Dziekujemy, Iwonko!

IP: *.* 02.12.02, 16:56
Dziękuję Ci, Iwonko, za tę piekną opowieść. I Tobie, Jędrku, za Twój komentarz. Pomógł mi spojrzeć na opowieść Iwony tak, jak na nią spojrzeć powinnam. Bo czytałam opowieść Iwony powtarzając co chwile po cichu: "O Boże! O mój Boże!!!" Nasza Córeczka ma niespełna dwa latka, ale wiemy, że i nam przyjdzie kiedyś zmierzyć się z problemem jej tożsamości. Staramy się na to przygotować, chociaż to chyba niemożliwe... Będziemy ją wspierać i mieć nadzieję, że nigdy nie przestanie się czuć NASZYM DZIECKIEM.Pozdrawiam Was wszystkich,Asia
    • Gość edziecko: jlopuszynski Re: Dziekujemy, Iwonko! IP: *.* 03.12.02, 10:54
      Julio,to czy Wasza córka będzie się czuła Waszym dzieckiem zależy od Was: od tego co robicie, a nie od zaklęć losu.Od przekonania, że adopcyjne rodzicielstwo nie jest tratwą ratunkową dla Waszych instynktów, ale że jest naturalną koleją rzeczy, bardziej naturalną (wybaczcie) niż in vitro.Mama adopcyjna mojego syna mówi tak: fakt,kto go urodził jest kwestią techniczną, ja nie jestem spadkobierczynią insynktów biologicznych jego rodzicielki(zauważ-nie matki), to mnie los wyznaczył rolę matki i jego urodzenie było do tego celu drogą.jędrek
    • Gość edziecko: Magda72 Re: Dziekujemy, Iwonko! IP: *.* 04.12.02, 00:29
      Już pisałam do Joli o swoich przemyśleniach odnośnie całego zdarzenia i mogę powiedzieć, że pojawienie się Ewy, biologicznej matki Michała było dla niego błogosławieństwem. Dowiedział się z jej ust, że go kochała. A oddała, bo musiała. Kiedy jej ojciec dowiedział się o ciązy wyrzucił ją z domu, praktycznie bez środków do życia, ale pod naciskiem rodziny pozwolił wrócić, pod warunkiem, że pozbędzie się dziecka. Ocaliła go, nie dała zabić. Urodziła, zrzekła się praw rodzicielskich i oddała do adopcji. To był 83 rok, ciężki, pustki w sklepach, brak jakichkolwiek szans na jakąkolwiek pomoc dla młodej, samotnej dziewczyny. Ale kochała go zawsze, tęskniła, modliła się, żeby go kiedyś poznać i właśnie to mu powiedzieć. Ze ona, biologiczna matka go kocha i w jej sercu jest dla niego specjalne miejsce. Przeogromna ulga dla dziecka, które czuło się porzucone. Dla niej spotkanie Michała bylo szansą na odnalezienie wewnętrznego spokoju, na przebaczenie sobie czynu, którego zawsze żałowała. Mają ze sobą szczególny związek, spotykają się, mają swoje tajemnice. Ja w to nie ingeruję, szanuję, nie jestem już chorobliwie zazdrosna. Michał ma świadomość, że nie mogą być razem, że tak naprawdę to my jesteśmy rodziną. Nas kocha, z nami spędza święta, śmieje się, jeździmy razem na wakacje. Ale do Ewy mówi mamo. Tak jak do mnie. Dużo czasu zajęło mi zaakceptowanie tego, zrozumienie faktu, że my dwie jesteśmy jego matkami. Że ona jest moją dłużniczką, bo urodziła mi dziecko, którego ja urodzić nie mogłam, a ona moją, bo ja go wychowuję, gdyż ona nie może. Splecione losy dwóch kobiet. Ja rozumiem jej dramat jako matki, której brutalnie pozbawiono dziecka, odarto z kobiecej godności, ale zanim między nami doszło do porozumienia, pogodzenia wylałyśmy morze łez, padły bolesne słowa. Tytuł matki chciałam mieć dla siebie i trudno było mi oddac jej to, co jej było i jest należne. Ale to wszystko zaowocowało rodzajem przyjaźni, jakiejś głębokiej więzi kobiecej, niepowtarzalnej. I dobrze mi z tym. Ona wie i rozumie, że to ja mam decydujący głos, że ona stoi w tle. Ma przecież swoją rodzine i córki, które bardzo kocha, jej mąż nie ingeruje w związek z Michałem, ale nie nawiązuje bliższego kontaktu z nim. To chyba też pomogło mu zrozumieć, jak wielkim szczęściem jest dla niego Marek, który zawsze był i jest fantastycznym ojcem. Piotr jest raczej zimny i jego córki nieraz przez to płaczą i nawet same stwierdziły obiektywnie, że Michał ma do ojca więcej szczęścia. Ciężkie lata za nami, wszystko się dobrze poukładało. Michał spotkał jakiś czas temu swojego biologicznego ojca i chyba do końca wyjaśnili sobie ważne dla nich