Gość: behemot
IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl
16.04.04, 23:05
Ulubiony poseł pana profesora znowu na świeczniku - nic dziwnego, że krew
zagrała. Nie widzę tu jednak powodu do ekscytacji. Toż oni, świętokrzyscy
politycy, prawie wszyscy tacy sami. Niesamodzielni aż do bólu, bojaźliwi i
bierni. Po rozpadzie lewicy pochowali się w norach i milczą. Nikt nie ma
pomysłu, nikt nie wykazuje inicjatywy, spoglądają na siebie i czekają.
Intelektualna tragedia - nie przyłączą się do dobrego programu, nie skupią
się wokół jakiejś idei tylko poczekają, kto wygra i polecą się łasić do
zwycięzcy ...bo oni zawsze go popierali, cokolwiek nie mówił.
Po odstrzeleniu Długosza brakuje lidera. Jest kosmiczna próżnia i trwanie w
bezruchu posunięte do granic absurdu. Nikt nawet nie szykuje się do skopania
dupy Jaskierni, który brnie od jednej kompromitacji do drugiej.
W sytuacji takiej beznadziei u przewodniej siły narodu, która od poczatku
świata rządziła i rządzi w Klerykowie, strzaskanie po mordzie posła z
jakiegoś tam buraczanego peeselu jest marnowaniem talentu. A kiedyż to PSL
miał u nas kogoś, kto do trzech zliczyć potrafił? To są ludzie o bardzo
prostym rozumie i takimże sposobie działania: wejść na stołek i milczeć.
Niezależnie czy ten stołek jest w sejmiku czy w sejmie - siedzieć cicho. Bo
gdy taki dygnitarz po zbiorczej szkole gminnej w Pińczowie otworzy paszczę,
to zawsze są kłopoty.
Ale jest i morał z tego labidzenia. Jeśli takie zera trafiają do sejmu i do
polityki, to i ty nie jesteś bez szans.