Dodaj do ulubionych

Ostre słowa po raporcie o szpitalach. "Dzieci n...

24.01.13, 09:56
Leczyć nikogo się nie opłaca, zwłaszcza dzieci, to może zlikwidować wszystkie szpitale. A sami będziemy jeździć do szpitali w Radomiu, Warszawie i Gdańsku. Ile to spraw rozwiąże naszym władzom, brak zadłużenia, społeczeństwo zdrowe bo w statystykach wyjdzie że w Kielcach nikt nie choruje. Wybudowano nowy odział na Czerwonej Górze i zamiast go wyposażyć to wszyscy że nie potrzebny. Dziecięcy szpital nie potrzebny? Chyba dawno nikt nie był w obecnym dziecięcym. Z Łodzi przyjechali pouczać co należy zrobić, bo nasi włodarze nie potrafią spojrzeć w papiery szpitali i stwierdzić co jest nie tak, kto im za ten raport zapłacił i ile?
Obserwuj wątek
    • mnona Ostre słowa po raporcie o szpitalach. "Dzieci n... 24.01.13, 10:27
      Najlepiej to pójść w ślady Mam o których to głośno w mediach i wtedy nie będzie dzieci nie będzie problemu
    • 32barbara Ostre słowa po raporcie o szpitalach. "Dzieci n... 24.01.13, 10:35
      Mam wrazenie, ze pan vicemarszalek ma szalenie krotkoterminowy punkt widzenia jezeli chodzi o oszczednosci. Czy jest w stanie podac kwote oszczednosci zamykajac szpital? A ile wydal na audyt, swoja droga jakis dziwny, bo jak wytllumaczyc fakt, ze de facto ta sama firma robi audyt, a jej 'siostra' skupuje dlugi tego szpitala? To jeden aspekt sprawy. Drugi, jakie propozycje ma pan vice dla zwolnionych ludzi i ich rodzin? Mozna domniemywac, ze spora czesc wyemigruje, co dla naszego regionu z jego malo optymistycznymi prognozami demograficznymi, nie jest wcale obiecujace. Inwestycja w dzieci nie jest inwestycja przynoszaca natychmiastowe zyski, trzeba cierpliwosci i rozsadku. Czy vice na pewno wie co robi?
      A teraz do Pani Redaktor, ktora dokonala bardzo duzego skrotu streszczajac wystapienie Pani Marczewskiej, ktora jest daleka od zbierania pieniedzy. Zeby nie manipulowac slowem, pozwole sobie przytoczyc slowa z interpelacji radnej:
      'Działania te widzę np. jako:
      1. Współpracę z przedsiębiorcami produkującymi dobrą, świętokrzyską żywność. Myślę, że możliwe byłoby prowadzenie wspólnych akcji, na wzór akcji podjętej przez Procter & Gamble i Fundację Polsat Podaruj dzieciom słońce (byłoby to połączone z propagowaniem mody na artykuły świętokrzyskie i kształtowaniem postaw proświętokrzyskich, proobywatelskich: Inwestuj w siebie, kupuj świętokrzyskie). U nas mogłoby to zaistnieć w postaci Podaruj dzieciom zdrowie. Przypomnę: akcja ta polega na tym, że kupując wybrane produkty (oznaczone specjalnym znakiem akcji), wspomagamy jednocześnie leczenie dzieci. Mamy sporo firm, które z powodzeniem funkcjonują na rynkach polskich i zagranicznych (np. Społem, WIR, Gomar, Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska w Opatowie, Gminna Mleczarnia z Pierzchnicy, Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska w Chmielniku, Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska we Włoszczowie itd.), na pewno nie odmówiły pomocy, tym bardziej że sama akcja może być świetną reklamą dla tych producentów. Zwłaszcza jeśli będzie jej towarzyszyć odpowiednia otoczka medialna.
      2. Samorząd stał się niedawno właścicielem uzdrowiska w Busku-Zdroju. Czy nie można przeprowadzić akcji zbierania funduszy na Szpitalik, akcji, która byłaby połączona z reklamą i sprzedażą najlepszej (moim zdaniem) wody mineralnej na świecie, czyli Buskowianki? Buskowianka…aż pić się chce! Buskowianka… za zdrowie dzieci! Może i inne produkty, np. dermokosmetyki powstałe na bazie wód siarczkowych, byłyby w ten sposób z pożytkiem promowane w Polsce.
      3. Współpracę z większymi sieciami handlowymi i prowadzenie akcji w galeriach handlowych, hipermarketach itd. (Tu kupisz produkty świętokrzyskie!)
      4. Współpracę ze wszystkimi instytucjami kultury, które prowadzą działalność komercyjną (Oglądam – pomagam; Kupuję – pomagam; Kupuję bilet – pomagam dzieciom).
      5. Współpracę z artystami, którzy mogliby pomóc w promowaniu akcji (czyli wykorzystanie potencjału artystów pochodzących z naszego regionu, np. Rafał Olbiński, Piasek, Liroy, Kasa, Kabaret Skeczów Męczących, Andrzej Poniedzielski, Edyta Herbuś, Tomasz Barański itd.)
      6. Współpracę z samorządem powiatowym i miejskim w celu opracowania systemu zachęt dla świętokrzyskich/kieleckich przedsiębiorców biorących udział w akcjach charytatywnych na rzecz dzieci z regionu.
      7. Współpracę z mediami w celu rozpropagowania kampanii i wprowadzania mody na produkty świętokrzyskie.
      8. Prowadzenie intensywnej kampanii na rzecz wpłacania 1% podatku na rzecz Szpitalika (lub fundacji działającej przy Szpitaliku).

      Uważam, że nie możemy pozwolić, by plan (roz)budowy Szpitalika odsunął się w bliżej nieokreśloną przyszłość. Jest to wstyd dla nas wszystkich. Tak jak wstydem miasta jest ciągły brak budynku dla Teatru Lalki i Aktora „Kubuś”. Zamiast więc opowiadać o miłości do dzieci i wspieraniu najmłodszych zróbmy coś, co ma wymiar praktyczny.

      Dlatego proszę Pana Marszałka i Zarząd Województwa o rozpatrzenie mojej propozycji i rozważenie podjęcia działań, które sprawiłyby, że wysiłek i poświęcenie powstańca styczniowego, Mariana Langiewicza, zostałyby powiązane z wyjątkowym pomnikiem, znajdującym się przy ulicy Jego imienia.'
      Do przeczytania calego tekstu odsylam na strone Radnej Marczewskiej:
      marzenamarczewska.pl/moje-interpelacje/
      • Gość: Piotr Re: Ostre słowa po raporcie o szpitalach. "Dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.13, 16:02
        rozwiązania dla zwolnionych mogą być "rewelacyjne" - uszczęśliwianie partyjnych "amantów", klejenie plakatów i dystrybucja ulotek w czasie kampanii wyborczej na sławę i chwałę żałosnych kieleckich POBYWATELI w zamian za intratne stanowiska pracy. Pan Miodowicz z Panią Okła niech w końcu zaczną ponosić odpowiedzialność społeczną za swoich geniuszy, bo coś ambitne waleczne towarzystwo chowa głowę w piasek. Za co biorą pieniądze urzędnicy, nowy Pan Dyrektor Ochrony Zdrowia, jeśli takie kwoty idą do kieszeni firm, które wykonują pracę za kogo? Ekipa nie potrafi ogarnąć tematu, nie po raz pierwszy zresztą, to po co tam jest ? Co wielkiego ta firma odkryła, coś co nie było realne dla zatrudnionych urzędników, aż tak źle jest? Wygląda na to, że jedyna Marczewska jest stworzona do pracy i pozytywnej aktywności obywatelskiej, jak też jest świadoma misji powierzonej przez wyborców.
      • Gość: Kielce Re: Ostre słowa po raporcie o szpitalach. "Dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.13, 16:20

        Trzeba przyznać, że nie spotykana w świętokrzyskiej polityce klasa, prawdziwa społeczna dusza

        marzenamarczewska.pl/moje-interpelacje/
        • oloros Re: Ostre słowa po raporcie o szpitalach. "Dzieci 25.01.13, 10:42
          i chwala jej za to
          - pouczajace byly by odpowiedzi na te interpelacje
          • Gość: Piotr Re: Ostre słowa po raporcie o szpitalach. "Dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.13, 12:45
            To może też pod każdą interpelacją umieszczać odpowiedź. Działalność Pani Marczewskiej powinna być bardziej nagłośniona, byłyby szanse na wyeliminowanie destrukcyjnych grup kieleckiej PO, które ciągle są na fali i ciągle szkodzą i ciągle niszczą i ludzi i tak naprawdę formację. W działalności Pani dr. Marczewskiej widać zawodową i społeczną pasję zbudowaną na własnej pracy, wyczucie potrzeb społecznych i kreatywność. W swoich interpelacjach przejawia imponującą osobowość, duży zasób wiedzy, umiejętności współpracy z różnymi środowiskami, docierania do tych środowisk, charyzmatycznego profesjonalnego zabiegania o ich potrzeby, przy tym ze swoimi walorami stąpa po ziemi - schowana w kąciku perełka polityki, gdy tymczasem powinna być bardziej pokazana światu, choćby po to, aby budować wiarę i zaufanie społeczne, że w polityce za sprawą dobrego wyboru jednak może zdarzyć się coś pozytywnego.
          • Gość: czytacz Re: Ostre słowa po raporcie o szpitalach. "Dzieci IP: *.dynamic.chello.pl 25.01.13, 16:30
            Odpowiedzi są jawne i dostępne w sieci:
            bip.sejmik.kielce.pl/222-interpelacje-radnych-iv-kadencji-lata-2010-2014.html
            Z tego, co widzę, odpowiedzi są zeskanowane i dołączone do każdej interpelacji.
            • Gość: Piotr Re: Ostre słowa po raporcie o szpitalach. "Dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.13, 21:16
              Dzięki.
    • aniasekol Ostre słowa po raporcie o szpitalach. "Dzieci n... 24.01.13, 11:16
      Z przerażaniem obserwuję to co dzieje się wokół szpitalika. Miejsce tak ważne dla Kielc, dla naszych dzieci ze wspaniałymi lekarzami, które przetrwało 100 lat jest programowo niszczone z powodów, które nam zwykłym śmiertelnikom nie mieszczą się w głowie. Jak może się nie opłacać miastu wojewódzkiemu inwestować w szpital dziecięcy?!! Jak się z tym czuje pan marszałek i jego zastępca?? Czy można oszczędzać na zdrowiu i życiu dzieci?? Jak można w ogóle brać pod uwagę łączenie szpitali dla dorosłych ze szpitalem dziecięcym? Tam lekarze walczą o życie i zdrowie a tu jakieś urzędasy marnują, burzą i jątrzą. Co robi dyrektor tego szpitala w jego obronie? Co z tego, że dzieci się rodzi mniej, ja wiem, że najlepiej żeby się w ogóle nie rodziły, to by nie chorowały i problemu by nie było. Najlepiej przecież szpitalik zburzyć. miejsce zaorać , a na tym miejscu postawić hipermarket albo blokowisko, no i pilnować żeby się dzieci nie rodziły bo nie będzie gdzie ich leczyć...
      • Gość: Aga Re: Kto odpowie za te długi? IP: *.centertel.pl 24.01.13, 12:37
        Kto odpowie za wybudowanie niepotrzebnych sal operacyjnych?
        Kto odpowie za długi ŚCO i zatrudnienie tam swoich kumów?
        Nareszcie pojawiła się jakaś nadzieja bowiem część nepotycznych działaczy z PSL została ukarana .Nie w Kielcach , a w Białymstoku ale jest nadzieja.Wiadomo nadzieja jest matką głupich ale jest.
        Świadkowie zeznawali, że pupil ministra rolnictwa w ciągu miesiąca awansował o trzy stanowiska. Zajmował się głównie mówieniem, kogo zwolni, a kogo zatrudni, jak już zostanie zastępcą dyrektora. Nie ma zgody na nepotyzm - uznał sąd.
        Po dwóch latach procesu Sąd Rejonowy w Białymstoku skazał we wtorek dwóch byłych prezesów Agencji Rynku Rolnego za przekroczenie uprawnień w zakresie zatrudniania pracowników. Bogdana T. - na karę łączną półtora roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata, trzyletni zakaz zajmowania stanowisk kierowniczych w instytucjach państwowych i grzywnę 5 tys. zł. Natomiast Władysława Ł. - tego, który został uwieczniony w rozmowie z Władysławem Serafinem na "taśmach PSL" - na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata, dwuletni zakaz zajmowania stanowisk oraz na 2 tys. zł grzywny.

        Sprawa jest efektem dziennikarskiej prowokacji reporterów TVN, którzy jesienią 2008 r. zadzwonili do dwóch dyrektorów terenowych oddziałów ARR, w tym do białostockiego, podając się za zaufanych ludzi ministra rolnictwa, i prosili o załatwienie pracy. Po emisji materiału w programie "Teraz my" szefostwo ARR w Warszawie zażądało dymisji białostockiego dyrektora. Ten w rewanżu zawiadomił Centralne Biuro Antykorupcyjne, że jego przełożeni nakazali mu zatrudnienie dwóch konkretnych osób. Zdaniem prokuratury konkursy zostały ustawione pod wskazanych kandydatów, w tym "pupila" ministra rolnictwa - byłego już, Marka Sawickiego.

        Historyk za doktora nauk rolniczych

        Sąd ustalił, jak było: Pod koniec marca 2008 roku prezes Bogdan T. wzywa do centrali dyrektora białostockiego oddziału terenowego Andrzeja S. i poleca mu zatrudnienie na swego zastępcę "człowieka ministra Sawickiego". S. broni się, że jego zastępczyni jest na długotrwałym zwolnieniu lekarskim, więc nie może jej zwolnić, żeby zatrudnić Marka T. W odpowiedzi słyszy, że ma natychmiast wykonać polecenie. Prezes jeszcze wielokrotnie dzwoni do dyrektora z tym żądaniem. Grozi, że jeśli nie znajdzie na to sposobu, to on znajdzie... na zwolnienie go z pracy. Zanim sam prezes Bogdan T. został odwołany przez premiera (a wpływ na to miały skargi pracowników i kontrola w Agencji), zdążył jeszcze polecić zatrudnienie w białostockim oddziale Magdaleny R. Nie ma etatu? Więc niech dyrektor kogoś zwolni. Andrzej S. wygospodarował na zastępstwo etat pracownicy, która poszła na urlop macierzyński. Jak mówiła w uzasadnieniu wyroku sędzia Alina Dryl, postępowanie rekrutacyjne było ukierunkowane na konkretną osobę, która oczywiście wygrała konkurs i dostała stanowisko specjalisty administracji. Inna sprawa, że dobrze się zaprezentowała, więc wygrałaby i tak.

        Nie to co Marek T., sąsiad byłego ministra Sawickiego. Ten uczył go też w technikum rolniczym w Sokołowie Podlaskim, a potem kontaktowali się w sprawach partyjnych (T. od 2000 r. działa w strukturach PSL). Młody człowiek jest bardzo ambitny, ale jak zeznawali świadkowie, do pracy się raczej nie przykładał. A jednak zaliczył spektakularny awans.

        Na początku maja 2008 roku ARR objął nowy prezes - Władysław Ł., postrzegany jako sprawny menedżer, miał uporządkować sprawy w Agencji. Ale i on stanął przed problemem numer jeden - znalezienie stołka dla sąsiada ministra. Najpierw przycisnął dyrektora S. podczas święta ludowego. S. wił się jak piskorz: - Musiałbym zwolnić doktora nauk rolniczych, by zatrudnić na to miejsce historyka...

        Na początku czerwca S. rad nierad opracowuje zapotrzebowanie na stanowisko starszego referenta w sekcji interwencji, aby umieścić T. gdziekolwiek. Wskazuje w nim wykształcenie co najmniej średnie. Gdyby wpisał preferowane z zakresu rolnictwa, prawa lub ekonomii (jak zazwyczaj), Marek T., historyk z wykształcenia, nie przeszedłby pierwszego sita. A musiał wygrać konkurs. Prezes Ł. telefonuje do Marka T. osobiście i informuje, by złożył ofertę. Kandydat zdobywa najwięcej punktów i 1 lipca zostaje zatrudniony na okres próbny. Ale to nie koniec nacisków, zaczynają się ponaglenia o awans: "Ktoś w końcu może stracić cierpliwość, bo to trwa zbyt długo". Pracownicy oddziału przecierają oczy ze zdumienia. - W ciągu miesiąca awansował o trzy stanowiska, z referenta na głównego specjalistę - zeznają. - A do pracy się nie przykładał. Zajmował się głównie mówieniem, kogo zwolni, a kogo zatrudni, jak już zostanie zastępcą dyrektora.

        Wszyscy równi wobec prawa

        Jako pierwszy poniósł konsekwencje prawne były dyrektor białostockiego oddziału. Winny - uznał sąd, ale na dwa lata warunkowo umorzył postępowanie. Andrzej S. bronił się, że działał pod mocną presją zwierzchników. Sąd wziął pod uwagę, że to nie on był inspiratorem przestępczych zachowań.

        Obydwaj byli prezesi konsekwentnie nie przyznawali się do winy, twierdząc, że nie doszło do najmniejszego uchybienia przepisów czy procedur. Sąd był innego zdania.

        - Obydwaj panowie prezesi przekroczyli swoje uprawnienia, wydając polecenia zatrudnienia konkretnych osób, co spowodowało, że członkowie komisji nie byli obiektywni. Stosowali niedozwolone formy wpływania. Ewidentnie, świadomie i celowo naruszyli przepisy ustawy i procedury. Godzili przez to w interes publiczny i prywatny dyrektora i jego zastępczyni - mówiła w uzasadnieniu sędzia Alina Dryl. - Nie ma zgody na nepotyzm. Takie zachowania powinny być wyeliminowane z życia społecznego, by budować państwo, gdzie wszyscy obywatele mają równe szanse, są równi wobec prawa.

        Wyrok nie jest prawomocny. Na jego ogłoszeniu nie było Władysława Ł., a Bogdan T. nie chciał go komentować, nie wiadomo, czy będą się odwoływać.

        Wątek ministra Sawickiego

        W procesie przesłuchiwany był dwukrotnie jako świadek były minister rolnictwa Marek Sawicki. Twierdził, że na nikogo nie naciskał w sprawach zatrudnienia. Po "taśmach PSL" - upublicznionych przez "Puls Biznesu", a odkrywających kulisy praktyk w partii - Prokuratura Okręgowa w Białymstoku badała wiarygodność jego zeznań. Śledztwo umorzyła. Uznała bowiem, że Sawicki nie miał obowiązku dostarczania dowodów przeciwko sobie. Mógł twierdzić, że nie wywierał żadnego nacisku w sprawie zatrudnienia jego protegowanego w Agencji ani też nikogo innego, bo zgodnie z prawem nie miał obowiązku dostarczania materiału do postępowania przeciwko sobie.

        Cały tekst: wyborcza.pl/1,75248,13274672,Ludzie_ministra__Jak_zatrudniano_w_Agencji_Rynku_Rolnego.html#ixzz2IidCxcnU
        • Gość: cd Re: Kto odpowie za te długi? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.13, 16:22
          w sco umoczeni sa wszyscy - nigdy za nic tam nikt nioe odpowie
          za duzy nawwet jak na Kielce bylby smrod
          ale cos ztym musza zrobic bo dlug juz chyba jest wiekszy niz wartosc centrum
          • oloros Re: Kto odpowie za te długi? 24.01.13, 16:23
            niedoszly senator - dyrektor jest maskotka pslu- beda go chronic dopoki j\sa przy wladzy
            moze robic co chce
            • Gość: plujek Re: Kto odpowie za te długi? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.13, 18:52
              On ma historię bycia maskotką: PRON-u, PZPR-u, SLD, PiS-u, PSL-u, a teraz najwyrazniej PO.
              • Gość: bk Moja ulubiona instytucja - NFZ IP: *.dynamic.chello.pl 25.01.13, 07:25
                Tak mi się przypomniało:
                "Problemy finansowe grożące załamaniem działalności dotyczą większości wysokospecjalistycznych szpitali pediatrycznych - pisze w liście dyrektor krakowskiego szpitala. Granice naszych możliwości zostały już przekroczone. Wprowadzenie dodatkowych restrykcji zagraża bezpieczeństwu pacjentów i spotka się z kategoryczną odmową fachowego personelu - podkreśla.
                Kowalczyk twierdzi, że tezy o złym zarządzaniu i konieczności restrukturyzacji specjalistycznych szpitali są krzywdzące dla pracujących tam lekarzy. Jego zdaniem takie stawanie sprawy prowadzi do pomijania podstawowych przyczyn dramatycznej sytuacji zadłużonych placówek.
                Możliwości działań oszczędnościowych w ramach naszych szpitali są znikome - ostrzega dyrektor krakowskiego szpitala. Bez systemowych zmian uwzględniających pokrycie rzeczywistych kosztów, które w leczeniu naszych pacjentów musimy ponosić, groźba załamania wysokospecjalistycznego leczenia pediatrycznego staje się bardzo realna - podkreśla. Apeluje też o wprowadzenie tzw. bonusu uniwersyteckiego. Trzeba zwiększyć automatycznie finansowanie wszystkich wykonywanych tu procedur np. o 20 procent - wyjaśnia.
                Według Kowalczyka, bez koniecznych reform dramatyczna sytuacja szpitali specjalistycznych z roku na rok będzie się jeszcze pogarszać.
                Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie-Prokocimiu, którego szef napisał list do premiera, ma już 30 mln zł długu. Zdaniem pracujących tam specjalistów, leczenie małych pacjentów jest o 20 procent droższe niż osób dorosłych. Niestety, tego faktu ciągle nie zauważa NFZ. Ceny wysokospecjalistycznych świadczeń pediatrycznych powinny być o 20 proc. wyższe, by pokrywać rzeczywiste koszty leczenia. Należałoby również znieść limity - twierdzi dyrektor Maciej Kowalczyk. Nie możemy zostawić dzieci bez pomocy i w ten sposób co roku mamy nadwykonania, za które NFZ nam nie płaci - dodaje.
                Inny specjalistyczny szpital, który tonie w długach, to warszawskie Centrum Zdrowia Dziecka. Jego szef Janusz Benedykt Książyk wystosował w środę apel o pomoc do premiera, ministra zdrowia, prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia oraz parlamentu. Podkreślił w nim, że sytuacja placówki jest bardzo zła i ma ona poważne problemy z płynnością finansową. Stwierdził też, że głównym powodem jej zadłużenia jest niska wycena przeprowadzanych zabiegów. Po tym apelu dyrektor mazowieckiego oddziału NFZ Mirosław Jeleniewski ogłosił, że za kilkanaście dni Centrum Zdrowia Dziecka dostanie 5,5 mln zł za nadwykonania. Niestety, ta suma nie zmieni dramatycznej sytuacji szpitala zadłużonego na 200 mln złotych.
                Z podobnym problemami zmaga się stołeczny Szpital Bielański. Jego problemy finansowe również wynikają ze zbyt niskiej wyceny świadczeń medycznych. Wycena NFZ nie uwzględnia niczego poza kosztem pracy personelu medycznego. Nie uwzględnia tego, że musimy w czymś i na czymś pracować - oburza się dyrektor szpitala Dorota Gałczyńska-Zych.W pierwszym półroczu Szpitalny Oddział Ratunkowy tej placówki wygenerował straty rzędu 2 mln złotych. Kłopotem są również nadwykonania, za które nikt nie chce płacić. Chodzi w sumie o 12 mln złotych.
                Z szesnastu flagowych szpitali-instytutów podległych Ministerstwu Zdrowia tylko jeden nie przynosi strat - informuje "Gazeta Wyborcza". Kontrola NIK wykazała, że specjalistyczne placówki mają problemy finansowe, bo resort zdrowia na to pozwala.
                Główne zarzuty NIK-u są podobne do tych, które formułują szefowie specjalistycznych placówek. Chodzi przede wszystkim o to, że Narodowy Fundusz Zdrowia za mało płaci za leczenie. Kontrolerzy zwracają tez uwagę na to, że specjaliści o najwyższych kwalifikacjach kosztują. Podkreślają również, że wygrodzenia pracowników szpitali nie były powiązane z wynikami finansowymi placówek. Rozdawano premie i nagrody pracownikom szpitali, które generowały straty."
                www.rmf24.pl/fakty/polska/news-dramatyczny-list-do-rzadu-od-szefa-stowarzyszenia-dyrektorow,nId,634548
                • Gość: bk Re: Moja ulubiona instytucja - NFZ IP: *.dynamic.chello.pl 25.01.13, 07:31
                  "Minister zdrowia dostrzega problem związany z procesem handlu
                  zobowiązaniami zakładów opieki zdrowotnej i związane z nim negatywne
                  konsekwencje dla ich stabilności finansowej. Ministerstwo Zdrowia nie
                  prowadzi analizy sytuacji finansowej zakładów opieki zdrowotnej w Polsce
                  (których obecnie funkcjonuje ponad 17 000) na tak szczegółowym poziomie, by
                  móc stwierdzić, jaka dokładnie liczba jednostek korzysta z usług firm
                  zajmujących się skupem wierzytelności i na jaką kwotę zobowiązań zawarte
                  zostały umowy. Zgodnie z informacjami publikowanymi przez firmy zajmujące
                  się skupem wierzytelności osiągają one łączne zyski sięgające kilkudziesięciu
                  milionów złotych rocznie.
                  Należy pamiętać, że zakłady opieki zdrowotnej są samodzielnymi
                  jednostkami organizacyjnymi i odpowiadają za sposób gospodarowania
                  finansami i majątkiem. Nadzór nad sposobem prowadzenia zakładów pełnią
                  podmioty, które utworzyły zakłady (w przypadku szpitali publicznych są to
                  jednostki samorządu terytorialnego) i to głównie do nich należy obowiązek
                  monitorowania sytuacji finansowej. Ponadto publiczne szpitale posiadają rady
                  społeczne, które są ciałem doradczym i opiniodawczym i również powinny
                  interweniować w przypadku działań naruszających bezpieczeństwo zakładów.

                  Podstawowym działaniem ministra zdrowia, mającym na celu ograniczenie
                  handlu wierzytelnościami szpitali, było skierowanie do Sejmu projektu ustawy o
                  zmianie ustawy o zakładach opieki zdrowotnej. Wprowadza ona zmiany w
                  ustawie z dnia 30 sierpnia 1991 r. o zakładach opieki zdrowotnej (Dz. U. z 2007
                  r. Nr 14, poz. 89, z późn. zm.), w rozdziale 4 działu II, normującym zasady
                  gospodarki publicznych zakładów opieki zdrowotnej. Mają one na celu
                  ograniczenie „handlu wierzytelnościami” poprzez konieczność uzyskania zgody
                  podmiotu, który utworzył zakład. Przedmiotowa zgoda będzie wydawana w
                  oparciu o analizę sytuacji finansowej i wynik finansowy samodzielnego publicznego zakładu opieki zdrowotnej za rok poprzedni oraz przy uwzględnieniu konieczności zapewnienia ciągłości udzielania świadczeń opieki zdrowotnej. Intencją ustawodawcy jest objęcie powyższym ograniczeniem wszystkich czynności prawnych, które w efekcie doprowadziłyby do zmiany wierzyciela. Wobec faktu, że dla przeważającej części samodzielnych
                  publicznych zakładów opieki zdrowotnej podmiotem, który utworzył zakład,
                  jest jednostka samorządu terytorialnego, regulacja będzie dotyczyć tych
                  jednostek. Potrzeba opracowania projektu wynika z konieczności wzmocnienia
                  wpływu organu założycielskiego na zmianę wierzyciela zobowiązań
                  samodzielnego publicznego zakładu opieki zdrowotnej. Powstanie w ten sposób
                  narzędzie dla organów założycielskich do skutecznej kontroli nad swoimi
                  zakładami opieki zdrowotnej, co przyczyni się do właściwej realizacji zadań
                  tych podmiotów w zakresie bezpieczeństwa zdrowotnego populacji. Ponadto
                  spowoduje ograniczenie wtórnego obrotu wierzytelnościami, co wiąże się z
                  dodatkowymi kosztami dla zakładów opieki zdrowotnej. Komisja Zdrowia oraz
                  Komisja Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej Sejmu wniosły o
                  uchwalenie projektu ustawy przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej w dniu 7
                  października 2010 r. (druk sejmowy nr 3464)."
                  orka.sejm.gov.pl/izo6.nsf/www1/i18311o0/$File/i18311o0.pdf
                  • Gość: bk Bardzo dobry artykuł - cz. 1 IP: *.dynamic.chello.pl 25.01.13, 07:35
                    "Prawnicy ze znanej sopockiej kancelarii, prywatnie – przyjaciele prezydenta Lecha Kaczyńskiego, byli anonimowo właścicielami największej w Polsce firmy handlującej długami placówek służby zdrowia – Greenhouse Capital Management SA.
                    Biznes nie mógł się nie kręcić: jeden z prawników pełnił funkcję doradcy ministra zdrowia do spraw oddłużenia szpitali, drugi – zasiadał we władzach banku, który dawał pieniądze na zakup długów. Informacji o kondycji finansowej poszczególnych placówek dostarczały firmy związane z wysoko postawionymi urzędnikami resortu zdrowia – odpowiadającymi za restrukturyzację szpitali.
                    O sopockiej Kancelarii Radców Prawnych i Adwokatów Głuchowski, Jedliński, Rodziewiczk, Zwara i Partnerzy (dalej będziemy ją nazywać w skrócie Kancelarią) pisaliśmy w „Polityce” parę miesięcy temu (nr 36/07 i 42/07). Były minister spraw wewnętrznych Janusz Kaczmarek, zakolegowany z jej wspólnikami, przyznawał na naszych łamach, że ma ona wśród kancelarii prawnych szczególną pozycję – stanowi rodzaj salonu, w którym spotykają się ludzie ze świata biznesu i polityki. Specjalnością Kancelarii jest kompleksowa obsługa przedsiębiorców. Jej założyciele od początku (czyli od 1993 r.) świetnie się w tym zakresie uzupełniali: Marek Głuchowski specjalizuje się w prawie handlowym, Adam Jedliński – w zagadnieniach związanych z obrotem cywilnoprawnym, a także w transakcjach na rynku wierzytelności. Andrzej Zwara zajmuje się głównie sprawami z zakresu prawa administracyjnego i bankowego, a Józef Rodziewicz – prawa cywilnego procesowego, upadłościowego i układowego. Obecnie wspólników (tzw. partnerów) Kancelarii jest kilkunastu – wachlarz specjalizacji jeszcze się więc poszerzył.
                    Odkąd prezydentem Polski został Lech Kaczyński, w Trójmieście o Kancelarii nie mówi się inaczej niż „Prezydencka”. A to ze względu na bliskie stosunki wiążące Kaczyńskiego z jej wspólnikami – szczególnie z Adamem Jedlińskim, który oficjalnie doradza prezydentowi w sprawach związanych z reformą prawa spółdzielczego, ale powszechnie uważany jest za jego nieoficjalnego konsultanta w sprawach kadrowych. Ich znajomość sięga lat 70., gdy obaj byli wykładowcami na Uniwersytecie Gdańskim.
                    Sam Kaczyński przyznaje, że przyjaźni się z Jedlińskim i bywał częstym gościem na organizowanych przez niego imprezach. Relacje z Józefem Rodziewiczem, który niegdyś był studentem Kaczyńskiego, prezydent określa dziś jako „bliskie stosunki”. Przyznaje, że i u niego bywa częstym gościem. Marka Głuchowskiego, który uchodzi za nieformalnego doradcę prezydenta w sprawach gospodarczych, Kaczyński nazywa tylko „dobrym kolegą”. Ale w 2006 r., gdy Głuchowski został przewodniczącym rady nadzorczej państwowego banku PKO BP, pojawiła się informacja, że nominację tę zawdzięcza właśnie poparciu prezydenta.

                    Z Andrzejem Zwarą, podobnie jak z Jedlińskim, Głuchowskim i Rodziewiczem, Kaczyński pierwszy raz zetknął się jeszcze na uczelni, ale bliżej poznał go dopiero jako wspólnika Kancelarii. Lepiej zna go córka prezydenta Marta, która robi w sopockiej Kancelarii aplikację adwokacką. Zwara jest jej patronem. Sam Kaczyński także współpracował kiedyś z Kancelarią – po odejściu z fotela prezesa Najwyższej Izby Kontroli (1995 r.) dorabiał do uczelnianej pensji opracowując na jej zlecenie opinie prawne."

                    Więcej pod adresem www.polityka.pl/kraj/254943,1,ogrodnicy-szpitalnych-dlugow.read#ixzz2IxzH8lTH
                    • Gość: bk Re: Bardzo dobry artykuł - cz. 2 IP: *.dynamic.chello.pl 25.01.13, 07:37
                      "W ubiegłym roku pisaliśmy o dwuznacznej roli, jaką odgrywali prawnicy z Kancelarii w rozmaitych biznesach. Ujawniliśmy m.in., że z jednej strony jako eksperci doradzali organom władzy w rozwiązywaniu problemów prawnych związanych z działalnością rozmaitych podmiotów gospodarczych, z drugiej – czerpali zyski z działalności tych podmiotów (np. byli twórcami projektów ustaw korzystnych dla Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych i ekspertami pracujących nad nimi sejmowych komisji, a równocześnie zarabiali na biznesach z Kasami).
                      Kilkumiesięczne śledztwo „Polityki” wykazało, że w podwójnej roli występowali również w innym ogromnym biznesie – handlu długami służby zdrowia.

                      Im gorzej, tym lepiej
                      Wprowadzona przez rząd Jerzego Buzka w styczniu 1999 r. reforma służby zdrowia zakładała m.in., że pieniądze na działalność otrzymywać będą te szpitale i przychodnie, które będą cieszyć się największym powodzeniem wśród pacjentów. Nierentowne placówki miały zostać zlikwidowane. Na dobry początek wszystkie oddłużono – Skarb Państwa przejął ponad 7 mld zł ich długów. Jednak mimo że średnie obłożenie wszystkich szpitalnych łóżek w kraju wynosiło zaledwie 70 proc., nigdy nie zdecydowano się na to, by płacić tylko najlepszym placówkom. Pieniądze dostawały wszystkie – i wszystkie za mało. Większość szpitali natychmiast zaczęła zadłużać się na nowo. Na koniec 2001 r. miały znów 5,3 mld zł długów.

                      Luty 2007 r., Akademicki Szpital Kliniczny we Wrocławiu – chore na raka dzieci wystapiły przed telewizyjnymi kamerami z rozpaczliwym apelem o ratunek dla placówki.Pomoc dla zadłuzonego szpitala obiecał ówczesny minister zdrowia Zbigniew Religa. Zaapelował do wierzycieli o wstrzymanie na miesiac egzekucji komorniczej.Nie zgodziło sie tylko trzech, wsród nich Greenhouse Capital Management.

                      Już parę miesięcy po wejściu w życie reformy służby zdrowia zaczęły powstawać firmy skupujące długi szpitali od ich dostawców i usługodawców. – To pewny biznes. Firmy skupujące długi przedsiębiorstw ryzykują, że dłużnik ogłosi bankructwo i nie uda się im odzyskać pieniędzy. A zadłużony szpital nie może zbankrutować. Wprawdzie organ założycielski szpitala (Ministerstwo Zdrowia albo samorząd – przyp. aut.) może go zlikwidować, ale wówczas musi pokryć długi – mówi Marek Błaszkowski, założyciel łódzkiej spółki Magellan – jednej z największych firm handlujących długami szpitali.

                      Firmy handlujące długami podpisywały z dyrektorami szpitali umowy, w których ci ostatni zobowiązywali się, że będą regularnie w wyznaczonych ratach spłacać przejęte zadłużenie. Handlarze deklarowali zaś, że dopóki szpitale będą wywiązywać się z zawartych umów – nie naślą na nich komorników. Rozłożenie długu na raty nie było szlachetnym gestem: handlarze naliczali placówkom oprocentowanie – najczęściej nieco niższe od obowiązujących w danym okresie ustawowych odsetek karnych od przeterminowanych należności (w 2001 r. – 30 proc. rocznie). Jeśli spłata długu szpitala była rozłożona na kilka lat – odsetki przekraczały kwotę główną zadłużenia."

                      Więcej pod adresem www.polityka.pl/kraj/254943,1,ogrodnicy-szpitalnych-dlugow.read#ixzz2IxzkIHAr
                      • Gość: bk Re: Bardzo dobry artykuł - cz. 3 IP: *.dynamic.chello.pl 25.01.13, 07:39
                        Szklarnia długów

                        Greenhouse Capital Management SA powstała w lipcu 1999 r. Akt zawiązania spółki podpisano w Sopocie przy ul. Armii Krajowej 116. Swoją siedzibę ma tam Kancelaria. Tam też odbywały się pierwsze walne zgromadzenia wspólników GCM (mimo że adres tej firmy był inny).

                        Założycielami i członkami pierwszych władz spółki było kilku dwudziesto- i trzydziestoparoletnich finansistów – w większości związanych wcześniej z Bankiem Gdańskim. Wyjątkiem w tym młodzieżowym składzie był Józef Rodziewicz – jeden ze wspólników Kancelarii „Prezydenckiej”. Został on członkiem rady nadzorczej Greenhouse. Nazwa firmy jest dość cyniczna: „greenhouse” to po polsku szklarnia, cieplarnia. Czyli miejsce, gdzie się coś uprawia, hoduje. W latach 90. głośna była afera związana z tzw. hodowlą długów, a dokładniej mówiąc – hodowlą odsetek od długów państwowych instytucji. Na procederze tym Skarb Państwa stracił miliardy złotych. Zarobił m.in. Bank Gdański, z którego wywodzili się młodzi założyciele GCM (kilku z nich odpowiadało w BG za obrót wierzytelnościami). Ich nowa firma miała czerpać z tych doświadczeń.

                        Od drugiej połowy 2000 r. w aktach rejestrowych GCM i jej powstających wówczas spółek-córek przewijają się najczęściej dwa nazwiska: 31-letniego wówczas Tomasza Tokarskiego (jeden z założycieli GCM, podczas zawiązywania spółki reprezentował go Józef Rodziewicz) i 29-letniego Wojciecha Wójcika. Pierwszy zostaje prezesem, drugi – wiceprezesem GCM.

                        Od tego czasu coraz wyraźniej widać związki Greenhouse z Kancelarią „Prezydencką” (wtedy też GCM zaczyna skupować długi szpitali). W czerwcu 2000 r. GCM przenosi się już oficjalnie do kamienicy przy ul. Armii Krajowej 116. W miejsce Józefa Rodziewicza, który odchodzi wówczas na jakiś czas z rady nadzorczej, powołany zostaje Krzysztof Wróblewski – ówczesny narzeczony, a potem mąż córki Adama Jedlińskiego (partner Kancelarii). Później przewodniczącym rady nadzorczej zostanie Tomasz Kozłowski (wówczas pracownik Kancelarii, obecnie partner i członek zarządu), a jej członkiem – Marek Dąbczak (partner w Kancelarii, specjalizuje się w zagadnieniach związanych z bankowym obrotem wierzytelnościami).

                        Kozłowski obejmie także funkcję przewodniczącego, a Dąbczak – sekretarza rady nadzorczej spółki-córki GCM, Greenhouse Rating System. Obok nich w radzie zasiądzie Karolina Zieleniecka (wówczas pracownik, obecnie partner w Kancelarii, i żona Andrzeja Zwary – dziś nosi nazwisko Muchowska-Zwara). Właściciele Greenhouse postarali się, by nie było łatwo ustalić, kto kryje się za spółką. Akcje GCM są akcjami na okaziciela. To oznacza, że akcjonariuszem spółki jest ten, kto w danym momencie fizycznie posiada akcje. W dokumentach składanych do sądu rejestrowego nie podaje się nazwisk właścicieli (w odróżnieniu od spółek, w których akcje są imienne).

                        Nazwiska akcjonariuszy Greenhouse nie padają także w składanych do sądu rejestrowego protokołach z walnych zgromadzeń akcjonariuszy spółki. Notariusz protokołujący zgromadzenia odnotowywał tylko za każdym razem, czy stawili się akcjonariusze GCM, czy ich pełnomocnicy. Tylko raz, w sprawozdaniu z walnego zgromadzenia w lutym 2001 r., odnotował jak zwykle, że „stawił się akcjonariusz i pełnomocnik akcjonariuszy”, a w końcówce protokołu – być może z rozpędu – wymienił nazwiska osób, których pełnomocnictwa dołączono do aktu: Tomasza Tokarskiego, Marka Głuchowskiego, Adama Jedlińskiego, Józefa Rodziewicza, Andrzeja Zwary i Tomasza Kozłowskiego.

                        Upewniliśmy się u Jacka Wrony – notariusza, który sporządzał akt – czy taki zapis oznacza, że wymienione osoby były wówczas akcjonariuszami spółki. Potwierdził. Wyjaśnił także, że akcjonariuszem spółki, który brał udział we wspomnianym zgromadzeniu, i jednocześnie pełnomocnikiem pozostałych właścicieli był Wojciech Wójcik.

                        Greenhouse bardzo szybko zajął pozycję lidera wśród firm handlujących długami służby zdrowia. Do kwietnia 2001 r. porozumienia o spłacie długów podpisały z nim 152 szpitale. W styczniu 2002 r. miał w swym portfelu długi blisko 500 z 740 szpitali działających w Polsce! Sam GCM szczycił się w 2001 r., że ma 30 proc. udziału w rynku wierzytelności służby zdrowia. Czemu zawdzięczał tak błyskawiczny rozwój? I dlaczego jego akcjonariuszom tak zależało na anonimowości?

                        Więcej pod adresem www.polityka.pl/kraj/254943,1,ogrodnicy-szpitalnych-dlugow.read#ixzz2Iy0FCpO8
                        • Gość: bk Re: Bardzo dobry artykuł - cz. 4 IP: *.dynamic.chello.pl 25.01.13, 07:40
                          Doradca od oddłużenia

                          Na swojej stronie internetowej Kancelaria Radców Prawnych i Adwokatów Głuchowski, Jedliński, Rodziewicz, Zwara i Partnerzy chwali się zawodowymi dokonaniami swoich wspólników. Wyczytać tam można m.in., że Andrzej Zwara był w latach 1999–2000 doradcą ministra zdrowia. W tym okresie funkcję ministra pełniła nieżyjąca już Franciszka Cegielska. Obecna rzecznik Ministerstwa Zdrowia Ewa Gwiazdowicz potwierdziła, że Zwara był doradcą Cegielskiej, nie potrafiła nam jednak odpowiedzieć, w jakich sprawach jej doradzał.

                          Z pomocą przyszła nam Elżbieta Hibner, której jako szefowej gabinetu politycznego minister Cegielskiej podlegali wszyscy doradcy. Według niej Zwara doradzał Cegielskiej w kwestiach prawnych jeszcze w czasach, gdy była prezydentem Gdyni (lata 1990–1998). Jaka była jego rola w ministerstwie? – Zajmował się problemami prawnymi związanymi z restrukturyzacją, procedurami związanymi z oddłużaniem szpitali. Generalnie rzecz biorąc: doradzał pani minister w procesie sekurytyzacji długów – relacjonuje Hibner. Sekurytyzacja to zabieg finansowy polegający na emisji obligacji zabezpieczonych wierzytelnościami. Dzięki niej dłużnicy mogą uzyskać obniżenie odsetek od swojego zadłużenia.

                          Według relacji Hibner, dla kierownictwa resortu już w 1999 r. oczywiste było, że kolejnego oddłużenia szpitali ani Skarb Państwa, ani tym bardziej samorządy nie udźwigną. Ratunkiem dla zadłużonych placówek miała być właśnie sekurytyzacja. Jej mechanizmy objaśniał kierownictwu resortu i do jej zalet przekonywał Andrzej Zwara. Jako firmę specjalizującą się w sekurytyzacji długów, resort wskazywał dyrektorom szpitali Greenhouse Capital Management SA. O możliwości sekurytyzacji zadłużenia z pomocą GCM urzędnicy ministerstwa wspominali dyrektorom szpitali przy każdej nadarzającej się okazji. Sugerowali, że powinna ona iść w parze z obowiązkową restrukturyzacją placówek.

                          Andrzej Zwara twierdzi, że nigdy nie doradzał ministerstwu w sprawach związanych z sekurytyzacją. Pytany o to, kiedy został akcjonariuszem Greenhouse, przekonuje, że nie ma z tą firmą nic wspólnego. Zapewnia również, że nie miał pojęcia o tym, iż przez parę lat (od 2000 r.) w radzie nadzorczej spółki-córki GCM – Greenhouse Rating System – zasiadała jego żona.

                          Akwizytor z ministerstwa

                          Elżbieta Hibner podkreśla, że Ministerstwo Zdrowia nie zmuszało dyrektorów szpitali do współpracy z Greenhouse: – Rola ministerstwa polegała na informowaniu, że jest taka metoda działania i że ta firma (GCM – przyp. aut.) może przeprowadzić szkolenie, jak dokonać sekurytyzacji. W czasie kursów przekonywano dyrektorów, by sami wskazali firmie Greenhouse wierzycieli swoich placówek. Greenhouse oferował im, że kupi ich długi i rozłoży ich spłatę na raty. Miało to być korzystniejsze, niż gdyby długi przejęła zwykła firma handlująca wierzytelnościami. Do zawarcia układu z Greenhouse nakłaniał dyrektorów szpitali uczestniczący w szkoleniach Piotr Krachulec – kolejny, obok Andrzeja Zwary, współpracownik minister Franciszki Cegielskiej z Trójmiasta. W 2000 r. został w miejsce Elżbiety Hibner (która awansowała wówczas na wiceministra finansów) szefem jej gabinetu politycznego. Przygotowywał na zlecenie ministerstwa szereg opracowań dotyczących restrukturyzacji szpitali. Po śmierci Cegielskiej, jesienią 2000 r., odszedł z Ministerstwa Zdrowia i został doradcą społecznym wiceminister Hibner. Równocześnie pracował jako doradca Greenhouse.

                          Były dyrektor jednego z pomorskich szpitali pamięta, że Krachulec prowadził swego rodzaju akwizycję na rzecz Greenhouse także poza szkoleniami. – Przychodził do dyrektorów szpitali, kładł na biurku swoją wizytówkę z ministerstwa i przekonywał, że jedyną szansą na ratunek jest dla nas wykup długów przez Greenhouse. Dokładnie wiedział, do kogo pójść, nad kim wisi widmo komornika.

                          Pośrednicy

                          W ciągu kilku lat swej działalności Greenhouse skupił setki milionów złotych szpitalnych długów. Sekurytyzacją objął tylko ich śladową część, chociaż oficjalnie to była główna idea jego działalności. Wiosną 2001 r. należąca do GCM spółka Greenhouse Finance wyemitowała zabezpieczone szpitalnymi wierzytelnościami obligacje o wartości 12 mln zł. Nie wykupiła ich jednak na czas od inwestorów i projekt zakończył się klapą. Na tym sekurytyzacja w wydaniu Greenhouse się skończyła.

                          O wiele lepiej GCM sprawdzał się w roli pośrednika w zakupie długów. – Greenhouse raczej nie kupował długów na własny rachunek. Pieniądze wykładały banki. GCM pośredniczył tylko w zawieraniu umów cesji długów między wierzycielami szpitali a bankami oraz porozumień dotyczących spłaty długów między bankami a szpitalami – mówi Marek Błaszkowski, założyciel Magellana.

                          Głównym odbiorcą skupowanych przez Greenhouse długów był Bank Komunalny w Gdyni (obecnie Nordea Bank Polska SA). Za pośrednictwo Greenhouse otrzymywał od niego prowizję. Rzeczniczka Nordea Bank Polska SA Joanna Krawczyk-Golba, zasłaniając się tajemnicą bankową i służbową, odmówiła nam odpowiedzi na pytanie o jej wysokość. Z akt GCM wyczytać można jednak, że np. w 2001 r. jego przychody wyniosły 261 mln zł i że aż 99 proc. tej sumy stanowiły przychody z pośrednictwa finansowego. A, jak już wspomnieliśmy, pośrednictwo Greenhouse świadczył głównie na rzecz gdyńskiego banku.

                          Marek Błaszkowski przyznaje, że zaczynając działalność w Magellanie, również próbował nawiązać współpracę z bankami: – Rozmawiałem z całą czołówką. Nie udało się. Kupowałem więc długi na własny rachunek.

                          Greenhouse miał ułatwione zadanie. Głównym akcjonariuszem Banku Komunalnego, z którym współpracowała spółka, było miasto Gdynia. W latach 1998–2006 członkiem rady banku był Marek Głuchowski – partner sopockiej Kancelarii. Po tym, jak objął on funkcję przewodniczącego rady nadzorczej PKO BP, jego miejsce w gdyńskim banku zajął Andrzej Zwara. Prawnicy sopockiej Kancelarii świadczyli także na rzecz Banku Komunalnego (potem Nordea Bank Polska) rozmaite usługi (m.in. przygotowywali jego prospekt emisyjny).

                          Od 1996 r. przez sześć lat wiceprezesem Banku Komunalnego był Krzysztof Bogucki. W 2002 r. zrezygnował z tego fotela i został prezesem firmy Eurolinks SA, która w dokumentach rejestrowych Greenhouse Capital Management wymieniana jest jako jedna ze spółek należących do grupy kapitałowej Greenhouse. Gdy Bogucki objął funkcję w Eurolinks, zyskała ona status super project managera w kilku realizowanych przez Greenhouse projektach związanych ze służbą zdrowia.

                          Zapytaliśmy Boguckiego, czy pełniąc funkcje w Banku Komunalnym brał udział w podejmowaniu decyzji dotyczących współpracy z Greenhouse. „Po 7 latach nie pamiętam, w opiniowaniu jakich spraw brałem udział” – napisał w odpowiedzi (myląc się w obliczeniu czasu, jaki upłynął od jego odejścia z banku). O biznesach Greenhouse z Bankiem Komunalnym chcieliśmy porozmawiać także z Markiem Głuchowskim. Nie znalazł dla nas czasu.

                          Więcej pod adresem www.polityka.pl/kraj/254943,1,ogrodnicy-szpitalnych-dlugow.read#ixzz2Iy0heSrN
                          • Gość: bk Re: Bardzo dobry artykuł - cz. 5 IP: *.dynamic.chello.pl 25.01.13, 07:43
                            Grupy wsparcia

                            Nie wszystkie szpitale dawały się firmie Greenhouse namówić na rzekomą sekurytyzację. Nie chciały dobrowolnie wskazywać jej swoich wierzycieli. Firma kupowała wówczas długi za plecami szpitala i zgłaszała się do niego dopiero po pieniądze. Raport NIK z kontroli przeprowadzonej w 2002 r. w szpitalach klinicznych opisuje jeden z takich przypadków. Sprawa dotyczyła Szpitala Klinicznego nr 3 we Wrocławiu. Według NIK, Greenhouse w latach 2000–2001 kupował jego długi, żądał ich spłaty w ciągu 7 dni, a jeśli szpital nie mógł spełnić tego żądania – groził sądem i wymuszał podpisanie niekorzystnego dla placówki porozumienia. Przykładowo: działając w imieniu Banku Komunalnego, Greenhouse wymógł na szpitalu umowę, zgodnie z którą miał on spłacić w rocznych ratach prawie 1,5 mln zł długu. Odsetki wynosiły 30 proc. Jednak gdyby szpital nie wpłacił którejś z rat w terminie – bank mógł mu naliczać odsetki dwukrotnie wyższe (!). Takich porozumień było wiele. Tonąc w długach, szpital starał się więc przede wszystkim spłacać te przejmowane przez Greenhouse.

                            Jeśli jednak szpitale nie wskazywały firmie Greenhouse swoich wierzycieli, to skąd wiedziała ona, które szpitale mają zadłużenie i komu winne są pieniądze? I co najważniejsze – skąd GCM czerpała informacje o tym, które szpitale, mimo fatalnej sytuacji, stać jeszcze na w miarę regularną spłatę długów, a które lepiej omijać z daleka?

                            Zgodnie z planami Ministerstwa Zdrowia po wprowadzeniu reformy wszystkie szpitale miały przejść restrukturyzację. Greenhouse informacje o kondycji finansowej szpitali otrzymywał od firm związanych z ludźmi, którzy odegrali kluczowe role w przygotowaniu programów tejże restrukturyzacji: Biurem Rzeczoznawstwa i Doradztwa Consulting oraz Medical Rating.

                            Opracowanie programów restrukturyzacji dla każdego z województw z osobna Ministerstwo Zdrowia zleciło tzw. regionalnym grupom wsparcia. W większości województw tę rolę pełniły firmy konsultingowe. Miały one dostęp do wszelkich informacji o sytuacji szpitali. W województwie łódzkim rolę regionalnej grupy wsparcia pełniła BRD Consulting. Jej właścicielem jest Kazimierz Wieczorek – mąż byłej dyrektor wydziału zdrowia Urzędu Miasta Łodzi – Hanny Wieczorek. W czasach, gdy pełniła ona funkcję w UMŁ, wiceprezydentem miasta odpowiedzialnym za służbę zdrowia była Elżbieta Hibner. Dodajmy, że sama Hibner była członkiem ministerialnego zespołu odbierającego projekty przygotowane przez grupy wsparcia. Z kolei krakowska firma Medical Rating dostarczająca GCM opracowania na temat sytuacji szpitali, założona została w 2001 r. przez Barbarę Bulanowską – wówczas pełniącą obowiązki dyrektora Departamentu Nadzoru i Kontroli w Ministerstwie Zdrowia. W radzie nadzorczej spółki zasiedli Jacek Graliński (ówczesny Dyrektor Departamentu Zdrowia Publicznego MZ) i Adam Kozierkiewicz (ówczesny dyrektor Centrum Organizacji i Ekonomiki Ochrony Zdrowia MZ).

                            Wszyscy troje wchodzili w skład resortowego zespołu odbierającego projekty restrukturyzacji od regionalnych grup wsparcia. Wszyscy byli również przedstawicielami ministerstwa w regionalnych komitetach sterujących (prowadzących dalsze prace nad programami restrukturyzacji szpitali) – Bulanowska w woj. małopolskim, Kozierkiewicz w wielkopolskim, a Graliński w kujawsko-pomorskim.

                            Graliński i Kozierkiewicz zrezygnowali wprawdzie z funkcji w radzie Medical Rating, gdy zorientowali się, że łącząc je z zatrudnieniem w ministerstwie, łamią prawo, ale jak ustaliliśmy, przynajmniej Graliński współpracował jeszcze potem z tą firmą i ponownie zasilił jej władze. W 2002 r. siedziba Medical Rating została przeniesiona do Sopotu. Najpierw do budynku, w którym pierwotnie miały swoją siedzibę spółki z grupy Greenhouse, potem – na Armii Krajowej 116 – gdzie urzęduje Kancelaria „Prezydencka”. W 2005 r. w jej radzie nadzorczej zasiadł Wojciech Wójcik – wspólnik i wiceprezes Greenhouse.

                            Układ idealny

                            Kariera Greenhouse skończyła się niespodziewanie. Powodem klęski stało się to, co wcześniej wyniosło ją na szczyt: polityka i banki. W sprawozdaniu z działalności GCM jej władze pisały: „Sytuacja spółki uległa znacznemu pogorszeniu po wyborach parlamentarnych we wrześniu 2001 r. wraz ze zmianami w Ministerstwie Zdrowia”. Według nich, nowe kierownictwo resortu zaczęło wytwarzać niekorzystną atmosferę wokół firm handlujących długami szpitali. Faktycznie – nowy minister zdrowia Mariusz Łapiński (SLD) wkrótce po objęciu funkcji ogłosił w mediach: „Nie może być tak, że prywatna firma zarabia na kłopotach finansowych publicznej służby zdrowia”. I apelował do samorządów, by poręczały szpitalom kredyty na spłatę zadłużenia – tak, by szpitale nie musiały same oddawać się w ręce firm handlujących długami.

                            W 2002 r. nadzór bankowy uznał, że wierzytelności szpitali podlegają takim samym regułom jak długi zwykłych podmiotów gospodarczych. Oznaczało to, że banki muszą zacząć tworzyć na nie rezerwy (czego wcześniej nie robiły). Natychmiast więc straciły zainteresowanie handlem wierzytelnościami. Już pod koniec 2001 r. Greenhouse musiał rozwiązywać umowy zawarte wcześniej z wierzycielami szpitali – nie miał im bowiem jak zapłacić za odkupione długi. Wkrótce potem do GCM zaczęli ściągać wierzyciele. Na różne sposoby usiłowaliśmy skontaktować się z przedstawicielami tej spółki. Pod dawnymi numerami telefonów Greenhouse odzywają się już inne firmy. W grudniu 2001 r. prawników z Kancelarii „Prezydenckiej” nie było już wśród akcjonariuszy GCM.

                            W 2004 r. na antenie jednej z rozgłośni radiowych Lech Kaczyński definiował układ: „To jest pewien układ interesów przede wszystkim gospodarczych, który ma zasadniczy wpływ na to, co się w Polsce dzieje, także w sensie politycznym. Te interesy gospodarcze są interesami często niezgodnymi z ogólnymi interesami rozwoju naszego kraju. Układ ogranicza możliwości naszego rozwoju, bo to jest układ interesu, który ma charakter niekonkurencyjny. Istotą gospodarki wolnorynkowej jest konkurencja. W ramach tego układu nie jest istotne, kto jest lepszy na rynku w sensie konkurencji, tylko kto ma dostęp do władzy, do systemu bankowego”.

                            Pod bokiem Lecha Kaczyńskiego, ówczesnego ministra sprawiedliwości, powstał układ idealny, wypełniający wszystkie elementy stworzonej przez niego definicji. Dziś budowniczy tego układu pełnią funkcje w państwowych spółkach, doradzają prezydentowi i uczą jego córkę, jak robić użytek z prawa.

                            Więcej pod adresem www.polityka.pl/kraj/254943,1,ogrodnicy-szpitalnych-dlugow.read#ixzz2Iy11FcUa
                            • Gość: blebleble Polskie prawo to lewo IP: *.dynamic.chello.pl 25.01.13, 09:02
                              Wcześniej sekurytyzacja długów, teraz subrogacja. Niby coś innego, a ciągle czarna magia. Chodzi o to, żeby przeciętny człowiek niewiele zrozumiał i był pod wrażeniem pozornego profesjonalizmu. Wynik obydwu zabiegów na "S" ten sam: świetny biznes dla wykupującego długi, gorszy dla szpitali i samorządów/skarbu państwa.
                              AMG i Temple Libra mają nawet ten sam adres, w zarządach tych samych ludzi (jeśli prześledzić wpisy do KRS od samego początku powstania: wpis z 2009). Na miejscu dyrektorów kontrolowanych szpitali zainteresowałabym tym odpowiednie instytucje. W żadnym cywilizowanym kraju taka sytuacja nie byłaby dopuszczalna.
                              • oloros Re: Polskie prawo to lewo 25.01.13, 10:40
                                a w ktorym cywilizowanym kraju ustala sie budzet panstwa ktory od razu jest nierealny a brak pieniedzy w szpitalach doprowadza do dlugow?
                                mozna psyy wieszac na foirmach sciagajacych dlugi ale pytanie jest proste
                                \dlaczego ten dlug powstaje w jednostce budżetowej ktora w najgorszym przyp[adku ma sie bilansoweac?
                                jaka jest przyczyna ?
                                • Gość: no way Re: Polskie prawo to lewo IP: *.dynamic.chello.pl 25.01.13, 15:15
                                  Masz 100%. NFZ nadaje się do całkowitej likwidacji. Jest to organizacja szkodliwa społecznie, a z Twoich słów wynika, że również zmuszająca do przestępstw.
                                  • Gość: SGWL Re: Polskie prawo to lewo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.13, 07:12
                                    Tekst linka

                                    Proponuje poprzeć choć wirtualnie projekt w sprawie obywatelskiego referendum.Jesli ONI nie wiedzą co jest dobre dla dzieci ,to my podejmiemy za nich decyzje
                                    • Gość: SGWL Re: Polskie prawo to lewo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.13, 07:16
                                      Referendum w sprawie budowy Szpitala dla dzieci

                                      Referendum w sprawie Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Kielcach
                                      • Gość: pomogło? Re: Polskie prawo to lewo IP: *.dynamic.chello.pl 31.01.13, 00:00
                                        Echo Dnia
                                        Nagły zwrot w sprawie Szpitala Dziecięcego! Zamiast budowy nowego będzie...rozbudowa starego!
                                        Dodano: 30 stycznia 2013, 20:18 Autor: /IB/
                                        "Nie będzie łączenia Szpitala Dziecięcego w Kielcach ze Szpitalem w Czerwonej Górze, ani Szpitalem Wojewódzkim. Będzie budowany nowy pawilon pediatryczny przy ulicy Langiewicza – zdecydowali w środę radni klubu Polskiego Stronnictwa Ludowego sejmiku świętokrzyskiego.
                                        Nagły zwrot w sprawie Szpitala Dziecięcego! Zamiast budowy nowego będzie...rozbudowa starego!
                                        Jak poinformował marszałek Adam Jarubas, na wczorajszym posiedzeniu klubu PSL sejmiku świętokrzyskiego, radni zdecydowanie wypowiedzieli się przeciwko łączeniu Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala Dziecięcego ze Szpitalem Specjalistycznym w Czerwonej Górze lub z Wojewódzkim Szpitalem Zespolonym – jak przewidywały scenariusze przygotowane przez zarząd województwa.
                                        Radni postanowili, że konieczne jest wyburzenie najstarszego budynku - mieści się tam oddział wewnętrzny i budowa nowego pawilonu pediatrycznego na Langiewicza. Nowy budynek ma stanąć na działce przy oddziale zakaźnym. Koszt budowy pawilonu, dostosowanego do pobytu dziecka z opiekunem sięga 30 – 40 milionów złotych. Niezbędne jest również poprawienie standardu w dwóch pozostałych budynkach - chirurgii i zakaźnym, termomodernizacja, wymiana dachu na budynku oddziału zakaźnego. Nowy pawilon pediatryczny miałby zostać uruchomiony w 2015 roku. Jak poinformował marszałek, ten scenariusz dla Szpitala Dziecięcego będzie przedstawiony na najbliższej sesji sejmiku."
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka