emrg
23.01.06, 08:58
w sumie nie koniecznie nasza sprawa, ale okolica...
za DP:
"Bunt na Ruczaju
Mieszkancy osiedla Ruczaj-Zaborze zbuntowali sie przeciwko wladzom swojej spoldzielni. Prezesowi zarzadu stawiaja zarzuty sobiepanstwa, niegospodarnosci, nieliczenia sie z interesami mieszkancow, a nawet narazenia ich na materialne straty. Prezes odbija pileczke w druga strone. Twierdzi, ze mieszkancy osiedla tlumia jego inicjatywe; torpeduja pomysly, ktorych realizacja ma sluzyc wspolnemu dobru. Buntownikow nazywa destrukcyjna garstka.
Na czele protestujacych stanal inz. Jan Maslanka. Do tej pory nie angazowal sie w problemy spoldzielni i spoldzielcow. Ale gdy po osiedlu rozeszla sie wiadomosc, ze zarzad SM Ruczaj-Zaborze bez konsultacji z mieszkancami chce sprzedac dwie dzialki usytuowane pod jego blokiem, postanowil zainteresowac sie sprawa. Okazalo sie wowczas, ze ogloszony bez zgody przedstawicieli mieszkancow przetarg na sprzedaz tej nieruchomosci wygrala firma, ktora ma zamiar postawic tam dziesieciopietrowy budynek.
- Jesli zarzad spoldzielni przekona nas, ze zachodzi potrzeba sprzedazy dzialek, wyrazimy zgode. Ale nie mozemy pozwolic na to, aby ten budynek dwukrotnie przewyzszal wysokosc okolicznych blokow - wyjasnia sedno protestu inz. Maslanka.
Majac upowaznienie kilkudziesieciu osob, zaczal on wnikliwie analizowac przebieg przetargu ogloszonego przez zarzad spoldzielni. Mial z tym problemy, bo nie chciano mu udostepnic dokumentacji. Inz. Maslanka wiele lat pracowal w resorcie sprawiedliwosci, wiec doskonale znal przepisy. Rowniez prawa spoldzielczego. Wiedzial, ze racje sa po jego stronie. Gdy w koncu otrzymal zadane dokumenty, zlapal sie za glowe. W jego ocenie doszlo do
skandalicznych bledow
w procedurze przetargowej. Najistotniejsze nieprawidlowosci to jego zdaniem: krotki okres od dnia ogloszenia przetargu do dnia skladania ofert, brak projektu umowy, a wiec szczegolowych warunkow nabycia nieruchomosci, brak jej szczegolowego opisania (odpisy z ksiag wieczystych, informacje o uzbrojeniu terenu czy dostepie do drogi publicznej), brak istotnych postanowien, ktore zostana wprowadzone do tresci umowy itp., itd.
- Warunki przetargu ogloszonego przez zarzad spoldzielni zawieraja ukryte referencje i w sposob nieuzasadniony zawezaja krag oferentow - ocenil Jan Maslanka.
Do podobnego wniosku doszla tez jedna z firm, ktora miala zamiar stanac do przetargu, ale zrezygnowala, zarzucajac wladzom SM Ruczaj-Zaborze, iz przygotowana dokumentacja jest "niejasna, niejednoznaczna i niekompletna".
W opinii Jana Maslanki karygodne sa nie tylko bledy w dokumentacji i to, ze przedstawiciele mieszkancow dowiedzieli sie o przetargu szesc miesiecy po fakcie. Rownie bulwersujacy, jego zdaniem, jest fakt, iz w komisji przetargowej zasiadalo czterech czlonkow Rady Nadzorczej, w tym przewodniczacy tego gremium. "Nasuwa sie pytanie, jak w takiej sytuacji Rada Nadzorcza moze sprawowac swoje podstawowe zadania - czyli kontroli i nadzoru nad dzialalnoscia zarzadu spoldzielni" - pisze do prezesa SM Ruczaj-Zaborze inz. Jan Maslanka.
Zwraca on adresatowi uwage, ze zarzad spoldzielni mimo ze nie otrzymal zgody przedstawicieli mieszkancow na sprzedaz dzialek, nie zwrocil firmie, ktora wygrala przetarg, wadium w wysokosci 10 tys. zl ani tez kolejnych 10 tysiecy wplaconych przez te firme tytulem zabezpieczenia umowy docelowej. A to, w jego opinii,
moze byc dowodem
faworyzowania przez wladze spoldzielni spolki, ktora wygrala przetarg.
W opinii Jana Maslanki pospiech zarzadu spoldzielni w tej sprawie jest niepotrzebny i dlatego zdumiewajacy. - Jeszcze raz podkreslam, nie protestujemy przeciwko sprzedazy dzialek, uwazamy jednak, ze nalezy rozwazyc te ewentualnosc dopiero po wejsciu w zycie miejscowego planu zagospodarowania terenu, a to ma nastapic w I polroczu 2007 roku - relacjonuje Jan Maslanka.
