wertercom
17.11.06, 06:56
Obniżenie podatków było sztandarowym hasłem wyborczym PiS-u. Już po wyborach w
związku z tym można już ogłosić co nas czeka. Zmiany w ordynacji podatkowej,
które zostały wczoraj przyjęte przez Sejm, są korzystne przede wszystkim dla
osób dobrze sytuowanych. Jeszcze kilka miesięcy temu mydlono obywatelom oczy
„debatami” o tym, jak ulżyć najbiedniejszym. Padały nawet propozycje, żeby
zwolnić z opodatkowania zarobki poniżej minimum socjalnego. „Debaty” okazały
się pseudodebatami, a obietnice PiS jak zawsze nic nie warte.
Podwyższenie progów podatkowych i kwoty wolnej od podatku pomyślano bowiem
tak, żeby za mocno nie uszczuplić dochodów do budżetu. Wbrew pozorom bowiem
kasa państwa zasilana jest przede wszystkim podatkami ściąganymi z ludzi o
niewielkich dochodach. Bogaci stanowią zaledwie kilka procent podatników, a
mimo to, jeśli ktoś zyskał na PiS-owskiej ordynacji podatkowej, to właśnie
oni. Obniżenie podatków było sztandarowym hasłem wyborczym PiS-u. Mamy więc do
czynienia z ewidentnym oszustwem. Żeby je jakoś zamaskować, obóz rządzący
wprowadza ulgi dla rodzin. W przyszłym roku będzie można odliczyć od podatku
po 120 zł na każde dziecko, czyli po 10 zł miesięcznie. I znowu, jak w
przypadku „becikowego”, „dobrodziejstwo” to obejmie wszystkie rodziny – od
najbiedniejszych do najbogatszych. Nie wszystkie jednak będą mogły z niej
skorzystać. Te naprawdę ubogie mają bowiem tak niskie dochody, że podatków w
ogóle nie płacą. Od czego więc mają tę ulgę odliczać?
W przyszłym roku czeka nas wzrost akcyzy na autogaz, benzynę i olej opałowy,
piwo i papierosy. Z używek można oczywiście zrezygnować, ale od wzrostu cen w
wyniku podrożenia paliw nie uciekniemy. Ktokolwiek bierze się solidnie do
liczenia zysków i strat wynikających ze zmian podatkowych, musi dojść do
przekonania, że Kaczyńscy o wiele głębiej wsadzą łapę do naszych kieszeni niż
ich poprzednicy.