Gość: BabyDoll
IP: 213.134.155.*
17.03.05, 12:57
Wczoraj nareszcie zamówiłam TĄ JEDYNĄ suknię ślubna. Jest zupełnie inna niż
sobie planowałam, ale przecudowna. Ale od początku...
Najpierw pojechałam do salonu Panna Młoda w Piasecznie, bo miałam po drodze.
Mają suknie różnych firm, zarówno do kupienia jak i wypożyczenia. Panie
urocze, ze wstepnych spostrzeżeń świetna krawcowa, co ważne przy ewentualnych
przeróbkach. Niestety, modelu który sobie upatrzyłam nie produkują w moim
rozmiarze, bo to niby suknia francuska, a te są na ogół produkowane do
rozmiaru 40-42. A mi potrzeba 44/46...
Nie podobało mi się stwierdzenie, że gdy panie dzwonią do producenta z
pytaniem czy dany model jest produkowany w potrzebnym klientce rozmiarze, to
producent traktuje to zapytanie jako wiążące zamówienie. No i zaliczka przy
podpisaniu umowy wynosi 50%...
Potem pojechałam do Warszawy.
Zaczęłam od salonu Tylko Ona "Ona i On" przy ul. Nowolipie. Tam wybór sukni
spory, wszystkie w rozmiarze 38, więc ciężko było się w nie zmieścić i
niektóre mogłam do siebie jedynie przyłożyć bez zakładania. Niestety, ja
szukałam sukni z żorżety lub innego delikatnego lejącego się materiału, z
maleńkim (jeśli w ogóle) trenem, a tam wszystkie suknie w których całkiem
dobrze wyglądałam było z ciężkiej satyny, które raczej nadawałyby się na
kostiumy teatralne niz na kreację ślubną. No ale to kwestia gustu. W każdym
razie panie przesympatyczne.
Potem poszłam do drugiego salonu Tylko Ona, tym razem Anais przy Nowolipkach.
TRAGEDIA!!! Dziewczyny tam sprzedające nie tylko mają pojęcia o doborze sukni
do figury, to na dodatek są aroganckie i sprawiły że się czułam jak intruz w
tym salonie. Czy to do cholery moja wina, że nie wyglądam na zamożną Miss
Polonię??? Wyszłam stamtąd szybciutko...
Obok Anais był salon Abiu. Suknie Margarett, Emelie Costa i chyba jeszcze
jakieś, ale generalnie oferta zupełnie nie w moim stylu (suknie z gorsetami,
z satyny, na obfitych halkach). Panie za to urocze.
No i na koniec wybrałam się do salonu Katrin przy Ogrodowej róg Jana Pawła.
Panie powitały mnie z uśmiechem i dały do obejrzenia katalogi. Ja z początku
nic dla siebie ne znalazłam, tym bardziej że to salon Cymbeline, a te suknie
do najtańszych nie należą, a na dodatek są raczej ekstrawaganckie niż
klasyczne.
Panie nie dawały za wygraną. Zaprowadziły mnie na górę, gdzie mają ekspozycję
wszystkich dostępnych modeli, pozwoliły się porozgladać, a potem przyniosły
suknie, w których ich zdaniem mogłabym dobrze wyglądać. Trafiły w
dziesiątkę!!! I cena wcale nie była oszałamiająca. I mimo że suknia
francuska, to wybrany przeze mnie model produkowany jest w rozmiarach jeszcze
większych niż ja potrzebuję.
Przy podpisywaniu umowy okazało się, że płacąc gotówką (nie kartą) dostanę
rabat, że za żadne usługi krawieckie nie muszę dodatkowo płacić, że zadatek
wynosi ok. 30% (więc mniej niż w Piasecznie).
Panie dały mi do przymierzenia również buty. I te też zamówiłam, bo leżą
idealnie, na dodatek nie było problemu z dopasowaniem długości paseczka i
tęgości pantofli.
Jak to cudownie, że są salony, w których jeszcze przed ceremonią ślubną
czujesz się jak najpiękniejsza księżniczka. Nawet jak masz na sobie wytarte
dżinsy i nie posiadasz złotej karty kredytowej. O figurze modelki nie
wspominając...