rodzina4
29.06.02, 14:31
ludzie, wraz z jeszcze bardziej zestresowanymi rodzicami szturmują bramy
krakowskich liceów. Temat dla tv i prasy. Kolejki, przepychanki, prośby, próby
obejścia. Show jak skurczybyk. Tylko dlaczego tak jest? Wiadomo przecież, że
wyż demograficzny. Wiadomo,że rozbudzone nadzieje każą młodym wiązać swoją
przyszłość z wykształceniem - najlepiej ogólnym - a potem studiami. To wszystko
wiadomo... I co z tego?
Sam jestem z wyżu (tego powojennego), wiem co to egzaminy, stres, niepewność
czy zostanę przyjęty. Na równi albo jeszcze bardziej przeżywałem i przeżywam
nadal podobne problemy moich dzieci, będących już w wieku starszym od tych,
którzy teraz idą do liceum. Jednak żal mi tych młodych, którzy już na starcie
muszą przejść takie perypetie.
Wiedza była i będzie towarem reglamentowanym. Nie wszyscy mogą uczyć się tam
gdzie by chcieli. To jasne. Nie wiem jak można było lepiej rozwiązać kwestię
rekrutacji. PEWNIE NIE JEST TO TAKIE PROSTE. Ale czy władze oświatowe mogą z
czystym sumieniem powiedzieć, że nic więcej nie dało się zrobić? Tego
strasznego bałaganu nie dało się uniknąć?