Gość: M
IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl
01.02.02, 00:00
Wbrew oczekiwaniom nie będzie to opowieść o filmie Davida Lyncha, lecz o
nowiutkiej kieleckiej magistrali - Zagórskiej. To, że w końcu media napiszą na
ten temat wiedziałem od momentu rozpoczącia prac remontowych - wystarczyło
popatrzeć w oczy pracującym tam robotnikom - ta niewysłowiona radość z tych
niezliczonych godzin spędzonych w wozie z kolegami pijącymi wódkę. Na jesień
kilkakrotnie miałem okazję gościć u znajomych mieszkających na ulicy
Zagórskiej. Tak się składa, że ich balkon "wychodzi" wprost na tą ulicę,
dlatego z zainteresowaniem przypatrywaliśmy się "pracom". Z tych obserwacji
wynikała jedna prawidłowość: kiedy nie było kierownika budowy, to wszyscy
siedzieli w wozie i się "grzali". Natomiast kiedy szef się pojawiał, chłopaki
odpalali wszystkie maszyny, które mieli pod ręką, żeby tylko hałas był jak
największy. Kiedyś widziałem nawet, jak kierownik przechadzał się po ulicy, a
trzech gości na kolanach wybierało liście rękoma spod drzewa, żeby można było
elegancko i bez fuszerki położyć kostkę. No i efekty ich pracy są widoczne
dzisiaj. Nie mogę tylko zrozumieć dyrekcji ŚPRD "Trakt", które ustami P.
Tamasza Białego wyraziły tak dalece idącą troskę o mieszkańców Zagórskiej, żeby
jak najkrócej brodzili w błocie, że postanowiły położyć chodnik "choćby
tymczasowo" - cyt. z GW. W imieniu wszystkich babć z trudem chodzących po
zakupy - DZIĘKUJĘ. (Jeszcze raz będzie im dane doświadczyć tej troski - na
wiosnę):)