Dodaj do ulubionych

Odkrywamy Świętokrzyskie. Chobrzany

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.05, 07:29
Wtedy kiedy Żeromski przyjeżdżał do Chobrzan to była sandomierszczyzna lub
jak kto woli to Ziemia Sandomierska!A świetokrzyskie to wymysliła nowa i juz
stara władza typu pan Wójcik i pani Kizińska ( o której za chwilę ju z nikt
nie będzie pamiętał)!
Obserwuj wątek
    • wojciech.domagala CHOBRZANY 22.10.05, 08:05
      "Nie zostało nic z drewnianego dworku wujostwa Żeromskiego. Stał w pobliżu
      wzniesionego w 1873 roku na wzgórzu kościoła św. Jana Ewangelisty,"

      Pozostały zdjęcia, ryciny, obrazy z tym wspaniałym obiektem ;) nie mam skanera
      ani miejsca aby je pokazać ale nie o tym chciałem...


      Chciałbym aby znalazł się szalony budowniczy, który na podstawie wizualnych
      dokumentów odtworzyłby z drewna obiekt. To bardziej praca pasjonacka.

      www.sandomierskie.com/kraj/sandomierski/chobrzany.htm
      encyklopedia.servis.pl/wiki/Chobrzany
    • wojciech.domagala Popioły, Stefan Żeromski, opis klasztoru Św.Katarz 22.10.05, 16:05
      "...Ujrzał jak gdyby dzieciństwo swoje, śnił o sobie widomy na jawie sen. Był
      tu w tym ogrodzie małym dzieckiem, a wszystko; wszystko doskonale zapamiętał...
      Strumień świętego Franciszka, który jest głównym rodzicem Czarnej Nidy, biegnie
      przez ogród z gwałtem swych małych wód, z siłą i gniewem małych pian. Tam oto
      spada srebrzystym snopem z drewnianej rynny wprawionej w ogrodowy mur, tu
      dudni, jak gdyby wpadał w głębinę pustej stągwi, tam z szelestem i szemraniem
      biegnie przez ogród pod białymi mostkami, pomiędzy korzenie śliwin i grusz,
      które słodkie jego wody wypijają. Dopadł drugiego muru i znowu ujęty w rynnę,
      wyciosaną w półpniu świerkowym, puszczony został na wolność.

      Spomiędzy drzew, w wylotach owocowych alejek, widniały białe mury. To, co
      niegdyś tak uderzyło wyobraźnię dziecięcą niezwykłością swoją, uderzało i dziś
      z tą samą siłą...

      Klasztor! Z podziwem, zdumieniem i dawnym lękiem patrzał na owo ziszczone
      wspomnienie dzieciństwa. Te same szare skarpy rozkraczone, wyrażające
      niesłychany wysił, moc, chłopskie podsadzanie się ze wszej potęgi. Te same
      kamienie, co od zwietrzenia już to stały się czarne i okryte rdzą jak żelazo,
      już zlasowane, powlekły się białą, niezniszczalną polewą i stały podobne do
      kafla wiecznotrwałego. Nad skarpami ściany zimne i wysokie, z małymi pod dachem
      oknami. Zła myśl nieci uśmiech, kiedy się duma mimo woli nad owym celem, który
      kazał okienka zakonnic umieszczać tak wysoko. Zła myśl przewija się i sama
      siebie zawstydzając chyłkiem wbiega kędyś w gęste zastępy owocowych drzew,
      między rabaty kwiatowe, gdzie wysmukłe lilie o strzępiastych i rozprysłych
      płatkach kielichów, o brunatnych pylnikach i lepkim, żółtawym soku, wylewają
      odór czystości. Plamy wilgotne w narożnikach muru niby cień wiecznie obecny
      czyhają na białość wapiennych ścian, podobnie jak szyderstwo czyha na zachwyt,
      podobnie jak tłusta drwina czyha na dziewiczość uniesienia. Blaszane rynny przy
      dachu, przyrząd tak niezwykły w tych stronach... Albowiem w tych stronach
      nieznane jest jeszcze nic, co by było wymysłem ku udogodnieniu życia. Wszystko
      tu jest jeszcze jak za Chrobrego króla, jak za króla Krzywousta albo Mnicha.
      Pierwszy tu obraz domu murowanego z kamienia przyniosły mniszki za Bodzanty,
      kościelnego księcia i łowcy, miłośnika tych puszcz dzikich. Drogę, która w te
      miejsca prowadzi, mniszkom należy zawdzięczyć, i cudny sad w dzikim boru, na
      kamienistym, zimnym gruncie. Im należy zawdzięczyć okrzesanie wioskowego ludu
      po siołach, tępienie przez szeregi wieków świętokrzyskiego zbójectwa, im
      założenie pierwszych sadów przy leśnych izbach, uprawę warzyw po Lechach, naukę
      tkania szmat z wełny i haftowania lnianych chust...."

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka