sbek
19.07.06, 06:22
praca we wloszech, praca we włoszech
GRAZYNA STARZAK napisała dzi¶ w Dziennik Polskim
interesuj±cy
artykuł dotyczacy wykorzystywania ludzi którzy wyjeżdżaj±
za
prac±, tym razem do Włoch.
Cytat:
Wywiezieni w pole
Miala byc posredniczka w organizowaniu wyjazdow
zarobkowych do Wloch, stala sie wspoluczestniczka
przestepstwa
(INF. WL.) Ma 38 lat, ale przygnieciona zyciowymi
problemami wyglada na wiecej. Tylko oczy, duze,
niebieskie, sa pelne blasku. Zwlaszcza wtedy, gdy
patrzy
na swoja corke Karoline - studentke dziennikarstwa
UJ.
To Karolina wyslala wstrzasajacy w tresci e-mail do
redakcji, proszac nie tyle o pomoc, co o psychicznie
wsparcie. Karolina wierzy, ze historia jej matki,
opowiedziana przez dziennikarza, bedzie dla tej
ostatniej rodzajem katharsis. Dla czytajacych zas
przestroga, aby nawet wtedy, gdy zostana bez srodkow
do
zycia, nie decydowali sie na prace w charakterze
slupa.
Cytat:
Malgorzata W., absolwentka Technikum Ekonomicznego,
przez wiele lat pracowala w handlu. Kilka lat temu
spotkalo ja nieszczescie - nagle pogorszenie stanu
zdrowia i operacja kregoslupa. Gdy wyszla ze
szpitala,
jej sytuacja byla nie do pozazdroszczenia. Nie miala
pracy ani prawa do swiadczen z ZUS. Gdyby nie pomoc
ojca, ktory kilka miesiecy pozniej zmarl, nie mialaby
czym nakarmic siebie i corki. Przez pewien czas udalo
sie jej zatrudnic w charakterze przedstawiciela
handlowego jednej z firmy. Pozniej sprzedawala
choinkowe
bombki, stojac z duza waliza na placu Kleparskim w
Krakowie. W takiej sytuacji zastala ja przyjaciolka
sprzed lat, proponujac, iz skontaktuje Malgorzate z
osobami, dzieki ktorym bedzie mogla zarobic.
Monika P. i Ewa K., mlodsze o kilka lat od Malgorzaty
mieszkanki Krakowa, obiecaly dobry zarobek. Wymagania
mialy niewielkie. Malgorzata, majaca mieszkanie w
centrum Krakowa, miala byc posrednikiem w
organizowaniu
wyjazdow zarobkowych do Wloch.
Pod ogloszeniem o tresci: "praca dla mezczyzn we
Wloszech", zamieszczanym w prasie na terenie
Podkarpacia
i Lubelszczyzny widnial krakowski numer telefonu
Malgorzaty W.
- Zainteresowanie ta oferta bylo ogromne, niemal
bez przerwy
odbieralam telefony. Przy aparacie mialam karteczke
(jest w sadowych aktach) na ktorej Monika P. napisala
mi, co mam mowic chetnym do pracy. Co? Tylko to, ze
jest
to praca przy zbiorze pomidorow i ze trzeba najpierw
zaplacic 300 zl wpisowego a pozniej, we Wloszech 500
tys. lirow, plus oczywiscie koszty przejazdu busem.
Monika P. i Ewa K. caly czas byly ze mna wylacznie w
kontakcie telefonicznym. Nie pojawily sie nawet w
zaplanowanym dniu wyjazdu. Zapewnialy, ze sa juz we
Wloszech, aby przygotowac miejsca pracy.
Malgorzata W. twierdzi, ze cala grupa z nia, jako
opiekunem, byla juz gotowa do odjazdu, gdy zadzwonila
Monika P. z poleceniem, aby jeszcze zanim wyrusza do
Wloch zebrala od kazdego kandydata do pracy po 500
tys.
lirow. Uczynila to, chociaz niektorzy protestowali. -
Pieniadze wiozlam w czarnej aktowce, w ktorej byla
rowniez lista pasazerow. Celem naszej podrozy mialo
byc
pierwotnie miasteczko Termolii kolo Neapolu, ale po
drodze Monika P. skierowala nas telefonicznie do
miejscowosci Folgi. Gdy tam dojechalismy, zjawila sie
Monika P. i od razu zabrala aktowke z pieniedzmi -
kontynuuje swoja opowiesc Malgorzata W. - P.
powiedziala, ze mamy jechac busem za samochodem
mirafiori, do ktorego sama wsiadla. Zatrzymalismy sie
na
wypalonym przez slonce pustym polu. Z mirafiori
wysiadl
jakis Arab, ktory przedstawil sie jako Mohamed i
lamana
polszczyzna powiedzial, ze kandydaci do pracy maja w
tym
miejscu wysiasc. Mezczyzni zabrali swoje bagaze i
zostali w szczerym polu troche oszolomieni. Nie
zdazylam
sie z nimi pozegnac, bo kierowca chcial jak
najszybciej
wracac do kraju. Juz po 2-3 godzinach jazdy w
kierunku
Polski i Krakowa odebralam pierwszy telefon od moich
podopiecznych. Skarzyli sie, ze nikt sie nimi nie
zajal,
ze sa w innym miejscu, nie tym, w ktorym mieli byc i
ze
wszystko to
Cytat:
koronnym swiadkiem
w tej sprawie.
Akt oskarzenia wplynal do Sadu Rejonowego w Rzeszowie
w
maju ub. roku. 19 mezczyzn, niefortunnych pracownikow
na
wloskich plantacjach opowiadalo, ze zakwaterowano ich
w
szczerym polu, w rozpadajacej sie stajni, bez
sanitariatow a nawet bez dostepu do biezacej wody!
Mohamed, mezczyzna, ktory mial byc rzekomo ich
opiekunem, zazadal od Polakow wydania paszportow. Ci,
ktorzy mimo wszystko zdecydowali sie pojsc do
wskazanej
przez niego pracy, przepracowali kilka dni po 12
godzin
i albo w ogole nie dostali wynagrodzenia albo
otrzymali
20-35 zl za podwojna dniowke. Po kilku dniach
zrozumieli, ze zostali oszukani i wrocili do Polski.
Mezczyzni wskazali na sali sadowej Malgorzate W. jako
osobe, ktora ich oszukala. Wiekszosc z nich nie
wiedziala, kto to jest Monika P. i Ewa K. W obronie
Malgorzaty W. stanal natomiast kierowca busa i
szefowa
firmy przewozowej. Kilka dni temu przed Sadem
Rejonowym
w Rzeszowie zapadl wyrok. Wszystkie trzy kobiety:
Monika
P., Ewa K. i Malgorzata W. dostaly rok i osiem
miesiecy
wiezienia w zawieszeniu na 5 lat oraz 20 tys. zl
grzywny.
Malgorzata W. jest zrozpaczona. Sadzila, ze stawiajac
sie dobrowolnie w prokuraturze i wyjasniajac, ze w