ąsiedzi

15.01.09, 15:24
Jak wyglądają wasze relacje z sąsiadami. Czy zdarzyło się wam,że
sąsiedzi,którzy przez całe lata mieszkają nad wami nie odpowiedzieli
na wasze dzień dobry. Mnie po po prostu ogarnęła wtedy żłość i
frustacja. Dlaczego ludziom brakuje elementarnych zasad dobrego
wychowania. Zaznaczam, żę nigdy nie miałam z nimi żadnej scysji ani
nieporozumień.
    • krzychut Re: ąsiedzi 15.01.09, 15:40
      To jest u nas niestety powszechne buractwo.
      I dotyczy różnych ludzi, także tych z "nałukowymi tytuami".
      Nie wiem czym tłumaczyć niechęć niektórych osób do zwykłego pozdrowienia. Już
      nie wymagam, żeby pierwsi się kłaniali starszym czy kobietom. Ale dlaczego nawet
      nie odpowiedzą na dzień dobry?
      Czy to jest brak manier czy jakiś głupawy wstyd?
      Miałem sąsiada z doktoratem, syna profesora porządnej uczelni, nasze żony się
      prawie przyjaźniły. Kiedy widział mnie lub moją żonę patrzał w siną dal, udając
      że nas nie widzi.
      Czym tłumaczyć takie zachowanie?
    • krakuska.pl Re: ąsiedzi 15.01.09, 16:00
      Mieszkam od 3,5 roku na nowym osiedlu w Krakowie. W budynku są 22
      mieszkania. Ale znam dobrze z widzenia sąsiadów zaledwie z kilku
      mieszkań.Z tymi wymieniamy pozdrowienia.
      Wiekszość to chyba wynajmuje mieszkania i są to osoby dość młode.
      Nieraz mijam np. młodego faceta i ja jako kobieta nie powiem
      pierwsza "dzień dobry" , bo to by chyba nawet śmiesznie wyglądało.
      A taki gościu przechodzi i nic.
      Są też osoby , które znam z widzenia i które też nie są skore do
      wymiany choćby uśmiechu. Mijają człowieka z taką miną i wzrokiem ,
      jakbym była im coś winna. Może jestem przewrażliwiona, ale wyczuwa
      się dystans, żeby nie powiedzieć wrogość. Nie mam pojęcia dlaczego?
      Z sentymentem wspominam dawne moje miejsce zamieszkania, gdzie
      ludzie byli bardziej otwarci i zawsze mówiło się co najmniej "dzień
      dobry" , a czasami ucięło się malutką pogawędkę.
      Nie wiem czy we wszystkich nowych blokach tak jest, że sąsiedzi
      patrzą na siebie jak wrogowie. Przecież nikt nikomu nie będzie
      wchodził z butami w jego życie (ja napewno nie, bo też bym tego nie
      tolerowała). Na te 22 mieszkania zaledwie z kilkoma osobami
      można "normalnie " porozmawiać.

      • istna Re: ąsiedzi 16.01.09, 21:04
        > Nieraz mijam np. młodego faceta i ja jako kobieta nie powiem
        > pierwsza "dzień dobry" , bo to by chyba nawet śmiesznie wyglądało.
        > A taki gościu przechodzi i nic.
        E tam, korona by ci z głowy nie spadła, a za trzecim razem to on przywitałby się
        jako pierwszy. Wcale mnie nie dziwi, że cię sąsiedzi mijają w milczeniu, skoro
        tak maszerujesz z miną obrażonej królewny.
        • krakuska.pl Re: ąsiedzi 16.01.09, 22:17
          Uważasz, że kobieta starsza od faceta o jakieś 20 lat ma się pierwsza
          kłaniać "wielce szanownemu" młodzieńcowi? No , chyba lekka przesada.
          • gosia.43 Re: ąsiedzi 16.01.09, 22:27
            Czasami wystarczy kontakt wzrokowy , albo zwyczajny uśmiech...,
            przecież to nic nie kosztuje....
            gosia
    • przejezdny To,że ktoś się tylko nie odkłania,to 15.01.09, 17:36
      mały pikuś jest.U mnie na klatce mieszka koleś,który wymyśla sąsiadom
      od/cyt./,palantów,kaprawych mord,pisdzielców.Do kobiety to potrafi się
      nawet odezwać,per tłuste krówsko.Ci ,którzy znają go trochę dłużej mówią,ze kiedyś był nawet bardzo fajnym facetem,ale od roku jest z nim
      coraz gorzej.Był nawet w szpitalu/Kobierzyn?/,ale nic tam mu nie pomogli,wrócił i dalej jest to samo.
      • gosia.43 W takim razie - mam dużo szczęścia .... 15.01.09, 17:51
        Nie narzekam na sąsiadów , dobrze z nimi żyję , z niektórymi nawet
        się przyjaźnię .
        Nieoceniona jest "pomoc sąsiedzka" - szczególnie jak się wyjeżdża..
        gosia

