Dziewczyny napiszcie co sądzicie o mojej sytuacji, potrzebne mi jakieś opinie osób z zewnątrz bo strasznie mnie gryzie ta sprawa;/ Wybralismy na swiadka kolegę X, który mimo że mieszka za granicą to należy do grona naszych najbliższych znajomych. Jest osobą otwartą, bardzo miłą i kulturalną, na pewno nie będzie go krepowało bycie poniekąd w centrum wydarzeń. Kolega jest też bogaty. I tu właśnie pojawia się problem. Doszły do mnie informacje, że są wśród moich znajomych osoby, które uważają że wzięlismy go na świadka ze względu na kasę

Tłumaczenie jest głównie takie, ze przecież mamy kogoś blizszego. Prawda jest jednak taka, ze ani ja ani narzeczony nie mamy, braci, ja nie mam kuzynów, a jego kuzyni jak na złość są albo dużo starsi albo siedzą za granicą i nie wiadomo nawet czy będą na weslelu (kolega co roku przez całe wakacje jest w Polsce). Mamy też pezyjeciela, który wydawał się oczywistym kandydatem na świadka, ale jest dosyć nieśmiały i powiedział wprost, że źle by się czuł w tej roli, a poza tym jest niewierzący więc mnie by było głupio stawiać go na siłę przed ołtarzem. Oczywiście są jeszcez inni koledzy, ale z róznych względów ich nie wybraliśmy. Ci znajomi, którzy mnie obmawiają to brat swiadka i jego dziewczyna. W dodatku mówią do innych, ze nie przyjdą na nasz ślub podając każdemu inne powody. Jest to dla mnie bardzo trudna sytuacja, bo nam osobiście ani przez myśl nie przeszło zeby się na śiwadku obłowić, a boję się ze słuchajacy tej gadki o kasie swiadek też tak uważa (wiem, ze jego brat już kilke razy w towarzystwie rzucał hasło, "X musi szykować kopertę"). W związku z tą fatalną sytuacją zastanawiam się czy nie pogadać ze świadkiem i czy w ogóle zapraszać jego brata z dziewczyną. Doradźcie.