Dodaj do ulubionych

Kwitną czy więdną wam zwiazki?

02.11.06, 19:34
Witajcie! Jak i czy zmieniły Wam sie relacje w związku odkąd jesteście w
ciąży? Często sie czyta, słyszy, ze to taki wyjatkowy czas, dużo czułości,
bliskosci. U mnie jest kiepsko-żyje sie dobrze, jak nie ma tematu ciąży i
dziecka. A 5 lat było tak fajnie, dbalismy o siebie czując sie wolnymi
ludźmi. Pewnie to ja odpowiadam za klimat, bo nie akceptuję macierzyństwa.
Mąż nie daje mi wsparcia, a raczej to ja nie umiem sobie go od niego brać, bo
zdaje sie, że czasami on sie stara.Tylko jakoś tak po męsku...
Nie wyobrażam sobie zupełnie życia z nim po porodzie. Jak można nie
znienawidzić faceta, który przyczynił sie do tego cierpiena? Jak mozna dalej
żyć z kimś pod jednym dachem, kto jest współodpowiedzialny za ten ból i
upokorzenie(tylko tak wyobrazam sobie poród)?
Obserwuj wątek
    • eyes69 Kwitnaco 02.11.06, 19:37
      Czyli tak jak wczesniej.
      Ciaza sprawila jedynie, ze moj maz robi za mnie duzo rzeczy.
      Nie musze go o cos prosic dwa razy. wink

      My chcelismy miec dziecko.
      Nie wyobrazam sobie, ze moglabym go winic za to, ze porod boli...
      Przeciez wiedzialam czego mam sie spodziewac...
      • mamusia100 u mnie też 02.11.06, 20:06
        mój mąż zawsze był czuły i troskliwy a teraz to już w ogóle.. Na początku
        myślałam, że mu się znudzi to bieganie ale nic na to nie wskazuje na szczęście
        smile Robi śniadanka, śmiga na zakupy i nawet ma czasami wyrzuty że nie mam
        jakichś dziwnych zachcianek i nie gonię go np. po lody w środku nocy!
        • eyes69 Re: u mnie też 02.11.06, 20:08
          Ja mojego gonie po slodycze. smile
          Nigdy nie odmawia...

          Ciekawe czy po porodzie tez taki bedzie. wink
          • patite potem ci będzie wydzielał jak mój ;) 02.11.06, 20:57