Zanim wysunal ten postulat, zlozyl wraz z grupa mieszkancow Ruczaju wizyte w Biurze Planowania Przestrzennego Urzedu Miasta Krakowa. Tam poinformowano ich, ze zgodnie z przygotowywanym wlasnie planem zagospodarowania miejscowego na Ruczaju nie bedzie wolno budowac wysokosciowcow. Jedyne dopuszczone w tym miejscu wysokie obiekty to istniejace juz dwa budynki: blok mieszkalny "Konstelacja" i usytuowany obok budynek biurowo-uslugowy. Ta dyrektywa moze byc obowiazujaca jednak dopiero w drugiej polowie 2007 roku.
Protestujacy przeciwko budowie wysokosciowca maja wielu sprzymierzencow. W tej sprawie wypowiedzial sie m.in. prof. Witold Ceckiewicz, projektant kosciola na Ruczaju, ktory opracowywal plan zagospodarowania tego terenu. W jego opinii w tym miejscu powinno sie stawiac wylacznie budynki cztero- i pieciokondygnacyjne. Wlasnie takie sa dominujace na osiedlu Ruczaj-Zaborze. Wysokosciowce, zdaniem prof. Ceckiewicza, moglyby zaburzyc harmonie tej przestrzeni.
Podobnego zdania jest miejscowy proboszcz (wysokosciowiec mialby stanac blisko kosciola) i inne, nie tylko lokalne autorytety. Strone protestujacych trzyma takze Rada Dzielnicy VIII. Niestety, uchwala radnych, ktorzy postuluja niewydawanie zezwolen na budowe wysokosciowcow w tym rejonie Debnik
nie jest wiazaca
dla Wydzialu Architektury Urzedu Miasta Krakowa, gdzie od 13 pazdziernika ub. roku toczy sie postepowanie w sprawie wydania decyzji WZ budowy wielorodzinnego budynku mieszkalnego na dzialkach spoldzielni Ruczaj-Zaborze. Postepowanie wszczeto na wniosek spolki, ktora wygrala oprotestowany przetarg.
Jan Maslanka zwraca uwage na jeszcze jeden aspekt calej sprawy. Badajac dokumentacje przetargowa, doszedl do wniosku, ze poprzez szybka sprzedaz dzialek zarzad SM Ruczaj-Zaborze chcial ukryc straty - oblicza je na ok. 167 tys. zl - zwiazane z przygotowaniem dokumentacji, ktora pierwotnie miala prowadzic na wspomnianych dzialkach sama spoldzielnia. Z planow inwestycyjnych zrezygnowano, bo wladze SM Ruczaj-Zaborze doszly do wniosku, ze budowa domow mieszkalnych przez spoldzielnie mieszkaniowa nie jest obecnie oplacalna. Pozostala jednak zdezaktualizowana dzis dokumentacja, na ktora wydano pieniadze spoldzielcow. Jej kupno wraz z dzialkami bylo jednym z warunkow, stawianych oferentom podczas przetargu. Nawiasem mowiac, firma, ktora wygrala przetarg, zlozyla w Wydziale Architektury wniosek o wydanie dokumentu o warunkach zabudowy w oparciu o wlasna koncepcje projektowa.
Bunt mieszkancow Ruczaju przeciwko wladzom tutejszej spoldzielni mieszkaniowej zapoczatkowalo kilkadziesiat osob, ale do protestu przylaczaja sie nastepni. Na zebraniach grup czlonkowskich, zwolanych w celu przedyskutowania biezacych spraw spoldzielni, zaczeto podsumowywac prawie dwunastoletnie rzady prezesa SM Ruczaj-Zaborze. To podsumowanie
nie jest korzystne
dla spoldzielczej wladzy. Pretensje mieszkancow latwo zrozumiec. Wystarczy wejsc pomiedzy osiedlowe bloki. Wieksza czesc zabudowy tego osiedla to typowe dla lat 80. budynki z wielkiej plyty, dotad nieotynkowane, nieocieplone, z odrapanymi, rozpadajacymi sie, brudnymi od zaciekow balkonami.
- W ciagu kilkunastu lat rzadow pana prezesa niewiele sie u nas zmienilo. Na 29 osiedlowych blokow ocieplono tylko dwa. Te, w ktorych mieszka przewodniczacy i czlonkowie Rady Nadzorczej - mowi poirytowana tym stanem rzeczy Zofia Blawinska, jedna z mieszkanek osiedla. Opowiada, ze niezadowoleni z takich rzadow mieszkancy probowali skladac wnioski o odwolanie zarzadu, ale zostaly one skutecznie zablokowane przez Rade Nadzorcza.
- Prezes wie, jak zyskac sobie przychylnosc tego gremium, ktore od lat pracuje w podobnym skladzie. A poniewaz decydujacy glos przy ewentualnych zmianach kadrowych w zarzadzie spoldzielni ma Rada Nadzorcza, moze byc spokojny o swoje stanowisko - konstatuje Zofia Blawinska.
- Jedyne, co nam sie udalo wywalczyc, to zmniejszenie pensji prezesa i jego wspolpracownikow. Czy pani ma pojecie, ze on zarabial kilkanascie tysiecy zlotych miesiecznie? - informuje Jan Gorka, jeden z tych mieszkancow Ruczaju, ktorzy nie chca sie pogodzic z wszechwla