Gość: berman
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
04.07.04, 20:07
Pani Bikont uważa, że polskie spoleczenstwo i Kościół nie zajęły wystarczająco
jednoznacznego stanowiska wobec zbrodni w Jedwabnem. Jednak ocena Jedwabnego nie
może być jednoznaczna - z natury rzeczy.
Oczywiście, zabicie niewinnych ludzi jest zbrodnią i nie słyszałem, aby ktokolwiek ocenial ten
fakt inaczej. W sądach na ten temat nie wolno jednak pomijać milczeniem innego faktu: po
wkroczeniu Sowietów na ziemie polskie środowiska żydowskie przystąpiły do kolaboracji z
okupantem wydając w ich ręce Polaków. W rezultacie - wiele polskich rodzin poniosło śmierć
w transportach i w sowieckich obozach pracy. Nielicznym udało się wrócić. Po wycofaniu się
Sowietów niektórzy Zydzi mieli wielką ochotę kontynuować tę kolaborację z Niemcami ale ci,
jak wiadomo, nie skorzystali z oferty (choc np. w przypadku ojca jerzego kosińskiego nie jest
to pewne, istnieją poszlaki, że kupował sobie bezpieczeństwo donosząc Niemcom na
polskich sąsiadów).
Postawa Zydów spowodowała krwawą na nich zemstę, m.in. w Jedwabnem. Oceniając
Jedwabne nie należy więc zapominać o wcześniejszych, polskich ofiarach krwawej, sowiecko
- zydowskiej współpracy, gdyż wówczas właśnie taka ocena (Gross) jest absolutnie
jednoznaczna - po prostu stronnicza. Gwałt się gwaltem odciska, najczęściej niestety nie na
winowajcach.Upraszczanie rzeczywistosci nie służy jednak budowaniu zgody.
W wywiadzie z panią Bikont powtarza ona klamstwo o wybuchu antysemityzmu w Polsce w
1968 roku. Czystki antysemickie dokonywały się w ramach PZPR, dotyczyły członków PZPR,
inspirowane były przez frakcje partyjne i odbierane były przez społeczeństwo jako przejaw
wewnątrzpartyjnych awantur. Z możliwości emigracji z Polski skorzystali wówczas ochoczo
także niepartyjni Zydzi i nie-Zydzi, bo to byla naprawdę świetna okazja aby wyrwać się z
komunistycznego obozu do wolnego swiata. Jeśli owi emigranci przedstawiają się teraz jako
ofiary polskiego antysemityzmu, to klamią.