            • eyes69 Moze to i dobrze... 02.11.06, 21:02
              Bo teraz jem sporo i pewnie po porodzie apetyt zostanie, ale wtedy to juz nie
              bede mogla zwalac na Wiktora, ze glodny jest chlopak... I sciemniac nie bede
              mogla, ze wszystko w brzuch idzie... wink
              Maz mi figure odtratuje - kto wie. wink
      • azille Re: Kwitnaco 02.11.06, 23:29
        no jak no jak
        przeciz to niesprawiedliwe smile
        faceci powinni rodzic
        penisem!
        ta mala dziurka! big_grin
        • eyes69 Azille 03.11.06, 12:38
          Ty to jednak sadycha jestes... tongue_out
          • azille Re: Azille 03.11.06, 19:24
            noooooo big_grin
    • bupu Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 02.11.06, 19:46
      Poród upokorzeniem? Ależ dlaczego?
      • bad_dreams Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 03.11.06, 17:49
        Po rozmowach ze znajomymi nie rysuje sie różowy obraz sytuacji porodu - lekarze
        wiedza lepiej jak masz to robic, jesteś mocno osadzona w roli "pascjentki". Ja
        np. absolutnie nie życzę sobie położnika - faceta.I co mam jakieś prawo głosu?
        Jakis wybór, gdzie i jakie pozycje chce przyjmowac? Co chce mieć przy sobie i
        na sobie? I marna odpowiedzią jest, ze alternatywą jest poród w domu - dla mnie
        tak ale czy mam prawo narażać rodzącego się?
        • titta Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 03.11.06, 18:18
          Rozgladnij sie za dobra polozna (o ile sie orientuje, troche to kosztuje ale
          mozna wybrac kogos kto bedzie przy twoim porodzie i wczesniej omowic szczegoly).
        • bupu Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 03.11.06, 18:23
          Możesz oczywiście nie robić nic i wzdychać jaka jesteś biedna, a możesz
          rozejrzeć sie za dobrą położną, dobrym szpitalem i tak dalej. Wybór należy do
          Ciebie.
    • truscaffka Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 02.11.06, 20:52
      Skoro, jak piszesz, nie akceptujesz macierzyństwa, zaś poród kojarzy Ci się z
      bólem i upokorzeniem - trudno o kwitnący związek.
      U mnie jest jakby kolejny miesąc miodowy - chcieliśmy tego dziecka, i teraz
      czujemy się oboje bardzo szczęsliwi. Mąż staje na głowie, żeby mi dochodzić, nie
      dziwią Go żadne moje szalone pomysły, na reklamie lodówek BEKO się wzrusza, a
      dzisia własnie wróciliśmy z usg, gdzie po raz pierwszy widział maleństwo, i jak
      zobaczył go na ekranie, to miał widzenie lunetowe - stał jak wmurowany, a ten
      wyraz jego oczu ...wink))
      Jest dla mnie bardzo czuły, wyrozumiały - jest naprawdę kwitnąco między nami wink)
    • 30mama Do bad_dreams 02.11.06, 21:11
      Nie rozumiem jednego: skoro nie akceptujesz macierzyństwa to skąd ta ciąża?
      Przecież mamy XXI wiek i istnieje coś takiego jak antykoncepcja. Przyznam ze
      obecna moja ciąża jest "wpadkowa" ale zdawałam sobie sprawę z tego ze mogę zajść
      w ciązę a zresztą ja nie mam nic przeciwko macierzynstwu. Myślę, że Wasza
      sytuacja zmieni się dopiero jak zaakceptujesz swoją ciążę i zmienisz opinie o
      porodzie-to nie jest żadne upokorzenie.Do jakiego cierpienia on się
      przyczynił?-do ciąży? Moja kochana-do tanga trzeba dwojga......
      Mam nadzieję, że z czasem jakoś sobie wszystko poukładacie a jak nie...to usuń -
      może według ciebie to mniejsze upokorzenie będzie.......
    • latouche bad_dreams 03.11.06, 00:47
      bad_dreams napisała:
      > Nie wyobrażam sobie zupełnie życia z nim po porodzie. Jak można nie
      > znienawidzić faceta, który przyczynił sie do tego cierpiena? Jak mozna dalej
      > żyć z kimś pod jednym dachem, kto jest współodpowiedzialny za ten ból i
      > upokorzenie(tylko tak wyobrazam sobie poród)?
      Alez masz sredniowieczne podejscie, kobieto! Nie wyorbazaj sobie, tylko
      poczytaj, zapytaj przyjaciolki, ginekologa, polozna... Co do bolu, mozna wziac
      zzo, co do upokorzenia, to nie wiem w ogole o co Ci chodzi. Ja narodziny moich
      dwoch synow wspominam jako dwa najbardziej swiateczne dni w moim zyciu smile i nie
      czulam sie upokorzona, tylko szalenczo dumna. Mysle, ze u Ciebie tez tak bedzie,
      zobaczysz. Nie wsciekaj sie, tylko korzystaj - ciaza to taki fantastyczny czas,
      nie ma sie okresu, mozna sie kochac ile wlezie bez stresu antykoncepcyjnego,
      mozna pozwalac sobie na rozne kaprysy i nieracjonalne wydatki, przewaznie dobrze
      sie wyglada, i wszyscy naokolo sa dla czlowieka mili ("nie odmawia sie
      ciezarnej, bo wszystko zjedza myszy" smile).
    • joanna.m.w Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 03.11.06, 11:58
      Witaj!
      Od 6 miesięcy jestem szczęśliwą mamą, ale początki były bardzo trudne.
      Planowaliśmy z mężem dzidziusia, ale "jeszcze nie teraz, może za pół roku...".
      Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży byłam przerażona, zagubiona, nie
      wiedziałam, co robić. Bardzo przykra była dla mnie reakcja wielu znajomych osób
      - po prostu odsunęli się ode mnie. Traktowali mnie jak powietrze. Dlaczego???
      Dlaczego nie rozumieli, że jest mi ciężko? Zawsze był przy mnie mąż i to
      pozwoliło mi odzyskać równowagę. To on pocieszał mnie, chodził ze mną do lekarza
      i wypytywał o wszystko, pilnował żebym dobrze się odżywiała, chodziła na
      spacery, rozmawiał z naszym Dzidziusiem. Zwierzałam się mężowi ze wszystkich
      moich lęków, szczerze, bo zawsze był moim przyjacielem. Nie licz na to, że mąż
      będzie się domyślał, co się z Tobą dzieje. Po prostu mów mu o wszystkim! To
      również początek budowania więzi z maleństwem! Przecież dziecko jest Wasze
