Pojechałam na 21. Wjeżdżam na parking - tłum. Wchodzę do sklepu - brak wózków. No to będzie, myślę sobie. Dochodzę do zabawek - czarno. Ludzie z wózkami popakowanymi do sufitu (powtarzam: wózkami, żadnych palet nie widziałam, by ktoś wywoził, traktuję to jako urban legends). Ale raczej takie rzeczy tańsze, badziewne, typu karabiny i zabawki no name - widać, że na bazarki. Potem ludzie z lego, ciastoliną, grami, puzzlami, fisher price'ami, barbi róznych firm

, domki dlań, tomki róznych firm

. To raczej dla siebie, na All ewentualnie.
Właściwie wszelkie plany porzuciłam, jak i nadzieję, ale za szybko - cała półka z Duplo była do wyboru do koloru. Ceny raczej niezmienione. Były zestawy małe i średnie, dużych zoo czy farm nie było nawet na cenach. Zaczęłam wybierać, dołożyłam jakieś gry, puzzle, drewniane klocki, ciastolinę, dużo mi tego wyszło, ale doszłam do wniosku, że na rok chcę mieć spokój i nie kupować na siłę byle czego, gdy wypadną jakieś urodziny czy wizyta. Po 22.00 zaczął się robić okropny bałagan, przepychanie, rozrywanie pudełek, zaczęły się pojawiać puste półki. Towaru nie dokładali. Wiele rzeczy z odzysku można było znaleźć na sklepie, najwięcej przy czytnikach.
Połaziłam jeszcze, bo nie chciało mi się stać w kolejce do kas, ale jak podeszłam do samoobsługowej, nie było problemu żadnego.
I tyle dobrego.
Po stanie po bony to była m a s a k r a. 2 godziny! Jeszcze jakaś pani w ciąży o godz. 1 (gratuluję kondycji) wepchała się z trzema paragonami, co by nie szło za szybko. A wydawanie bonów wyglądało następująco: pani bierze paragon i znika w biurze. Wraca po chwili z bonami (pewnie po wklepaniu nr paragonu do komputera wyskakuje jej suma) i wszystkie (sic!) xeruje wraz z paragonem. Xero jest jedno, nominały - 5, 10 i 20 zł. Gdzieniegdzie ponoć tylko 5... Potem oddziela bony spomiędzy kartek od odbitek, przelicza, wpisuje na kartkę, sobie podpina, klientowi znaczy paragon, prosi o przeliczenie, jeszcze podpis i można iść.
W domu byłam o 1.43