jania22
26.04.05, 14:23
Obiecalam wielu osobom, ze jak urodze to sie podziele spostrzezeniami co do
szpitala na Starynkiewicza, co niniejszym czynie. Moj synek urodzil sie 7
kwietnia 2005 w tymze szpitalu. Porod byl wywolywany poniewaz minal mi termin
i w zwiazku z cukrzyca ciazowa, lekarze nie chcieli juz przedluzac ciazy. Do
szpitala zglosilam sie dzien wczesniej i spedzilam jeden dzien na patologii
ciazy. Nastepnego dnia skoro swit po lewatywce zjechalam winda na porodowke.
Dla niezorientowanych porodowka to 3 bardzo przyzwoite salki z zamykanymi
drzwiami dajace duze poczucie intymnosci. Dopoki nie przyjechal moj maz
czulam sie tam wrecz osamotniona. Po paru chwilach przyszla polozna, pomogla
mi "odnalezc sie" w tym nowym miejscu. W paru slowach strscila jak bedzie
wygladal przebieg akcji. Polozna na ktora trafilam nie byla osoba glaskajaca
po glowie i dodajaca otuchy, ale za to byla konkretna, rzeczowa a przede
wszystkim bardzo fachowa. Podczas porodu glownie bylismy z mezem sami, a ona
przychodzila, badala rozwarcie i dawala instrukcje co robic w poszczegolnych
momentach. Wracajac do przebiegu: okolo 8:00 wpadlo paru lekarzy (bardzo
mili) i przebili mi pecherz z wodami plodowymi. Wczesniej zostalam jeszcze
podlaczona do oksytocyny i KTG. No a pozniej lezalam sobie i czekalam na
postepy w skurczach. Kilka razy mialam podkrecana oksytocyne by przyspieszyc
troche akcje. W miedzyczasie proponowano mi prysznic, dostalam tez srodki
przeciwbolowe. Generalnie czekalam na 4cm rozwarcia, aby dostac zzo i tu
UWAGA!!! Zzo jest bezplatne i nie ma problemu zeby je dostac tylko trzeba o
tym wczesniej powiedziec. Ja doczekalam do 4cm i myslalam ze to naturalne ze
ktos mi je zalozy, zwazywszy ze bol byl straszny tymczasem okazalo sie ze
powinnam to wczesniej zglosic. Na moje szczescie anastazjolog byl pod reka i
zzo dostalam. Potem bylo bardzo milo nic nie bolalo. Od czasu do czasu
zagladal lekarz, ale glownie zajmowala sie mna wspomniana wczesniej polozna.
Okolo godziny 16.00 polozna stwierdzila 10 cm rozwarcia i kazala mi zaczac
przec. O 16:30 zwolala cala ekipe lekarska i po jednym parciu i pomocy Pani
Doktor (ucisk na brzuch) maluch byl na swiecie. Pozniej urodzilam lozysko i
zaczelo sie szycie. Poniewaz do tego procederu dopuszczono studenta, troche
sie to przedluzylo ale dostalam jeszcze jedno znieczulenie. Caly czas mam
nadzieje ze ja biedny krolik doswiadczalny jestem dobrze zszyta. Niestety
przez dwa tygodnie po porodzie nie moglam siedziec, ale teraz wszystko sie
juz prawie wygoilo. A teraz jeszcze pare slowek o opiece noworodkowej: Moim
zdaniem jest w porzadku tylko trzeba prosic o pomoc. Nikt sam z siebie nie
przyjdzie bo na oddziale jest za duzo pacjentek na ten personel. Ale gdy
mialam problemy z uspokojeniem malego i przystawianiem do piersi - otrzymalam
fachowa pomoc. Minusem przeladowania szpitala jest rowniez to ze po porodzie
przewaznie laduje sie na korytarzu i czeka na wolne lozko. Czasem trwa to
dobe. Ja mialam wielkie szczescie i zalapalm sie na sale. O platnych nawet
nie wspominam, bo tam byla lista chetnych. Generalnie szpital i opieke
oceniam na dobry +. Wkurzyli mnie tylko przy wypisie o którym poinformowali
mnie o 10:00 a formalnosci byly zalatwiane do 17:00. A ja w tym czasie
niepotrzebnie blokowalm lozko. Ale coz... Nastepnym razem chyba znowu wybiore
ten szpital.