chommiczka
01.06.07, 09:37
To co mnie ostatnio spotkało, przeszło wszelkie granice. Wiedziałam, że nasza
służba zdrowia kuleje, ale, że aż tak?
W niedzielę, około 5 nad ranem, obudziłam się z ogromnym bólem z tyłu pleców.
Tabletka przeciwbólowa mi nie pomogła. Później miałam silne wymioty. Myślałam,
że wyjdzie ze mnie dosłownie wszystko, razem z wnętrznościami.
Pozostało mi tylko pojechanie na ostry dyżur do szpitala.
Tam, oczywiście od nikogo nie można było się dowiedzieć, GDZIE(?) jest izba
przyjęć i czy ktokolwiek mnie zbada. Kazano mi czekać...
Po 10 minutach zwijania się z bólu na krześle, przyszła jakaś pielęgniarka i
zapytała co mnie boli. Odpowiedziałam jej, że to prawdopodobnie nerka.
A ona powiedziała: "A skąd Pani wie, że to nerka? leczy się pani gdzieś"
(Kurcze - skoro mnie boli, to chyba sama wiem lepiej CO !!)
Odpowiedziałam, że najprawdopodobniej boli mnie nerka, ale że to pierwszy raz.
Natomiast ona powiedziała mi, że w takim wypadku mam sobie iść do lekarza
pierwszego kontaktu do przychodni.
To stwierdzenie było co najmniej śmieszne, bo była niedziela, a mój lekarz
pierwszego kontaktu, rzecz jasna pracuje od poniedziałku do piątku !!
Powiedziałam jej o tym. Kazano mi czekać...
W końcu mój facet zdenerwował się na maksa i zaczął dobijać się do drzwi, że
mają mi natychmiast pomóc. Babka oczywiście dostała "ku..ków" w oczach i z
łaską zadzwoniła po jakiegoś lekarza, po czym wysłała mnie na izbę przyjęć.
Panie na izbie oczywiście były zdenerwowane, że ktokolwiek przyszedł i,że mają
komukolwiek pomóc. Zaczęła się na mnie wydzierać prosząc o moje imie,
nazwisko. Ledwo co się mogłam ruszać. Widziała to, że nie daję sobie rady, a
mimo wszystko wydzierała się na mnie, że mam jej natychmiast dac dowód
osobisty. Nawet nie mogłam się schylić, a ona bezczelnie krzyczała i śmiała
się ironicznie. Zaczęła rzucać długopisem. A jak dałam jej dowód to również
nim rzuciła!
Po paru minutach przyszedł lekarz i dopiero teraz zaczął się horror. Lekarz
już na samym wstępie zaczął się na mnie drzeć cyt.:
- "PO CO PANI TU W OGÓLE PRZYSZŁA?"
Odpowiedziała mu co mu jest, więc powiedział, cyt.:
- "CZEGO PANI ODE MNIE OCZEKUJE?"
Powiedziałam, że pomocy. Na to on, cyt.:
- "ALE JA PANI NIE POMOGĘ, BO NIE WIEM CO PANI JEST"
Po czym usiadł przy biurku i zaczął coś pisać. Mi zmierzono ciśnienie i
temperaturę. Kazano położyć mi się na łóżku. Dano mi jakiś zastrzyk (który
nawiasem mówiąc NIC nie pomógł)
Potem doktor raczył mnie zbadać. Zaczął tak mnie mocno przygniatać, że do dziś
mnie bolą mięśnie. W jego ruchach było widać to, że robi to z wielką złością,
że w ogóle musiał tu przyjść, że ktokolwiek mu zawraca głowę. Tak bardzo mnie
naciskał, stukał, ugniatał w miejscach niepotrzebnych, tylko po to, żeby
sprawić mi ból i zrobić na złość !!
Potem stwierdził tak cyt.:
- "CO TU PANI GŁUPOTY GADA. ŻADNE NERKI PANIĄ NIE BOLĄ"
Po czym silnym ruchem, zepchnął mnie z tego łóżka i kazał usiąść przy biurku.
Bolało mnie tak bardzo i tak mocno się zestresowałam, że nie miałam już siły
siedzieć. Dosłownie przelewałam się przez palce. Oparłam się o biurko. Doktor
szturchnął mnie mocno i powiedział cyt.:
-" CO MI SIE PANI TU ROZKŁADA?!!! BĘDZIE PANI SPAĆ?!! JEST PANI PO SPOŻYCIU?"
Miałam już dość tego wszystkiego. Idąc tam z gorączką 40 stopniową liczyłam na
jakąkolwiek pomoc a tu co?
Lekarz nie pomógł mi nic. Ostatecznie powiedział, że nic mi nie dolega, ze mam
wziąć Nospę i leżeć w łóżku. Rzucił moim dowodem i kartą informacyjną prawie w
twarz.
Dziś już wiem co mi jest. Niestety to poważne zakażenie lewej nerki i paskudna
infekcja. Na dodatek jeszcze infekcja układu moczowego. Leczę się się silnymi
antybiotykami.
Tak sobie myślę, że skoro lekarze tak okropnie zajmują się pacjentami to nie
dziwię się, że G*** zarabiają !!!