sprawy. Dlatego jestem zadowolona, że poznał swoje korzenie, uspokoił się i to zdecydowanie polepszyło nasze relacje. Najtrudniej było Jance, ale teraz Michał daje jej dużo braterskiego wsparcia, uczuć i ciepła, choć wie, że poranił ją bardzo i blizny pozostały. Mówi się trudno i kocha dalej. Bo my kochamy Michała, nie zamienilibyśmy go na innego, uważamy go za swojego syna, choć rozumiemy, że ma prawo zwracać się do bilogicznych rodziców tymi samymi tytułam, co do nas. Tak, czy inaczej dzieci powinny znać prawdę moim zdaniem, choć ta często bywa bolesna. Michałowi się udało, wiele dzieci takich słow od matki rodzicielki nie uslyszy. Pozdrawiam. Iwona
      • Gość edziecko: madziara Re: Dziekujemy, Iwonko! IP: *.* 07.12.02, 22:23
        Sorki ze wtrące się, ale właśnie uczestnicze w kursie PRIDE, staram się otworzyć pogotowie rodzinne. Na tym kursie jest specjalna sesja poświęcona więzom rodzinnym. Doświadzczenia, teoria a przedewszystkim uczucia mówią iż świadomość że jest się członkiem jakiejś rodziny pomimo że jest się u innych rodziców to ma się swoje własne korzenie, nie jest się człowiekiem pochodzącym z nikąd jest dla dziecka szczególnie ważna. Postawcie się w skórze dziecka i wyobraźcie sobie macie teraz mame adopcyjną tate jest wam dobrze ale skąd ja właściwie jestem, po kim mam takie a nie inne oczy włosy usposobienie. Przecież genetyka też ma tu coś do powiedzenia. Naprawde jest to ważne szczególnie w życiu dorosłym aby czuć jakąś przynależność do rodziny. Pomóż dziecku w tych kontaktach a nie stracisz go.Magda
        • Gość edziecko: jlopuszynski Re: Dziekujemy, Iwonko! IP: *.* 09.12.02, 09:02
          Szkolebnia PRIDE są dla rodzin zastępczych, a nie adopcyjnych.A adopcja jest właśnie po to by stworzyć więź o której piszesz, ale nie z rodziną biologiczną; tamta została zerwana, wiedza skąd jestem, a poczucie więzi to dwie różne sprawy. Gdyby taki scenariusz miał miejsce przy każdej próbie adopcji, to trzeba by przestać o niej mówić, i nazywać to zastępczym rodzicielstwem, lub tak jak proponuje W.Eichelberger. Oczywiście w przypadku opisywanym przez Iwonę wszystko się jakoś ułożyło, ale sama pisze że rany będą trudne do wygojenia. I jedyne co jest do zrobienia, to to co proponujesz.jędrek
          • Gość edziecko: sigma Re: Dziekujemy, Iwonko! IP: *.* 18.12.02, 16:39
            Od jakiegoś czasu przyglądam się temu wątkowi ( czytam ;-) ) i rozmawiałam z męzem o przypadku Iwony,Mamy 1,5 roczną córeczkę, którą adoptowaliśmy jak miała 5dni.Jest naszym najukochaniszym dzieckiem.(jedynym).Jakoś nie mogę sobie wyobrazić sytuacji, w której życie mojego dziecka jest podzielone na dwie rodziny.Poznanie rodziców biologicznych ( zazwyczaj matki) jest bardzo ważne dla dziecka.Zgadzam się z postulatami o prawo do wiedzy na temat wasnego pochodzenia itd., ale poznanie, rozmowa a nie przyjaźń czy miłość.Tego wyobrazić sobie nie mogę.Zawsze ma się jedną rodzinę i jedną matkę- do której się mówi mamo.Według mnie na tytuł matki zasługuje bardziej osoba która wychowuje i opiekuje się dzieckiem przez całe życie.Osoba która urodziła dziecko-nie wiem jak dobrym by była ona człowiekiem powinna dobrowolnie "oddać" ten tytuł tej która była przy dziecku w każdym momencie jego życia - matce adopcyjnej.(Usłysznie słów "JA nie jestem mamą, twoja mama to ta która cię wychowuje i z kórą mieszkasz- pozwoliłaby bardzej zorientować się dziecku w sytuacji).Dziecko nie jest w stanie wybrać zwrotu, nie wie czy powinnio mówić mamo czy Pani, czasem Własnie "matka bilogiczna" prosi aby zwracać sie do niej mamo, co jest nie w porządku.Matkę ma się jedną- to zdanie dotyczy także adopcji.POsiadanie dwóch matek , dwóch ojców i dwócjh rodzin może jedynie zaburzyć funkcjonowanie dziecka.Nie krytykuję tu zdarzenia opisanego przez Iwonę, zresztą nie miała na to wpływu, życie pisze różńe scenariusze, ale nie traktowałabym tej historii jako przykład typowej adopcyjnej rodziny.KAsia
Pełna wersja