Dodaj do ulubionych

"My w tę a oni we w tę"

28.01.03, 21:03
kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1108555&KAT=244


Rolnictwo ekologiczne pod ścisłą kontrolą



Korespondencja z Francji

Od ponad dwudziestu lat francuskie rolnictwo ekologiczne (zwane w tym kraju
biologicznym) objęte jest rygorystycznymi przepisami. W połowie tego okresu
zaczęto powoli wprowadzać przepisy unijne, ale dla niektórych typów
produkcji, w szczególności dla hodowli, przepisy francuskie pozostały o wiele
bardziej surowe niż unijne. Rolnictwo ekologiczne obejmuje w chwili obecnej
ponad 1,5 % użytków rolnych we Francji i 10 400 producentów należących do
sektora o dobrze rozbudowanej strukturze, ze związkami rolników na poziomie
departamentów lub regionów zrzeszonych w krajowej federacji, z własnym
instytutem technicznym, instytucjami certyfikującymi, zrzeszeniem kupców i...
silnym poparciem Ministerstwa Rolnictwa.


R E K L A M A czytaj dalej



François i Brigitte Hincelin, rolnicy z Rocourt St Martin w departamencie
Aisne położonym na północny wschód od Paryża postawili na rolnictwo
ekologiczne. Takich rolników w roku 2001 było tylko 10 400, ale ich liczba
wzrasta bardzo regularnie o 12-15% każdego roku. Od roku 1997 powierzchnie
przeznaczone we Francji pod produkcję bio zwiększyły się ponad dwukrotnie, by
w roku 2001 osiągnąć 420 000 ha, a więc 1,5% ogółu użytków rolnych. Jeśli
rolnicy zastanawiają się jeszcze nad tym typem produkcji, to nie dlatego, że
rynek jest zbyt ograniczony, ani dlatego, że ceny zbytu niskie, ale dlatego,
że proces "przestawienia" jest bardzo kosztowny, a wymogi - bardzo
rygorystyczne. Brigitte Hincelin i jej mąż zaangażowali się w produkcję
ekologiczną pod koniec lat 80., a pierwsze "biologiczne" zboże wyprodukowali
w roku 1992. "Od tamtej pory powierzchnie przestawiane na "bio" zwiększały
się regularnie i w tej chwili 23 ha z 96, jakie liczy nasze gospodarstwo,
przeznaczonych jest pod produkcję ekologiczną, a 15 ha pastwisk znajduje się
w trakcie przekwalifikowywania - mówi Brigitte Hincelin. - Na tych
pastwiskach pasie się około dziesięciu krów mięsnych i około dwudziestu
owiec."

Najpierw przepisy francuskie, potem europejskie

We Francji koncepcja rolnictwa biologicznego, które określa się jako sposób
produkcji, magazynowania i przechowalnictwa wykluczający stosowanie
syntetycznych produktów chemicznych, istnieje od dawna, bo już od lat
pięćdziesiątych.

Francuskie Ministerstwo Rolnictwa oficjalnie uznało rolnictwo biologiczne w
roku 1981. Następnie w roku 1986 stworzyło specjalny znak "AB" dla produktów
rolnictwa biologicznego (skrót od fr. Agriculture Biologique). Kilka lat
później zaczęło pojawiać się ustawodawstwo unijne. W czerwcu 1991 r. unijne
rozporządzenie określiło reguły produkcji biologicznej dla produktów
roślinnych i wprowadziło kontrolę certyfikacji, obowiązkowej dla producentów
i przetwórców produktów ekologicznych.

"Treść rozporządzenia podlega ciągłym zmianom i była wielokrotnie
modyfikowana i uzupełniana, wprowadzając coraz większe wymagania, a więc i
gwarancje dla konsumentów" - zauważa przedstawiciel Biocoop, sieci
zrzeszającej około 220 sklepów bio znajdujących się na terenie całej Francji.

W przypadku produkcji zwierzęcej, rozporządzenie unijne zostało przyjęte
przez Radę Europejskich Ministrów Rolnictwa dopiero w roku 1999, a w życie
weszło w roku 2000. Dotyczy ono większości rodzajów produkcji zwierzęcej
(hodowli owiec, bydła, kóz, trzody chlewnej, drobiu i pszczół). Tymczasem,
jeżeli w sferze produkcji roślinnej wymogi unijne pokrywają się mniej więcej
z przepisami francuskimi, to w zakresie produkcji zwierzęcej francuscy
przedstawiciele tego sektora uważają, że europejskie przepisy nie są
wystarczająco surowe.

"Stanowią one kompromis pomiędzy ustawodawstwami krajowymi istniejącymi w
ramach Unii Europejskiej i są w związku z tym dość odległe od wymogów
stosowanych obecnie we Francji" - wyjaśnia przedstawiciel Biocoop. Z tego
powodu bardziej surowa wersja francuska przepisów unijnych została opracowana
przez specjalistów, przyjęta przez władze publiczne i stosuje się do
wszystkich francuskich hodowców.

Minimum dwa lata na przekwalifikowanie się

"Okres przestawiania się na "bio" trwa 2 lata dla upraw jednorocznych, a 3
lata dla upraw wieloletnich - dodaje Brigitte Hincelin. - Oznacza to, że w
tym czasie jesteśmy zobowiązani produkować zgodnie z wymogami "bio", ale bez
możliwości sprzedawania naszych produktów jako takich. "

Podstawową zasadą jest zaprzestanie stosowania syntetycznych nawozów i
środków ochrony roślin (zob. tekst w ramce). W tym celu łatwiej jest pokryć
zapotrzebowanie rośliny w zakresie nawożenia i odchwaszczania w oparciu o
płodozmian, a w szczególności wprowadzając rośliny strączkowe takie jak
groch, bobik, łubin czy soczewica.

"Zboża (pszenica, jęczmień, owies, żyto, pszenżyto) zajmują w naszym
gospodarstwie największy areał, ale uprawiamy również ekologiczną lucernę,
soczewicę i ziemniaki" - mówi Brigitte Hincelin, podczas gdy jej sąsiedzi
przy tradycyjnych uprawach ograniczają się do dwóch lub trzech upraw.

Gospodarstwa muszą uzyskać certyfikację

Gospodarstwo otrzymuje certyfikat od Eurocert, instytucji certyfikującej z
Tuluzy, wyspecjalizowanej w rolnictwie ekologicznym. Każdego roku
przeprowadza ona gruntowną kontrolę w terminie ustalonym wcześniej,
organizując również niezapowiedziane kontrole w ciągu całego roku. Mogą także
być pobierane próbki do analizy. Certyfikacja ta kosztuje rolnika około 500
euro rocznie, niezależnie od liczby i rodzajów produkcji.

Eurocert jest najważniejszą instytucją certyfikującą w dziedzinie bio, ale
istnieje jeszcze 6 innych, posiadających akredytację instytucji
certyfikujących: Agriculture Biologique, Certipacq, Qualité France, Agrocert,
Aclave i ULASE.


cd str 2
Obserwuj wątek
    • Gość: wyclef Bardzo ciekawy kom... IP: 7.5.* / *.cyberlinks-jp.com 30.01.03, 01:38
      Jest tam bardzo ciekawy komentarz. dalem go na koncu.

      Moje zdanie:
      Ja sadze, ze lepszego modelu ekologicznego rolnictwa
      od naszego obecnego rozdrobnionego w Polce nie mozna
      sobie wyobrazic. Jednoczesnie jest on najbardziej
      dochodowy. Przynosi dobrobyt wielkiej liczbie
      spoleczenstwa. Spoleczenstwa ktore stajac sie
      bogatszym pala wielka sila nabywcza, ktora to sila
      nabywcza odzialywuje na zysk nas w miescie, a za tym
      wszystkim idzie zysk i wielki dochod calego
      panstwa polskiego. Kraj nie moze sie rozwijac
      od tych na gorze, bo ci na gorze padna jak muchy
      gdy nie beda mieli komu sprzedac na dole.
      Sila nabywcza spoleczenstwa, jego bogactwo,
      przekladaja sie bardzo szybko na bogactwo elit.
      Niszczac tych na dole niszczymy rynek gdzie
      mozemy sprzedac wlasne uslugi. Chodujemy
      jednoczesnie glodujacych, ktorych trzeba bedzie
      nastepnie karmic. Pytanie z czego i czym?

