święta i powracający dylemat

14.12.08, 13:07
Witam,

bardzo proszę o pomoc, bo czuję, że się zapętliłam i nie potrafię z spojrzeć na sprawę z dystansu.
Mam dwadzieścia kilka lat, właśnie konczę studia. Mój rodzinny dom zawsze kojarzył mi się źle. Zewnątrz była to na pozór zdrowo funkcjonująca jednostka, wewnątrz koszmar, który w mojej głowie zrobił bałagan, który staram się regularnie porządkować z (moim zdaniem) niezłym skutkiem. Ojciec jest alkoholikiem, z którym o dziwo mam i zawsze miałam świetny kontakt, na którego zawsze mogłam liczyć, który zawsze stał po mojej stronie. Przez długi czas próbowałam mu pomóc, raz nawet był na leczeniu, które nie przyniosło długotrwałego efektu. Cóż, poddałam się, na siłę go nie zbawię. Najpierw on musi chcieć.
Moja matka pochodzi z biednej rodziny. Ślub z ojcem był rodzajem awansu społecznego (brzmi to jak z "Trędowatej", jednak taki wątek często przewijał się w rozmowach rodzinnych), nagle pojawiły się pieniądze, duży dom, możliwości. Matka jest moim zdaniem silnie uzależniona od swojej rodziny, tj. babci, siostry. Wszystko, co działo się i dzieje się w moim rodzinnym domu musi być przedyskutowane w domu babci. Najbardziej bolało mnie to kiedy byłam nastolatką, kiedy opowiadałam matce o pierwszych chłopcach, swoich problemach itp. a matka to momentalnie przekazywała dalej. Wtedy stworzyłam sobie dewizę: "nie mówić", co doprowadziło do tego, że dzisiaj matka nie wie o mnie praktycznie niczego, a nasze rozmowy sprowadzają się do zdawkowych rozmów.
Moi rodzice kłócą się od kilku lat, od bodaj dwóch przewija się myśl o rozwodzie. Żadne z nich nie ma nikogo "na boku", tak przynajmniej wnioskuję z rozmów. Ale nawet rozwieść się nie potrafią, bo podział domu, bo pieniądze, bo... milion innych powodów. Czasem wręcz myślę, że oni nie chcą tego rozwodu, wiem, że zdarza się im sypiać ze sobą, że bywają jaśniejsze dni, kiedy się nie kłócą, ale na mediacje też się nie zgodzą, bo są zbyt zacietrzewieni w sobie. Od czasu, kiedy zrobiło się między nimi gorzej starają się zrobić ze mnie mediatora. To ja wysłuchuję przez telefon ich narzekan, to ja mam dawać im rady, do tego każde z nich chciałoby mieć mnie po swojej stronie. Na takie zaszczuwanie sobie nie pozwolę, staram się być neutralna, ewentualnie nie odbieram telefonów od nich. Postawiłam kiedyś sprawę jasno, nie jestem w koncu żadną kukłą, ale rezultat był mizerny. Czasami czuję się, jakbym była nianką dwóch dużych dzieci w piaskownicy.
Matka jest teraz w ciężkim okresie, myślę, że to wynik menopauzy po części. Wszystko to przelewa się na mojego brata, który lata chwila będzie pełnoletni. Jawnie nim manipuluje, nadmiernie kontroluje. Ja uciekłam od tego domu daleko na studia, przyjeżdżam rzadko, wiem, że mój brat zrobi to samo.
Półtorej miesiąca temu pokłóciłam się z matką o w zasadzie błahostkę. Od tamtej pory matka przestała się do mnie odzywać. Aż do wczoraj. Wiem, że w międzyczasie rozpuściła wici po rodzinie, jaka to jestem zła, niedobra, jak to nie doceniam jej poświęcenia, bo w koncu mnie wychowała. Ona się nie odzywała, ja też. Wczoraj zadzwoniła z pytaniem czy przyjadę na święta. Powiedziałam, że nie wiem, że nie mam ochoty na niepełne święta, bo ojciec będzie u swojej matki, ja miałabym być wraz z nią i bratem u jej matki, na oczernianie, przeciąganie mnie na "jej" stronę, głupie dogadywanie babci i ciotki. Ojciec powiedział mi- "olej to". I tu pytanie do was- olać?
Święta w mojej rodzinie zawsze kojarzyły mi się z czymś wymuszonym. Odkąd wyjechałam z domu każdy pobyt tam to dla mnie odliczanie czasu do wyjazdu. Nie znoszę tych świąt. Szczerze mówiąc najchętniej spędziłabym je przed telewizorem, ewentualnie mogę też spędzić je z rodziną chłopaka. Co zrobić? Każdy wyjazd do domu powoduje u mnie zdenerwowanie, chodzę wtedy jak naładowana bomba. Z drugiej strony szkoda mi mojego brata.
Ten dom zrobił we mnie dużo złego, mam nerwicę, niskie poczucie własnej wartości, początki fobii społecznej, ale walczę z tym, bo wiem, że potrafię być silna. I jest lepiej.
Bardzo proszę o rady jak się zachować, co zrobić? Mój chłopak twierdzi, że powinnam pojechać, bo to w koncu rodzina, a z rodziną spędza się te święta. Ale czy warto? Będę wdzięczna za wasze odpowiedzi.
    • marzeka1 Re: święta i powracający dylemat 14.12.08, 14:33
      Jak sama zauważyłaś rodzice postawili cię w roli, w któej żadne, nawet dorosłe, dziecko nie powinno wystąpić- każą ci być stroną w sporze między sobą, a problem mają oni ze sobą. A przecież oboje są twoimi rodzicami i ich problemy małżeskie nie powinny być twoją sprawą- ty jesteś ich dzieckiem. Z opisu- wynika, że nie chcesz na siłę spędzać świąt w domu i ja chyba też bym nie chciała.
      "Każdy wyjazd do dom
      > u powoduje u mnie zdenerwowanie, chodzę wtedy jak naładowana bomba. "- nikt tak nie powinien czuć się w czasie świąt,nie wierzę w wymuszoną atmosferę świąteczną, a po zjedzonej kolacji wigilijnej -problemy wracają i ludzie znowu skaczą sobie do gardeł. Dlatego ja w tym roku święta spędzę tylko z mężem i synami, nie będę spełniać czyichś oczekiwań.
    • to_ja76 Re: święta i powracający dylemat 14.12.08, 14:38
      jeśli jesteś niezależna finansowo olać
      • verdana Re: święta i powracający dylemat 14.12.08, 16:49
        Nie wiem - matke sama należaloby rzeczywiscie olać, ale brata?
        Zostawić go calkiem, niech sam się z matka męczy? Bo mlodszy?
        ja bym postawila jednak na zmarnowane swieta. I zaczekała rok, aż
        brat sie usamodzielni i oboje bedziece mogli spedzac swieta bez
        toksycznej matki.
    • karmelowa_mumi Re: święta i powracający dylemat 14.12.08, 20:08
      ja na Twoim miejscu bym się nie zmuszala do uczestniczenia w takiej farsie, na pewno możesz święta te spędzić w towarzystwie osób, które się lubią, gdzie jest mila atmosfera, ewentualnie sama, przygotowując wigilię dla siebie jak dla najlepszego przyjaciela. Ja bym się jeszcze zastanowila nad zaproszeniem brata do siebie.
    • dootchka Re: święta i powracający dylemat 14.12.08, 20:50
      witaj,
      przede wszystkim podziwiam Cię za samoświadomość i umiejętność radzenia sobie w
      tej trudnej rodzinie i sytuacji. myślę, że zrobiłaś już dużo i stoisz na tyle
      mocno na ziemi, aby zrobić to co Ci serce dyktuje. to jest Twoje życie i nic w
      nim nie musisz. moim zdaniem najlepiej będzie jak zrobisz to na co masz ochotę -
      czyli albo święta z chłopakiem, albo w domu przed TV. to ma być Twój czas i
      Twoje święta. nie zmuszaj się. nic dobrego z tego nie wyniknie.
      zyczę powodzenia i trzymaj się.
    • anika305 Re: święta i powracający dylemat 15.12.08, 11:05
      To jest Twoje życie- rób tak żebyś była szczęśliwa.
      Na święta ludzie w rodzinach się godzą ale tylko w tych rodzinach gdzie nie jest
      niezbędna pomoc psychologa. To jest moje zdanie. Powodzenia, Dużo spokoju i
      optymizmu na Święta życzę:-)
    • matylda0508 Re: święta i powracający dylemat 15.12.08, 14:01
      Gdybym znalazła się w podobnej sytuacji zabrałabym brata do siebie i we dwójkę
      spędziła święta. Zawsze lepiej w mniejszym gronie niż w chorej atmosferze. A
      rozmawiałaś z bratem jakie jest Jego stanowisko w tej sprawie?
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: święta i powracający dylemat 15.12.08, 22:51
      Jest Pani dorosła i może podejmować integralne decyzje. Jeśli świąteczna wizyta
      w domu ma być zbyt kosztowna emocjonalnie, to lepiej nie jechać. Ale sądząc z
      Pani listu, jest Pani chyba jeszcze bardzo związana z domem, bratem , ojcem.
      Wszak nie tylko mama jest istotna. Trzeba się zastanowić, czy decyzja o
      oddzielnych świętach nie będzie dla Pani również ciężarem, ale z innego powodu.
      Mnie się wydaje, że warto jechać, ale nie pozwalać się dominować panującemu
      nastrojowi między rodzicami. Ich sytuacja na razie się nie zmieni. A stałe
      unikanie świąt, jako zasada, chyba mija się z celem. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • mazda25 Re: święta nie musza byc z rodzina 17.12.08, 19:59
      W Polsce panuje terror swiat rodzinnych! Nie rozumiem dlaczego masz
      sie zmuszac aby z nimi te swieta spedzic.Miej odwage i zrob tak jak
      chcesz.Zostan u siebie albo jedz do rodziny swojego przyjaciela.To
      wcale nie takie trudne jak sie wydaje.Jezeli kontakty z rodzina maja
      na ciebie zly wplyw ,to ogranicz je do minimum. Nabierzesz wiekszego
      komfortu psychicznego.Wierz mi swieta mozna spedzac tez z milymi
      ludzmi,a niekoniecznie z rodzina.
Pełna wersja