b_e_l_f_e_r
06.05.08, 20:38
Jestem biednym pracującym nauczycielem. Mój dochód (3 dzieci,
wirtualne alimenty) nie przekracza 500 zł na osobę. Nie należą mi
się żadne zasiłki rodzinne lub dla samotnej matki, stypendia
studenckie, dodatki mieszkaniowe ponieważ do dochodu musze doliczać
wirtualne alimenty (ex-mąż płaci raz na 3-4 miesiące część kwoty i
to wystarcza aby dano mu spokój). Po zapłaceniu czynszu, rachunków
zostaje mi mniej niż emerytowi, który nie ma na utrzymaniu nikogo.
W polsce jest bardzo duża grupa ludzi pracujących biedaków, którym
państwo, mimo iz uczciwie pracują nic nie pomaga. Nikt nie pomaga
ich dzieciom. Placę podatki jak każdy pracujący i z nich opłacane są
m.in. stypendia i zasiłki dla cwaniaków pracujących na czarno, nie
mających żadnych oficjalnych dochodów. Czy pani profesor wzięła pod
uwagę w swoich badaniach grupę takich ludzi jak ja? Raczej nie. Mam
wykształcenie wyższe, studia dodyplomowe. Jestem fachowcem w swojej
dziedzinie a płaci się za moją pracę żenująco mało. Do tego ciągle
środki masowego przekazu przekazują falszywy oraz pracy i zarobków
nauczyciela. Nic się nie zmieniło. Wręcz przeciwnie. Zastanawiam się
nad ponowną emigracją z kraju. Tym razem bez planu powrotu. Pani
profesor bardziej mi to uświadamia. Dla takich jak ja nie ma w
naszym kraju miejsca.