Krakowskie klimaty

IP: 193.0.117.* 15.02.05, 14:25

Co można powiedzieć o Krzysztofie Kozłowskim, zastępcy redaktora
naczelnego "Tygodnika Powszechnego", b. ministrze spraw wewnętrznych w
rządzie Tadeusza Mazowieckiego? To właśnie za jego urzędowania ubecy palili i
wynosili tysiące teczek, co jakoś nie interesowało pana ministra. Jeszcze
niedawno mogliśmy oglądać Kozłowskiego, jak na wieść o złożeniu przez LPR
projektu upublicznienia listy agentów ganiał po wszelkich możliwych
programach telewizyjnych krzycząc, że lustracja jest niemoralna,
niehumanitarna i odrażająca. Kiedy zaś krążyć zaczęła lista Wildsteina, na
której widnieje nazwisko... Krzysztofa Kozłowskiego, sam zainteresowany jakoś
stracił zapał do telewizyjnych występów. Tajemnicę pana Kozłowskiego
przypadkiem objaśnił niegdyś redaktor naczelny "TP" ksiądz Boniecki, który
stwierdził, że "Tygodnik" chcąc przetrwać i ocalić swój opozycyjny status w
czasach PRL musiał podjąć grę. W gronie redakcji KTOŚ został wyznaczony do
oficjalnych (?) kontaktów z SB. Oczywiście nie wymienił nazwiska
Kozłowskiego, ale dziś już wiemy że to właśnie on był KTOSIEM. Na czym
właściwie polegały oficjalne kontakty z SB? Czy Kozłowski właśnie z tytułu
wieloletniego doświadczenia z SB został mianowany przez Mazowieckiego szefem
MSW? Dlaczego Kozłowski bronił "Ketmana" - Maleszkę, który także działał w
Krakowie?

Bardzo interesującą sprawą w obecnej odsłonie lustracji jest jej "krakowski"
charakter. Prawie wszyscy uczestnicy sporu mieszkają albo pochodzą z Krakowa:
Wildstein, Fijak, Kozłowski, Dudek. Czy w Krakowie ubecja miała jakieś
szczególne sukcesy?


A wracając do ad remu czyli Krzysztofa Kozłowskiego. Jako że ten powszechnie
szanowany krakowski autorytet moralny ostatnio nie występuje w mediach i nie
dzieli się z niedojrzałym społeczeństwem refleksjami nt. barbarzyńskiej
lustracji chciałbym się zwrócić z publicznym pytaniem - czy w związku z
całkowicie niesłusznym umieszczeniem nazwiska redaktora K. na liście
Wildsteina
zwróci się on do IPN o przyznanie statusu osoby pokrzywdzonej, czy
raczej "nie
będzie się poddawał terrorowi"? Jako że z góry zakładam to drugie wyjście
chcę
zadać kolejne pytanie, czy ostatni apel "krakowskich intelektualistów", w
którym zwrócili się do Kwaśniewskiego z wyraźną aluzją o powołanie "partii
środka" ma jakiś związek z tematem lustracji i ostatnio publicznie
formułowanymi wątpliwościami co do czysto humanitarnych intencji
okrągłostołowej "grubej kreski"?


Polityka - 05/2005 - JOANNA CIEŚLA, EWA WINNICKA - "Ludzie w teczkach" -
"Właściwie każdą monografię należałoby pisać inaczej. Co nie znaczy, że
wszystko w PRL było od początku do końca kontrolowane przez SB. Wysoki
Oficer: -
Po pierwsze: Polacy będą musieli przyjąć do wiadomości, że przynajmniej do
połowy lat 80. nic nie działo się bez wiedzy służb bezpieczeństwa, a wiele
organizacji uznawanych za wolnościowe było utworzonych z inspiracji służb.
Potem, jasne, sprawy wymknęły się nieco spod kontroli. Po drugie: są
dokumenty
wskazujące, że w połowie dekady niepodległościowi przywódcy opozycyjni
negocjowali niejawnie z władzami, co pośrednio, obok innych działań,
umożliwiło
rozmowy przy Okrągłym Stole. Według Wysokiego Oficera to środowiska Unii
Wolności, można więc przypuszczać, że dlatego są na agresywną lustrację
szczególnie wyczulone. Taką, w której nazwiska będą fruwać w powietrzu, bez
kontekstu historycznego... Jednak właśnie przeciekiem z IPN tłumaczy się list
Małgorzaty Niezabitowskiej na temat jej teczki. (Wysoki Oficer podpowiada z
kolei, że nagła detonacja teczki Niezabitowskiej to przypomnienie dla
lustratorów ze strony dawnych służb, żeby nie łamać lojalnościowych
porozumień
zawartych przed Okrągłym Stołem i nie ruszać grubej kreski)."

Acha, jeszcze jedno. Obrońcą Henryka Karkoszy w Sądzie Lustracyjnym jest
znany wszystkim mecenas Jan Widacki. Był on wiceministrem MSW w rządzie
Mazowieckiego, ministrem zaś był Krzysztof Kozłowski. Mecenas bronił także
ubeków w procesie w sprawie o morderstwo Stanisława Pyjasa. Krzysztof
Kozłowski w znanej wypowiedzi bronił Lesława Maleszkę "Ketmana" (zamieszanego
w tę sprawę). Kur...a, co za towarzystwo! Prawdziwy krakówek. To jest właśnie
gruba kreska, Kiszczak człowiekiem honoru Michnika, krakowscy agenci SB
ulubieńcami zastępcy redaktora naczelnego "Tygodnika Powszechnego".

Tzw. apel krakowskich intelektualistów należy chyba wiązać z ponownym
pozytywnym przegłosowaniem wniosku komisji orlenowskiej do IPN o przekazanie
teczek m.in. Kozłowskiego i Widackiego. Tylko po co było wkręcać w tę aferę
(czyli apel) biedulkę Szymborską, która pojęcia nie ma o polityce?


"Tygodnik Powszechny" - "Mój kraj w bagnie". Marcin Król pisze w "TP", że
lustracja w stylu Wildsteina jest na rękę postkomunistom. W jej wyniku okaże
się bowiem, że niepodległość wywalczyli, z nielicznymi wyjątkami, tajni
współpracownicy. Profesor Król uważa, że tego typu lustracja pasuje też
obecnej opozycji, bo tuszuje brak pomysłów na reformę rzeczywiście ważnych
problemów kraju. Autor komentarza sugeruje, że tacy ludzie jak Wildstein
przyczyniająsię do demontażu Polski, głosząc konieczność ponownego zbadania
wszystkich i
wszystkiego. "Nie zamierzają łapać złodziei, lecz chcą wszystkich, a co
najmniej tych, którzy działają w gospodarce, najpierw uznać za złodziei, a
potem ewentualnie niektórych oczyścić z zarzutów" - pisze Marcin Król - "A
przecież jednym z największych zwycięstw i osiągnięć demokracji było to, że
przestaliśmy się bać. I oto nagle strach wraca do życia publicznego dzięki
zdumiewającej historii teczek" - dodaje publicysta "Tygodnika Powszechnego".
Marcin Król konkluduje, że "groźba, która po opublikowaniu "listy Wildsteina"
zawisła nad wieloma ludźmi, nie ma nic wspólnego ze zwycięstwem
sprawiedliwości, za to ma wiele wspólnego z dawnymi metodami stosowanymi
przez ubeków w latach PRL". TP nr 6/2005 r.

Przypomnę, że "Res Publica", której redaktorem naczelnym jest do dziś Marcin
Król była podziemnym czasopismem, które otrzymało zgodę na legalne wydawanie
w czerwcu 1987 r. Antoni Dudek sugeruje w "Reglamentowanej rewolucji" że owa
zgoda była ze strony komunistów elementem działań na rzecz wzmocnienia
tzw "konstruktywnej opozycji", z którą miano podjąć polityczne negocjacje.
Ciekawe, czy na temat tej wielce osobliwej "legalizacji" są w IPN jakieś
materiały, czy pan redaktor Król prowadził jakieś rozmowy z SB?

    • trudny2002 Misio...wykazuje sie wiedzą. 15.02.05, 14:57
      Misio wie niemało, jak pisze tyle, to pewnie drugie tyle ma w zanadrzu.
      A ja chciałbym zapytać. Misio , wie to z lektury czy doświadczał?
      Pytam czy misio tego Kozłowskiego nie lubi z pracy? Czy tylko tak sobie , jak
      to misio...
      trudny
      • gph bo to spisek jest 15.02.05, 15:09
        żydomasońskoubecki
        zapewne.

        wszak oficerowie służby bezpieczeństwa z nudów zakładali organizacje wywrotowe,
        potem je inwigilowali, przesłuchiwali kolegów, wsadzali swoich do pierdla i
        interes się kręcił.

        ych...
      • zielonki Re: Misio...jest 16.02.05, 02:08
        z kongresówki i nie kuma wszystkich powikłań.
        • Gość: misio Re: Misio...jest IP: 193.0.117.* 17.02.05, 10:00

          he, he - "powikłania". Pewnie idzie o tę sławetną tradycję urzędniczo-
          konserwatywną i miłość do monarchy. Ale Kiszczak to nie Franciszek Józef,
          prawda?
          • zielonki Re: Misio...jest 18.02.05, 00:18
            Tyle, że wspomniany przez Ciebie misiu generał nie jest z Krakowa!
            A właściwie to skąd on jest?
            --
            >Zadanie siódme — osiągnąć wyraźny postęp w nauce, oświacie i kulturze.
            >Wojciech J.
Pełna wersja