longwehicle
01.10.06, 15:17
Znalazłem na Prawica.net dramatyczny apel Stanisława Michalkiewicza. Cytuję w
obszernych fragmentach:
Kiedy 29 lat temu, jako 30-latek, przystępowałem do Ruchu Obrony Praw
Człowieka i Obywatela, w najśmielszych marzeniach nie przypuszczałem, że za
mojego życia komunizm w Polsce zostanie obalony. (…)
Więc kiedy w 1989 roku rozpoczęły się rozmowy okrągłego stołu, mimo różnych
zastrzeżeń i obaw, znowu zaświtała nadzieja. Wydawało nam się, że to wszystko
naprawdę, ze tym razem rzeczywiście chodzi o wyzwolenie. Jednak już zmiana
ordynacji w trakcie kontraktowych wyborów i wyniesienie generała
Jaruzelskiego na prezydenta Polski rzekomo niepodległej podziałało na wielu
jak zimny prysznic.
Ostateczne rozczarowanie przyszło 4 czerwca 1992 roku, kiedy to rząd premiera
Olszewskiego, za próbę ujawnienia agentury w strukturach państwa, został
obalony przez kontrahentów umowy okrągłego stołu. Nadzieja na wyzwolenie
została pogrzebana po raz drugi.
I wreszcie dzisiaj – 30 września 2006 roku. Mam już 59 lat i w dniu
likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych znowu odżywa we mnie nadzieja, że
może tym razem naród wreszcie odzyska polityczną suwerenność, utraconą w 1939
roku. Widzę jednak, że nasi okupanci znowu zwierają szeregi, znowu próbują
doprowadzić do upadku rządu, znowu próbują wdeptywać nas w ziemię tak, jak
ich ojcowie – naszych ojców. Znowu próbują zamordować nadzieję.
Do trzech razy sztuka. Tym razem już im na to nie pozwólmy. Tym razem
zastąpmy im drogę.
Coraz częściej nie pojmuję logiki (czy też: bezlogiki) Stanisława
Michalkiewicza. Kiedyś trzeźwa ocena sytuacji, dziś - spisek, Żydzi, teczki;
wszystko w oparach absurdu.
Nie chce mi się już pytać czy 29 lat temu sytuacja polityczna Polski była
lepsza i gorsza niż obecnie, czy Gierek był lepszy bądź gorszy od Giertycha
lub Geremka. Nie chce mi się przypominać, że wybór generała Jaruzelskiego na
stolec prezydencki dokonał się dzięki historycznemu
kompromisowi “Solidarności” i PZPR, kompromisowi, który dokonał się rękoma
Marka Jurka (wychodząc z sali obrad obniżył kworum) oraz ku radości Macieja
Giertycha, w którego wiernopoddańczych adresach wyłącznie Generał-prezydent
jawił się jako gwarant suwerenności Polski (sic!).
Nie chce mi się nawet przypominać kompromitacji jaką dla Polski
oznaczały “męczeńskie” rządy Jana Olszewskiego, a także tego, że Antoni
Maciarewicz nie potrafił wówczas prawidłowo wykonać uchwały sejmowej
(skądinąd taka jest także opinia pomysłodawcy, JKM). Litościwie mógłbym nie
wspominać o tym, że to rząd Olszewskiego jest ojcem chrzestnym wszystkich
mafii paliwowych - to w ramach osaczania wolnego rynku (interwencjonizm)
wprowadzono koncesje na import i przerób ropy. Wspominam, bo mam dość kłamstw.
Kłamstwem jest zestawianie dzisiejszej sytuacji politycznej - wywołanej przez
rząd kłamców - z kresem rządów Jana Olszewskiego, kłamstwem jest wezwanie
do “zastąpienia drogi” “mordującym nadzieję”. Olszewski upadł bo jego
minister opublikował nie wiadomo jaką listę pełną nazwisk winnych i
niewinnych ludzi (załatwiając w ten sposób także wewnątrzpartyjne porachunki -
stąd na liście pojawił się Wiesław Chrzanowski), zaś premier zamiast
interweniować wziął za to szaleństwo pełną odpowiedzialność. Rząd
Kaczyńskiego pogrążył się kłamstwami Lipińskiego i Mojzesowicza, za co
premier wprawdzie przeprosił - najsamprzód rzucając oskarżenia o prowokację -
ale konsekwencji najwyraźniej wyciągnąć nie zamierza.
Zgadzam się z Michalkiewiczem w jednym: po ubiegłorocznych wyborach do sejmu
miałem nadzieję, że bezprzykładne pasmo eseldowskich draństw odejdzie w
przeszłość. Na PiS nie głosowałem (ze względu na mocno socjaletatystyczny
program gospodarczy), aczkolwiek miałem nadzieję, że naprawdę rozpocznie się -
wspólna z PO - kampania oczyszczania państwa z brudu.
Niestety, kłamstwem okazało się tanie państwo, “nie będę premierem jeśli mój
brat zostanie prezydentem”, obniżka podatków, 3 mln mieszkań. Ktoś musi być
winny tym niepowodzeniom; dyżurna Platforma sama w sobie nie może być aż tak
niebezpieczna, ale już Platforma wsparta przez swoich mocodawców ze służb,
walcząca o zachowanie imperium WSI nadaje się na ogłupiający straszak.
Im bardziej się zawodziłem, tym bardziej PiS brnął w przedziwną semantykę,
imał się egzotycznych sojuszy (najpierw ubecka ekspozytura, następnie “ruski
agent”), odchodził od wyborczych haseł i programu. A na koniec
przygwożdżony “taśmami prawdy” ruszył do przodu z okrzykiem “łapaj złodzieja”…
Cytując nieodżałowanego Kisiela - cierpliwa publika kłamstwa te łyka. Rząd
zagrożony, pętla coraz ciaśniej się zaciska, knowania określonych kół
odbierają nam nadzieję…
Mam dość tej aberracji, mówienia “białe” na coś co jest w najlepszym
przypadku szarobure. Mam dość socjalistycznej gospodarki, władzy, która wie
lepiej co jest dobre dla poddańców, wszędobylskiej biurokracji
Słowo Olgierda