Dodaj do ulubionych

Będzie tylko gorzej

05.05.08, 21:23
W Polsce najdrożej

Już dziś wiele artykułów żywnościowych w Polsce jest droższych niż w Grecji,
Portugalii czy we Włoszech. Choć we Włoszech w ciągu roku makaron podrożał o
blisko 20 proc., to i tak jest tańszy niż w Polsce. We Francji makaron
podrożał o 45 proc., mleko o 20 proc. Podrożała żywność w Słowenii, która
dopiero co wprowadziła euro. Ceny ryżu, podstawowego pożywienia Azjatów,
wzrosły w ostatnim roku o 147 proc. Podwyżki cen uderzają głównie w emerytów i
najbiedniejszych. W wielu dotychczas bogatych krajach w tym starej UE z powodu
niskich świadczeń na poziomie 500–700 euro emerytury (choć nasi emeryci mogą o
takich sumach tylko pomarzyć) wielu emerytów kradnie żywność, by zaspokoić
głód. Czy to samo czeka polskich emerytów, zwłaszcza że u nas ceny żywności
rosną najszybciej w Europie (z wyjątkiem Krajów Bałtyckich)?

Mylne wyliczenia GUS

W stosunku do 2007 r. sery podrożały w Polsce o blisko 30 proc., masło o 25
proc. pieczywo o 15 proc., mleko o 18 proc., drób ok. 25 proc., cytryny o 87
proc., margaryna 25 proc., makaron ok. 18 proc., jajka (10 szt.) ok. 17 proc.,
schab ok. 15 proc., płyn do zmywania naczyń „Ludwik” ok. 16 proc., mydło ok.
10 proc. Podrożały też wizyty u lekarza, przejazdy, w tym bilety kolejowe,
autobusowe, woda, opłaty kanalizacyjne o ok. 10–15 proc., wywóz śmieci do 40
proc. Nie można się więc dziwić, że widząc ile kosztują nas zakupy w sklepie,
nie wierzymy w wyliczenia inflacji przez GUS (na poziomie 4,6 proc.).

Uderzenie prądem

Jakby tego było mało, już niedługo zostaniemy porażeni cenami prądu – będziemy
płacić najwięcej za prąd w relacji do płac w UE. Hurtowa cena 1 MWh to ok. 200
zł. Dla wielu oznacza już dziś przejście na gotowanie na piecu i ogrzewanie
drewnem. Oby też nie oznaczało czytania przy świecach. Prąd już dziś kosztuje
o 30 proc. więcej niż w ub.r. Wzrost cen energii elektrycznej w 2008 r. na
poziomie ok. 20 proc. musi znacząco uderzyć w koszty utrzymania. Podniesie
również koszty żywności, koszty opłat mieszkaniowych, usług, w tym usług
medycznych i transportowych. Już dziś realnie płacimy za prąd 2,5-krotnie
więcej niż Grecy, dwukrotnie więcej niż Brytyjczycy i Francuzi i o 50 proc.
więcej niż Szwedzi. Dokąd to zmierza? Trzeba pamiętać, że po 1 stycznia 2009
r. ma nastąpić pełne uwolnienie cen energii, co oznacza dalszy wzrost cen w
prywatyzowanych zakładach dostarczających energię (RWE Stoen i Vattenfall)?

Będzie tylko gorzej

W XXI w. mamy akcyzę na prąd i bardzo wysokie obciążenia podatkowe i drogie
KWh. Jedną trzecią cen stanowi akcyza i VAT. Unijne naciski, aby zmienić
sposób płacenia akcyzy z elektrowni na dostawców wróżą nam kolejne podwyżki.
Już na maj 2008 r. zapowiadane są kolejne podwyżki cen energii. Polaków w
najbliższych latach czeka wprost dramatyczny wzrost cen energii. Do 2012 r.
ceny mają wzrosnąć od 90–100 proc. w porównaniu do 2007 r., czyli do ceny
400–500 zł za 1 MWh. To jedynie początek. Po 2015 r. dramatyczna sytuacja
jeszcze się zaostrzy, bo wtedy elektrownie będą zmuszone przepisami unijnymi
do zakupu praw do emisji CO2 na wolnym rynku. To będzie kosztowało i wymagało
kolejnych podwyżek.

Co z podwyżkami pensji?

Atak na nasze portfele nastąpi z dwóch stron. Trudno się niewątpliwie
spodziewać, że nasze wynagrodzenia i emerytury wzrosną o ok. 90 czy 200 proc.
Wygląda na to, że obecnie rządowi nie bardzo zależy, by coś zmienić. Wzrost
cen to wzrost inflacji, a to oznacza wyższe wpływy do budżetu państwa. Z kolei
szefowie największych spółek z branży energetycznej straszą nas bardzo
skutecznie, za pomocą bezkrytycznych mediów i często niekompetentnych
dziennikarzy, że prądu może wkrótce zabraknąć, jeśli ceny drastycznie nie
wzrosną. Jaki mamy wybór? Albo drogi prąd, albo nie będzie go wcale.

Rząd milczy

Czarno rysują się warunki życia i koszty utrzymania co najmniej kilku milionów
emerytów i rencistów, którzy już dziś ledwo wiążą koniec z końcem.
Jednocześnie zbliża się błyskawicznie kompromitacja OFE. Na ile KWh wystarczą
żenująco niskie emerytury? Oby za parę lat, ochroniarze w supermarketach nie
musieli pilnować półek z żywnością, w obawie przed głodnymi seniorami, tak jak
ma to już miejsce w niektórych krajach starej Unii. Już późną jesienią 2008 r.
po przeliczeniu wzrostu kosztów utrzymania wynikających z podwyżek w dużej
mierze cen regulowanych, za które odpowiada rząd, rozeźleni mogą być już nie
tylko emeryci i renciści.

Autor jest niezależnym analitykiem gospodarczym
Janusz Szewczak
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka