Dodaj do ulubionych

"Jak grać na Szerokiej" - ciąg dalszy dyskusji

IP: *.miks.uj.edu.pl 28.09.04, 12:25
Szanowna Pani redaktor
Ulica szeroka rzeczywiscie raczej mniej niż bardziej fortunnie promuje
Kazimierz.
Z jednej strony przyznaje Pani, ze problem kiczowatego folkloru promującego
to miejsce istnieje, a nastepnie pisze Pani, ze „czymś upokarzającym byłoby
przedstawianie katalogu tego, co wyrosło na Kazimierzu w ostatnich latach
dzięki zawartej w jego murach tradycji”. Wstyd zatem, że na pięknej tradycji
wyrósł populistyczny kicz?
Kazimierz samoistnie zaczął spełniac swoja funkcje „memoratywna” głównie, a
pozniej turystyczną i integracyjną?
Przyzna Pani, że funkcja memoratywna ogranicza się do specyficznych i
sporadycznie organizowanych wydarzeń związanych z tradycją żydowską,
żydowskimi świętami etc, a to wszystko na skalę tak niezauważalną, ze aż
przykro.
Cała reszta to rząd własnie wspominanych w tekscie wyszynków, hoteli,
dyskotek czynnych 24h/dobe, a więc tym wszystkim co wiąże się z integracją i
turystyką własnie!!!
Która zatem funkcja wydaje się być pierwsza i czy nie jest tak
właśnie ,że „kazimierskie” lokale, hotele promują się prze pryzmat pewnej
nowomody? Mam pewne wątpliwości...
Czy nie jest tak, że funkcję memoratywną spełnia Kazimierz przez te dwie
pozostałe?
Z calym szacunkiem dla pielgrzymów, dla których w glownej mierze cala
paskudna turystyczna infrastruktura na kaziemierzu powstała, ale to już nie
ich wina...

Odsetek osób żywo interesujących się kulturą żydowską jest pewnie niewiele, a
zatem laików, ignorantów (jakkolwiek ich nie zwać) będzie najpierw przyciągał
prawdopodobnie integracyjny charakter Kazimierza także z jego alternatywnymi
imprezami, a pózniej...kto wie...może i kultura?
Czy nie jest to warte zachodu?
Uważam, że wyłączenie Kazimierza, ulicy Szerokiej jako „getta kulturalnego”
tj miejsca w którym mogą odbywać się jedynie imprezy powiązane z kulturą
żydowską jest rozwiązaniem myślę katastroficznym. Katastroficznym, bo miejsce
to musi tętnić różnymi barwami. Nie można tworzyć sztucznych enklaw!
Chyba, ze jest się nastawionym tylko i wyłacznie na okreslonych odbiorcow,
ale to juz trąci pewną dyskryminacją.

Nie można czuc niepisanego, mentalnego poczucia wlasnosci do pewnych miejsc z
racji może zasiedzenia (tutaj Kazimierza) i uzurpowac sobie prawa do
ksztaltowania jego charakteru!
Nie ma takiego prawa, a nawet jeśli nazwac by go obyczajowym, również jest
niedorzeczne!
Bo to przejaw podziałów i podkreslanei roznic,a przede wszystkim jestesmy
mieszkancami tego samego miasta!

Mala dygresja. Ciekawe co dla niezyjacych już mieszkancow Szerokiej, o
których tyle się mowi ostatnio, byloby wiekszym zbeszczeszczeniem i
pogwalceniem prawa? Impreza z koncertem zespolu VooVoo, koncert muzyki
klezmerskiej a może jednak hotel w mykwie? Może by zapytac uczonego..? Ich
już raczej nie można...

Zgadzam się, że imprezy kulturalne winny być dostosowywane, rozsądnie i z
wyczuciem dobierane tak, by odpowiadały charakterowi danego miejsca. Nie jest
jednak tak, że w związku z tym do ulicy Szerokiej nie pasuje absolutnie
nic...ale koncert na zakonczenie Fest. Kult. Zydowskiej i owszem?! I tylko z
racji tego, że to miejsce uświęcone, pomnik pamięci jej mieszkańców. A nowe
trendy w muzyce klezmerskiej? Badzmy konsekwentni!
Pamięć nie tworzą pomniki, a jesteśmy tak mocno wtopieni w historię i
pamiątki historii tutaj w Krakowie, że trzeba nauczyć się z tym żyć, trzeba
tę historię ożywiać.
Proszę zauwazyc, ze wszystkie nowatorskie, radykalne, absurdalne pomysly
poczatkowo wzbudzaja protesty, oburzenia. Może coś dobrego z tego wyniknie?
Np. to, ze właściciele lokali, hoteli na szerokiej w końcu zaczną ze sobą
współpracować, realizować wpólne projekty kulturalne, mówiąc krótko by
poczuli się odpowiedzialni za wizerunek Kazimierza.
Na zakonczenie.
Prosze nie obarczac wszelka odpowiedzialnoscia (prawie za za cale zlo tego
swiata) Bogu ducha winnych urzednikow.
Nie jest zadaniem urzednika osadzac czy pomysly sa moralne, maja dobry smak
czy mieszcza się w obyczajowosci czy nie pogwalcaja swer, za które tak
naprawde każdy z nas jest odpowiedzialny!Nie jestesmy bezmyslnymi
marionetkami! To, mysle jest indywidualna sprawa wszystkich tych, ktorzy
decyduja się na dzialalnosc na kaziemierzu. Nim zdecyduja się na jakies kroki
powinni rozwazyc czy np. wypada wystawiac griila” na szerokiej, czy można
budowac 4 pietrowa kamienice, czy otwierac hotele, knajpy w poblizu cmenatrzy
itd.,itp.
A co do grillow na szerokiej podczas koncertu na zakonczenie festiwalu
kultury zydowskiej to z tego co wiem, jeśli organizator imprezy nie zezwoli,
to nie ma o czy mowic. Zgody na dzialalnosc gostronomiczna,handlowa podczas
danej imprezy, z tego co wiem nie wydaje Urzad Miasta, a sam organizator do
którego zainteresowany się zglasza! A kto jest oranizatorem Festiwalu Kultury
Zydowskiej?

