turpin
29.10.10, 08:40
O Mistrzu świadczy przede wszystkim jego dziedzictwo, w tym zwłaszcza uczniowie.
Profesor Dziatkowiak wychował pod wzgledem technicznym jednego doskonałego specjalistę, ale zaniedbał formacji jego psychopatycznej osobowości (czy może ściślej, przyczynił się do jej dalszego uformowania w wiadomym kierunku). Poza tym zostawił po sobie miernoty, co umiarkowanie zgrabnie sygnalizuje ów artykuł (nie, to nie Zyzio Ziobro rozłożył karkowską transplantologię, bo jak zaczął harcować, to już nie za bardzo było co rozkładać).
Casus Prof. Dziatkowiaka i smutnych odległych skutków jego rządów doskonale ilustruje jedną z bolączek (nie największą zresztą) polskiej medycyny - wszechobecny Syndrom Boga, któremu nader łatwo ulegają liczni doktorzy, zwłaszcza w specjalizacach zabiegowych, jeśli tylko ale-ino zaczną wystawać ponad przeciętność, nierzadko li tylko we własnym mniemaniu. Gdy Bóg odejdze, zostają co najwyżej szarzy wyznawcy. Ale to akurat odziedziczyliśmy po medycynie niemieckiego obszaru kulturowego. Szkoda, że nie odziedziczyliśmy niczego innego.