Gość: kraków
IP: *.zax.pl
08.05.04, 09:31
O tolerancji
W Polsce niesłychanie łatwo jest być wieszczem. Dwa tygodnie temu
w "Felietonie życzliwym dla gejów i lesbijek - O różnicy między Jarugą a
Safoną" dokładnie przewidziałem finał krakowskiego marszu. Napisałem, że
wydaje mi się, iż "celem tego pomysłu jest, aby kibice Wisły i inni skini
skopali uczestników pochodu i żeby publicyści "Gazety Wyborczej" mogli znów
przez parę miesięcy pisać o polskim zacofaniu, Ciemnogrodzie, kompromitacji w
oczach Europy...
Bijatykę mamy już za sobą, teraz rozpocznie się festiwal pouczania ciemnych
ksenofobów polskich na temat tolerancji. Ponieważ słyszę, że wiele osób
rozsądnych, uczciwych, ale zdezorientowanych poważnie zaniepokoiło się
deficytem tolerancji w Krakowie i w całej Polsce, chcę ich pocieszyć.
Najwyższym stopniem tolerancji wobec cudzego sposobu życia jest całkowity
brak zainteresowania. Przeprowadźcie na sobie prosty test - jeśli nie wiecie
i nic was nie obchodzi, kto z waszych znajomych jest gejem, a kto lesbijką,
jesteście tolerancyjni. Natomiast jeśli wiecie, obchodzi was i uważacie, że
znajomy gej czy lesbijka powinni z racji swojej orientacji seksualnej
zajmować honorowe miejsce przy stole, mieć pierwszeństwo na drogach
publicznych i płacić niższe podatki, wcale nie jesteście tolerancyjni.
Przeciwnie, macie faszystowskie skłonności. Kiedy pracowałem w Anglii, kraju
naprawdę tolerancyjnym, gdzie do dobrego tonu należy brak zainteresowania
cudzym życiem, do Londynu przyjechała radziecka orkiestra symfoniczna z
(wówczas) Leningradu. Dyrygent tej orkiestry powiedział do dyrygenta zespołu
BBC: mówi się, że u nas nie ma tolerancji, że jest antysemityzm, tymczasem w
mojej orkiestrze gra 16 muzyków - Żydów. A ilu Żydów jest u pana? Nie wiem -
odpowiedział Brytyjczyk.
Według niektórych zacnych ludzi z Krakowa, wypowiadających się o tolerancji,
jej wzorem powinien być dyrygent radziecki. Brytyjczyk to ksenofob. Doszliśmy
do absurdu. Ale jeszcze jest czas, żeby zawrócić.