Obserwuj wątek
    • Gość: Brawo Pani Redakto Re: "Jak grać na Szerokiej" - ciąg dalszy dyskusj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.04, 19:19
      Tekst Pani Sabor powinni sobie powiesic w gabinetach i nad lozkami urzednicy
      miejscy odpowiedzialni za organizacje zycia kulturalnego w Krakowie.
      Natomiast pani komentujca ten tekst (krakuska - chyba w pierwszym pokoleniu)
      kompletna ignorantka , jak wiekszosvc dyskutantow w niniejszej sprawie
      • o13y urzednicy sobie 06.10.04, 20:55
        textu nie powieszą, bo urzednik nie jest od myślenia, tylko od stosowania
        procedur (tu są wyjątki - ale na ogół niechlubne).
        Tekst p. Sabor dość celnie porusza problemy, które w duzym natężeniu objawiły
        sie ostatnio właśnie na ulicy Szerokiej. Nie jest to tylko problem owego
        koncertu, ale i problem niekontrolowanej kompletnie przestrzeni na Kazimierzu.
        Owszem, tzw. Miasto-czyli urzednicy spełniają tu rolę kluczową. To oni właśnie
        wydają zezwolenia na imprezy, na zmiane zabudowy, na parking. Jakby nie
        patrzeć, spontaniczny może być tylko pomysł.
        Pisze autorka artykułu o grzechu zaniechania ze strony Urzędów. Jest gorzej
        nawet.Miasto ustala politykę przestrzenną, Studium, Strategię rozwoju, ba!
        różne wydziały róznych krakowskich uczelni prowadzą badania nad społecznością
        lokalną (nad czym owa społeczność z politowaniem kiwa głowami, zresztą, bo
        studenciny na ogół do tzw. liderów lokalnych nie docierają-bo ich po prostu nie
        znają), o rewitalizacji się mówi . A jakie otóz są realia?
        Ano takie: turyści, turystami, prawo lokalne i inne prawa sobie, a na Szerokiej
        siedzą sobie znane osobistości "w architekturze" (i sztuce też) działające,
        pewnie sami prowadzący programy i projekty do których studenci o których piszę
        wyżej, z mozołem lokalną społeczność rozeznają, i kombinują jak by tu
        budyneczki, co się jeszcze ostały i wpisane są do rejestru
        zabytków "dowartościować". Tak to sie ładnie nazywa, aby chamsko sprawy nie
        stawiać "kawę na ławę" , bo przecie poważnym profesorom nie wypada mówić
        wprost: " załatwie Ci ja tę nadbudowę, da się ".
        Owszem, nic sie od czasów Matejki nie zmieniło-jest gorzej. Kapitalizm mamy
        nagły i tym, co zawody artystyczne kiedyś obrali teraz z nagła większe
        pieniądze pachną. Zaczynają więc ściągać do dzielnicy developerzy różni,
        chlubni laureaci Archiszop, aby tu pod egidą profesury hotele stawiać.
        Urzędnik jest często trudny do zidentyfikowania jeśli chodzi o zakres
        kompetencji- wystarczy popatrzeć na tłumaczenia, gdy prasa indaguje "to nie ja,
        to poprzednik". Ale do właściwych sprawców nagle wyrosłego kazimierskiego City
        już tak od razu nie można dotrzeć.
        Ohydna budowla tu własnie wyrosła, która nie tylko mnie jest kolcem w oku (a
        budynek zabytkowy jest- jak i cały układ urbanistyczny w tym akurat miejscu do
        niedawna zachowany) kryje dziwnie nazwę swego autora. Wstyd mu sie przyznać do
        owego dzieła? Prawo nakłada i owszem obowiązek umieszczenia na tablicy
        informacyjnej nazwę pracowni projektowej i nazwisko tfórcy. Widocznie nie w tym
        przypadku.
        Jednym słowem historia tego i innych miejsc na Kazimierzu, czy to w żydowskiej
        czy w chrześcijańskiej jego części (nie należy o tym zapominać, że
        chrześcijańska była jednak większa) stała się "słupkiem startowym" tych, w
        których z nagła obudził sie duch byznesu, mimo iż dotychczasowe zajęcia i
        uprawiane zawody nakazywałyby raczej być od tego byznesu nieco dalej.
        A urząd- wszak on tu decyzje kluczowe wydaje, plany dalekosiężne robi.
        Stworzone wirtualnie na użytek prasy gremium czyli zespół ds Rewitalizacji
        Kazimierza (jeśli jest inaczej to proszę o efekty działalności, albo choć jakie
        przemyślenia na papier przelane) będzie równie wirtualnie wyciagane przez Urząd
        właśnie przy każdej następnej serii artykułów.
        Czy z tego coś wynika?
        -Owszem. Należy szybko zdobyć możliwe jeszcze do wyrwania na
        zabudowy/imprezy/inne takie niezgodne z przepisami a Kazimierza tyczące, bo
        jeszcze trochę artykułów i urzędnicy na wszelki wypadek nie pozwolą na
        Kazimierzu palcem kiwnąć.Albo bedą przymuszeni kolejny raz struktury zmieniać.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka