yaman49
28.05.11, 08:17
Czy mogę pisać o swojej prywatnej sprawie, czy mogę krzyczeć o pomoc. Jak jeszcze dramatyczniej niż dotąd opowiadać o swojej historii licząc na zrozumienie u ludzi dobrej woli. Jakie są granice ludzkiej w bezkarnej podłości, w oczernianiu i opowiadaniu nieprawdy, uniemożliwiającej normalne funkcjonowanie, kiedy nikt nie chce mi pomóc. Nie ma przecież żadnego oficjalnego oskarżenia, żadnych zarzutów, są tylko, nie posiadające autora, pomówienia skutkujące środowiskowym ostracyzmem. Nie można się bronić przed zarzutami, których oficjalnie nie ma, a które funkcjonują w "drugim obrocie". Funkcjonują skutecznie. Prokurator sugeruje skierowanie sprawy na drogę sądową, a sąd wymaga dowodów. No i wskazania osoby mającej być pozwaną. A tego nie sposób ustalić. Przecież nie ma oficjalnych zarzutów czy oskarżeń. Rzecznik Praw Obywatelskich domaga się dowodów, dokumentów - jak sąd. Czy rzeczywiście można zaszczuć człowieka nie dając mu szansy na obronę ? Czy nie ma granic podłości ?