        jest takie powiedzenie : "nie da Ci ojciec , nie da Ci matka , tego
        co da Ci sąsiadka"
        :)
        • felix_macierewicz Re: W takim razie - mam dużo szczęścia .... 16.01.09, 21:19
          ja też, ale Kraków faktycznie rózni się popd tym względem od reszty
          kraju.
    • nulka8 Re: ąsiedzi 17.01.09, 21:45
      od kiedy wyprowadziłam się z Krakowa - bardzo dobrze. Z niektórymi wymieniamy
      się drobnymi usługami :)
      • krakuska.pl Re: ąsiedzi 17.01.09, 22:26
        Osoby mieszkające na nowych osiedlach, to przeważnie ludzie spoza
        Krakowa, z małych miasteczek lub wsi. Dlatego jest tak , a nie
        inaczej. Rodowite Krakusy są zupełnie innymi ludźmi. Na szczęście.
        • gosia.43 Re: ąsiedzi 17.01.09, 22:55

          To nieprawdopodobne , że jeszcze tak idiotycznie ludzie mogą myśleć -
          jak Ty Krakusko...w powyższym wpisie....:(
          gosia

          dobrze ,że wypowiadasz się tylko we własnym imieniu..., bo to aż
          wstyd....
          g
          • krakuska.pl Re: ąsiedzi 17.01.09, 23:24
            Tu nie chodzi o moje , jak to "kulturalnie" zauważyłaś, myślenie. To
            jest FAKT. Mam Ci wyliczyć ile takich osób "napływowych" spoza
            Krakowa mieszka w moim bloku?
            • gosia.43 Re: ąsiedzi 17.01.09, 23:35
              Fakt z " Faktu " zaczerpniety ?
              gosia

              dziewczyno - to chyba Ty nie umiesz sie z Tymi "innymi " - jak to
              nazwałas dogadac....:(
              g
            • nulka8 Re: ąsiedzi 17.01.09, 23:39
              z pewnością wiele, ale nie mogę się zgodzić z tym co piszesz. Mieszkałam prawie
              10 lat w kamienicy, gdzie mieszkali sami krakowiacy z dziada pradziada i poza
              zdawkowym "dzień dobry" (i to nie zawsze) - nie było żadnych relacji. Od roku
              mieszkam na wsi i dopiero tutaj okazało się, że sąsiedzi mogą się odwiedzać,
              przychodzić pogadać; jak upieką jakieś dobre ciasto, to podrzucają kawałek, nie
              gardzą twoją sałatką; jak czegoś potrzebujesz, to "walisz jak w dym" i wzajemnie.
    • kanapony Re: ąsiedzi 18.01.09, 00:53
      przez 10 lat miałam wspaniałych sąsaidów na piętrze - dokładnie
      drzwi naprzeciwkot
      na szczęście się wyprowadzili niecałe 2 km od nas - nawei ich blok
      widzę z okna
      więc nadal utrzymujemy kontakty - odwiedzamy się, mogę liczyc na
      pomoc i radę
      są więcej niż niejeden członek rodziny

      ale "to", co się na ich miejsce wprowadziło
      to to nie ludzie
      unikam, zwłaszcza jej, jak ognia - po pięc razy opowiada bzdurne,
      nudne historie
      (rozumiem - 2,3 razy - zapomniala, że mówiła, ale 5 ???)
      to jeszcze nic, nawet po dodaniu piskliwego głosu

      najgorsza jest jej obłuda - mówi coś do nas a potem komuś, coś
      przeciwnego (słyszałam przypadkiem na własne uszy)
      ponadto - mają psa, i ta baba na spacerach z nim - spotyka inne
      blokowe plotkary i wywleka nasze rodzinne (obecnie nieco
      skomplikowane i przykre) sprawy
      parę razy zdarzyło się jej okłamac nas w żywe oczy - tak po chamsku
      i bezczelnie...
      próbowała wyłudzac różne rzeczy - począwszy od podwiezienia autem
      ("tylko" do Warszawy i z powrotem), poprzez ozmowy telefoniczne z
      naszego telefonu, aż do opieki nad jej córką
      ...
      "koszmar" trwa ponad 10 lat

      piszę koszmar w "" bo staram się ją totalnie olewac, jeśli nie uda
      mi się jej uniknąc
      więc nie jest dla mnie spędzaczem snu z powiek
Pełna wersja