      wspólne, poród to wspólne przeżycie - niesamowite przeżycie! To nie jest
      upokarzające! To wspaniałe urodzić dziecko. Ja byłam dumna! A ból nie jest
      problemem. Zapytaj lekarza o znieczulenie, na pewno pomoże Ci wybrać najlepsze
      dla Ciebie! Koniecznie zaangażuj w to wszystko męża. Mój mąż był przy mnie i
      wszystkiego dopilnował. Dał mi większe wsparcie niż lekarze i położne.
      Pokonałam depresję przedporodową. Tobie też się to uda!!!
      Powodzenia smile
    • mirkad Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 03.11.06, 14:13
      Kwitnąco!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      Czekaliśmy 10 lat i ciąża tylko potwierdziła to że mam na prawdę fantastycznego
      męża.
      Chucha, dmucha smile)) codziennie słyszę że jestem piękną kobietą (w co czasami
      mi trudno uwierzyćsmile)) )i wiem że po porodzie będzie jeszcze lepiej
    • kontrix Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 03.11.06, 14:39
      Wkurzają mnie odpowiedzi typu "skąd ta ciąża", "zastanów się co mówisz" itd
      itd. Bad deams ja przez pierwsze 3 miesiące miałam takie samo podejście do
      ciąży i macierzyństwa jak ty. Wiele planów i dotychczasowych dążeń wiem że albo
      się opóźni albo w ogóle do nich nie dojdzie.
      Nie wszystkie powyższe wypowiedzi są złe, ale w większości widzę że piszą to
      NAWIEDZONE MAMUŚKI!!!!!!!!! jak ja je nazywam. Dziewczyny, nie wszystkie chcą
      się sprowadzić jak wy do poziomu reproduktorów!!!!!! I to że dziewczyna ma
      wątpliwości i obawy nie oznacza że jest gorsza i że będzie gorszą matką. Pewnie
      będzie nawet lepsza niż wy, bo dzieciak będzie miał możliwość doświadczać
      świata na wlasnej skórze a nie będzie chowany pod kloszem ciepłych maminych
      spódnic. A pomimo tego że mamy XXI wiek to i w małżeńśtwie z dużym stażem
      zdarzają się wpadki ciążowe. Widać jestescie tak zakompleksione że o
      antykoncepcji same nie myślicie tylko facetów obarczacie odpowiedzialnością. Ja
      mojego męża traktowałam podobnie jak bad dreams - przyczynek moich ciążowych
      kilogramów, apatyczności, senności, dużego brzucha, konieczności zmierzenia się
      z bólem porodowym itd itd. On się cieszył od samego początku, teraz jestem w 33
      tc i sama zaczynam się cieszyć. Jeszcze nie dociera do mnie że będzie nas
      trójka, ale zaczynam z nicierpliwością oczekiwać na kolejne wyzwanie (czyli
      poród i wychowanie) życia. Myślę że instynkt macierzyński pojawi się w trakcie
      rozkochiwania się w córce i obserwowania miłości męża do niej i jego
      troskliwości wobec swoich dwóch kobiet. A bynajmniej nie staram się wyręczać
      mężem w zakupach, spełnianiu swoich zachcianek (bo ich nie mam - na przekór
      wszystkim pytającym i twierdzącym że w ciąży ma się je prawo mieć). Jesteśmy
      partnerami, troszczymy się o siebie i myślę że nie musimy zmieniać się tylko
      dlatego że będziemy mieć dziecko.
      Bad dreams, jak mnie na początku jedna dziewczyna pocieszała, że dam sobie
      radę, że pokocham dziecko że będę dumna ze swojego brzucha - nie wierzyłam, ale
      to przychodzi, u mnie dopiero w 8 miesiącu zaczyna się pojawiac, ale prędzej
      czy później to uczucie pojawi się również i u ciebie.
      pozdrawiam i nie przejmuj się chorymi postami nt "jak ja to się cieszę z
      ciązy", każda ma prawo przeżywać ten stan na swój sposób.
      • bad_dreams Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 03.11.06, 17:40
        Dziękuję kontrix! Jestem w 32 tyg., czasem jest mi lżej, czasem trudniej. Za to
        że jestem w ciąży jestesmy współodpowiedzialni (nie "głupia"wpadka z
        nieuwazania tylko zmiescilismy sie w tym malutkim procencie ryzyka). Nie
        usunęłam, bo miałam nadzieję, że hormony przyczyniają sie do mojego doła,
        łudziłam się, że zaakceptuję. Próbuję racjonalnie "nie złościć" się na płód ale
        tak bardzo nie mam ochoty na bycie matką.Tak po prostu, nigdy nie chciałam.
        Przykre, że niektórzy tak bardzo pragna dziecka a nie mogą, a inni muszą...
        Też nie mam żadnych zachcianek, nie jem więcej lub inaczej, nie chcę, zeby
        ktokolwiek mnie w czymkolwiek wyręczał. Ogółnie jestem "mało ciężarna" - może
        to nie pomaga bliskości w tym czasie.
        Pzdrawiam Cie bardzo serdecznie, najlepszego.
        • milka_milka Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 03.11.06, 19:54
          Jak można na dziecko w 32 tc mówić "płód"?! To już jest człowiek, dziecko, nie
          płód. Gdyby teraz urodziłao się w dobrym szpitalu miałoby duże szanse na
          przeżycie i zdrowie.
        • sennen22 Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 03.11.06, 20:39
          Nie
          > usunęłam, bo miałam nadzieję, że hormony przyczyniają sie do mojego doła,
          > łudziłam się, że zaakceptuję. Próbuję racjonalnie "nie złościć" się na płód
          ale
          >
          > tak bardzo nie mam ochoty na bycie matką.Tak po prostu, nigdy nie chciałam.
          POPROSTU TRAGEDIA. aha i zeby nie bylo, ja nie jestem z tych nawiedzonych-super
          czujących sie w ciazy, bede bardzo młodą mamą z włąsnego wyboru, sama mialam
          probemy w ciazy, fizyczne mdlosci i inne, ale ani przez sekunde nie przyszlo mi
          do glowy aby gniewac sie na "plod" haha, nie usunełaś, super , brawo Ci za to,
          napisz do Prezydetna, moze da Ci jakas nagrode na twoje poświęcenie...
      • truscaffka do kontrix 03.11.06, 19:20
        Ech,Kontrix, jak czytam Twoje wypowiedzi na tym wątku, to mi się przypomina
        takie powiedzenie:"uderz w stół a nożyce się odezwą".

