Dodaj do ulubionych

Leon dał kwitek Bolkowi

IP: *.134.219.81.static.kielce.msk.pl 19.10.06, 09:37
Leon Kieres wystawił Lechowi Wałęsie papierek, który, de facto, niczego nie
wyjaśnia. Zgodnie z dokonaną przez Naczelny Sąd Administracyjny wykładnią
ustawy lustracyjnej, wbrew dotychczasowej praktyce, za poszkodowanego IPN
musi uznać również tego, kto najpierw współpracował z bezpieką a później był
obiektem donosów innych osób do tejże bezpieki. Dokładnie to Wałęsie
zarzucają jego byli współpracownicy z lat 70ych – wg zachowanych dokumentów,
rozpowszechnianych m.in. przez A.Gwiazdę (dziwne, że media, tak łase na
wszelkie sensacyjne kserokopie, tych papierów nigdy nie raczyły zaprezentować
szerzej) Lech Wałęsa aktywnym i dobrze płatnym donosicielem SB był w latach
1970-1976. Czego więc dowodzi dokument wydany przez "prezesa Kieresa"?
Niczego.
Czym dysponuje IPN? Rzadko wspomina się dziś o aferze dotyczącej teczki TW
Bolka jaka wybuchła po tym, jak w 1995 roku wyborcy wykopali jej (teczki)
głównego bohatera z Pałacu Namiestnikowskiego. Dochodzenie UOP wykazało, że
kancelaria prezydenta Wałęsy bezprawnie wypożyczyła z gdańskiej delegatury
UOP teczkę agenta SB o pseudonimie Bolek i w tylko sobie wiadomym celu
przetrzymywała ją długimi miesiącami by wreszcie zwrócić ją… zubożoną o ponad
połowę pierwotnej zawartości. Mówiąc wprost – ktoś w kancelarii prezydenta
Wałęsy dopuścił się przestępstwa wykradzenia i (prawdopodobnie) zniszczenia
większości dokumentów dotyczących działalności TW Bolka. Konkluzja śledztwa
UOP była jasna i porażająca – ludzie prezydenta Wałęsy niszczyli akta, które
mogły postawić go w bardzo negatywnym świetle. Mimo takich wniosków
konsekwencji nie wyciągnięto ani wobec bezpośrednich sprawców ani wobec ich
zleceniodawcy.
Na czym więc opierał się sąd lustracyjny (w 2000 r.) oraz prezes Kieres? Na
teczce, którą wcześniej spreparował sam zainteresowany. Jak byśmy odnieśli
się do sytuacji gdyby w procesie FOZZ głowni oskarżeni dostali możliwość
dowolnego zaaranżowania akt sprawy i spalenia tego co im się w owych aktach
nie podoba? Oskarżeni zapewne zostawiliby w papierach wyłącznie swoje dyplomy
uznania a sądowi nie pozostałoby nic innego jak oskarżonych uniewinnić…
Struktura archiwów SB jest taka, że dokumenty dotyczące danego kapusia
spoczywają nie tylko w jego teczce pracy ale w kilku innych miejscach –
dlatego gdy ludzie Wałęsy czyścili teczkę Bolka oraz teczki ludzi z jego
otoczenia (ludzi o których informował swoich szefów) przeoczyli kilka
dokumentów złożonych w miejscach, o których nie pomyśleli. To o tych
papierach mówił swego czasu dr Dudek (IPN) oraz przywoływani dziś (w Radio
TOK FM) przez red. P.Zarembę (Newsweek) anonimowi historycy z IPNu
stwierdzając, że papiery nie są tak jednoznaczne jak by chciał Wałęsa. Owe
dokumenty to zapewne kolportowane przez A.Gwiazdę kopie donosów oraz
pokwitowań przyjęcia zapłaty podpisane przez L.Wałęsę. Z tego co wiem, do
dziś zachowały się niestety wyłącznie kserokopie lub mikrofilmy owych
dokumentów co uniemożliwia stuprocentową weryfikację ich autentyczności.
Okres gdy dwór Wałęsy pasożytował na państwie polskim (1990-1995) to czas
tryumfalnego powrotu do władzy ludzi dawnego, PRLowskiego układu. To
Wałęsa "wzmacniał lewą nogę", to jemu zawdzięczamy odroczenie o 10 lat
jakichkolwiek prób przeprowadzenia lustracji i to on na najwyższe stanowiska
w swej kancelarii powoływał ludzi powiązanych z bezpieką. To
także "poszkodowany" Wałęsa jak lew bronił emerytalnych przywilejów byłych
oficerów SB. Śmiało można powiedzieć, że poziom UBekizacji kancelarii Wałęsy
był wyższy niż kancelarii Kwaśniewskiego – oficjalnie za agentów SB uznani
zostali jego najbliżsi współpracownicy: L.Falandysz i T.Kwiatkowski. Podobne,
choć nigdy nie dowiedzione w 100 % zarzuty stawiano także J.Milewskiemu,
J.Ziółkowskiemu i M.Wachowskiemu. W podlegających prezydentowi Wałęsie
służbach specjalnych błyskotliwe kariery robili doświadczeni funkcjonariusze
SB (vide G.Czempiński).
Pismo Święte mówi: Po owocach ich poznacie… Co najmniej podejrzane owoce
wydała prezydentura "poszkodowanego" Wałęsy.
Panie Wałęsa, porównując Pańskie działania oraz mętny sposób w jaki pan
tłumaczy pewne sprawy ze świadectwami ludzi, którym ani razu nie dowiedziono
nieuczciwości i współpracy z komuną nie mam innego wyboru jak dać wiarę
państwu Gwiazdom, Annie Walentynowicz czy Krzysztofowi Wyszkowskiemu. Dla
mnie ten świstek papieru jaki dał panu człowiek, który jeszcze przed
rozpoczęciem postępowania w sprawie i bez analizy dokumentów stwierdził, że
ów świstek panu musi wydać, nie ma żadnej wartości.
Czekam na pismo od pańskich "emerytowanych adwokatów" (ciekawe czy będa to ci
sami adwokaci, którzy załatwiali w pańskiej kancelarii akt łaski dla
niejakiego Słowika?). Usiąść, nawet na ławie oskarżonych, koło tylu
zasłużonych dla Polski ludzi będzie dla mnie wielkim wyróżnieniem.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka