jktasp
04.02.06, 23:29
Byłam dziś na dniu otwartym w Siemiradzkim i powiem szczerze, że cokolwiek
się rozczarowałam. Tablica informacyjna z pracującymi tam lekarzami lekko
nieaktualna, a to kogoś nie ma a to ktos juz nie pracuje.Oprowadzały nas
panie przełozone porodówki i położnictwa ( pani z poloznictwa
sympatyczniejsza). Ponieważ chyba tylko ja miałam za sobą stosunkowo niedawny
poród ( niecałe 2 lata) to zadawałam sporo pytań, chodziło mi o to, czy mogę
spodziewac sie różnic w stosunku do poprzedniego porodu w innym zresztą
szpitalu, no bo w tym celu tez chciałabym go zmienić.Odpowiedzi pani
oprowadzającej wydały mi się dziwne np. na pytanie czy w czasie porodu jest
rutynowo wykonywany masaż szyjki... nie dokończyłam, bo pani mi wyjaśniła, że
nie może mi robić masażu SZYJI jak ma 5 rodzących, niech mi mąż zrobi, kiedy
nie odpuściłam powiedziałam , że nie chodzi mi o szyję tylko szyjkę macicy,
pani stwierdziła, że tego nielubi ( czyli wiem , że gdy będę rodzić z tą
panią, to mi nie zrobi, a inne położne???nie dowiedziałam się).Zapytalam, co
w sytuacji, kiedy połoznica rodziła np. całą noc ( jak kiedys ja)została
przyjeta na salę pól godziny przed poranną zmianą i czy w Siemiradzkim nowa
zmiana budzi pacjentke( po 40 minutach snu), że ma sie wykąpać,jest zmiana
podkładów itp...czy daje się jej odpocząć i wtedy się ją ogląda, dowiedziałam
się , że muszę sie poddać rygorom szpitala , trochę mnie taka postawa
obruszyła, bo o ile nie jest to podyktowane wyższą koniecznością to chyba
powinno dać się trochę oddechu pacjentce po nocnym ( a w moim przypadku
prawie dwudobowym porodzie), jak dla mnie to w tym przypadku rygor szpitala
=wygoda pracowników( tam gdzie poprzednio rodziłam przez 2 godziny po
porodzie nie było "rygoru" sprawdzenia co sie ze mną dzieje, był mąż więc
panie czuły się zwolnione z obowiązku przyjścia i sprawdzenia co z pacjentką,
ale za to był rygor przygotowania sie do obchodu bez wzgledu na to w jakim
stanie jest pacjentka, no bo to ja jestem dla lekarza, nie lekarz dla mnie).
Zapytałam też czy osoby trzecie np. inni pracownicy szpitala, którzy akurat
mają chwilę wolną w pracy i aktualnie odwiedzają kolegów mogą sobie wejść na
salę popatrzeć na poród ( miałam takie doświadczenie, w czasie "wypychania"
dziecka , kiedy juz nic nie mogłam zrobić, weszła jakaś kobieta w kitelku i
stwierdziła "ale łysol", to o główce mojego synka, która sie wtedy rodziła,
poza tym , któraś z dziewczyn lekarka zresztą , była tam na stażu, napisała
mi, że takie numery są w mim byłym szpitalu na porządku
dziennym).Dowiedziałam się, że w Siemiradzkim raczej się to nie zdarza, choć
gdyby nawet to oni są odporni na takie widoki i nie zwracają na to większej
uwagi ( oni czyli ci przykładowi pracownicy), a położnica??? ona się chyba
nie liczy.
Odniosłam wrażenie,że zapowiadam się na upierdliwą pacjentkę i że lepiej
żebym znała swoje miejsce.Pani oprowadzająca chyba brała moje pytania jako
personalne wycieczki czy coś, a nie to miałam na celu.
Jedyne co było fajne to cisza, ale chyba tylko z powodu soboty, no i jasna
sytuacja ze znieczuleniami. Na postawę personelu medycznego trzeba będzie
poczekać chyba kilkadziesiąt lat, ale co mnie po tym???? Może uznacie, że
przesadzam, ale przy pierwszym porodzie o wiele drobiazgów nie zapytałam i
potem okazały się ważnymi sprawami, utrudniającymi życie. Żeby było jasne,
poprzedni poród ogólnie oceniam na bardzo dobry opiekę położnych po porodzie
też, z niewielkimi wyjatkami, które tu opisałam, dlatego szukam , czegoś
innego, może ten Siemiradzki nie jest taki zły, tylko jak mam rozmawiac z
tymi ludźmi, żebyśmy się mogli zrozumieć????Pozdrawiam