agablues
13.05.04, 23:09
z pierwszym szokiem po wiadomości o chorobie lub śmierci dziecka?
U mnie to było bardzo rozciągnięte w czasie. Pierwsze sugestie, że może to być
coś poważniejszego niż wada serca, pojawiły się ok. 30 tyg ciąży. Skutecznie
wypierałam myśli o chorobie genetycznej. Czasami tylko pojawiało się pytanie -
jeżeli to tylko VSD, to dlaczego tak często muszę przyjeżdżać na kolejne echo?
Potem pojawił się problem - dlaczego dziecko jest takie małe? Ale to też sobie
próbowałam tłumaczyć - widocznie ja rodzę małe dzieci. Tak mam i koniec.
Kiedy Malutka się urodziła - też wmawiałam sobie , że wszystko jest ok.
Wszyscy dookoła się czepiają. "To pewnie dlatego,że w ciąży proponowano mi
badanie kariotypu." Pierwsze dni na Działdowskiej - z uśmiechem na twarzy
myślałam sobie - to jakieś totalne nieporozumienie, co ja tu robię, wsród tak
chorych dzieci ??? OK, niech pobiorą krew na badanie, niech sami się
przekonają, że jest dobrze.W duchu śmiałam się - my wam jeszcze pokażemy, to
dopiero będzie kompromitacja medycyny.
Bezdechy? A może jakimś cudem, maleńka jest jednak wcześniakiem i dlatego te
bezdechy ( urodziła się w 40 tyg od OM jako hypotrofik z cechami
wcześniactwa). Kto wie kiedy tak naprawdę zaszłam w ciążę ?? Potem okazało
się, że ma maleńkie nozdrza tylne - no oczywiście ! mamy przyczynę bezdechów -
trzeba tylko zoperować nozdrza i będzie dobrze.
A potem już w domu, po ustaleniu rozpoznania, wiele razy myślałam, że może to
jednak nieprawda, może warto jeszcze raz sprawdzić ten kariotyp...
podobno różne są reakcje. Ja reagowałam wypieraniem i agresją w stosunku do
lekarzy ( oczywiście kontrolowaną). Teraz częściej się dystansuję - np kiedy
rozmawiam o pogrzebie - mam wrażenie, że mówimy o kimś innym, że to nie
dotyczy nas.