mario
09.08.02, 11:07
Pozornie jedno z drugim nie ma zbyt wiele wspolnego, ale pozory myla.
Przyjechalem wczoraj do Krakowa, by spotkac sie z grupa znajomych.
Zawedrowalismy m.in. do klubu "Pod Jemiola" na Florianskiej. Bywalismy tam
wielokrotnie, atmosfera bywa przyjemna, ceny w granicach rozsadku, wiec bedac
w poblizu zdecydowalismy sie wlasnie na to miejsce.
Bylismy tam z nasza dwuletnia corka. Poniewaz prowadzimy raczej wieczorny
tryb zycia, dziecko standardowo chodzi spac dosc pozno i uznajemy, ze nie ma
sensu klasc jej na sile i walczyc o sen. Jesli wiec czasami zdarza sie nam
jakis wypad, dziecko po prostu zabieramy ze soba - jak czasami pojdzie spac
nieco pozniej niz zwykle, w koncu tez sie nic nie stanie. Do tej pory zawsze
tak robilismy i wszystkie strony zdawaly sie byc zadowolone.
Do wczoraj. Wczoraj bowiem, ok. godz. 23.30 podszedl do nas barman rzeczonej
knajpy i bezceremonialnie mnie wyprosil, poniewaz nie podobalo mu sie, ze o
tej porze "dobrze sie bawie", podczas gdy dziecko powinno spac. Uscislam -
nie byla to absolutnie zadna "impreza", ale po prostu normalne spotkanie w
gronie znajomych. Na moja odpowiedz, ze przepraszam, ale to ja decyduje o tym
jak wychowuje moje dziecko uslyszalem, ze on mnie wyprasza, bo nie moze tego
wytrzymac (?).
Zasadniczo mial racje - dzieci o tej porze powinny spac, czy sie im to
podoba, czy nie. To chyba jednak nie jest powod, aby traktowac mnie jak
nieodpowiedzialnego szczeniaka. Uwazam sie za zrownowazonego, spokojnego
czlowieka. Tymczasem poczulem sie potraktowany jak najgorszy zul.
Ciekaw jestem Waszych opinii na ten temat.