03.03.10, 17:26
witam.bylam w ciazy,cieszylam sie,ale on wpadl w panike,nie
nalegal,ale ja nie wytrzymalam psychicznie.chcialam sie zmusic do
aborcji.uszkodzilam dziecko niewielka iloscia srodka
poronnego.miesiac pozniej przerwalam ciaze.nie moge poradzic sobie z
uczuciem straty i pustki.czuje sie jak we snie.moj synek nie
zyje,nigdy go nie przytule i nie zobacze jego usmiechu.jak dalej zyc?
pomozcie,prosze
Obserwuj wątek
    • wiesia140 Re: smutna 03.03.10, 22:34
      Najważniejsze to to ,żebyś się teraz nie nie zamykała w sobie . Będzie
      ci lżej jeśli podzielisz się emocjami, możesz uczynić to tu na tym
      forum , albo na forum zamkniętym . To tak jak z żałobą , trzeba ją
      przeżyć i przerobić. To forum jest żywym przykładem na to ,że się to
      da zrobić , choć nie ukrywam jest to bolesne, bo sam zabieg i jego
      świadomość jest już traumą ( nie dla wszystkich). Dobrze by było gdybyś
      w swoim otoczeniu zalazła bliską osobę, z którą mogłabyś bez obaw ,
      że cię nie zrozumie tą świadomością podzielić. , możesz też skorzystać
      z pomocy psychologa.
      • 8margarita8 Re: smutna 04.03.10, 00:36
        najgorsze w tym wszystkim to,ze dokladnie wiedzialam co sobie
        robie.zmuszalam sie do tego powoli,przeplakalam dwa miesiace,nim
        przerwalam ciaze.nie umiem powiedziec nawet <usunelam> bo wydaje mi
        sie ze odbieram szacunek mojemu dziecku.nie mam sie komu
        wyplakac,zamieszkalam z partnerem,boje sie byc samaslyszalam placz
        dziecka,czulam jak sie rusza,juz po aborcji.w domu rnie naciskam na
        niego zeby rozmawial,ale wiem,ze on tez zaluje.straszne.czasem mysle
        ze moze to dziecko poswiecilo zycie zebym ja sie zmienila,zebym
        docenila jaka mam wspaniala corke.czy ktoras z was robila
        symboliczny pogrzeb?czuje,ze potrzebuje spowiedzi i rozmowy z
        ksiedzem,nie bylam w kosciele od jakichs pietnastu lat...
          • nowako-wa Re: smutna 04.03.10, 10:15
            No cóż przerobienie aborcji nie należy do łatwych ale jest możliwe...
            Widzę że mądrze analizujesz i chcesz zobaczyć sens tej aborcji- bo wszystko w naszym życiu jest "po coś"...
            To bardzo głęboka refleksja,że być moze to dziecko musiało się pojawić w waszym życiu żeby je odmienić- pozytywnym aspektem całej sprawy jest już sam fakt że obydwoje załujecie i zle sie z tym czujecie...
            Ja w kościele odnalazłam spokój sumienia, poukładałam sobie na nowo cele, dążenia- i dziś już od 3 lat z męzem budujemy "nowe" życie...
            Pisząc kościól- mam na myśli wiarę głęboko przeżywana na codzień, przyjecie wartości chrześcijańskich bezwarunkowo...
            Dobrze żebyś znalazła pomoc i wsparcie u duchowych fachowców- bo niestety o takich z prawdziwego zdarzenia trudno- więc zachęcam do spowiedzi- ale nie byle gdzie i byle jak...bo taka nic nie da...
            Masz ewentualnie jakieś namiary?
            • 8margarita8 Re: smutna 04.03.10, 11:13
              mieszkam w irlandii,niewielu tu polskich duchownych,umowie sie
              telefonicznie,co takiemu ksiedzu powiedziec?jestem wierzaca i to
              mysle dosc gleboko,kosciol jako instytucja ma wiele wad,dlatego
              odpuscilam sobie,ale moze warto brac z niego to o dobre,a reszte po
              prostu tolerowac.maja tez poradnictwo poaborcyjne,nie wiem sama.boje
              sie zebym zle nie trafila,bo to moze byc gwozdz do trumny
              • 8margarita8 Re: smutna 04.03.10, 11:22
                iktoto
                nie do kosciola jako instytucji,raczej potrzebuje kogos kto bedzie
                mial na sprawe duchowy punkt widzenia.pod katem moralnosci staram
                sie nie oceniac,przed <zabiegiem> definitywnie bylo to dla mnie
                zle.teraz paradoksalnie,jestem w stanie zrozumiec ze mozna to
                zrobic,co nie zmienia faktu,ze to nadal morderstwo.Boze, to byl
                najgorszy dzien w moim zyciu,myslalam,ze umre.
                • iktoto Re: smutna 04.03.10, 12:04
                  masz rację, margarita, jeśli źle trafisz to moze to być gwóźdź do
                  trumny, trzeba tu być ostrożnym.
                  kiedyś jeden ksiądz też dobił mi gwóźdź ale jak teraz o tym myślę,
                  to był tego jakiś sens bo ja pokładałam wiarę w czlowieku a nie w
                  Bogu, a to nie tędy droga.
                  wśród księży mozna trafić na kogoś godnego polecenia, kto nie dobije
                  i nie zrazi do wiary.
                  ale w Irlandii to ja nikogo nie znam, żeby podsunąć.
                  ale jesli chcesz to dam Ci na pivie nr telefonu komórkowego do
                  mojego zaufanego księdza i może On zna kogoś do kogo mogłabyś sie
                  zwrócić. To dobry człowiek, wyrozumiały, nieoceniający, nie skreśli
                  Cię.

                  pozdrawiam
                  monika
              • incognito.x Re: smutna 04.03.10, 11:58

                8margarita8 napisał:

                > mieszkam w irlandii,niewielu tu polskich duchownych,umowie sie
                > telefonicznie,co takiemu ksiedzu powiedziec?

                Że prosisz o rozmowę. Może się okazać, że ksiądz na ktorego trafisz
                nie będzie mógł dać rozgrzeszenia z aborcji, bo takie uprawnienia
                mają tyko niektórzy. Możesz umówić się na rozmowę i on Cię dalej
                pokieruje. Jeśli sądzisz, że i rozmowy, i spowiedzi nie przeżyjesz,
                to spróbuj z góry ustalić, kto w Irlandii może dać rozgrzeszenie. Ja
                zaraz też poszukam, jak coś znajdę, to Ci tu wrzucę.

                jestem wierzaca i to
                > mysle dosc gleboko,kosciol jako instytucja ma wiele wad,dlate
                go
                > odpuscilam sobie,ale moze warto brac z niego to o dobre,

                bierz Sakramenty. Bardzo warto.
                • 8margarita8 Re: smutna 04.03.10, 12:13
                  mam na imie Gosia.przezyje jesli nie dostane rozgrzeszeniamam
                  wrazenie,ze tak dlugo nie bedzie mi wybaczone poki sama sobie nie
                  wybacze.czy powiedziec przez tel. ze chodzi o aborcje?
                  • 8margarita8 Re: smutna 04.03.10, 12:18
                    juz kiedys przerwalam ciaze,mialam 20 lat,zaraz jak nie dostalam
                    miesiaczki,tabletkami.nic wtedy nie czulam.nawet nie myslalam,ze to
                    dziecko.zapomnialam o tym nawet,az do tej ciazy.teraz to byl 17
                    tydzien,Boze co ja zrobilam najlepszego.
                • incognito.x Re: smutna 04.03.10, 12:17

                  Musisz poszukać księdza upoważnionego do uwalniania z cenzur
                  zastrzeżonych biskupowi - najprościej pewnie będzie zadzwonić do
                  najbliższej parafii lub diecezji i po prostu spytać o takiego
                  księdza, gdzie i kiedy spowiada, bez żadnego tłumaczenia.
                  A jak już do niego trafisz, nie bój się - oni właśnie takich
                  spowiedzi wysłuchują.

                  Może przyda Ci się i to:

                  www.catholicdoors.com/faq/qu70.htm
                  • 8margarita8 Re: smutna 04.03.10, 12:42
                    moja mama powiedziala mi ,ze rozwoj boli.chyba ma racje,ze to
                    rozwoj,przynajmniej ja staram sie tego trzymac,bo jesli takie
                    cierpienie nie ma sensu???widze jak zmienia sie wszystko,kiedy
                    dowiedzialam sie ze dziecko jest chore bylam gotowa zatrzymac je,ale
                    czy wolno mi dusze uwiezic w chorym ciele tak,ze nie bedzie mogla
                    ewoluowac?boze,komu ja mam sie wygadac?ksiedzu?psychiatrze?Bogu?
                    • 8margarita8 Re: smutna 04.03.10, 17:01
                      to dziecko bylo chore bo zaaplikowalam sobie srodek poronny i zanim
                      go wyjelam to i tak cos sie wchlonelo.prawdopodobnie to byla
                      przyczyna choc moj facet od poczatku ciazy mowil mi ze boi sie ze
                      jest cos nie tak,snily mu sie chore dzieci,a u niego co we snie to
                      potem i na jawie.
                      • 8margarita8 Re: smutna 04.03.10, 17:24
                        dzieki jula wlasnie sie umowilam,nie sadze ze mnie rozgrzeszy,ale
                        choc sie wygadam,powiedzial tylko zebym przyszla do spowiedzi i
                        wyezucila co mi lezy na sercu.pojutrze
                          • nowako-wa Re: smutna 04.03.10, 20:23
                            Twoja mama to mądra kobieta- tak: rozwój boli- nie wiem jak dalej potoczy sie Twoje zycie ale ważne abyś wyciągnęła właściwe wnioski z aborcji...z tego co piszesz to chyba "dobry" ksiądz i powinien Ci pomóc poukładać...

                            Ja kiedyś sie wogóle nie modliłam - uważałam to za staroswieckie i dewotowate- dziś nie wyobrazam sobie dnia bez modlitwy i zawierzenia Bogu...
                            • 8margarita8 Re: smutna 04.03.10, 20:56
                              widzisz ja sie modle codziennie od dawna.a jednak.u mnie inne powody
                              moze.wzielam odpowiedzialnosc na siebie i zmusilam sie,choc wcale
                              nie chcialam.chcialam mojego synka i bardzo go kocham,nawet teraz.i
                              te hormony w ciazy,kobieta jest bardzo podatna na manipulacje
                              uwazam.oh,madry polak po szkodzie
                              • 8margarita8 Re: smutna 04.03.10, 21:06
                                teraz zostal mi smutek po straconym dziecku.i tesknota.ale ciesze
                                sie ze byl ze mna choc te 17 tygodni,byl sloncem w moim zyciu i tak
                                wiele zmienil.wszystko jest po cos potrzebne.strach jaki przezylam
                                przed <zabiegiem>nie rowna sie niczemu.siedzialam tam
                                sparalizowana,doslownie od pasa w dol,nie moglam isc do toalety i
                                lzy lecialy mi ciurkiem.inne nie plakaly.czulam jak
                                umieram,doslownienie bylam w stanie sie modlic.po wybudzeniu malo
                                nie dostalam zawalu,mialam strasznie wysokie cisnienie,krzyczalam ze
                                moje dziecko nie zyje.nie wiem jak to przezylam,ale zyje,i ciesze
                                sie bo mam wspaniala corke i mam po co zyc
                                • mamaanieli Re: smutna 04.03.10, 21:08
                                  mysle tez, ze mozesz pomoc dziewczynom, ktore tu przechodzą i są przed
                                  decyzją. to bardzo, bardzo duzo. i jest ogromnie potrzebne. moze
                                  uratujesz jakies dziecko i matke.
                    • iktoto Re: smutna 05.03.10, 11:48
                      8margarita8 napisał:

                      > moja mama powiedziala mi ,ze rozwoj boli.chyba ma racje,ze to
                      > rozwoj,przynajmniej ja staram sie tego trzymac,bo jesli takie
                      > cierpienie nie ma sensu???widze jak zmienia sie wszystko,kiedy
                      > dowiedzialam sie ze dziecko jest chore bylam gotowa zatrzymac
                      je,ale
                      > czy wolno mi dusze uwiezic w chorym ciele tak,ze nie bedzie mogla
                      > ewoluowac?

                      piszesz powyżej o ewolucji duszy, czy uważasz że dusza nie może
                      ewoluować w chorym ciele?
    • iktoto Re: smutna 05.03.10, 12:21
      czy robiłaś jakieś badania dziecku, zeby potwierdzić lub wykluczyć
      chorobę czy uszkodzenie płodu? Czy to były wyłącznie Wasze domysły,
      sny?

      czy uważasz, że mając chore dziecko nie można się rozwijać duchowo?
      i ono nie może się rozwijać?
      i co to wg Ciebie znaczy rozwój duchowy?

      łatwiej poukładać sobie cierpienie, kiedy odpowiemy szczerze przed
      sobą na wiele, tym bardziej trudnych pytań

      monika
      • 8margarita8 Re: smutna 05.03.10, 14:25
        wim,ze w chorym ciele dusza tak samo sie rozwija,to nie byly nasze
        domysly,jednak 100% pewnosci nie mam,ale 99%sama czasem mysle,ze
        moze byl zdrowy.ktos zaufamy z <dodatkowym zmyslem>powiedzial mi,ze
        oprocz uposledzenia fizycznego dochodzi umyslowe do tego stopniz ze
        ten czlowiek nie bedzie wiedzial ze zyje.pomyslalam,ze jesli to ja
        jestem tego przyczyna to powinnam to wziasc na siebie do konca i
        uwolnic ta dusze z tego ciala.z drugiej strony mialam wrazenie ze
        nie dam rady,bo dziecko ktore nie chodzi,nie mowi i nie ma z nim
        kontaktu to jedno a dorosly w takim stanie to drugie.cala rodzina
        wtedy umiera.i kto sie tym czlowiekiem doroslym juz zajmie jak mnie
        zabraknie?
        • iktoto Re: smutna 05.03.10, 15:34
          różnie bywa z tym dodatkowym zmysłem zaufanych osób, różnie bywa z
          podszeptami, różne siły kierują nami, manipulują, nieraz wydaje się
          nam, że idziemy w górę a to tylko się nam wydaje, bo nami zakręcono,
          nieraz jesteśmy nieświadomi naszego rozwoju...

          czy to była dobra decyzja? czas pokaże

          i co to znaczy, że trzeba tak do końca wziąć na swoje plecy to czego
          się jest być może przyczyną? czy uwolnić duszę z chorego ciała czy
          ją tam jednak zostawić? nie wiem, za trudne dla mnie, mam nadzieję,
          że nie stanę już nigdy w obliczu takiego wyboru, czy dokonać aborcji
          czy urodzić, to bardzo trudne doświadczenie do przerobienia

          pozdrawiam
          monika

        • nowako-wa Re: smutna 05.03.10, 15:36
          Widzisz- to jest tak - każda matka pragnie zdrowego dziecka- ale czy mamy prawo przerwać jego życie jeśli jest chore?
          Toż tak właśnie postępował Hitler- eliminował ze społeczeństwa ludzi upośledzonych , bo chcial być "Bogiem " i stworzyć nadgatunek ludzki...
          Z drugiej strony - jeśli wzięłaś tabletki poronne i wskutek tego płód został uszkodzony- to tak naprawdę aborcji dokonałaś w tym momencie, a że się "nie udało" skończyłaś ją potem...
          To jednak ogromna różnica urodzić chore dziecko kiedy się nie ma na to wpływu a urodzić chore z własnej winy...
          Nie mnie Cię oceniać ale dla Twojego zdrowia psychicznego warto chodzić w prawdzie a nie mydlić sobie oczu...
          Moje dziecko urodzone jako skrajny wcześniaczek mogło nie chodzić, nie mówić- być roslinką-to bardzo trudne bo doświadczyłam tego - ale nie wyobrażam sobie powiedzieć do lekarzy- odłączcie go od sprzętu, bo w takim "opakowaniu" nie będzie się rozwijał...
          To byłaby straszna lekcja dla mnie...
          Ja jedynie prosiłam Boga aby go zabrał jeśli miałby on cierpieć- i widocznie Bóg wysłuchał mojej prośby...
          Jeśli choć trochę jesteś wierząca to zdajesz sobie sprawę z tego że nasze życie jest tajemnicą - widzimy wszystko zniekształcone- ludzie uważają ze dobre jest to co wygodne, łatwe, przyjemne- a Bóg patrzy inaczej...czasem trudy które zsyła nam los są dla nas błogosławieństwem, możliwością wzrostu i poprawy- bo sami nie umielibyśmy sobie nałożyć takiego "jarzma " na siebie...
          Ale to juz zupełnie inny temat...
            • nowako-wa Re: smutna 05.03.10, 20:06
              uważam twierdzenie:"prawda was wyzwoli" za słuszne, prawdziwe i niezbędne do zrobienia kroku naprzód...
              Łatwiej jest się oszukiwać i naginać prawdę, prawdziwe powody i intencje dokonywanych decyzji- ale przez to nie dochodzimy do całkowitego oczyszczenia...
              Takie szukanie usprawiedliwienia i tłumaczenia dla swoich decyzji jest na pozór tylko dobre...trzeba zejść na samo dno- co mnie skłoniło do takiej a nie innej decyzji i wziąść tą winę na siebie...czasem jest tak że tej naszej winy jest bardzo mało- bo znacznie bardziej zawinili inni- ale jeśli JA mam sobie pomóc- muszę uznać swoją winę - choćby jej było 2%...
              To jest bolesne ale ma działanie uzdrawiające....
              Nie wiem czy dobrze to przekazałam...

              Chorowałam i leczyłam sie psychiatrycznie i wiem co potrafi zrobić podświadomość kiedy sie fakty zamiata pod dywan...dlatego napisałam o tym mydleniu oczu...
              Mam nadzieję że jednak się pozbierasz... i że nawet dzieki tym naszym wypowiedziom poukładasz sobie to co sie stało, że będziesz dzieki temu doświadczeniu...."lepsza"...
              --
              • iktoto Re: smutna 05.03.10, 22:25
                mi udalo się wyjść cało z aborcji dzięki prawdzie o sobie samej,
                dopóki zwalałam winę na rodzicow, ze mi miłości nie dali, na
                partnera, ktory mnie puścił kantem, na lekarza, ze się taki
                znalazł,... to było mi źle, kiedy stanęłam w prawdzie, że to ja
                jestem za to odpowiedzialna, że przecież ja dostałam wolną wolę i to
                ja podjęłam ostateczną decyzję to po upadku na samo dno zaczęłam się
                odbijać. ale to tylko ja. jak masz Ty, nie wiem

                nie wiem czy dusza dziecka abortowanego cierpi? czy już jest w ciele
                i od kiedy? czy to ona zdecydowała się na to, aby przeżyć aborcję? a
                żebym ja na niej wzrosła? poświęciła więc swoje ciało, a czy???
                czy??? czy?????
                jaka jest prawda? każdy ma ją wyrytą w sercu, tylko trzeba sie do
                niej dokopać
                możemy polegać na opiniach ekspertow, naukowców, charyzmatykow ...
                ale najlepiej jesli sami sobie odpowiemy na pytanie co jest dla mnie
                dobre, co powoduje że staję się lepszym człowiekiem, bliższym Bogu.

                monika


                • collette725 Re: smutna 05.03.10, 22:48
                  Potrzebuję pomocy... Jestem w 6 tygodniu ciąży, chce ją przerwać.
                  Zawiodły tabletki, tego dziecka nigdy nie powinno być! Mamy już
                  córkę, nie mamy warunków na drugie dziecko sad Za nim zorientowałam
                  się, że jestem w odmiennym stanie brałam silny antybiotyk. Który
                  mógł ale nie musiał uszkodzić płód wg lekarza. Nadal jestem w
                  szoku... Boję się okropnie, nasza córeczka ma półtora roku bardzo
                  choruje. Co z tego, że sprowadzę kolejne dziecko na świat...
                  niewiele mogę mu dać. Aborcja?? Będę umiała z tym żyć?? Żałujecie
                  swoich decyzji?
                  • iktoto Re: smutna 05.03.10, 23:48
                    collette, załóż swój wątek.

                    ja poroniłam dziecko na początku ciąży, bo brałam antybiotyk

                    nie wiem czy będizesz umiala żyć po aborcji, bladego pojęcia nie
                    mam, nikt nie odpowie za Ciebie na to pytanie, poczytaj watki nasze.
                    przeszlam bardzo trudną wieloletnię drogę poaborcyjną, to byla
                    strasznie ciężka lekcja dla mnie, zawsze będę odradzać aborcji
                  • incognito.x Re: smutna 06.03.10, 09:16

                    Colette, spokojnie. 6 tydzień to bardzo wcześnie, daj sobie czas,
                    nie podejmuj decyzji pod wpływem strachu i paniki.
                    Załóż wątek, pogadamy.
                • 8margarita8 Re: smutna 06.03.10, 14:57
                  nie zrzucam z siebie odpowiedzialnosci,bo to dziecko bylo w moim
                  ciele i to tylko ja podjelam decyzje.nie wiem czy sie zamrazam
                  emocjonalnie czy juz po prostu swoje odcierpialam.mam takie dni ze
                  czuje ze moge z tym zyc a sa takie ze za przeproszeniem szlag mnie
                  trafia.i wiem,ze to byl krok w tyl i to duzy.moze czasem taki
                  potrzebny,zeby obrac nowy kierunek.nie wiem czuje tylko,ze kawal
                  mojej moralnosci umarl,czuje sie jak pol czlowiek.czy ktoras z was
                  tego doswiadczyla?
                    • iktoto Re: smutna 06.03.10, 19:54
                      margarita, wytłumacz mi, co oznacza wg Ciebie rozwój duchowy, do
                      którego dążysz, który chcesz osiągnąć?
                      Chciałabym Cię zrozumieć, stąd to pytanie

                      pozdrawiam
                      monika
                      • 8margarita8 Re: smutna 07.03.10, 19:48
                        mysle ze w kazdym z nas mieszka boska czastka,boska z natury,dobra i
                        doskonala.chodzi o to zeby ja oczyscic z tego co ja zaslania i
                        powoduje,ze nie postepujemy z miloscia.
                        monika a o co ci chodzilo w poprzednim poscie?
                        • iktoto Re: smutna 07.03.10, 21:33
                          hm, tylko o który post Ci chodzi?o ten króciutki? jeśli o ten, to
                          tam była odpowiedź na Twoje pytanie zawarte w poście nad tamtym moim
                          postem
    • nati1011 margarita 06.03.10, 16:06
      Dopiero co założyłaś wątek, ze cierpisz i rozpaczasz po aborcji, a
      równocześnie nie przeszkadza ci to namawiać na aborcję innej
      kobiety.

      Nie tędy droga...
        • mamaanieli Re: margarita 07.03.10, 20:18
          no nie zgadzam sie. wielokrotnie okazywalo sie, ze nawet wirtualne
          rozmowy konczyly sie dla dziecka i matki pomyslnie. pomijając realne
          rozmowy i pomoc. i tak samo - wielokrotnie kobiety które sie wahały,
          otrzymywały "zachętę" do zabiegu, szły na zabieg czy łykały
          tabletke. i moim zdaniem - nie tylko one mają krew na rekach. to nie
          jest tak, ze nasze zdanie leci gdzies w proznie.
            • mamaanieli Re: margarita 07.03.10, 20:59
              akurat ty podjełaś sama dezycje, a nie było kogos, kto by ci pomógł ją
              zmienic. generalnie jednak dziewczyny dokonują aborcji bo nie maja
              wsparcia, chłop je w różny sposób zmusza. czyli nie jest to decyzja
              własna, ale pewnego rodzaju przymus. oczywiscie - one potem zostaja z
              tym same.
        • iktoto Re: margarita 07.03.10, 21:36
          tak, koniec końców i tak każdy zrobi to co będzie chciał, masz
          rację, ale trzeba pisać delikatnie, jeśli nie chce się zachęcać do
          aborcji, kobieta przed decyzją jest tak umęczona, że przyczepi się
          do byle słowa
        • nati1011 Re: margarita 07.03.10, 21:51
          Napisanie wahającej sie kobiecie: nie martw sie, ja też to zrobiłam,
          będzie DOBRZE - to jest zacheta. Po aborcji nigdy nie jest dobrze.
          Nie zawsze jest dramatycznie, ale dobrze nie jest nigdy.
          • iktoto nati 08.03.10, 20:58
            nati, nie zgadzam się z Tobą, ja jako stojąca po drugiej stronie.
            cenię sobie Ciebie, Twoje zdanie ale w tej kwestii mam odmienne
            zdanie poparte doświadczeniem. ZAWSZE BĘDĘ ODRADZAĆ KOBIECIE
            ABORCJĘ, bo wiele mnie kosztowało przejście przez to piekło. Ja
            odrzuciłam prawdę o aborcji, zakopałam ją głęboko bez przerobienia
            jej, z wielkim deficytem miłości rodzicielskiej brnęłam coraz dalej.
            Dopiero kiedy straciłam dziecko po runięciu jeszcze niżej zaczęłam
            się odbijać, wyryczałam wiele na cmentarzu, nad grobem Szymona,
            wyryczałam wszystkie te straty, ale to było dla mnie za mało.
            Przeszłam przez homeopatię, ezoterykę, przez ataki duchowe,
            dręczenia, totalne osamotnienie, strach, przerobiłam dzieciństwo, bo
            mój tata pił wódkę, mama mówiła, że pójdzie sobie w świat a ja jak
            ten pajac próbowałam zwrócić na siebie uwagę. Dzięki temu
            wszystkiemu nauczyłam się wiary w Boga, w Miłość. Jestem tu i teraz,
            jestem szczęśliwa, żałuję, że byłam na zabiegu, ale to było, wiem,
            że to zło, postaram sie nie powtórzyć tego. Ty też jesteś wierząca i
            chyba też jesteś katoliczką. Przecież Bóg jest miłosierny, nie tylko
            sprawiedliwy. Ja już wycierpiałam swoje przez te lata, teraz jestem
            na kolejnym etapie, uczę się Boga, zaufania do Niego. Wszystkie
            znaki wskazują na to, że mi przebaczył i jest Mu przykro, że trudno
            mi uwierzyć w Jego miłosierdzie po tak wielu znakach, dopiero teraz
            zaczynam wierzyć. Nie mogę na siłę tkwić w przeszłości, bo ją
            przepracowałam, nie schowałam jej ponownie, wywaliłam wszystko,
            chowanie daje większy bałagan. I nie wystarczy iść do spowiedzi, to
            nie załatwi wszystkiego, trzeba sobie przebaczyć, trzeba popracować
            nad tym, ale wyjście z tego za życia jest możliwe.

            pozdrawiam
            monika
              • 8margarita8 Re: nati 10.03.10, 18:06
                mysle,ze ci ktorzy na sile manipuluja innymi sami nie pogodzili sie
                jeszcze ze soba.teoria a doswiadczenie to dwie rozne
                rzeczy.czlowiekowi nalezy przedstawic perspektywy i dac wybor,wtedy
                moze on uzyc wlasnej woli.co do aborcji to za nie jestem,ale jesli
                czlowiekowi to potrzebne,zeby mogl isc dalej?dlaczego mu to odbierac?
                i to nie jest tak ze cos z gruntu jest czy nie jest zle.zalezy jak
                sie tego uzyje.samej aborcji mozna zalowac,jak najardziej,ale nigdy
                tego czego sie czlowiek o sobie w jej wyniku dowiedzial.

                ja tez nie mielam cieplego,bezpiecznego domu ale nikogo nie winie i
                uwazam,ze najgorsze co mozna zrobic kobiecie po aborcji to trzymac
                ja w poczuciu winy i wmawiac ze cos jest z nia nie tak.gdyby mogla
                zrobilaby inaczej,zawsze kazdy z ans robi najlepiej jak moze.

                mam wrazenie ze na tym forum po aborcji konieczne sa potezne wyrzuty
                sumienia i karanie siebie.nie tedy droga.aborja sama w sobie jest
                wielka autoagresja ale nie kazdy musi sobie wyrzucac do konca zycia-
                dodatkowo
                • mamaanieli Re: nati 10.03.10, 18:20
                  a weź zacytuj wypowiedzi, ktore wedlug ciebie wpedzają w poczucie
                  winy? bo jestem tu piec lat ponad,a nie kojarze za bardzo. oczywiscie
                  pomijajac wariatki, ktore czasem tu zagladają.
                • incognito.x Re: nati 10.03.10, 19:55

                  Dla mnie to, co tu piszesz jest strasznesad

                  co do aborcji to za nie jestem,ale jesli
                  > czlowiekowi to potrzebne,zeby mogl isc dalej?dlaczego mu to
                  odbierac?

                  człowiek może potrzebować zabić drugiego, żeby iść dalej??


                  > i to nie jest tak ze cos z gruntu jest czy nie jest zle.zalezy jak
                  > sie tego uzyje.

                  Owszem. są rzeczy z gruntu złe i nie ma znaczenia, jak się tego
                  użyje. Jedną z takich rzeczy jest morderstwo.

                  samej aborcji mozna zalowac,jak najardziej,ale nigdy
                  > tego czego sie czlowiek o sobie w jej wyniku dowiedzial.

                  Ale ta wiedza kosztowała czyjeś życie! Po pierwsze, może ta cena
                  była za wysoka, a po drugie nigdy nie wiesz, czego byś się o sobie
                  dowiedziała, gdybyś urodziła.
                  • 8margarita8 Re: nati 10.03.10, 23:29
                    nie mam na mysli kogos konkretnego mowiac o poczuciu winy,po prostu
                    tak mi przyszlo,bo nauczeni jestesmy sluchac innych nie siebie.

                    moze to dlakogos straszne co pisze,ale przeciez wszystko co mamy
                    mamy od <<boga>> niewazne kto w jakiego wierzy,czemu tak dzielic na
                    dobre i zle,skoro wszystko i tak pochodzi z jednego zrodla?
                    przewaznie zycie przybiera kolory szarosci,prawie nigdy nie jest tak
                    ze cos jest tylko czarne albo tylko biale.

                    moze mamy ten wybor po to aby samemu w doswiadczeniu,na wlasnej
                    skorze przekonac sie kim naprawde jestesmy?a czym nie jestesmy,albo
                    decydujemy sie wiecej nie byc.

                    gdybym urodzila zapewne tez duzo bym sie dowiedziala, to prawda,taka
                    jest cena wyboru,teraz to wiem i zal mi troche, ale wybieram cieszyc
                    sie tym co jest zamiast martwic sie tym czego nie ma,czy tak nie
                    lepiej zdrowiej,przyjemniej.

                    ja rozumiem,ze sa kobiety poddaja sie aborcji nie myslac czym jest i
                    sa takie ktore cierpia potem uswiadomiwszy to sobie,ale czy naprawde
                    uwazacie ze musza byc glebokie ,dlugo gojace sie rany?mnie najwiecej
                    ulgi daje zrozumienie rzeczy czlowiek cierpi i walczy dopoki nie
                    rozumie.czy naprawde wydaje sie wam,ze przeciez Bog wspanialy i
                    doslonaly moglby stworzyc swiat niesprawiedliwym?

                    Czy to moze czlowieka waskie postrzeganie zawodzi???
                    • nati1011 Re: nati 11.03.10, 07:52
                      Bóg dał ludziom wolną wolę i rozum. NIe jesteśmy marionetkami
                      wszechświata. Sami podejmujemy decyzje - złe lub dobre. Rozum mamy
                      od tego by rozpoznać co jest złe a co dobre.
                      Sa sytuacje, gdy kobieta jest pod taką presją otoczenia, ze aborcja
                      wydaje sie, że jest najlepszym rozwiazaniem. Ale to nie zmienia
                      faktu, że sam czyn nadal jest zły.



                      ,czemu tak dzieli
                      > c na
                      > dobre i zle,skoro wszystko i tak pochodzi z jednego zrodla?

                      Jest dobro i jest zło. Pierwsze pochodzi od Boga, drugie od Szatana.
                      Od ciebie zależy kogo wybierzesz.
                    • wiesia140 Re: nati 11.03.10, 09:14
                      Margarita pamiętaj ,że nie tylko Bóg tu działa. jest też zła strona
                      mocy nie zapomnij o tym i to właśnie ona powoduje ,że niektóre sytuacje
                      są szare , a nie czarno-białe. Kończmy tą dyskusję o Bogu , bo nas
                      moderator wytnie. Aborcja jest złem , chociażby ,że z jej powodu nie
                      pojawi się na świecie jakiś człowiek. A i żeby było jasne buddyści (
                      trącasz o buddyzm) też nie popierają aborcji , chociażby z racji stanu
                      bardo.
                      • 8margarita8 Re: nati 11.03.10, 12:10
                        a skad pochodzi szatan?
                        buddysci nie popieraja aborcji,prawda,mowia zeby jej nie stosowac.
                        tylko na ziemi jestesmy po to zeby zyc i uczyc sie jak byc
                        <<dobrym>>czlowiekiem.moim zdaniem aborcja nie powinna nigdy miec
                        miejsca,ale niestety poki ludzkosc jest na tym poziomie rozwojr
                        rzeczy maja sie tak jak sie maja.dluga jeszcze przed nami droga.
                        i co to za wybor i wolna wola kiedy mowi sie dziecku wez jablko,jest
                        pyszne,a nie jedz cytryny bo nie bedzie ci smakowala?
                    • iktoto Re: nati 11.03.10, 12:12
                      margarita, bardzo dużo jest racji w tym co piszesz. mam na myśli dwa
                      ostatnie posty

                      każda z kobiet ma inny czas traumy.

                      nieraz nie zdajemy sobie sprawy jak łatwo można zmanipulować
                      drugiego człowieka bez świadomości, że jest to manipulacja.

                      a dlaczego moderator miałby wykasować posty, skoro margarita pisze w
                      swoim wątku przez siebie założonym, nawet jeśli są nie na temat???
                      to jest Jej wątek
                      • 8margarita8 Re: nati 11.03.10, 12:44
                        forum zbacza w strone religii katolickiej,ktora z bogiem i prawdziwa
                        duchowoscia niewiele ma wspolnego.zdolnosc do slepej wiary <boga>
                        ktorego ktos osmiela sie reprezentowac tu na ziemi jest dla mnie
                        czyms przerazajacym.
                        co do boga,dobra i zla jak ktoras z kobiet wczesniej
                        napisala,prawda jest wyryta w sercu i nasza odpowiedzialnoscia jest
                        sie do niej dokopac.tez tak uwazam.odpowiedzialnoscia przed samym
                        soba.

                        trafilam gdzies na post w ktorym bylo napisane ze jedna z dziewczyn
                        zaszla w ciaze 4 miesiace po aborcji,chcialabym sie dowiedziec jak
                        wplynelo na zycie kolejne dziecko i jak wczesniejsze doswiadczenia
                        wplynely na malucha.i czy w ogole jest to widoczne?
                        • wiesia140 Re: nati 11.03.10, 12:58
                          Margarita , a kto ci tu reprezentuje Boga? Skąd wiesz , która duchowość
                          jest prawdziwa , jesteś Bogiem ,żeby to rozróżnić? Tylko On może
                          stawiać taką diagnozę.
                          • 8margarita8 Re: nati 11.03.10, 13:08
                            tu Boga nikt nie reprezentuje,chodzi mi o ksiezy ktorzy siebie maja
                            za przedstawicieli boga.bylam u takiego jednego ostatnio.i wiesz co
                            wiesiu?chcial mi dac rozgrzeszenie,zebym tylko wiecej bez slubu nie
                            wspolzyla.powiedzial<<bog jest milosierny i ten bog ci zaraz
                            wybaczy>>jak mnie slyszysz.przepraszam ale czegos tu nie rozumiem.
                        • nati1011 Re: nati 11.03.10, 13:13

                          8margarita8 napisał:

                          > forum zbacza w strone religii katolickiej,ktora z bogiem i
                          prawdziwa
                          > duchowoscia niewiele ma wspolnego.zdolnosc do slepej wiary <boga>
                          > ktorego ktos osmiela sie reprezentowac tu na ziemi jest dla mnie
                          > czyms przerazajacym.

                          Masz prawo nie wierzyć, nie rozumieć, czuć przerażenie... ale nie
                          masz prawa oceniać, czy religia katolicka ma coś wspólnego z Bogiem
                          czy nie. A już tym bardziej nie wolno ci obrażać osób wierzących.

                          Czy ktoś cie tu do wiary zmusza, że reagujesz taka agresją?

                          I przypominam, to nie jest forum religijne. Dyskusje światopogladowe
                          prosze prowadzić gdzie indziej.
                          • 8margarita8 Re: nati 11.03.10, 13:18
                            nati wiara a zrozumienie to dwie rozne rzeczy
                            jak sie nie rozumie to wtedy mozna wierzyc.
                            a jak sie rozumie to nie trzeba juz wiary bo czlowiek wie,a to
                            kolosalna roznica
        • wiesia140 Re: Margarita 11.03.10, 13:50
          Masz rację Prawda krytyki się nie boi , ale nie wartościuj , która wiara
          jest dobra , a która nie , to podstawowy błąd ludzi i zarzewie wszelkich
          konfliktów na tle religijnych. Podajmy sobie ręce na zgodę i koniec.
          • 8margarita8 Re: Margarita 11.03.10, 14:07
            nie wartosciuje wiesiu nie o wiare chodzi,bo to moim zdaniem jak z
            jezykami,zaden nie jest gorszy,po prostu rozne sposoby komunikowania
            sie.a czy sie dogadasz?to inna rzecz.ponioslo mnie moze troche
            zawiodlam sie na tym ksiedzu.potraktowal sprawe bardzo lekko,mam
            nadzieje ze po prostu zle trafilam
                • 8margarita8 Re: Margarita 11.03.10, 14:42
                  wiesiu ty masz chyba doswiadczenie,
                  chce kolejnego dziecka,czy czulas ze spokojem ze juz pora czy
                  aborcja pozostawila u cieb jakis strach o ciaze i dziecko,o to czy
                  wszystko bedzie ok?
                  troche sie boje.
                        • iktoto Re: re 11.03.10, 15:41
                          margarita, jeśli masz w sobie jakiś żal, jeśli jeszcze płaczesz za
                          tym dzieckiem, jesli chcesz zastąpić tamto dziecko następnym to
                          chyba lepiej byłoby zaczekać z ciążą.
                          ja dokonalam aborcji, potem koniecznie chciałam zajść w ciążę, nie
                          moglam, a jak zaszłam to poronilam, więc odczekalam i znowu zaszlam
                          w ciążę, jednak farmakologicznie ustabilizowano mi przysadkę, bo
                          zwariowala od stresu i nie mogłam zajść w ciążę. urodzil się mój
                          syn, ktory teraz ma 9 lat. dużo musialam nad Nim pracować aby mial
                          jakieś tam poczucie wartości, wychowując Go, miałam totalny bajzel
                          poaborcyjny i przedaborcyjny również, nie byłam świadoma, że to wina
                          aborcji, zamroziłam się na nią, byłam chodzącym nieszczęściem co
                          niestety miało wpływ na to jak wychowywalam dziecko. teraz kiedy
                          urodziłam córkę z poukładaną aborcją w głowie, po wywaleniu całego
                          tego brudu jest fantastycznie, mam miłość, cierpliwość. i oczywiscie
                          że też czasem wymiękam ale jest inaczej, lepiej, bo dziecko to cud a
                          nie kula u nogi smile i należałoby to docenić bo to tak szybko mija a
                          czas leci szybko. teraz cieszę się, że mogę siedzieć z dzieckiem w
                          domu, nie przeszkadza mi, że nie wychodzę, po prostu cieszę się, że
                          mam dzieci. przy pierwszym dziecku było fatalnie, nie potrafiłam dać
                          miłości, bo jej miałam tyle co kot napłakał. Warto w miarę
                          możliwości uporządkować swoje wnętrze, wtedy będzie łatwiej w ciąży,
                          trudniej wtedy nas wystraszyć, trudniej złapać na haczyk, że się nie
                          uda, bo negatyw ma się do czego przyczepić i wykorzysta to. w pewnym
                          momencie takie różne sytuacje nie mają na nas wplywu a to może
                          oznaczać, że aborcja i inne trudne doświadczenia mamy za sobą i
                          idziemy dalej.
                          moja ostatnia ciąża była przeleżana, ale było nieźle, miałam jakąś
                          tam pewność, że będzie dobrze, że uda się, jednak kilka razy padłam
                          i prosiłam o pomoc, coś jeszcze wyszło.
                          ten wątek też jest dobry, bo każdy tutaj czegoś się o sobie
                          dowiaduje, Ty margarita i cała reszta kobiet, włącznie ze mną, tez
                          pewnych spraw nie rozumiem, trudno mi było zaakceptować, że
                          dokonałaś aborcji tak późno, musialam to przetrawić, bo mi to
                          ciążyło, wzbudziło emocje.
                          kiedy mój syn się urodził i sobie Go tak wnikliwie obserwowałam to
                          widziałam, ze przeniosły sie na Niego wszelakie negatywne
                          zachowania, których nie lubiłam u siebie, jednak zaczęłam to
                          zauważać dopiero kiedy miał kilka lat, a to trzeba od początku
                          takiego bąbla kochać i poświęcać się mu, on ma się czuć komfortowo,
                          kilka straconych lat to dużo, ale do nadrobienia smile także wciąż
                          nadrabiam smile
                          • 8margarita8 Re: re 11.03.10, 15:57
                            wiem,ze pozno.nie chcialam aborcji,bo uwazalam ze jest straszna i
                            tak sie odwlekalo a im pozniej tym gorzej.
                            nie placze,nie wiem czy juz czy narazie.
                            mysle,ze najgorsze bylo dla mnie to wszystko przed aborcja,bo
                            zrobilam to z pelna swiadomoscia.i do tego jak wtedy uwazalam
                            najbardziej brutalna metoda,bo bylo juz pozno.
                            ja strasznie przezylam to przed,teraz jest latwiej,ale jakos
                            <<nieswojo>>.
                            nie chce zastapic dziecka,po prostu chce dziecka tak jak chcialam
                            tamtego,tylko dopadly mnie strachy i powylazily <<demony>>.
                            nie wiem czy bede gotowa dac ta cierpliwosc.

                            monika a mozesz mi napisac skad u ciebie wyszlo ze trzeba
                            wyregulowac przysadke.jakie robilas badania?
                              • wiesia140 Re: re 11.03.10, 16:59
                                jak już podejmiesz decyzję to spadaj sobie FSH, TSH i prolaktynę , warto
                                też przebadać tarczycę, ale przede wszystkim , musisz najpierw być pewna
                                swojej równowagi wewnętrznej, stres może utrudnić wszystko.
                              • iktoto Re: re 11.03.10, 19:40
                                nie wiem co dzieje się z tamtym mężczyzną, zostawił mnie po aborcji,
                                stwierdził, ze to nie ma sensu, zresztą przed zabiegiem sensu też
                                nie było. totalny bezsens.
                                teraz mam męża i z Nim dwójkę dzieci smile
                            • iktoto Re: re 11.03.10, 19:38
                              margarita, a czy te <<demony>>, które u Ciebie powyłaziły to się
                              pochowały czy je przepracowałaś? skoro wylazły to musiały mieć
                              podłoże podatne

                              po aborcji ubzdurałam sobie, że napewno będę miała problem z
                              zajściem w ciążę, przez cały ten stres nie mogłam zajść w ciążę
                              przez kilka miesięcy, ginekolog skierowal mnie na badania
                              prolaktyny. okazało się, ze mam hiperprolaktynemie. łykałam pigułki
                              na jej wyregulowanie. rany już nie pamiętam dokładnie jak to było w
                              czasie rozłożone, tyle tego było uncertain okazało sie jednak, że w ciążę
                              zaszłam a nic o tym nie wiedziałam bo byłam pewna, że nie mogę mieć
                              dzieci przez aborcję. Zachorowałam na grypę, ktoś bliski podsunął mi
                              antybiotyk, łyknęłam, ciąża poleciała, po chorobie okazało się, ze
                              jestem w ciąży, płód pewnie się uszkodził stąd poronienie samoistne.
                              Odczekalam kilka miesięcy, wtedy wzięłam leki na wyregulowanie
                              przysadki i w ciążę zaszłam bez problemu.
                              robiłam badanie na poziom prolaktyny z tabletką (nie pamiętam jej
                              nazwy), odchodzi się od jej podawania. poziom wyjściowy prolaktyny
                              jest dobry, jednak po pobudzeniu przysadki lekiem zaczyna wariować,
                              a nie powinna, moja wariowała. Lekarze-endo preferują położenie
                              delikwentki na oddziale i badanie całodobowe prolaktyny.
                              Przed zajściem w ciążę z Szymonem też regulowalam przysadkę, jednak
                              ciąża też była za słaba.
                              Jednak kiedy ureguluesz choć trochę wnętrze to przysadka ucichnie,
                              stres nie będzie miał na nią wpływu i ciąże będą miały się lepiej.
                              za chorą przysadką "leci" tarczyca, najpierw przeciwciala wariują,
                              potem hormony, np TSH. moje powariowały.
                              teraz zaczyna być dobrze, bez leków zaszlam w ciążę, leki na
                              tarczycę odstawiłam i jest coraz lepiej.
                              Dlatego stres, bałagan w nas i ciąża nie idą w parze.
                              • 8margarita8 Re: re 11.03.10, 20:09
                                nad tymi <<demonami>> to wlasnie pracuje.nie ma z czym czekac.
                                zaciekawilo mnie to copiszesz bo najwidoczniej tez mi to dolega.to
                                byla trzecia moja ciaza i zadna wlasciwie nie pojawila sie z
                                nikad,zanim zaszlam z corka lykalam homeopatie na wyregulowanie bo
                                pol roku sie staralismy i nic.teraz po akupunkturze.zrobie badania
                                tak z ciekawosci.bo zaden z ginekologow nie umial powieziec skad PMS
                                itd.
                                • iktoto Re: re 11.03.10, 21:59
                                  gdybyś miała pozytywny wynik z tą prolaktyną to może oznaczać że
                                  masz jakiś nieuregulowany dłuższy stres, który trzeba przepracować.
                                  a może tylko Ci się wydaje, że masz całą przeszłość poukładaną a coś
                                  zepchnęłaś, zeby było łatwiej żyć?
                                  chyba, że problem tkwi gdzie indziej?
                                  a może nie ma problemu? smile
                                  to test bodajże z metoklopramidem czy jakoś tak, łykasz tabletkę i
                                  kwitniesz 2 godziny uncertain
                                  a tarczycę masz zdrową? ponoc jest tak, że TSH, T3, T4 są w porządku
                                  a przeciwciala już wariują, moje przy normie do bodajże do 5, były
                                  powyżej 1000, niemierzalne a hormony jak najbardziej prawidłowe
                                  wartości. Organizm zwalczał sam siebie, chyba miał mnie dość? smile
    • wiesia140 Re: smutna 12.03.10, 12:04
      Musisz się wyciszyć , stres nadmiernie pobudza przysadkę i rozregulowuje
      cały układ hormonalny, a jak przysadka jest rozregulowana to i tarczyca szaleje.
        • nowako-wa Re: Iktoto 12.03.10, 13:12
          a najważniejsze pytanie na które musisz sobie odpowiedzieć- co się zmieniło w Twoim życiu że dla tamtego dziecka miejsca zabrakło a teraz jest...
          bo jeśli ty chcesz- to może być zwykła "zachcianka" , wynagrodzenie i zadoośćuczynienie za zło aborcji...
          Co chcesz zaoferować temu dziecku? Czy partner też tego chce? Czy maz warunki ? A chyba dobrze kojarzę ze masz córeczkę- jaką masz więz z nią?

          Dziecko powołać na świat to olbrzymia odpowiedzialność...
          i nastaw się na lęk , bo będzie Ci pewnie towarzyszył od początku do konca...
          Ja pomimo iż naprawdę wspaniale czuje się w tej ciązy i fizycznie i psychicznie to nawet schudłam prawie dwa kilo na finiszu , bo stres żeby było dobrze zjada mnie od środka- i wciąż dzwigam bagaż aborcji i przedwczesnego poprzedniego porodu. To się da przerobić i zaakceptować - a dzwigać trzeba...

          ps. ja nie miałam żadnych problemów z zajściem - ale zajść to dopiero początek- donosić i urodzić zdrowe dziecko...to długa i wyboista droga .
    • stokrotka13.net Re: do Wiesi i Iktoto 12.03.10, 13:15
      Moglybyscie dziewczyny napisac cos wiecej o tym wariowaniu
      przysadki,prolaktyny,wariowaniu przeciwcial i tarczycy,jak to
      organizm sam siebie zwalczal?Monika,Ty z racji tego, ze sie leczylas
      znasz wytlumaczenie od lekarza pewnie, a Wiesia Ty sie znasz z racji
      zawodu,jesli dobrze pamietam.Bardzo mnie to zainteresowalo,o co to
      chodzi z tym stresem i wariowaniem przysadki.Mysle, ze nie tylko
      mnie to interesuje, a jesli tu na forum nie za bardzo mozna, to moze
      na priva.
      • iktoto Re: do Wiesi i Iktoto 12.03.10, 16:05
        Po co na priva, nie piszę nic strasznego ani intymnego

        żeby mieć zdrowszą tarczycę warto wyrażać swoje uczucia, nie należy
        dusić się w sobie, nie warto dusić emocji w sobie, należy mówić,
        krzyczeć, byle wyrzucać z siebie.
        Warto pokochać siebie, wtedy organizm nie będzie zwalczał siebie, bo
        i po co, skoro duszy jest z nami dobrze.
        Warto iść drogą Miłości, warto oczyszczać się, dochodzić do prawdy o
        sobie, przerabiać negatywne schematy.
        Przysadka jest delikatna, stres powoduje, że ona słabnie, jest zbyt
        aktywna, dlatego warto dochodzić do sedna stresu, żeby go pokonać.
        Można to wszystko regulować lekami, ale czy na dłuższą metę ma to
        sens?
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka