Ponieważ urodziłam tam bliźniaki przec cc na pewno moja relacja nie do końca będzie odpowiadała faktycznym warunkom w tym szpitalu. Krótko więc o tym, jak było i co zauważyłam:
Oddział po remoncie wygląda bardzo nowocześnie i przyzwoicie. Sala operacyjna to zupełnie co innego niż jeszcze pół roku temu. Wszędzie czysto, przyjemnie, aż chce się rodzić.
Sali do porodów rodzinnych nie widziałam, natomiast na ogólnej są dwa łóżka (chyba więcej już nie ma), oddzielone dość wysoką ścianą, więc jakiś komfort intymnego rodzenia jest.
Odnośnie cc: cała ekipa lekarsko-pielęgniarska na sali była fantastyczna. Byłam informowana o wszystkim, co ma nastąpić i co ze mną się dzieje, na co się w danej chwili przygotować. Dodatkowo wszystko okraszane sympatycznymi żartami bądź podtrzymywaniem na duchu. Zupełnie nie czułam się, jakby miała mnie czekać operacja. Pewnie dużo zależy od lekarzy operujących i obsługi pielęgniarskiej, ale naprawdę - w takiej atmosferze w jakiej ja rodziłam aż chciałoby się rodzić przez cc jeszcze raz.
Dzieci zobaczyłam zaraz po narodzinach, przytulono mi je buźkami do twarzy na kilkanaście sekund.
Po operacji trafiłam na dobę do sali pooperacyjnej. Położne również były bardzo miłe, pomocne, co jakiś czas zaglądały, podawały środki p/bólowe. Dzieci przywieziono niewiele później, przystawiono do piersi. Nie pamiętam, ile ze mną pobyły, ale nie mogę narzekać na to, że spędziłam z nimi za mało czasu. Później zobaczyłam je następnego dnia rano.
Ok. piątej rano przewiezione zostałyśmy (przez cc rodziły jeszcze dwie dziewczyny) do sal na oddziale. Ja z bliźniakami trafiłam do specjalnej sali pojedyńczej, niestety nie na porodówce, ale nieco wcześniej, w części korytarza należącej do położnictwa. Trudno mi więc powiedzieć, jak wygląda sytuacja na porodówce. Z tego, co się zorientowałam, sale są w większości dwuosobowe. W niektórych widziałam trzy łóżka, ale trzecie zwykle nie było zajęte.
Sale pojedyńcze Medicoveru nie były jeszcze udostępnione ze względu na jakieś problemy z kanalizacją. Niemniej jednak wiem, że jedna dziewczyna trafiła do pojedyńczej sali, płatnej 300 pln/dobę. Miała też opłaconą położną: 600 pln.
Co do pielęgniarek noworodkowych, to sprawa faktycznie lekko kontrowersyjna

W zasadzie można się z nimi dogadać, poprosić o pomoc przy opiece, niemniej jednak system rooming in działa tam w pełni i nie do końca są chętne. Generalnie pomocy nie odmawiają, zwłaszcza jak któraś mama sobie nie radzi albo jest mocno obolała, ale niestety szkoda, że mało w tym wszystkim jakiejś ludzkiej serdeczności - a przynajmniej rzadko tę serdeczność okazują. W Międzylesiu, gdzie rodziłam pierwsze dziecko (naturalnie) mogłam odwieźć dziecko pielęgniarkom na całą noc, kiedy po prostu potrzebowałam się wyspać albo dziecko cały czas płakało. Tutaj chyba nie miałabym odwagi wystąpić z taką prośbą. Zresztą była noc, kiedy dobiegał do mnie nonstop płacz malucha, od późnego wieczora do godzin przedpołudniowych. Tam najwyraźniej mama radziła sobie sama.
Nic złego nie mogę napisać o opiece pediatrycznej: otrzymałam wszelkie niezbędne informacje nt. dzieci. Szkoda tylko, że te na które najbardziej czekałam - blisko dobę po porodzie. Bardzo sympatyczna i pomocna była też pani od laktacji. Wyjaśniła wszelkie wątpliwości, pomagała przystawiać prawidłowo dzieci.
No i dużo ciepłych słów mam dla położnych z położnictwa: gdyby nie ich bezinteresowna, bardzo serdeczna pomoc, zarówno w dzień jak i w nocy, na pewno byłoby mi dużo ciężej.
I to chyba w zasadzie tyle. Jeśli chodzi o jedzenie: wymagać od szpitalnego wiktu za wiele nie można. Dodatkowo następnego dnia po cc dostaje się kleik na obiad (w zasadzie ryż w bardzo dużej ilości wody, danie totalnie pozbawione smaku - ale rarytas dla kobiety wygłodniałej) i trzy sucharki na kolację.
Podsumowując: ze szpitala jestem zadowolona, bo to co najważniejsze (profesjonalna opieka lekarska) otrzymałam. Dzieci są zdrowe, ja też wracam do sił.
Acha i jeszcze jedno: mając za sobą poród zarówno siłami natury (rodziłam 15 godzin) i cc, o tym drugim chcialabym jak najszybciej zapomnieć. Tych dwóch rodzajów porodów naprawdę nie można porównywać. Tym bardziej, jeśli nie przeżyło się obu.