        Piszesz: "każda ma prawo przeżywać ten stan na swój sposób" - i tu się z Tobą
        zgadzam - My "nawiedzone mamusie" przeżywamy to po swojemu, i WY
        "nie-nawiedzone" po swojemu. Trochę więcej konsekwencji w mysleniu moja droga.

        A następnym razem, przy zbyt dużym poziomie agresji, polecam neospasminę albo po
        prostu worek bokserski - może Twoje wypowiedzi będa wówczas mniej atakujące i
        nasycone jadem.

        Zdrówka życzę i pozdrawiam.

        Nawiedzona mamusia.
      • latouche Kontrix 03.11.06, 20:56
        >Dziewczyny, nie wszystkie chcą
        > się sprowadzić jak wy do poziomu reproduktorów!!!!!!
        Dlaczego obrazasz osoby ktore swiadomie decyduja sie na dziecko?? Moje sa
        zaplanowane, i nie uwazam zeby to w czyms umniejszalo moja wartosc.

        > Widać jestescie tak zakompleksione że o
        > antykoncepcji same nie myślicie tylko facetów obarczacie odpowiedzialnością.
        Skąd ten daleko idący wniosek????

        > A bynajmniej nie staram się wyręczać
        > mężem w zakupach, spełnianiu swoich zachcianek (bo ich nie mam - na przekór
        > wszystkim pytającym i twierdzącym że w ciąży ma się je prawo mieć)
        Masz prawo, a nie obowiązek je mieć smile
        Pozdrawiam
        Agnieszka
    • maxima13 Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 03.11.06, 14:47
      trzeba było wcześniej nad tym pomyśleć, zanim wtarabaniłaś się facetowi do
      łózka !!!!!!!!! Albo chociaż o zabezpieczeniu, jeśli nie chcecie miec
      dzieci!!!! Przepraszam za brutalność,ale tak to odczuwam. Ja urodziłam drugie
      dziecko i czasami tu zaglądam aby służyć radą tak, jak kiedyś ja potrzebowałam
      rad smile Wiem , że poród boli i to cholernie , ale dziecko na świat sie nie
      prosi...
      • bad_dreams Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 03.11.06, 17:45
        Świetna jesteś! Cóż, rady Twe fantastyczne, tylko pewne sprostowanie, które nie
        byłoby potrzebne gdybyś uważnie przeczytała mój post. Do łóżka to sie ślubnemu
        5 lat temu "wtarabaniłam", zabezpieczenie niestety ma mały procent zawodności
        wiec w moim przypadku dziecko bardzo na swiat sie poprosiło. Życzę skutecznego
        wychowania dzieci na dobrych, madrych ludzi ( może kilka tytułów poradników
        podesłac?)
    • piegoosek Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 03.11.06, 14:50
      wspolczuje Twojemu mezowi... nic wiecej...
    • piszczus Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 03.11.06, 17:54
      nie przejmuj się jak dowiedziałam się,że jestem w ciąży to nakrzyczałam na męża
      ale teraz jest inaczej ,cieszę się,przecież nie można iść przez życie samemu,w
      końcu kiedyś znudzilibyście się sobą,głowa do góry,jak poczujesz kopiącego
      malucha to od razu zmienisz zdanie,ja też uważam,że poród jest trochę
      upakarzający bo traktują nas jak króliki doświadczalne i ogólnie w szpitalu
      mogliby zadbać o intymność rodzącej,badanie przez wszystkich wkoło nie jest
      przyjemne
    • kontrix Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 03.11.06, 18:10
      hehehe, oj mamuśki mamuśki, ale jesteście natarczywe w swych przekonaniach o
      wyższości kobiet posiadających dzieci. Co za bzdury, pewnie ta co napisała o
      tym włażeniu do łóżka bez zabezpieczenia szlaja się po domu w zasmarkanym
      fartuchu od kataru dzieciaka, z nieumytymi włosami i mało apetycznym wyglądem
      dla męża smile))))
      Ja otwarcie mówie że nie lubie dzieci, bo nie lubie, a to że będę miała swoje
      nie oznacza że nie będę lubiała i kochała je prawdziwie. Śmieszą mnie babki
      które ciumkają do wszystkich bachorów w parku, bo tak naprawdę to mają je
      głęboko w dupie, wystarczy że jeden dzieciak z drugim odbierze zabawkę waszemu
      dzieciakowi a zabiłybyście ze złości.
      Kobiety, więcej tolerancji i mniej fałszu w waszych wypowiedziach.
      Śmiać mi się chce, jak takie "nteligente" UDZIELAJĄ RAD smile))))))))))))
      • m-jak-magi Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 03.11.06, 19:40
        kontrix a ile rozumow ty zjadlas ???? chelpisz sie swoja niechecia do dzieci -
        kogo to obchodzi?? co wnosi do sprawy. post dotyczyl relacji w malzenstwie i
        tego co przyniosla do malzenstwa ze soba ciaza.
        wyglaszasz madrosci rodem z cosmopolitana - glupie to i trywialne ( powalila
        mnie histryjka o tlustych wlosach i zasmarkanym fartuchu - to juz nawet nie
        cosmo to juz poziom "chwila dla ciebie".
        taka sama natarczywosc okazujesz ty jak i "mamuski' jak to masz je w zwyczaju
        nazywac.
        ciesz sie swoja ciaza i oszczedz sobie rad bo sa tak samo prostackie jak rady
        ktore krytykujesz.
    • cicha77 Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 03.11.06, 19:46
      Nie wiem, w którm jesteś tygodniu. U mnie początki były trudne. Ja ze swoim
      mężem byliśmy bardzo niezależni - ciągle w domu nas nie było - ja 3 razy w tyg.
      na fitness, spotkania ze znajomymi (wspólnymi, a także oddzielnie). A jak
      zaszłam w ciążę utknęłam w domku. I naprawdę było cięzko. Ja nigdy nie
      potrzebowałam opieki - byłam samodzielena, a tu raptem ta pomoc jest niezbędna.
      Wymiotowałam i byłam tak słaba przez 3 mies. = nie mogłam sobie ugotować
      obiadu. Było ciężko. Swego czasu wszystkie żale wypłakałam u mojej mamy i
      stwierdziłam, że jak tylko urodzę to biorę rozwód. A teraz jest ok. Jestem w 31
      tyg. ciąży. Ja co mogę to robię. Mąż mi pomaga dużo, naprawdę dużo. Do szkoły
      rodzienia na siłę go ciągnęłam - chodziłam praktycznie sama. Rodzić też będę
      sama. Nic na siłę. Jestem teraz szczęśliwa i zakochana po uszy w moim mężu.
      Tyle czułości co mi okazuje zupełnie wystarcza. Życzę powodzenia i zobaczysz
      będzie dobrze.
    • m-jak-magi Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 03.11.06, 19:53
      bad dreams - w kerstii porodu mam takie samo zdanie jak ty - dla mnie to
      obrzydliwy fizjologiczny akt - nic mistycznego no coz ale tak nas natura
      stworzyla ze facet tego za nas nie zrobi.
      samo pogodzenie sie z faktem oczywisice nie wystarczy - duza role odgrywa twoj
      ginekolog-poloznik do ktorego musisz miec pelne zaufanie. zacznij od tego -
      upewnij sie ze czlowiek ktory prowadzi twoaja ciaze ma twoje pelne zaufanie i
      mozesz z nim rozmawiac o wszytskich nawet najbardziej wstydliwych problemach.
      jesli nie cvzujesz sie do konca komfortowo - zmien lekarza, ewntualnie wybierz
      sobie polozna ktora poswieci ci czas i bedzie umiala pomoc.

      co do sklonnosci macierzynskich - zastanow sie ile w tym rzeczywistej niecheci
      do bycia matka a ile strachu przed byciem matka.
      ja dlugi czas robilam tylko to w czym poglam byc perfekcyjna bo tylko wtedy
      mialam uczucie komfortu i spelnienia. praca, robienie kariery itd to byly dla
      mnie sparwy latwe i oczywiste. bycie matka juz nie ... tak wiec na wlasny
      rachunek ukulam sobie teorie ze nie lubie dzieci.
      teraz moj maly kopie mnie po nerkach i pecherzu ale jestem szczesliwa i czekam
      na niego jak szalona. dalej draznia mnie obce dzieci ale nie obnosze sie z tym
      nie robie z tego kwestii number 1. dorastam do macierzynstwa z kazdym
      miesiacem.
      relacje z m - moga byc trudne bo hormony nie spia. tez czasem sobie mysle ze to
      co najlepsze i najlatwiejsze stalo sie jego udzialem a reszta ta mniej
      przyjemna - mdlosci, porod, bezsenne noce, przerwa w zyciu zawodowym spada na
      mnie.
      to wszytsko prawda ale co zrobic - to my mamy macice a nie oni i innej opcji
      nie ma. skoro pewnych rzeczy nie zmienisz - nie ma sensu walczyc.
      zycze powodzenia i cierpliwosci smile
    • sennen22 Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 03.11.06, 20:34
      Ogólnie to rzadko wypowiadam sie na takie posty, bo nie widze wiekszego sensu.
      Glupota ludzka jest starszna. Trudno czasami nawet zebrac mysli. To smutne,ze
      twoj związek sie zminił, moze faktycznie trzeba bylo pomyslec o zabezpiczeniu,
      skroo w 2 bylo wam tak fajnie...? Rozne sa odczucia w ciazy, na poczatku, na
      koncu-zupełnie zrozumiale, ale maz Ci nie pomoże, skoro sama jestes na "nie".I
      wlasnie na tym polega Twoja glupota----> jak mozna w XXI wieku zajsc w ciaze ,
      skoro jest sie na "nie"?
      • sennen22 Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 03.11.06, 20:42

        > NIeusunęłam, bo miałam nadzieję, że hormony przyczyniają sie do mojego doła,
        > łudziłam się, że zaakceptuję. Próbuję racjonalnie "nie złościć" się na płód
        ale
        >
        > tak bardzo nie mam ochoty na bycie matką.Tak po prostu, nigdy nie chciałam.
        POPROSTU TRAGEDIA. aha i zeby nie bylo, ja nie jestem z tych nawiedzonych-super
        czujących sie w ciazy, bede bardzo młodą mamą z włąsnego wyboru, sama mialam
        probemy w ciazy, fizyczne mdlosci i inne, ale ani przez sekunde nie przyszlo mi
        do glowy aby gniewac sie na "plod" haha, nie usunełaś, super , brawo Ci za to,
        napisz do Prezydetna, moze da Ci jakas nagrode na twoje poświęcenie...
      • bupu Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 03.11.06, 20:42
        Tam od razu głupota. Jak wątkodawczyni pisała żadna antykoncepcja nie
        zabezpiecza w stu procentach. Tak zwana "wpadka" może się najprzezorniejszym
        zdarzyć i nie ma to nic wspólnego z inteligencją. A kobieta nie jest obowiązana
        eksplodować szczęściem na wieść o swojej ciąży. Każdy to przeżywa inaczej i cześć.
        • fankaborsuka do bad dreams 03.11.06, 21:19
          Posłuchaj, jesteś wspaniała bo piszesz co czujesz, wiedząc ze się na tym
          forum "narażasz". Masz prawo do tych odczuć. trochę mnie kusi ale nie napiszę,
          że wszystko się ułoży jak zobaczysz maleństwo itd. Poród to rzeczywiście
          niestety sporo upokorzenia, nawet nie z powodu bólu ale właśnie sposobu w jaki
          personel medyczny traktuje kobietę. Pisałaś o technikach relaksacji, to bardzo
          dobra myśl, ja liczyłam oddechy w trakcie skurczów, po 3 zawsze skurcz słabł,
          zawsze łatwiej. Może tak będzie że zmienisz swoje nastawienie, ale co by się
          nie działo to pamietaj, że nie jesteś gorsza od wszystkich tych kobiet, ktore
          przezywają swoje macierzyństwo "książkowo". A jak będzie to czas pokaże.
          Trzymam kciuki za Ciebie i Twoje Maleństwo.
          • triss_merigold6 Gorąco polecam zzo 03.11.06, 21:59
            Na to jest rada: dobra położna umówiony lekarz i znieczulenie.

            Moje dziecko było planowane ale przez większą część ciązy zachwytu nie czułam
            chociaż fizycznie znosiłam świetnie i bez żadnych dolegliwości. Zrobiłam
            wszystkie możliwe badania żeby wykluczyć wady płodu z amniopunkcją włacznie, bo
            miałam schizę na punkcie ewentualnych upośledzeń.
            Na myśl o porodzie robiło mi się słabo i w zasadzie do dnia porodu sobie tego
            nie wyobrażałam we własnym wykonaniu (mimo, że czytałam książki poradnicze i
            pisma, oglądałam zdjęcia). Na poród się umówiłam na wywołanie na określony
            dzień i zamówiłam od razu zzo. Anestezjolog podał zzo niecała godzinę po
            przebiciu pęcherza płodowego i dalej wszystko poszło lightowo. Poród szybki,
            bez komplikacji, syn zdrowy, zero problemów z karmieniem. Z wygody podawałam
            też butelkę z mlekiem modyfikowanym, żeby dziecko dłużej spało w nocy bez
            przerw.
            TEchniki relaksacyjne są IMO niczym w porównaniu z porządnym znieczuleniem.
            Eliminuje ból ale nie pozbawia czucia i kontroli. Warte każdej kasy.
            • latouche Re: Gorąco polecam zzo 03.11.06, 23:35
              ja tez. Mialam przy obydwoch porodach, uwazam ze to fantastyczna sprawa. Mnie
              bol paralizuje i degraduje do poziomu zaszczutego zwierzecia, natomiast po
              podaniu zzo caly porod poszedl jak z platka.
              I wbrew temu co pisze FankaBorsuka, ja tam zadnych upokorzen w szpitalu nie
              doznalam, personel traktowal mnie dobrze lub wiecej niz dobrze. kwestia wyboru
              szpitala? umowienia sie wczesniej z dobra polozna? nie wiem, jak jest w Twoim
              miescie, bad_dreams, ale na pewno jakis sposob jest na to.
    • mart44 Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 03.11.06, 23:30
      Hmmm, współczuję Ci, Twój login dobrze koresponduje z Twoimi myślami. Myślę, że
      powinnaś coś z tym zrobić, bo bycie w ciąży to naprawdę malutkie preludium do
      macierzyństwa. Wg mnie powinnaś przedyskutować sprawę z mężem. Jak oboje macie
      takie podejście, to może po prostu oddacie dziecko do adopcji? Pomyśl o tym, bo
      ten "płód" będzie wymagał bardzo wiele poświęcenia i miłości. Jeśli nie chcesz
      tego dać, to zrobisz najlepiej oddając go komuś kto tego pragnie. Nie musisz być
      matką!
    • laluu Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 04.11.06, 00:26
      Oj straszne te baby, straszne...
      Nie przejmuj się, taki kraj. Matka Polka itp wink

      Mam nadzieję, że będzie jak w przypadku mojej znajomej. Ciąża z wpadki
      (małżeńskiej), depresja całą ciążę i nagła miłość do dziecka tuz po porodzie.
      Ale nie nastawiaj się, bo czasem miłość potrzebuje czasu.
      Trzymam kciuki, żeby się pojawiła.
      • ala_willa Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 04.11.06, 10:38
        ciąże mieliśmy zaplanowaną, ale coś się włąśnie między nami zmieniłosadna
        początku na szczęściesmile najpierw poczuliśmy że nie jesteśmy sami i jakoś żal się
        zrobilo, potem dziecko, kiedy się urodziło, zupełnie nas rodzieliło, ciągły
        płacz za mamą, mąż zmęczony wstawaniem w nocy i butelkami, dziwiłam się skąd
        powiedzenie że dziecko łączy???i to wszystko przy ZAPLANOWANEJ przez oboje nas
        ciąży!!! ale...minęło parę latsmile i teraz już wiem ską to powiedzeniebig_grin mamy już
        dwóch synów i łączą nas teraz bardzo!!! są tacy do nas podobnismile teraz nie
        wyobrażamy sobie życia bez nich, jest tak pusto kiedy jadą do dziadkówsmile dlatego
        nie martw się, wszystko się zmienismile pozdrawiam
        • ad57 Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 04.11.06, 10:50
          mój związek kwitnie jakbyśmy zakochali się w sobie jeszcze bardziej choc przed ciążą też było kwitnąco smile
    • bad_dreams Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 05.11.06, 13:26
      Dziękuję dziewczynom, które wspierają, nie "sprowadzają na dobrą drogę" wink
      m.in.alla_willi, fanceborsuka,cichej77, aluu.
      Przychodzi mi czekać na rozwój wypadków( jeszcze ok.8 tyg.), gdyż nie jestem w
      stanie przewidziec swoich odczuc, reakcji po porodzie. W każdym razie wizje mam
      taką, że ja młodego nie biorę, a mój mąż tak-wiec ja odejdę.I absolutnie nie
      chcę, żeby wygoda i łatwosć życia było kryterium, ze zostanę. Męża też nie
      indoktrynuję, jest mi odrobinę przykro, że nie mamy jednego frontu-czuję, że
      nie jestem na "pierwszym miejscu" i stąd też pewnie część związkowych
      problemów.
      • vika21 Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 05.11.06, 13:35
        Hej, bad dreams, będzie dobrze. Bratowa mojego męża miała podobną jak ty
        sytuację, i nawet była u lekarza z tymi problemami, ale ją trochę uspokoił ,że
        również hormony mają na takie odczucia wpływ. Może będziesz miała trochę gorsze
        samopoczucie niż kobiety które chciały dzieci od początku ciąży i takie tam,
        ale zobaczysz wszystko wróci do normy i znając życie będziesz lepszą matką dla
        swego maleństaw niż wiele nawiedzonych i "prawdziwie kochających" mamusiek.
        Uszy do górysmile)
        Pozdrawiam
    • kasiakasiakasia1 Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 06.11.06, 15:05
      Mogę zrozumieć że mąż Ci nie współczuje i nie wspiera Cię ale to że Ty winisz
      go za niedogogności ciąży i za ból w czasie porodu to jest, przepraszam ale
      conajmniej dziwne. Ja też się boję porodu ale nawet jakbym miała kupe kasy,
      wróżkę jako ciotkę chrzestną to i tak muszę urodzić i przeżyć ten ból sama bo
      nawet jak mąż będzie mnie wspierał w trakcie porodu trzymał za rączkę i mówił
      miłe słowa to ja muszę urodzić smile taka jest natura i kto tylko chciał dziecka a
      w związku jest ok to to rozumie.
      • zuzanna322 Re: Wiednie 06.11.06, 18:39
        Moj maz wcale nade mna nie skacze. Jak czasem mu zwroce uwage, ze nalezy mi sie
        troche wiecej wyrozumialosci i czulosci w ciazy, to mowi, ze ciagle narzekam i
        jestem niezadowolona. Jest mi przykro, gdy np. widzi, jak sie mecze wstajac (34
        tydzien) i nie poda mi nawet reki, albo gdy widzi, ze z ledwoscia nakladam buty
        i mi nie pomoze. Gdy poprosze go o pomasowanie mi plecow, to sztywno pogladzi
        mnie pare razy i koniec. Wiem, ze wciaz jeszcze moge wiele rzeczy robic sama,
        ale bardzo mi brakuje tego rozpieszczania. Dziewczyny, zazdroszcze Wam
        wspanialych mezow. Ja za mojego nie wyszlabym juz nigdy po raz drugi. Wolalabym
        byc sama. Bo nasz zwiazek tak naprawde do tego sie sprowadza. Bycie samemu. We
        dwoje. Gdybym mogla odwrocic czas, nie zaszlabym z nim w ciaze, ale stuknelabym
        sie w glowe i wniosla o rozwod.
        • big__mama Re: Wiednie 06.11.06, 18:47
          Rozwód to u mnie może nie ale też nie jest "fruwająco-rozpieszczająco". Łączę
          się w bólu.
          Pozdrawiam
          bm
    • 15tydzien Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 06.11.06, 22:45
      no powiem srogie daja Ci emocje te hormony....

      u nas jest tak samo jak bylo w czesniej.
      • malwinette miałam to samo droga bed dreams 07.11.06, 10:52
        i nienawiść do męża i wkórzenie na płód.w rezultacie zażyczyłam sobie
        prywatnego szpitala ze skaczącym nade mną personelem, poród potraktowałam jako
        koniec męczarni z wielkim brzuchem i próbę wytrzymałości psychicznej i fizycznej
        (teraz myślę sobie, że jak to przezyłam to już nic mnie w życiu nie złamie),
        odmówiłam karmienia piersią i w ogóle "wyrodna"byłam..pierwsze 2 miesiące życia
        Mateusza upłynęły mi raczej bez żadnych uczuć macierzyńskich, byłam wkórzona że
        on tylko jeść, spać i drzeć gębkę umie i żadną radością mnie jego widok nie
        napawał. teraz Mateuszek ma 4 miechy, jest coraz bardziej kumatym dzieckiem,
        niesamowicie wesołym i grzecznym. Co więcej pomimo mojej "wyrodności" ulubił
        sobie mnie najbardziej i rośnie na "mojego żołnierza"winkZobaczysz bed dreams,że
        ten przerażający płodek, który zkończył twoje całkiem wolne zycie wyrośnie na
        faceta, który zawsze będzie stał po twojej stroniewink
    • bajka_fijolka Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 07.11.06, 15:22
      ojeja, ależ tu duzo sprzecznych i skrajnie różnych opinii.
      A ja postaram sie opisac swoją sytuację.
      Męża poznałam 3 lata temu, wlasciwie od poczatku chcielismy miec dziecko, nie
      zadne sluby czy takie tam inne tylko dziecko wydawalo sie byc ukoronowaniem
      wielkiej milosci jaka nas laczy. niestety zachorowalam i nie moglam sobie na
      dziecko pozwolic, potem utrata pracy, po roku znajomosci ukochany sie
      oswiadczyl, po nastepnym byl slub. W pracy mialam niekorzystna umowe, dopiero w
      styczniu biezacego roku dostalam staly etat. Znow zapragnelismy dziecka i w
      marcu test ciazowy pokazal magiczne 2 kreseczki i co? pierwsze co poczulam to
      euforia, ktora zaraz potem opadla i wpadlam w dol...zaczely sie mysli, ze konczy
      sie zycie, ze na narty w tym roku nie wyjedziemy, co z wakacjami? chcialam do
      cieplych krajow, pozwiedzac, pochodzic po gorach, ale nie moglam - lekarz
      zabronil. Zostalo tylko polskie morze - caly tydzien...W miedzyczasie caly czas
      pracowalam, ale bez zapalu. Spotykalam sie ze znajomymi, ale oni juz inaczej na
      mnie patrzyli, inaczej odbierali...komenatrze typu: "ojeja ty i macierzynstwo!
      to sie w glowie nie miesci!" byly na porzadku dziennym. instynkt rodzil i rodzi
      sie we mnie bardzo powoli (jestem w 39 tc). I o ile jeszcze miesiac temu bylam
      pelna uczuc do mojej coreczki to teraz mam ich jakby mniej? paradoks? byc moze?
      ale zanim mnie ktos potepi to wyjasnie. Jestem ciaza bardzo zmeczona, cale te 9
      miesiecy wyczerpalo mnie, nie zdolalam napisac pracy mgr i sie obronic, nie
      bylam w stanie przeczytac zadnej madrej ksiazki, siadl mi intelekt i kondycja
      fizyczna, letnie upaly byly koszmarem. probolemem jest tez dla mnie 14 kg wzrost
      wagi - nigdy nie bylam super laska, ale teraz przy wzroscie 1,5 m i wazac 70 kg
      czuje sie jak potwor. chce zeby corka urodzila sie jak najszybciej, ufam, ze jak
      tylko ja zobacze to pokocham cala soba. Teraz tez kocham, ale to wciaz ja jestem
      dla siebie najwazniejsza, ja i moj maz, ktory...tak , kochane, który mnie
      rozumie i wspiera na kazdym kroku. rozumie moje uczucia i obawy, sam nie oszalal
      totalnie na punkcie ciazy. Owszem oboje sie cieszymy, ale obce sa nam zachwyty
      "nad ciudownym maluszkiem", chyba kochamy córeczke miloscia racjonalna, mam
      nadzieje, ze madra. czy sie to zmieni? byc moze, ale nie zakladamy, ze tak
      bedzie na 100%. czekamy co przyniesie los. wiemy jedno - tak wlasnie mialo byc,
      tak nie inaczej.
      I zapewne u Ciebie bad_dreams tez tak mialo byc.
      Mysle, ze trzeba sobie i mezowi dac czas.
      Nie kazdemu instynkt macie/-tacierzynski rodzi sie od tak! pstryk i juz jest!
      natura dala nam na to 9 miesiecy, conajmniej...
      u niektorych ludzi budzi sie to pozniej,ale czy tooznacza, ze sa gorsi?
      moim skromnym zdaniem - nie.
      Pamietajmy, kochane, ze inaczej nie znaczy gorzej!
      Zycze wszystkiego co najlepszesmile
      trzymaj sie!
    • helka06 Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 07.11.06, 23:24
      Na mojej uczelni mówiono "5 minut wstydu, a tytuł na całe życie" - to
      oczywiście o obronie mgr wink Poród można również do tego przyrównać. Urodzisz w
      ciągu jakiegoś określonego czasu i po wszystkim. Upokorzenie? Cierpienie? A kto
      Ci każe krzyczeć, wrzeszczeć. Mąż też nie musi być przy porodzie obecny, jeśli
      obawiasz się, że odruchy fizjologiczne w jego obecności Cię upokorzą. Ja
      osobiście nie znam faceta, który po obecności przy porodzie nie patrzył na
      swoją żonę z podziwiem i wielkim szcunkiem. Matka natura tak nas stworzyła i
      się tego nie zmieni (mimo, że napewno niejeden pan podjąłby takie wyzwanie ;-
      )). Jest wiele przejawów upokrzenia, ale porodu chyba w ten sposób nie ma co
      odbierać, bo tylko sama negatywnie się nakręcasz.
      Twoje nastawienie do dziecka ma wpływ na jego dalszą przyszłość - moja
      przyjaciółka postanowiła nie mieć dzieci, gdyż z domu wyniosła, że ona z
      siostrą nie były chcianymi dziećmi. I ciągle ją to jakoś podskórnie łapie. A
      koleżanka, która przez rok po porodzie odrzucała swojego synka, ma z nim teraz
      problemy wychowawcze.
      5 lat było fajnie - i kolejnych 5 też może być fajnych. Moja przyjaciółka
      poleciała do Grecji z 3 miesięcznym synkiem, a inna właśnie poleciała z majową
      córeczką na Gran Canaria. My z 2,5 miesięcznym dzieckiem przejechaliśmy zimą
      300 km. A jeszcze inna znajoma planuje zostawić 10 miesięczne dziecko i
      popłynąć w rejs po morzu śródziemmnym. O imprezach nie mówię, bo pamiętam
      śpiącego w wózku 6 miesięcznego bobasa na balu Sylwestrowym.
      Nie poddawaj się, nie zmienisz sytuacji w której się znalazłaź. Może tylko
      pomyśl, jakich Ty nie chciałabyś mieć rodziców. I nie rób tego swojemu dziecku,
      niezależnie, czy było wpadką czy nie. Może kiedyś uratuje ludzkość? wink)))
      Powodzenia życzę i pozdrawiam.
      • wiolasb Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 07.11.06, 23:30
        Witam! Nasz związek zawsze uważałam za udany, szczęśliwy... po prostu taki,
        jaki sobie wymarzyłam! Teraz, kiedy jestem w ciąży, to stanowczo się
        potwierdza! Mój kochany M jest taki opiekuńczy, czuły... Nasze Maleństwo
        uwieńczy tę miłość! Zresztą, już tak się stało... Rodzić będziemy RAZEM
        • lelpoldek Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 07.11.06, 23:47
          cóż nie zawsze to co mamy chcemy, ja bardzo pragnełam mieć dziecko długo
          próbowaliśmy i się udało, drugiego nie planowałam, ale gdy dowiedziałam się,że
          jestem w ciąży byłam w szoku tak bardzo nie chciałam mimo,że kocham bardzo
          pierwsze czułam,że coś zabieram pierwszemu dziecku, po porodzie byłam obojętna
          robiłam wszystko co musiałam, ale gdy moja malutka miała silną żółtaczke
          zaczęłam odczuwać, że ją bardzo kocham, a teraz nie wyobrażam sobie życia bez
          niej. Może kiedy zobaczysz swoje dziecko poczujesz, że chcesz być matką i miało
          coś zmienić w Twoim życiu.pozdrawiam
      • wiolasb Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 07.11.06, 23:30
        Witam! Nasz związek zawsze uważałam za udany, szczęśliwy... po prostu taki,
        jaki sobie wymarzyłam! Teraz, kiedy jestem w ciąży, to stanowczo się
        potwierdza! Mój kochany M jest taki opiekuńczy, czuły... Nasze Maleństwo
        uwieńczy tę miłość! Zresztą, już tak się stało... Rodzić będziemy RAZEM
        • wiolasb Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 07.11.06, 23:32
          Upss... jak zwykle zbyt wiele nacisnęłam za jednym razem...
          Kwestia porodu jest bezdyskusyjna. To cudowne momenty w naszym życiu i niech
          tak będzie zawsze, czego i Wam życzę! smile))

          Nasze Szczęście:
          www.szipszop.pl/tickers/9243.gif
    • bad_dreams Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 09.11.06, 14:53
      Pozdrawiam wszystkie wypowiadające sie dziewczyny!
      Myślę,że większość mężów zachowuje sie tak jak my im "pozwalamy". Jeśli mój
      nigdy nie prowadził ze mna głębokich dysput filozoficznych i egzystencjonalnych
      to trudno, żeby nagle zaczał z powodu ciąży. I tak jak nigdy nie
      potrafił "gdybać" tak nadal tego nie robi, choć bardzo bym chciała dowiedzieć
      sie jak on widzi przyszłosć. Wtedy mówi co bedzie robił przy dziecku ale ja mam
      ciagle niedostatek gadania...Z drugiej strony brzuch mi rosnie ale zachowuję
      sie tak, żeby jak najmniej mnie upośledzał więc trudno sie dziwic, że maz nie
      skacze koło mnie bardziej niż kiedyś. Nie odmawia mi jeśli o coś proszę, sam
      proponuje, że zdejmie mi buty etc. Są dni fajniejsze ale i takie, kiedy czuję
      sie samotna, niezrozumiana a przede wszystkim wkurza mnie biernosć i zagubienie
      faceta. Czy to jednak cos nowego w naszym zwiazku, czy po prostu teraz zwracam
      na to uwagę...Poza tym, jesli to on chce dziecko, to dlaczego nie zajmuje sie
      przygotowaniami?pieluchy, ciuchy???
      • lilith76 Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 09.11.06, 16:41
        Poza tym, jesli to on chce dziecko, to dlaczego nie zajmuje sie
        > przygotowaniami?pieluchy, ciuchy???

        Bo ty to dziecko czujesz już w sobie (ruchy, zawirowania hormonalne), a dla nieg to ciągle "projekt" na jutro (luźno związany z powiększającym się brzuchem).
        Do części facetów fakt bycia ojcem dociera dopiero jak mu wijącego się smarkacza dadzą na ręce wink
        • big__mama Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 09.11.06, 16:53
          lilith76 napisała:

          > Poza tym, jesli to on chce dziecko, to dlaczego nie zajmuje sie
          > > przygotowaniami?pieluchy, ciuchy???
          >
          > Bo ty to dziecko czujesz już w sobie (ruchy, zawirowania hormonalne), a dla
          nie
          > g to ciągle "projekt" na jutro (luźno związany z powiększającym się brzuchem).
          > Do części facetów fakt bycia ojcem dociera dopiero jak mu wijącego się
          smarkacz
          > a dadzą na ręce wink

          To ja chyba powinnam być facetem bo ta mała istotka w moim brzuchu mimo kopania
          i ogladania jej na usg dalej jest dla mnie nierealnym projektem.
          Pozdrawiam
          bm
          • lilith76 Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 09.11.06, 17:03
            Każdy może przechodzić ciążę po swojemu.
            Są kobiety dla których jeszcze przed zrobieniem testu dziecko to dzidzi, fasolka i inne nie widzą żadnego dysonansu pomiędzy swoim bliskim związkiem emocjonalnym ze swoim dziecku i tytułowaniem go zarodek albo płód.
            Są faceci, którzy płaczą na usg i "beckują" swoje partnerki (wkurza mnie ta reklama), są tacy, którzy nie okazują euforii, a przecież też moga się sprawdzić jako ojcowie.

            Ja i mój facet do rzeczywistości mamy raczej stosunek monthypythonowski wink
    • urge Re: Kwitną czy więdną wam zwiazki? 09.11.06, 15:36
      U nas ani kwitnie ani więdnie -zawsze było dobrze i tak jest nadal, kochamy
      się, wspieramy ale mąż nie skacze nade mną jakoś specjalnie tylko dlatego że
      jestem w ciąży (chociaż jak poproszę o zawiązanie butów itp. to oczywiście nie
      odmawia wink
      Ja myślę że dla każdego związku ciąża i początki rodzicielstwa są trudne a
      najtrudniejsza jest oczywiście pierwsze ciąża. Każdy chyba boi się tej utraty
      wolności, zwłaszcza że nie wie jeszcze tak naprawdę jaki skarb czeka go w
      zamian -a szczególnie trudne jest to pewnie dla ludzi którzy tak jak Ty i Twój
      mąż długo byliście tylko we dwoje, dopasowaliście już w życiu wszystko do tej
      sytuacji i tak Wam jest wygodnie, a na dodatek dziecko pojawiło się nie wtedy
      kiedy je sobie wymarzyliście tylko właśnie w okresie w którym w ogóle o dziecku
      nie myśleliście... osobiście uważam że zmiana podejścia do sytuacji której i
      tak już nie zmienisz może dużo pomóc, szukaj dobrych stron tego co Was czeka a
      nie myśl o trudnościach i ograniczeniach (które będą oczywiście też).
      Co do samego porodu to nie musi on być traumą, przechodziłam przez to dwa razy
      i za żadnym nie czułam się poniżana czy lekceważona przez personel chociaż
      rodziłam "z ulicy", bez specjalnej opieki, po prostu z mężem -który też
      potrzebny był mi nie do głaskania czy masowania ale do zawołania np. siedzącej
      w kanciapie położnej i dbania o moje interesy smile
      ps: dla naszego związku zawsze najgorszy był okres zaraz po porodzie -płaczące
      dziecko z którym nie wiadomo co zrobić, ulewanie (czyli wieczne przebieranie
      siebie i dziecka), wstawanie w nocy (my śpiochy jesteśmy smile itd. -teraz też
      już się boję tego czasu, choć nie tak panicznie jak za drugim razem smile))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka