Gość: Olo
IP: *.dynamic.gprs.plus.pl
27.07.09, 09:50
Skoro piszecie o sytuacji Brożka, to szkoda, że "zapomnieliście" napisać, że w ostatniej minucie Lech rozklepał obronę Wisły w trójkącie jak dzieciaków podwórka i mógł spokojnie ten mecz wygrać przed karnymi. Co z tego, że przewagę w polu miała Wisła, jak sytuacje o wiele groźniejsze stwarzał Lech? O co grała Wisła, a o co Lech? Dla Lecha to był kolejny sparring przed meczem pucharowym. Dla Wisły to była chęć odreagowania i ugłaskanie Cupiała. Wisła grała niezwykle agresywnie, zaś Lech oszczędzał nogi. Taki Małecki był na tyle przemotywowany, że gdyby Lechici nie cofali nóg, to ten szczyl by te nogi im połamał! Mecz zakończył się karnymi, ale to głównie zasługa Pawełka, który nagle przypomniał sobie, na czym polega rola bramkarza (szkoda, że dopiero tak późno). Tak mniej więcej przedstawia się obiektywny opis przebiegu tego meczu w pigułce.