Gość: zyndram
IP: *.blich.krakow.pl
29.05.08, 22:07
Abstrahując od tego, że tekst ten jest cudnym przykładem rokokowego przerostu
formy nad treścią, to nie rozumiem czy jako zwykły mieszkaniec Krakowa mam się
cieszyć czy martwić z powodu zmniejszającej się liczby turystów. Na razie nie
widzę w jaki sposób znacznie większa liczba turystów niż kiedyś, miałaby
przynieść mi jakiekolwiek korzyści.
Trudno za to przejść przez Rynek, miejsce na kawę trudno znaleźć, a jak już
się znajdzie, to ceny ma "turystyczne". Zaparkować pod domem nie mogę, bo
połowa samochodów ma w ciągu dnia rejestracje zaczynające się od S, E, R itp.
a miejsc parkingowych jest tyle samo.
Na Wawelu tłumy, w muzeach tłumy, w parkach tłumy, na lotnisku tłumy, przez
Bulwary nie da sie przejść po 8 rano. Poza tym korki, korki i korki. O gołych
Brytyjczykach nie wspomnę.
Po co mi Ci turyści, ja się pytam?
Żeby nadąć się w krakowskiej próżności, że mieszkam w TAKIM mieście?