojrzewania), a Wy tylko się przekomarzacie. Tylko pozazdrościć. Na szczęście wraz z nabieraniem doświadczenia rodzice się wyluzowują, np. nad pierwszym dzieckiem trzęsą się jak kwoka nad kurczęciem, przy drugim pozwalają sobie na więcej luzu, a przy trzecim to już w ogóle luz blues (ta obiegowa opinia potwierdza się w znanych mi rodzinach wielodzietnych). Więc głowa do góry. Do wychowania dzieci (nie ważne biologicznych czy nie) nie trzeba czytać ton literatury fachowej - Homo sapiens radzi sobie przecież z tym zadaniem od milionów lat. Zgodzę się z tym, że ciężko jest wprowadzać dyscyplinę. Sam nie czuję się komfortowo w roli strażnika dyscypliny, zwłaszcza, że moja córka jest jeszcze taka mała i taka słodka. Poza tym mam taki charakter, że cenię sobie luz i wolność osobistą, więc nie nadawałbym się np. na strażnika w więzieniu czy wychowawcę w zakładzie poprawczym. Dlatego napisałem, że w stosunku do dzieci wyjątkowo zdemoralizowanych rodzicami adopcyjnymi powinni zostawać ludzie o odpowiednich cechach charakteru i odpowiednim doświadczeniu życiowym. Nie zgodzę się jednak nigdy z opinią Enipa, że są 8-letnie dzieci tak zdemoralizowane, że nie ma już dla nich miejsca w żadnej rodzinie. Nie wiem też, jak miałoby wyglądać postulowane na tym forum nie tylko przez Enipa "przygotowanie dzieci do życia w rodzinie". To coś jak nauka pływania na sucho? Enip -dorosły człowiek po tych wszystkich wymaganych prawem szkoleniach nie był jednak przygotowany do tego, co go spotkało. A dziecko po jakimś szkoleniu ma być? Absurd. Odpowiedz Link Zgłoś
agagutka Re: mity o adopcji 29.09.13, 00:57 Ja patrzę na te problemy z dwóch zupełnie innych stron i wciąż będę powtarzać że własne dziecko to nie jest to samo co z adopcji . Między mną a moją mamą adopcyjną niestety nie doszło do zawiązania bliższych więzi . Wciąż zadaję sobie pytanie DLACZEGO ? W przeszłości myślałam że problem był w tym że ojciec pił i były w domu wieczne kłótnie itp. Na dzień dzisiejszy mając swoją córkę z adopcji patrzę na nią i widzę siebie , bo mamy identyczne cechy charakteru z jedną różnicą , córka jest straszną przylepą do wszystkich obcych ludzi , ja natomiast odwrotnie . Niestety zarówno u niej jak i u siebie dostrzegam cechy RAD m.in. zbędne histerie , zbyt dużą podejrzliwość (np. że je inną gorszą kiełbasę niż my) , słabe przyswajanie wiedzy i rozumienie mowy , brak umiejętności odmawiania a z drugiej strony niesamowity upór w sytuacjach bezsensownych, ten sam idiotyczny uśmiech w każdej sytuacji - szczególnie stresującej , nie uzasadniony strach przed powiedzeniem własnego zdania itd. Wydaje mi się że niestety pierwsze lata życia w moim przypadku do ok. 2,5 roku spowodowało spustoszenie w psychice i jest całkiem inny system obronny organizmu . W przypadku córki trwało to aż 8 lat więc spustoszenie jest jeszcze większe . Córka nie jest moim pierwszym dzieckiem , ponieważ mam syna lat 15 . Jeśli chodzi o zarzuty mówione przez dzieci adopcyjne typu że ,, nie jesteś moim rodzicem,, to problem jest w tym , że jest to czuły punkt dla obu stron , czyli dziecko wiedząc o tym wypomina - natomiast rodzic czuje w podświadomości że tak jest naprawdę . Ja byłam pewna że mając swoje doświadczenia życiowe na pewno poradzę sobie z adopcją - niestety nie sądziłam , że będzie mnie to kosztowało aż tyle wysiłku psychicznego . Kolejna rzecz to sądzę że dzieci jednak dokonują samodzielnie wyborów od najmłodszych lat (oczywiście są one odpowiednie do ich wieku i możliwości ) , a my rodzice jesteśmy od tego aby uczyć je podejmowania w miarę właściwych decyzji . Niestety dziecko ze starszej adopcji nie potrafi podporządkować się do żadnych reguł ( przynajmniej tak było w przypadku mojej córki ). Odpowiedz Link Zgłoś
milka1951 Re: mity o adopcji 29.09.13, 11:34 Agagutka, masz rację, dziecko adoptowane, szczególnie dziecko zranione, po przejściach wymaga innego podejścia niż dziecko biologiczne. A zranione jest każde z tych dzieci, bo przeżyło oderwanie od matki biologicznej. Niektóre doznały urazu już w zyciu płodowym, gdy nie kochająca matka wysyłała do dziecka złe sygnały, mogła też je narażać na alkohol czy narkotyki. . Im dalej, tym gorzej, dziecko przeżywa kolejne straty i nie nabywa potrzebnych kompetencji. Mózg ustawia się na przetrwanie, nie na rózwój czyli np. na uczenie się. Bywa, że trudno jest rodzicom adopcyjnym nawiązać kontakat z takim dzieckiem, bo wcześniej nie nauczyło się przywiązywać. I kwestia regulacji, przeżywania uczuć i emocji. Te również kształtują się bardzo wcześnie. Jednak nie ma sytuacji całkiem bez wyjścia. Jest niewielkie forum, na którym piszą mamy adopcyjne dzieci z duzymi problemami w tym zakresie. Część czytać mogą wszyscy, bez rejestracji, jednakżę jesli ktoś chce nauczyć się czegoś z cudzych problemów, musi dołożyć własną cegiełkę. adopcja.phorum.pl/index.php?sid=03be1b1a3c1ae80d3fd3d3026e52fb6b Zachęcam do czytania lektur, których nie było w czasach Enip. Wychowanie zranionego dziecka - Keck, Kupecky Zranione dzieci, uzdrawiające domy - J. Schooler Adopcja i przywiązanie - Gray Odpowiedz Link Zgłoś