nie przecze, ze moga byc one bardziej hormonalne niz racjaonalne

na poczatku ciazy nie docieralo do mnie co sie dzieje ze mna... no owszem,
wiedzialam co to ciaza... bedzie dzieco! wiedzialam, ale to bylo gdzies obok.
maz sie smial i mowil, ze jak mi brzuch urosnie i dziecko zacznie kopac to
szybko do mnie dotrze moj stan. no i nic! porod juz tuz tuz, syn kopie ( od
kilku dni uwielbia walic w moje lewe biodro i zebra z prawej strony), czekamy
na niego z necierpliwoscia, w domu stoi lozeczko, wozek, czekaja ubranka... a
ja ciagle jestem gdzies obok a nie w srodku tego tajfunu zmian.
patrze na swoj falujacy brzuch i nie rozumiem nic

.
totalna abstrakcja wydaje mi sie moment, w ktorym zobacze syna po raz
pierwszy, w ogole nie umiem sobie wyobrazic, ze to MOJE dziecko i
najprawdopodobniej cos z wygladu/zachowania bedzie mialo po mnie i po mezu.
magia... czary-mary bo nie widze w ciazy/porodzie logiki, czegos co mozna
przetrawic i w pelni pojac.