misself
18.06.12, 09:08
Często w takich sytuacjach nie chodzi o podkreślanie odrębności, tylko po prostu o przyzwyczajenie. Dawniej kobiety wychodziły za mąż wcześniej, często w ogóle nie używały swoich nazwisk. Kiedy pojawił się obowiązek szkolny, długo panna Kasia Szczotka była Szczotkówną, a Ziuta Barg - Barżanką. Wtedy wyjście za maż i stanie się -ową (Wańtuchową, Nowakową) było awansem społecznym, mężatkę postrzegano inaczej niż panienkę.
Po 30 latach bycia Kasią Szczotką nie wyobrażam sobie nagle przestawić siebie samej na bycie Kasią Nowak. Jedyna sytuacja, w której bym zmieniła nazwisko, to jeśli byłaby to zmiana na lepsze (ładniejsze, krótsze, łatwiej wymawiane i bez problemów z pisownią).
Waham się między pozostaniem przy własnym nazwisku po ślubie a nazwiskiem podwójnym - na tę decyzję jeszcze mam czas, ale w ogóle nie biorę pod uwagę przyjęcia nazwiska narzeczonego - dlatego, że kompletnie nie gra z moim imieniem, całość brzmi tak źle jak kombinacja Karol Rola i jest bardzo trudna do wymówienia.