aba001
15.12.04, 12:29
W ubiegłą sobotę wyszłam za mąż.
Nie obyło się bez stresów szczególnie, że dzień przed dzwoniła do mnie
kierowniczka restauracji że ciasto ma być kilka godzin wcześniej niż się
umawialiśmy...
W dzień ślubu rano nie byłam nerwowa dopiero kiedy wróciłam od fryzjera i
kosmetyczki zaczęłam się denerwować, że coś pujdzie nie tak.
Kiedy przyjechał pan młody i mieliśmy poprosić o błogosławieństwo rodziców
nie mogłam wydusić z siebie słowa. Jednak w kościele było już dobrze.
Uroczystość udała się praktycznie bez potknięć. Jedyną wpadką było to,że w
pewnym momencie wszyscy goście kleczeli a ja i pan młody staliśmy... Ale to
chyba mało istotne.
Mój chrzestny pięknie zagrał na trąbce marsz weselny.
Weselę też wypadło fajnie. Goście (tak mi się wydaje) bawili się dobrze. Nie
było żadnych spięć.
I co ciekawe dobrze mi się tańczyło. Nikogo nie podeptałam. Nie czułam się
skrępowana. Wszyscy nam mówili że nie widać po nas żadnego stresu i jesteśmy
bardzo swobodni.
To była super impreza! Wspominam ją bardzo dobrze razem z moim mężem.
Ania
Życzę Wam aby wasze wesela przebiegły w równie szampańskim nastroju i abyście
wspominali je jak najlepiej!!!!
Buziaczki!!!!