henio56
09.07.07, 08:21
Naukowo podszedł do mandatu
Czy policyjny radar może się mylić?/fot. J. Rybczyńska /Sztafeta1 godz. 50
minut temu
Prawa fizyki nie zawsze działają na naszą korzyść. Przekonał się o tym
naukowiec, który przed tarnobrzeskim sądem próbował podważyć wiarygodność
pomiaru policyjnego radaru. Teraz zamiast 400 złotych grzywny za
przekroczenie prędkości zapłacić musi blisko... 1500 złotych. Do
tego "doliczyć" trzeba też podważoną reputację doktora fizyki...
Jadącego volkswagenem passatem naukowca, pochodzącego z Krakowa doktora
fizyki, a pracującego dla jednej ze stalowowolskich firm, tarnobrzeska
drogówka "namierzyła" na Wisłostradzie. Na odcinku, na którym obowiązuje
ograniczenie prędkości do 50 kilometrów na godzinę, 57-letni mężczyzna, jak
wykazał radar, jechał z prędkością 93 kilometry na godzinę. 400 złotych
mandatu doktor fizyki jednak nie przyjął i to bynajmniej nie ze względu na
jego wysokość, ale, jak twierdził, bezpodstawność.
Doktor fizyki, dodajmy w swej pracy dokonujący pomiarów elektromagnetycznych,
sugerował, że znajdujące się na linii pomiaru radaru - jako że namierzono go
na łuku drogi - dwa metalowe słupy oświetleniowe i metalowa konstrukcja
przydrożnej reklamy, zakłóciły przesył i zawyżyły wynik pomiaru. Jak to
zazwyczaj bywa przy odmowie przyjęcia mandatu karnego, policja do wydziału
grodzkiego tarnobrzeskiego sądu skierowała wniosek o ukaranie kierowcy.
Ten ponad wszelką wątpliwość uznał winę kierowcy, jednak spojrzał na niego
łaskawszym okiem i wydał nakaz zapłaty już nie 400, ale 200 złotych grzywny
oraz zasądził pokrycie kosztów sądowych. To jednak, pewnemu swych racji, a
przede wszystkim olbrzymiej wiedzy, doktorowi w dalszym ciągu nie dawało
satysfakcji. Decydując się na proces, nie przyjął nakazu zapłaty.
Przed Sądem Rejonowym w Tarnobrzegu, powołując się na swe doświadczenie - a
jest specjalistą z zakresu elektrotechniki - w dalszym ciągu podważał wynik
pomiaru policyjnego radaru. Znów, tym razem sędziego, przekonywał o wpływie
metalowych przeszkód na pracę takich urządzeń pomiarowych, uparcie twierdząc,
że jechał z dozwoloną prędkością. Wnioskował nawet o zlecenie wykonania
opinii w tej sprawie przez naukowców z Instytutu Telekomunikacji,
Teleinformatyki i Akustyki Politechniki Wrocławskiej.
Wniosek sąd jednak odrzucił i orzekł winę 57-latka. Mało tego, kara
znów "urosła" do 400 złotych. Tyle bowiem grzywny zasądziła "rejonówka". Do
tego pokrycie kosztów sądowych. Łącznie więc naukowiec musiałby zapłacić
blisko 550 złotych, gdyby... nie odwołał się od wyroku do sądu drugiej
instancji.
Rozpatrujący sprawę kontrowersyjnego pomiaru tarnobrzeski Sąd Okręgowy
zdecydował się jednak zasięgnąć opinii biegłych. Wykonanie opinii zlecono
wskazanemu przez doktora fizyki ośrodkowi naukowemu we Wrocławiu. Sprawę
naukowca badali więc inni naukowcy, którzy jednoznacznie stwierdzili, że owe
metalowe słupy i tablica rzeczywiście wpłynęły na zafałszowanie wyniku
pomiaru policyjnego radaru, ale... na korzyść kierowcy. Innymi słowy, gdyby
nie metalowe "przeszkody" mogłoby się okazać, że 57-latek jechał znacznie
szybciej niż 93 kilometry na godzinę...
Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu podtrzymał w mocy wyrok Sądu Rejonowego, jednak do
zasądzonych przez niego 400 złotych "dorzucił" jeszcze koszty wykonania
opinii - blisko 900 złotych.
Joanna Rybczyńska
< sie doktoryzował