      Przyklad na sytuacje naszego kraju moze byc prosty.
      Mamy firme, nie dajemy zarobic
      pracownikom, za chwile dziwimy sie ze fachowcy
      sie wykruszaja, ludzi nie stac na kupowanie
      tego co produkujemy i tego co produkuja inne
      firmy. Nastepuje wzrost podazy nad popytem
      i sytuacja staje sie beznadziejna.
      Wszystko to wina naszej chytrosci, chcemy
      dorobic sie jak najsybciej i jak najwiecej
      nie dajac jednoczesnie zarobic tym
      na ktorych zarabiamy.

      chcemy sprzedawac wiecej?, chcemy byc bogatsi?
      oddajmy troche wiecej drugiemu.
      Swiete przyslowie mowi, ze:
      "KTO DAJE TEN ZBIERA"


      Pozdrawiam




      a oto komentarz z onetu:




      Ekologiczna produkcja rolna i zwierzęca to ogromna szansa dla polskich
      rolników

      Ze względu na nasilanie się różnych nietypowych chorób współczesnej
      cywilizacji,oraz przeróżnych uciążliwych uczuleń szczególnie u małych dzieci,
      stale będzie narastać zapotrzebowanie na ekologiczne czyste produkty spożywcze.
      Często jako jedynie skuteczny sposób wyleczenia się. Już w chwili obecnej wielu
      ludzi płaci kolosalne sumy pieniędzy za takie ekologiczne składniki codziennego
      wyżywienia, traktując je często jako skuteczne lekarstwo. A firmy zagraniczne
      robią na tym kolosalne interesy. Myślę przy tym, że na pewno bardzo wielu ludzi
      w naszym kraju skłonnych było by zapłaci znacznie wiecej za taką czystą
      ekologicznie żywność, szczególnie dla małych dzieci lub osób starszych, ale pod
      warunkiem, że żywność ta będzie pochodzić z gwarantowanej,sk utecznie
      kontrolowanej, produkcji ekologicznej. Ale muszą to być jakieś niezawodne
      gwarancje, żeby konsument kupujący żywność ekologiczną mógł sobie na życzenie
      sam sprawdzić że jest to taka żywność a nie żywność naćpana prestycydami,
      herbicydami, toksycznymi skłanikami pochodzącymi z nawozów sztucznych lub że
      nie jest to żywność modyfikowana genetycznie. Najlepszy by był tu rodzaj
      taniego " papierka lakmusowego " wykrywającego natychmiast najmniejsze ilości
      szkodliwych składników żywności. Kiedyś takie różne papierki choć do innych
      celów produkował gliwicki POCH. Drugim sposobem gwarancyjnym mogło by być
      wydzielenie dostatecznie dużych, zamkniętych dobrze kontrolowanych rejonów
      rolniczych, produkujących taką żywność. Ja osobiście i moja rodzina już dzisiaj
      możemy się zdeklarować, że po sprawdzeniu skutecznej kontroli takiej produkcji
      rolnej, kupować będziemy tylko tam: ziemniaki na zimę,warzywa, owoce, produkty
      mleczarskie, jaja, produkty zbożowe oraz mięso i wyroby mięsne. A także jeździć
      będziemy bardzo chętnie w takie rejony na wypoczynek urlopowy. Poza tym do
      takich rejonów z pewnością przyjeżdżali by chętnie różni turyści zagraniczni z
      zachodu jak i różni zagranicznicy na zakupy żywności. Bo nasza żywność
      ekologiczna na pewno będzie znacznie tańsza niż taka sama żywność produkowana
      na zachodzie Europy. I to może być ogromną szansą dla naszego rolnictwa. Oraz
      może umożliwić zatrudnienie przy takiej produkcji większej liczby ludzi. Ale
      należało by przy tym uzyskać gwarancje europejskie, że produkcja takiej
      żywności eklogicznej musi być traktowana priorytetowo i dlatego nie może być
      limitowana.


      (~ABAJ-GR, 2003-01-25 16:30:22)
      • gregry hmm 30.01.03, 02:37
        > Ekologiczna produkcja rolna i zwierzęca to ogromna szansa dla polskich
        > rolników
        >
        > Ze względu na nasilanie się różnych nietypowych chorób współczesnej
        > cywilizacji,oraz przeróżnych uciążliwych uczuleń szczególnie u małych dzieci,
        > stale będzie narastać zapotrzebowanie na ekologiczne czyste produkty
        spożywcze.
        >
        > Często jako jedynie skuteczny sposób wyleczenia się. Już w chwili obecnej
        wielu
        >
        > ludzi płaci kolosalne sumy pieniędzy za takie ekologiczne składniki
        codziennego
        >
        > wyżywienia, traktując je często jako skuteczne lekarstwo. A firmy zagraniczne
        > robią na tym kolosalne interesy. Myślę przy tym, że na pewno bardzo wielu
        ludzi
        >
        > w naszym kraju skłonnych było by zapłaci znacznie wiecej za taką czystą
        > ekologicznie żywność, szczególnie dla małych dzieci lub osób starszych, ale
        pod
        >
        > warunkiem, że żywność ta będzie pochodzić z gwarantowanej,sk utecznie
        > kontrolowanej, produkcji ekologicznej. Ale muszą to być jakieś niezawodne
        > gwarancje, żeby konsument kupujący żywność ekologiczną mógł sobie na życzenie
        > sam sprawdzić że jest to taka żywność a nie żywność naćpana prestycydami,
        > herbicydami, toksycznymi skłanikami pochodzącymi z nawozów sztucznych lub że
        > nie jest to żywność modyfikowana genetycznie. Najlepszy by był tu rodzaj
        > taniego " papierka lakmusowego " wykrywającego natychmiast najmniejsze ilości
        > szkodliwych składników żywności. Kiedyś takie różne papierki choć do innych
        > celów produkował gliwicki POCH. Drugim sposobem gwarancyjnym mogło by być
        > wydzielenie dostatecznie dużych, zamkniętych dobrze kontrolowanych rejonów
        > rolniczych, produkujących taką żywność. Ja osobiście i moja rodzina już
        dzisiaj
        >
        > możemy się zdeklarować, że po sprawdzeniu skutecznej kontroli takiej
        produkcji
        > rolnej, kupować będziemy tylko tam: ziemniaki na zimę,warzywa, owoce,
        produkty
        > mleczarskie, jaja, produkty zbożowe oraz mięso i wyroby mięsne.


        Ja także się deklaruję. Z resztą, i dawniej i dziś ciągle kupuję w takich
        gospodarstwach i nie potrzebuję żadnych gwarancji, bo gołym okiem widać, w jaki
        sposób produkowana jest tam żywność. Jest prosta zasada, która mną kieruje, im
        mniejsze gospodarstwo (na którym jest odpowiednia ilość zwierząt hodowlanych
        dostarczających nawóz), im większa różnorodność produkcji takiego gospodarstwa
        (stosowany jest wtedy płodozmian) tym większa gwarancja zdrowej żywności. Nie
        potrzebne są naprawdę żadne kontrole ani ograniczenia (choć ich inteligentne,
        nie rujnujące, wprowadzenie ułatwiłoby nam odbiorcom kontrolę). Wystarczy
        zauważyć, że my w mieście chorujemy częściej niż oni na wsi. Tak bardzo straszy
        się nas brudnym mlekiem, gdzie wpadnie kawałek słomy, lub świnkami, którym nie
        rozściela się dywaników królewskich (a którym się rozściela?) Krówkami które
        hasają i jedzą trawę (trawa jest dla krów bardzo szkodliwa, ich kontakt ze
        świeżym powietrzem przynosi bardzo groźne dla ludzi choroby - wszystko to
        oczywiście nie dotyczy krówek i świnek karmionych mączką kostną robioną z
        martwych szczurów ;) żart).
        Tak naprawdę to kiedyś ktoś bardzo celnie zauważył, że z im większą liczbą
        bakterii i zarazków mamy do czynienia tym bardziej jesteśmy odporni na choroby.
        Jedzmy więc oscypki (nie te unijnie oczyszczone) bo przecie górale jedzą żyją i
        mają się dobrze. Pijmy mleko prosto od gospodarzy (nawet to, do którego wpadł
        kawałek słomy) przecież rolnicy żyją i mają się dobrze. itd. itp. (sami
        oceniajmy jakość produktów - zamiast słuchać tego co mówią nam w telewizji).
        Pamiętam jak bardzo straszono nas masłem i smalcem (cholesterol). Teraz
        ostatnio oglądałem program w telewizji i okazuje się że (nie będę już
        komentował tego co przyniesie nam jedzenie tej margaryny) ale powiem że
        ponownie namawiają nas do jedzenia masełka i smalcu (smalcu głównie jeżeli
        chodzi o smażenie - oleje odpadają).
        Dlatego jeszcze raz powtarzam, opinie zdobywajmy sami (te które słyszymy z
        mediów okazują się najczęściej nietrafne, lub okazują się być zwykłą reklamą [
        najczęściej mającego się sprzedawać bubla])
        Drogie lekarstwa czy droga zdrowa żywność - co wybralibyście?


        Takie rozdrobnione zdrowe gospodarstwa istnieją w całej Polsce. Ja polecę te
        które wiem, że istnieją bo znam te tereny. Należy ich szukać w Małopolsce i na
        Podkarpaciu. Na Podkarpaciu pieczony jest świetny i oryginalny chleb
        pełnoziarnisty na zakwasie (Gmina Markowa) oraz mają niepowtarzalne smakowo,
        rodzajowo i gatunkowo wyroby mięsne (znów gmina Markowa). Gospodarstwa są tam
        naprawdę rozdrobnione, a prosperują doskonale. (gdyby jeszcze w Polsce
        dozwolone było zakładanie spółek rolniczych dla gospodarzy, której byliby
        wszyscy razem i każdy z osobna właścicielami, to po uznaniu ich gospodarstwami
        wielkopowierzchniowymi mogliby dostawać dotacje z unii)
        Zainteresowanych modelem działania tych rozdrobnionych gospodarstw odsyłam na
        miejsce (do Markowej)(to bardzo ciekawa gmina - założona przez Niemców i do tej
        pory w 70% ludzie noszą tam niemieckie nazwiska [ ale to tylko tak dla
        wtrącenia ] )
        (ja w niej zaopatrzam się w zdrowe, gotowe, wyroby mięsne [ kupuję całego
        poćwiartowanego, przy mnie, na wyroby świniaka (przy okazji zażywam
        agrutorystyki) - zamrażarka jest od tego by, to sobie przechować ] oraz
        zaopatrzam się tam w pierwszorzędny chlebuś - opłaca się spalić benzynę z
        Krakowa - wychodzi duuuużo taniej i zdrowiej niż po zakupie tej samej ilości
        mięsa w sklepie. Bochenek chleba wytrzymuje miesiąc, - i wciąż jest dobry do
        jedzenia (ale tylko ten pieczony u gospodarza - ten zakupiony w sklepie jest
        równie dobry ale szybciej wysycha - czemu?), więc zakupuję sobie go kilka
        bochenków.

        huh ale się opisałem
        (po prostu żal mi serce ściska, że w Polsce gospodarstwa te mogą zamienić się
        niedługo w jakieś ugory z rzepakiem, masową chodowlą ziemniaków, bydła itp. a
        wszystko to zakrapiane chemią. Co gorsza wszystko uprawiane byłoby przez nie
        znających się na sztuce, nie mających wielopokoleniowego prostego
        doświadczenia, polityko-rolniko-sknero-trucicielo-dorobkiewiczów ;).

        A nasi Uczciwi i kochani rolnicy (z całej Polski) poszliby do piachu (z głodu,
        braku zbytu na swoje produkty, sprzedazy swych firm[ziemi] politykom), a my
        niemielibyśmy (jak to ktoś pisał) rynku zbytu dla naszych miejskich produktów i
        usług (komu będziemy je sprzedawać? rolnikom w piachu? dwóm politykom na krzyż
        uprawiającym wielkopowierzchniowo rzepak?). Zresztą, jak możemy potrafić dbać o
        sile nabywcza rolnikow skoro swych braci z miasta doprowadzamy do takiego
        samego upadku.
        W mieście pozostaną zatem sami najbogatsi, a na Wsi sami wielkopowierzchniowcy.
        Ciekawe komu będą oni sprzedawali swe wielkie ilości produktów (mniam)?
        Przepraszam wszystkich urażonych za jakość i ton tej wypowiedzi (mówię sercem,
        a nie politycznym pięknym stylowo, choć kłamliwym, monologiem).

        Stronka:



        http://www.homo.komrel.net/mwa_mono.wstep-php.htm










        A także jeździć
        >
        > będziemy bardzo chętnie w takie rejony na wypoczynek urlopowy. Poza tym do
        > takich rejonów z pewnością przyjeżdżali by chętnie różni turyści zagraniczni
        z
        > zachodu jak i różni zagranicznicy na zakupy żywności. Bo nasza żywność
        > ekologiczna na pewno będzie znacznie tańsza niż taka sama żywność produkowana
        > na zachodzie Europy. I to może być ogromną szansą dla naszego rolnictwa. Oraz
        > może umożliwić zatrudnienie przy takiej produkcji większej liczby ludzi. Ale
        > należało by przy tym uzyskać gwarancje europejskie, że produkcja takiej
        > żywności eklogicznej musi być traktowana priorytetowo i dlatego nie może być
        > limitowana.
        >
        >
        > (~ABAJ-GR, 2003-01-25 16:30:22)
        • gregry zapomniałem o jednym 30.01.03, 02:45
          Rolnicy: nie dajcie się "wpuścić" w żadnną wierzbę paliwową (chodowla pewnego
          gatunku wierzby na opał). Tego cholerstwa nie da się już nigdy później wyplenić.
    • Gość: student Re: 'My w tę a oni we w tę' IP: 80.48.253.* 30.01.03, 13:57
      Tylko w Polsce można być takim kretynem by stawiać na produkcję, która nie ma
      przyszłości w sprzedaży. Już teraz unia boryka się z przemysłową nadprodukcją
      żywności (trzeba być imbecylem by sądzić, że brakuje na tym rynku kolejnych
      akrów polskiej chemicznej produkcji, ktora chce sie tu utrorzyc w zamian
      istniejacej ekologicznej). Francja stawia na ekologię i wysoką cenę produktu.
      Nic dziwnego, że robi wszystko by zniszczyć najpotężniejszą w Europie
      Ekologiczną Rolniczą Polską konkurencję. Nam wmawia się, że nasza produkcja nie
      ma przyszłości, a my w to posłusznie wierzymy. Ten kraj nie ma przyszłości bo
      słucha chosztaplerów!
      Cholandia także obawia się Polskiego rolnictwa. Czy wyobrażacie sobie te
      rozmowy naszych polityków z unijnymi? Unijni mówią - musicie zrobić tak i tak
      by się dostać do unii. Musicie zlikwidować rolnictwo. Nasi posłusznie idą i
      ustalają takie ceny skupu by państwu się nie opłacało kupować. Ułatwiają import
      z zagranicy. I w końcu końców wysyłają jeszcze w społeczeństwo informację, że
      Polskie rolnictwo do zaściankowy system. System który się rozpada
      (spoleczeństwo oczywiście nie wie dlaczego - więc posłusznie wierzy, że rozpada
      się bo przecież jest zaściankowe - w dobre znaczenie tej nawy jednak nikt się
      nie zagłębia). My laicy oczywiście im wierzymy - przecież to mówią ludzie
      wykształceni - oni nigdy nas nie kłamią - nie mają powodu - oni znają się
      przecież na wszystkich dziedzinach życia, bo przecież każdy inteligentny
      posiada wiedzę całego świata.
      Prosty przykład. Mamy wielopokoleniową firmę, która zawsze przynosiła nam zyski
      i ma prawo istnieć przez wieki. Przychodzi jednak inna wielka firma. Na
      początek przekupuje zarząd naszej firmy, a później zaczyna wytyczać im cele. Po
      pierwsze kaze im zrobić wszystko by nasza firma zaczynała podupadać. Następnie
      każe jej się restrukturyzować twierdząc że to jej pomoże. Kierunkiem
      restrukturyzacji jest oczywiście kierunek który nie ma przyszłości. Firma która
      chce nas wykupić już zaciera ręce, że po upadku naszej będzie miała zbyt na
      swoje produkty (w chwili gdy naszą zwyczajnie zamknie). (tak
      wygląda "restrukturyzacja" całej Poski i każdej państwowej firmy)
      W porę odzywają się jednak prawowici właściciele tej firmy i mówią stop. my
      mamy lepszy pomysł. Uratujemy naszą firmę i będziemy produkowali tak jak
      dawniej. Tak jak przynosiło to zawsze dochody. Tym razem jednak, gdy przejmie
      nas większy partner to bedziemy to sprzedawali po wielkich nieosiągalnych do
      tej pory cenach. Jezeli sie to naszemu partnerowi nie podoba, to my go nie
      chcemy znac - nie chcemy znac kogos kto dązy do naszego upadku. Międzyczasie
      zamykamy w więzeniach tych którzy działali na niekorzyść naszej firmy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka